Tania książka na stos?

Autor: MojeBestsellery
Okładka publicystyki dla Tania książka na stos? z kategorii Brak kategorii

Coraz więcej dostępnych jest w Polsce dyskontów książkowych, które oferują tytuły w zdecydowanie niższych cenach niż te rynkowe czy okładkowe. Sklepom tym – mającym często dość różny rodzaj asortymentu pod względem jakościowym – z reguły dość dobrze się powodzi, a czytelnicy cenią sobie „tanie kupowanie”. Wiele osób burzy się jednak na warunki przechowywania książek w takich miejscach. I w tym momencie pojawia się pytanie: czy czasem cena za sprzedawanie taniej książki nie jest zbyt... wysoka?

O warszawskim dyskoncie książkowym Expans jest ostatnio dość głośno. Tania książka ze stolicy robi furorę w sieci – artykuły o wyprzedaży, na której najdroższe pozycje kosztują zaledwie pięć złotych, pojawiały się niczym prawdziwy viral na grupach czytelniczych na Facebooku, na stronach, blogach oraz w prasie. O hurtowni taniej książki napisano także na INNPoland.pl. Czytamy tam:  […] do warszawskiej hurtowni trafiają książki, które w namiotach się nie sprzedały. Jest tu wszystko.

Oferta wydaje się kusząca, bowiem kto nie chciałby kupić pięciu książek za zaledwie 25 złotych, kiedy cena okładkowa w księgarniach z reguły jest większa niż 30 złotych za jeden tytuł? Nic dziwnego, że mnóstwo osób zainteresowało się ofertą hurtowni i postanowiło wybrać się do warszawskiego magazynu na poszukiwanie ciekawych tytułów. Ale atrakcyjne ceny to tylko jedna strona medalu. 

Właścicieli strony na Facebooku „Toruńskie Księgarnie Kameralne” nie spodobało się to, co zobaczyli na miejscu. A były to bardzo niskie ceny, spora liczba szukających tanich tytułów klientów, ale też… wątpliwej jakości warunki. Na swoim fanpejdżu wrzucili 10 zdjęć, opatrzone jedynie wymownym komentarzem „Księgarstwo polskie”.

Jaki stosunek mają do sprawy sami prywatni księgarze z Torunia do sprawy taniej książki? Trudno to stwierdzić, tym bardziej że ich wypowiedzi na Facebooku są... sprzeczne. Z jednej strony mówią: jesteśmy wschodnim bazarem, by potem stwierdzić: może lepiej w takiej hali niż na makulaturze… Prawdopodobnie po coś jednak księgarze do owych hal, które tak pieczołowicie sfotografowali, przyjechali (pytanie, czy prosto z Torunia?). To, czy zrobili tam zakupy – pozostaje tylko im wiadome. 


Po publikacji naszego artykułu w komentarzu Aldona Mackiewicz, prowadząca na Facebooku profil Toruńskie Księgarnie Kameralne, udzieliła kilku wyjaśnień, które rozwiewają wątpliwości.

Nie byłam w hali w Warszawie, zdjęcia otrzymałam od przyjaciółki. To co na nich zobaczyłam nie spodobało mi się i mam nadzieję, że Państwu, właścicielom portalu Granice.pl, oraz jego użytkownikom też by się nie spodobało w jaki sposób traktowane są tam książki. Cokolwiek by nie było sprzedawane w tej hali: jedzenie, ubrania, zabawki, czy książki, to wszystko są wytwory czyjejś pracy i przykro patrzeć jak ci, którzy te przedmioty sprzedają, jak również ci, którzy je przeglądają jako potencjalni klienci nie dbają o nie, rozrzucają, niszczą i nie dbają o porządek. Ponieważ pasjonuję się książkami jako czytelniczka, użytkowniczka bibliotek, klientka księgarń i właścicielka antykwariatu, szczególnie przykro było mi patrzeć na traktowanie książek widoczne na tych zdjęciach. Od kilku lat interesuję się polskim księgarstwem i działam na rzecz księgarń kameralnych. Mogę stwierdzić, że wiem jaki jest stan polskiego księgarstwa. Stąd komentarz do zdjęć: "Księgarstwo polskie". Czy jest on wymowny to kwestia gustu. Dla mnie to po prostu słowa pasujące do zdjęć. Mój stosunek do sprawy jest następujący: szanujmy książki, książka to dobro kultury, to zapis myśli ludzkiej, wielu ludzi napracowało się, aby powstała, aby została napisana, zredagowana, przetłumaczona, zilustrowana, złożona, wydrukowana, przetransportowana i sprzedana lub wypożyczona, a wkońcu: przeczytana. O czytanie tutaj chodzi. Mamy niski poziom czytelnictwa, wszyscy walczymy o jego wzrost. Dlaczego? Bo czytanie daje nam rozrywkę, wiedzę, stajemy się mądrzejsi, bardziej wrażliwi na drugiego człowieka, poznając perypetie bohaterów literackich, możemy łatwiej odczytywać emocje innych ludzi, wiemy co może nimi kierować, czytanie czyni nas lepszymi ludźmi. Czy warto czytać coś, czego w 3 miesiące po premierze nikt nie chce, nawet stragany w kurortach, co warte jest najwyżej 5 zł? Czy tyle właśnie te książki są warte?

