reklama

Wzgórza mają oczy - recenzja filmu

Autor: martasurowiecka
Okładka publicystyki dla Wzgórza mają oczy - recenzja filmu z kategorii Brak kategorii

Wiwat, cywilizacja! Moje marzenia o bezludnej wyspie i oderwaniu się od miejskiego zgiełku, od codziennie widzianej z okna perspektywy dachów, anten, trawników ogrodzonych i oznakowanych tabliczkami coś zakazującymi zostały poważnie nadwyrężone. Nie tylko dlatego, że głuche wzgórza mają oczy i pozornie nie podsłuchują, ale również z tego powodu, że mogą rzeczywiście ich nie mieć i niczego nie słyszeć (co najgorsze – nie usłyszą wołania o pomoc).

Cywilizacja jest bronią i narzędziem. Bez wiedzy i techniki, jaką daje stajemy się jeszcze bardziej samotni i bezbronni, a do tego kompletnie zagubieni. Bez telefonu nie możemy się z nikim skontaktować. Bez drogowskazu, mapy, sprawnego pojazdu – nigdzie dotrzeć… Po obejrzeniu filmu Wzgórza mają oczy jakoś kojąco wpływa na mnie dobrze znany widok blokowisk, sklepów, budek telefonicznych i różnorakich punktów usługowych – ze śledzącymi każdy mój ruch oczami, ale… ludzkimi oczami. A na takich pustkowiach, paradoksalnie (właściwie skąd pewność, że miejsca te są puste?), nigdy nie wiadomo, co się kryje. A kryć się mogą bardzo, bardzo nieprzyjemne rzeczy. O tym przekonali się Carterowie.

Ta amerykańska rodzina (małżeństwo z dwiema córkami, synem, zięciem i małą wnuczką) wybrała się przyczepą w podróż do Kalifornii. Jadąc przez pustynne tereny, trafili na stację benzynową, której właściciel (Tom Bower) podpowiedział im skrót mający ułatwić podróż. Skorzystanie z rady stało się początkiem najgorszego w ich życiu (a dla wielu – ostatniego) koszmaru. Ociekający brudem, wizualnie odrażający typ z premedytacją pchnął ich w sidła kanibali. Sądząc po przedmiotach rozrzuconych w jego domu – dokumentach z fotografiami różnych osób, damskich torebkach, biżuterii – robił to już nie raz. I tak auto Carterów wskutek zastawionej na drodze pułapki zepsuło się, uniemożliwiając dalszą jazdę. Rodzina znalazła się na pustkowiu otoczonym wzgórzami, z dala od autostrady, zabudowań, telefonów… z komórką, która tutaj nie ma zasięgu. W pułapce. Już samo to jest przerażające. A spostrzeżenie wśród skał błyszczącego światełka, świadczącego o tym, że prawdopodobnie jest się obserwowanym, potęguje to uczucie.

Napastnicy odsłaniani są przed widzami stopniowo. Najpierw oglądamy ich z profilu, od tyłu, migają nam przed oczami. Emocjonujący jest motyw ze zniknięciem bluzy nastoletniego syna Carterów (Dan Byrd jako Bobby), bo pokazany jest później ktoś ubrany w tę bluzę, biegający po skałach i przyglądający się bohaterom. Głowę skrywa kaptur. Patrzymy tylko na jego plecy, odzież. Angażujemy wyobraźnię. Dość szybko jednak widzimy mieszkańców pustyni w całej krasie. Do końca filmu ich widok zdąży nam obrzydnąć. Żałuję, że ta zabawa z widzem w domysły i odkrywanie zagrożenia trwała tak krótko.

Krwawych scen jest bardzo wiele i niektóre z nich są całkiem niezłe, np. Doug (Aaron Stanford) – zięć Carterów, zamknięty w skrzyni z poćwiartowanymi zwłokami. Mrożące krew w żyłach. Dla prawdziwych smakoszy soczystych horrorów. Mamy zwykłych ludzi w z pozoru normalnej sytuacji (zboczyli z trasy i ulegli wypadkowi), odmienne sposoby reagowania, przemianę jednego z bohaterów – Doug, początkowo bezradny, później przejmuje inicjatywę i walczy. Taki mały przekrój społeczny. Śledzimy zachowania różnych ludzi w obliczu niebezpieczeństwa. Schemat podobny do produkcji katastroficznych. Kto przeżyje? Czy przeżyje ktokolwiek?

Walka ze zmutowanymi w wyniku napromieniowania, bezwzględnymi osobnikami jest dramatyczna. Efektowną stronę filmu stanowią różne atrakcje dźwiękowe: odgłosy dobiegające ze wszystkich stron, gama oryginalnych, intrygujących brzmień, zaskakujących nagłym pojawieniem się, przeplataniem ze sobą. Wśród nich znalazł się jeden regularnie powtarzający motyw, który niestety był już wykorzystany w horrorze Silent Hill Christophe’a Gansa. To skutecznie wyolbrzymiające nastrój grozy, specyficzne rzężenie, czy warczenie jakichś maszyn, motorów. Tam słyszeliśmy je bardzo wyraźnie – tu jakby przez mgłę, z oddali. Występuje na ekranie wraz z narastaniem niebezpieczeństwa, po nim milknie. Chwyt, który jest trendy we współczesnych horrorach? Jak na razie działa, póki się nie osłuchał i nie znudził – lecz jeśli znajdzie się w dziesiątym filmie, to już nie wywrze spodziewanego wrażenia.

Zachwycają plenery. Nieograniczona przestrzeń. Wszędzie, jak okiem sięgnąć, żółty, piaszczysto-skalisty pejzaż, pozbawiony jakiejkolwiek roślinności, jakichkolwiek oznak życia. Tak przynajmniej wydaje się na początku. Suche patyki niczym zwłoki niegdysiejszej przyrody walają się po nagrzanej ziemi. Śmierć emanuje z całego ekranu, zachowana w szczególe i bezmiarze tła. Jeszcze nie mamy napastników, a już się boimy. Filmowcy dobrze wykorzystali zjawisko małości człowieka wobec ogromu świata, przywołali myśl, że nie na wszystko mamy wpływ i nie każdy zakątek naszej planety jest uległy, ujarzmiony przez ludzką władzę, pomysłowość, ciekawość, siłę. Myśl, że jest coś nie podlegającego naszej kontroli, zawsze wywołuje dreszcz emocji. Zderzenie miejskiej scenerii, tętniącej cywilizacji, w jakiej my, widzowie, tkwimy i z której wyrusza rodzina Carterów – z miejscem nie objętym drogowskazami, zasięgiem telefonów komórkowych czy siecią Mc Donalds. Dookoła rozciąga się teren, którego granic nie widać. Ogrom tej przestrzeni przytłacza i zmusza do pokory. Próba odnalezienia się w samym jej środku jest niepokojąca. A nawet straszna. Pojawiają się pytania o jedzenie, picie… Co zrobić, gdy tego zabraknie? I jak stąd wyjść, skoro nie wiadomo, dokąd iść? Wszystko, co wykracza poza ramy naszych przyzwyczajeń, budzi wątpliwości i narusza nawet stabilnie skonstruowaną pewność siebie. Zatem podziwiamy prezentowaną panoramę niecodziennego krajobrazu i jednocześnie budzi ona nasze przerażenie. Czujemy się – niczym ekranowi bohaterowie – zamknięci w tej klatce, w której pomimo ogromu przestrzeni robi nam się ciasno i duszno.

Film kończymy oglądać jako mali, bezbronni mieszkańcy wszechświata, dodatkowo stłamszeni przez bestialskie mutanty.

Marta Surowiecka

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.