Australijskie sekrety władzy. Recenzja serialu "Secret City"

Autor: pobarski
Okładka publicystyki dla Australijskie sekrety władzy. Recenzja serialu

Seriale z gatunku political drama kojarzą nam się głównie z tymi amerykańskimi. Prym wiedzie netfliksowy House of Cards, a także – Designated Survivor z Kieferem Sutherlandem w roli głównej. Tymczasem równie dobry, jeśli nawet nie lepszy, thriller polityczny o tytule Secret City wyprodukowali Australijczycy.

W Secret City poznajemy losy Harriet Dunkley, dziennikarki zajmującej się tematyką społeczną i polityczną dla gazety w stolicy Australii, Canberze. To bowiem nie Sydney – największe miasto w kraju – odgrywa najważniejszą rolę, a oddalona od niego o 280 kilometrów Canberra, ośrodek władz Australii.

Serial zaczyna się historią chłopaka, który uciekając przed niezidentyfikowanymi mężczyznami, połyka kartę SIM z telefonu, a następnie rzuca się z mostu do rzeki. Następnego dnia jego ciało zostaje wydobyte z wody, a policja szybko zamyka sprawę, uznając śmierć studenta za klasyczne samobójstwo.

Niespodziewanie, sprawą chłopaka zaczyna interesować się dziennikarka Harriet Dunkley. Szybko przekonuje się, że teoretycznie zwyczajny chłopak mógł posiadać informacje, które wywołałby medialny skandal związany z australijskim rządem i napiętą sytuacją z Chinami.

Niebawem Dunkley podejmie niebezpieczną grę z politykami, agentami bezpieczeństwa i przestępcami. Od jej wyniku będzie zależała nie tylko jej posada, ale także całe dalsze życie.

Secret City opinie o serialuFot. mat. prasowe Netflix

Powstało wiele seriali przedstawiających świat polityki, a na Netfliksie już niebawem pojawi się kolejny, tym razem Designated Survivor w odsłonie koreańskiej. Jednak Secret City, produkcja powstała na kanwie książki Steve’a Lewisa i Chrisa Uhlmanna The Marmalade Files, to produkcja nie tylko niezwyczajna, ale także naprawdę trzymająca w napięciu.

Chociaż początkowo wydawać się może, że historia niepokornej dziennikarki, która wtyka nos w nie swoje sprawy, a później ma przez to niemałe kłopoty, nie brzmi nazbyt oryginalnie, to autorom serialu udało się stworzyć z tej dość oklepanej konwencji naprawdę imponującą produkcję, która zachwyci widza nie tyle ładnymi obrazkami Australii, ile pasjonującą akcją.

Najważniejsza bowiem w historii Secret City jest intryga, zawiązująca się na szczytach władzy. Widzowie już od samego początku wiedzą, że w śmierci chłopaka ma jakieś drugie dno. Ale właściwie do samego końca sezonu pierwszego nie potrafimy odpowiedzieć sobie na to, dlaczego musiał zginąć i kto tak naprawdę stoi za jego śmiercią.

Pierwsza transza serialu, reżyserowana przez Emmę Freeman, to w istocie produkcja, od której trudno się oderwać. I właściwie aż żałuje się, że sezon serialu tak szybko się kończy. Jednocześnie jednak dzięki tej skondensowanej formie – sześciu pięćdziesięciu minutowym odcinkom – dostajemy to, co najlepsze.

Choć drugi sezon serialu nie jest już tak dobry, jak pierwszy, to nadal z zainteresowaniem się go ogląda. I choć z czasem ma się już nieco więcej uwag do tego, co przedstawiają nam twórcy serialu, to nadal wyróżnia się on na tle typowych, zagranicznych produkcji Netfliksa.

Serial prosto z Australii ma dla nas bowiem coś nie tylko egzotycznego, ale także świeżego. Chyba przyzwyczailiśmy się już do tych samych wzorców powtarzanych przez Amerykanów w swoich produkcjach, niezależnie od producenta czy stacji telewizyjnej. Tymczasem Secret City to serial, którego właściwie nie porównamy z innymi australijskimi produkcjami, dlatego że tak naprawdę niewiele produkcji z tego kraju przedostaje się na globalne kanały streamingowe VOD, nie mówiąc już o emisji w tradycyjnej telewizji.

Secret City zmienia nasze postrzeganie Australii. Serial sprawia, że kraj ten przestaje być już miejscem, w którym spotkać możemy co najwyżej kangury (których, notabene, jest teraz na kontynencie podobno zdecydowanie mniej niż kiedyś). Pojawia się zatem opinia, że w sumie, poza trochę innym stylem bycia obywateli, jest to państwo z problemami dokładnie takimi samymi, jak wszędzie – spiskującymi politykami, medialnymi skandalami i nierozwiązanymi zbrodniami.