Jim Trelease autor książki ,,Podręcznik głośnego czytania" powiedział: ,,Naród, który nie czyta, mało wie. Naród, który mało wie, podejmuje złe decyzje - w domu, na rynku, przy urnach wyborczych. Te decyzje odbijają się na całym narodzie. Niewykształcona większość może przegłosować wykształconą mniejszość - to bardzo niebezpieczny aspekt demokracji."

Książki kupuję rzadko, gdyż są drogie. Dlatego kupuję tylko te, które naprawdę chcę mieć. Pozostałe, które chcę tylko przeczytać wypożyczam z biblioteki lub czytam na Legimi. Kupuję książki w każdej kameralnej księgarni jaką napotkam za cenę okładkową, ponieważ wiem, że wtedy wynagradzam tych, którzy tę książkę do moich rąk doprowadzili.


Kolejnym głosem w dyskusji jest także wpis na Facebooku polskiej autorki, której książki pojawiły się na magazynie z książkami za pięć złotych. Ewelina Dyda, która opublikowała dwie książki w Wydawnictwie W.A.B., pisze:

Po ponad trzech miesiącach od premiery mam już pewne wnioski. Z drugą książką od początku miałam pod górę i właściwie jej promocja (a raczej jej niemal zupełny brak) była tylko kropką nad i całej tej niesatysfakcjonującej wspinaczki. Wierzcie mi, bez zupełnego błysku w oku czekam na wyniki sprzedażowe drugiej książki. Pisanie książek to praca jak każda inna, godziny wysiedziane przed komputerem, a jednak jej wynagradzanie zależy od wielu czynników i bywa bardzo kapryśne. Na pewno satysfakcjonującemu wynagradzaniu pracy autora nie sprzyja poniższa akcja, która odbywa się w Warszawie: duża hala, książki rzucone jak na śmietniku, cena w porywach 5zł, a wśród nich moja książka (pudeł z GW Foksal jest więcej, więc pewnie nie tylko mój tytuł został w ten sposób "zaszczycony")

Wpis Dydy na portalu społecznościowym jest pełen rozczarowania wobec tego, jak wygląda życie autora. Pisarka nie boi się także skrytykować swojego wydawcy, mówi między innymi o tym, że nie zaprosił jej na Warszawskie Targi Książki, a fakt, że powieść znalazła się w dyskoncie, świadczy po prostu o polityce wydawnictwa, jego „szacunku" do autora.

Na profilu Toruńskich Księgarń szczególnie często pojawiają się komentarze użytkowników odnośnie do tego, jak niegodziwe jest kupowanie książek w takich outletach. Pytanie tylko, czy jest to coś, na co mamy wpływ i czy faktycznie tanie książki powinny spłonąć na stosie, jak niegdyś złe czarownice?

Zapominamy, że rynek – także ten książkowy – rządzi się prawem podaży i popytu. Jeżeli więc wydrukowano zbyt dużo książek, które zwyczajnie się nie sprzedały, to te właśnie zalegające w magazynach egzemplarze – niezależnie od tego, jakimi arcydziełami by nie były – z każdym dniem tracą na wartości. Więcej: generują kolejne koszty. Kiedy wydawcy publikują w ciągu roku kilkaset tytułów, koszty magazynowania okazują się naprawdę duże. Nic więc dziwnego, że wydawcy swoje książki wolą sprzedać w niskiej cenie outletom zamiast skazać je na powolną śmierć w ciemnych magazynach.

To fakt, że rynek książki jest rynkiem trudnym. Nie dziwmy się jednak, że ludzie chcą i kupują w dyskontach książkowych. Kiedy ceny książek w księgarniach mieszczą się w zakresie 25 – 40 złotych, oczywiste jest, że każdy chce kupić jak najtaniej.

Kompletnie nie rozumiem piętnowania samej idei takich akcji czy hurtowni. Tym bardziej że namioty taniej książki z reguły otwarte są w sezonie wakacyjnym, szczególnie w miastach większych czy też tych typowo turystycznych. I choć jest to konkurencja dla zwykłych księgarń, to czy krytykując outlety, nie powinniśmy krytykować także sprzedaży online i wyprzedaży w sklepach wydawcy?

– Wszyscy czytelnicy, którzy kupują książki we wszelkich składach „taniej książka” wiedzą, że nie znajdą tam hitów, nowości i bestsellerów. Sprawa jest prosta – książki trafiają do takich miejsc, gdy sprzedaż w typowych księgarniach, a nawet supermarketach, jest już nierentowna. Czyli gdy kilka miesięcy po premierze (pamiętajmy, że cykl życia książki ma ok. 3 miesięcy w Polsce) widać, że publikacja sobie po prostu nie poradziła. Dlaczego sobie nie poradziła – to inna kwestia. Może zawiniła promocja, może – treść, może rynek nie był w momencie gotowy na taki tekst, nie potrzebował go. Wydawca, mając do wyboru „zmielenie" książki lub sprzedaż w takich halach – wybierze opcję drugą. I ostatecznie myślę, że to dobrze. Pamiętajmy, że problemem tutaj nie jest miejsce sprzedaży i jej sposób, ale raczej nadprodukcja tytułów i wspomniany krótki cykl życia książek. Książka jest towarem na rynku, który zasługuje czasem na specjalne traktowanie – tak uznaliśmy jako społeczeństwo, tak nam wpojono w szkołach i dlatego taka sytuacja może oburzać. Ale znów – książka nadal jest towarem. Więc lepiej go przecenić, niż zniszczyć, prawda? – mówi Kinga Rak, redaktor naczelna Twardej Oprawy, literaturoznawczyni – Jest grupa czytelników, którzy uwielbiają okazje i moim zdaniem lepiej, by zakupili książki w takiej hali niż wcale. W szczególności, jeśli są to czytelnicy okazjonalni. Należy również pamiętać o osobach z niższymi dochodami, dla których wydatek 40 zł na jedną książkę może być po prostu za duży. Czytelników w takiej sytuacji materialnej ratują biblioteki i właśnie dyskonty książkowe. Skoro wierzymy, że czytanie jest ważne, nie ma co na takie akcje narzekać. Może przyciągną osoby, które nie kupiłyby książki w niszowej księgarni. A moim zdaniem rynku nie psują dyskonty, tylko na jego stan składa się kilka elementów. Więcej złego robią duże hurtownie i księgarnie z zabójczymi dla małych wydawców marżami niż takie miejsca. Jeśli dodamy nadprodukcję tytułów, słabą promocję, niski poziom czytelnictwa i niski poziom świadomości czytelników, uznamy, że zdecydowanie nikt nie powinien ganić osób, które zdecydowały się kupić książkę – nawet w dyskoncie – dodaje Rak.

Zasada jest ta sama, co w przypadku innych sklepów. Podobnie przecież muszą złościć się właściciele warzywniaków, dla których konkurencją są zdecydowanie większe hipermarkety. A jednak – przecież większość z nas nie robi zakupów na święta w małym sklepiku, tylko w supermarkecie. Niesprawiedliwe? Być może, jednak nikt nie powiedział, że w życiu będzie łatwo. Każdy ma prawo kupować książki dokładnie tam, gdzie chce. Jako czytelnik jestem przekonany, że każdy pragnie mieć w swojej biblioteczce książki w takim stanie, by móc się nimi pochwalić. Ważne więc, by właściciele outletów z książkami dbali o to, by były one przechowywane w odpowiednich warunkach. Przecież dbają o to również osoby rozkładające towary na ladach w supermarketach.