Produkcja na podstawie książki Lewisa i Uhlmanna to coś jeszcze. Chociaż w produkcjach coraz częściej pojawia się motyw zgubnego wpływu nowych technologii na nasze życie (jak chociażby w Black Mirror), zwłaszcza pierwszy sezon serialu mocno akcentuje, jak niewiele prywatności daje nam dziś technologia i cyfryzacja. I jak bardzo inwigilowany może być „zwykły obywatel”.

W Secret City może i nie zachwycą Was kadry, nie zobaczycie wzruszających scen zachodzącego słońca na tle wzburzonych fal morza. Jednak zarówno w pierwszym, jak i w drugim sezonie mamy do czynienia ze świetną obsadą aktorską.

Secret City recenzjaFot. mat. prasowe Netflix | (od lewej: Jacki Weaver w roli Catriony Bailey,  Anna Torv jako Harriet Dunkley)

Na szczególnie uznanie zasługuje, wbrew pozorom, nie główna bohaterka, ale jedna z postaci drugoplanowych. Od pierwszych odcinków moje serce skradła Jacki Weaver, grająca w Secret City Catrionę Bailey – bezwzględną, momentami nieco podłą oraz zdecydowanie cyniczną polityczkę. Weaver jest niesamowicie charyzmatyczna, stanowi jednocześnie jeden z najważniejszych elementów tego serialu.

Pierwszy sezon Secret City powstał w 2016 dzięki australijskiej stacji Foxtel Showcase, która zajęła się produkcją serialu. Po sporym zainteresowaniu serialem na Netfliksie, w 2019 pojawił się drugi sezon, który wyprodukować pomógł amerykański gigant VOD, a sam drugi sezon stał się ich „serialem oryginalnym”.

I niestety, w sezonie drugim widać właśnie to, czego – na całe szczęście – nie zauważaliśmy w pierwszym sezonie. A mowa o wciśniętych na siłę plot twistach, o sztucznym przepychu i kiczowatym bogactwie scenografii oraz akcji stawiającej na przesadzoną sensację. Drugi sezon zatem, choć nadal z dobrą obsadą i ciekawą historią, prezentuje również typowe bolączki amerykańskich produkcji.

Mimo wszystko, Secret City to ciekawa produkcja, zwłaszcza na niezbyt ciepłe, letnie wieczory. Australijczycy stworzyli thriller polityczny z prawdziwego zdarzenia, który stanowić będzie nie tylko rozrywkę na wieczór, ale także w pewnym sensie zmieni nasze zdanie na temat tego, czym naprawdę jest Australia.

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Avatar użytkownika - natanna
natanna
Dodany: 2019-08-11 17:01:23
0 +-

Chętnie bym nawet obejrzała....

Avatar użytkownika - gosiaczek
gosiaczek
Dodany: 2019-07-18 11:09:16
0 +-

Nie oglądam.

Avatar użytkownika - emilly26
emilly26
Dodany: 2019-07-17 18:42:05
0 +-

Jak dla mnie są to bardzo dobre zrobione filmy.

Avatar użytkownika - Poczytajka
Poczytajka
Dodany: 2019-07-13 15:16:00
0 +-

Lubię australijskie klimaty.

Avatar użytkownika - martucha180
martucha180
Dodany: 2019-07-13 15:05:40
0 +-

Nie mam w planach.

Avatar użytkownika - Lenka83
Lenka83
Dodany: 2019-07-12 15:48:48
0 +-

Ja chyba podziękuję...

Avatar użytkownika - MonikaP
MonikaP
Dodany: 2019-07-12 12:31:36
0 +-

Może jesienią skuszę się na jakiś serial :)

Warto przeczytać

Recenzje miesiąca
Ta, która musi umrzeć
David Lagercrantz
Ta, która musi umrzeć
Bezmiar
Grzegorz Kapla
Bezmiar
Coco i jej mała czarna sukienka
Annemarie Van Haeringen
Coco i jej mała czarna sukienka
Asiunia
Joanna Papuzińska
Asiunia
Bo trzeba żyć. Apolonia
Ewa Szymańska
Bo trzeba żyć. Apolonia
Bachor
Katarzyna Ryrych;
Bachor
Oczy wilka
Alicja Sinicka
Oczy wilka
Sekret antykwariusza
Paweł Jaszczuk;
Sekret antykwariusza
Pokaż wszystkie recenzje