Walka o odpowiednie warunki przechowywania książek jest więc jak najbardziej zasadna. A czy walka z książkowymi outletami jako takimi ma sens? Nie, bo ich istnienie to naturalna kolej rzeczy i naturalne ogniwo (ostatnie, niekoniecznie najsłabsze) rynku książki w tym kształcie, z jakim mamy do czynienia w Polsce. Książka to produkt jak każdy inny. Trzeba o taki produkt dbać, a decyzję o sposobie dokonywania zakupu należy pozostawić klientom. Ostatecznie wszystko sprowadza się właśnie do nas, czytelników. I do naszego… sumienia. Ewentualnie – do zasobności kieszeni. 

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Avatar użytkownika - Poczytajka
Poczytajka
Dodany: 2019-02-01 21:31:13
0 +-

Książkom szacunek się należy i odpowiednie traktowanie.

Avatar użytkownika - kanon
kanon
Dodany: 2018-12-20 08:12:12
0 +-

Nie jestem przeciwnikiem dyskontów, jednak razi mnie, gdy w marketowych koszach, pomiędzy książkami znajdujemy inne artykuły spożywcze (nie raz widziałam wrzucony uszkodzony jogurt !)

Avatar użytkownika - gosiaczek
gosiaczek
Dodany: 2018-10-30 11:55:56
0 +-

Ja książek nigdy nie wyrzucam. Uważam, że te starsze mają wręcz większą wartość.

Ale nowe zawsze szukam na promocjach :)

Avatar użytkownika - agnieszka_rowka
agnieszka_rowka
Dodany: 2018-09-07 15:10:00
0 +-

każda ksiażka ma swoją wartosć bez wzgledu na to ile ma lat i  w jakim jest stanie.

Avatar użytkownika - MonikaP
MonikaP
Dodany: 2018-07-25 08:26:09
1 +-

@MojeBestsellery  sądzę, że dyskonty są dobre dla czytelników, których nie stać na kupno książki w cenie okładkowej. Sama akurat nie kupuję papierowych książek, korzystam z czytnika - taniej, wygodniej. Boli mnie widok książek porozrzucanych i zniszczonych - a to akurat normalny widok w dyskontach, czy na wyprzedażach :/

Avatar użytkownika - martucha180
martucha180
Dodany: 2018-07-24 21:34:45
0 +-

Mnie najbardziej boli brak szacunku dla książki, nawet tej za złotówkę.

Avatar użytkownika - slk
slk
Dodany: 2018-07-24 14:06:58
1 +-

@TorunskieKsiegar  Pozwoliliśmy sobie zaktualizować powyższy tekst o wypowiedź z komentarza. Do naszej redakcji należy wiele osób i trudno mi mówić za wszystkich. Nie mamy też żadnej ,,jednolitej linii programowej", więc napiszę od siebie: 

1) Nie, nie podoba mi się widok jak na zdjęciu, chociaż - mówiąc szczerze - widywałem już sytuacje zdecydowanie gorsze w przypadku książkowych wyprzedaży. 

2) Mam wrażenie, że ,,książka za 5 zł", dostępna w wielu miejscach, bardziej przyczyni się do wzrostu poziomu czytelnictwa niż większość akcji promocyjnych, jakie podejmowane są oddolnie czy odgórnie. Bo na taką książkę stać praktycznie każdego, gdy na książki w cenach okładkowych - jedynie nielicznych. 

3) Cenię także pracę księgarzy kameralnych i z rozrzewnieniem wspominam czas, kiedy w bytomskiej księgarni przy ulicy Dworcowej czekała na mnie pani księgarka z prawdziwego zdarzenia, wyciągając ,,spod lady" tytuły idealnie dopasowane do moich gustów czytelniczych. I - czasami - mówiąc, że po niektóre tytuły sięgać nie warto. Przepuszczałem tam pół wypłaty. Potem wprowadzono samoobsługę, i pracować tam zaczęli ekspedienci, sprzedawcy, nie księgarze. I dla mnie miejsce to straciło całą magię, choć podobno obroty były zdecydowanie wyższe po zmianach. Mam nadzieję, że księgarnie kameralne znajdą swoje miejsce na współczesnym rynku książki. Wiara w to - to już zupełnie inna sprawa. 

4) Nie, nie wierzę, że wyprzedawane tytuły są warte najwyżej 5 zł. Dlatego przykro mi, że na polskim rynku książki mamy tak potworną nadprodukcję tytułów. Co więcej - w większość z nich nikt nie wierzy, nie są w żaden sposób promowane, nie ma prób dotarcia do czytelnika z informacją o nich. Przykro mi, że dziś książka żyje 3 miesiące od premiery albo krócej. Choćby dlatego, że to niemożliwe, by w tej sytuacji być z nowościami naprawdę na bieżąco. Nawet jeśli pracuje się ,,w branży". 

Avatar użytkownika - TorunskieKsiegar
TorunskieKsiegar
Dodany: 2018-07-24 13:17:05
2 +-

Szanowni Państwo, miło mi po kilku latach przerwy znów nawiązać z Państwem kontakt. Kilka lat temu nasz antykwariat brał udział w organizowanej przez Państwa akcji "5 minut dla książki". Jako właścicielce strony na facebooku Toruńskie Księgarnie Kameralne chcę doprecyzować kilka spraw z Państwa artykułu. Nie byłam w hali w Warszawie, zdjęcia otrzymałam od przyjaciółki. To co na nich zobaczyłam nie spodobało mi się i mam nadzieję, że Państwu, właścicielom portalu Granice.pl, oraz jego użytkownikom też by się nie spodobało w jaki sposób traktowane są tam książki. Cokolwiek by nie było sprzedawane w tej hali: jedzenie, ubrania, zabawki, czy książki, to wszystko są wytwory czyjejś pracy i przykro patrzeć jak ci, którzy te przedmioty sprzedają, jak również ci, którzy je przeglądają jako potencjalni klienci nie dbają o nie, rozrzucają, niszczą i nie dbają o porządek. Ponieważ pasjonuję się książkami jako czytelniczka, użytkowniczka bibliotek, klientka księgarń i właścicielka antykwariatu, szczególnie przykro było mi patrzeć na traktowanie książek widoczne na tych zdjęciach. Od kilku lat interesuję się polskim księgarstwem i działam na rzecz księgarń kameralnych. Mogę stwierdzić, że wiem jaki jest stan polskiego księgarstwa. Stąd komentarz do zdjęć: "Księgarstwo polskie". Czy jest on wymowny to kwestia gustu. Dla mnie to po prostu słowa pasujące do zdjęć. Mój stosunek do sprawy jest następujący: szanujmy książki, książka to dobro kultury, to zapis myśli ludzkiej, wielu ludzi napracowało się, aby powstała, aby została napisana, zredagowana, przetłumaczona, zilustrowana, złożona, wydrukowana, przetransportowana i sprzedana lub wypożyczona, a wkońcu: przeczytana. O czytanie tutaj chodzi. Mamy niski poziom czytelnictwa, wszyscy walczymy o jego wzrost. Dlaczego? Bo czytanie daje nam rozrywkę, wiedzę, stajemy się mądrzejsi, bardziej wrażliwi na drugiego człowieka, poznając perypetie bohaterów literackich, możemy łatwiej odczytywać emocje innych ludzi, wiemy co może nimi kierować, czytanie czyni nas lepszymi ludźmi. Czy warto czytać coś, czego w 3 miesiące po premierze nikt nie chce, nawet stragany w kurortach, co warte jest najwyżej 5 zł? Czy tyle właśnie te książki są warte?

 


Jim Trelease autor książki ,,Podręcznik głośnego czytania" powiedział: ,,Naród, który nie czyta, mało wie. Naród, który mało wie, podejmuje złe decyzje - w domu, na rynku, przy urnach wyborczych. Te decyzje odbijają się na całym narodzie. Niewykształcona większość może przegłosować wykształconą mniejszość - to bardzo niebezpieczny aspekt demokracji."

 


P.S. Co do ostatniego przypuszczenia wysnutego przez Państwa: nie byłam w tej hali i nic w niej nie kupiłam. Książki kupuję rzadko, gdyż są drogie. Dlatego kupuję tylko te, które naprawdę chcę mieć. Pozostałe, które chcę tylko przeczytać wypożyczam z biblioteki lub czytam na Legimi. Kupuję książki w każdej kameralnej księgarni jaką napotkam za cenę okładkową, ponieważ wiem, że wtedy wynagradzam tych, którzy tę książkę do moich rąk doprowadzili.

Avatar użytkownika - MojeBestsellery
MojeBestsellery
Dodany: 2018-07-24 12:31:26
0 +-

@MonikaP  sądzisz, że dyskonty książkowe są "dobre" dla książek czy niezbyt?

Avatar użytkownika - MonikaP
MonikaP
Dodany: 2018-07-24 12:21:01
0 +-

No coż, 40zł za książkę to rozbój w biały dzień... Stąd pewnie tylu chętnych na promocje i wyprzedaże.

Warto przeczytać