Bernardyna Darecka-Władzimiruk uderza w najczulszą strunę ludzkiego lęku: lęku przed obcością najbliższych. Sugeruje, że poznanie drugiego człowieka to iluzja, która pryska w zderzeniu z rzeczywistością. Kończąc lekturę zostajemy z niepokojącym pytaniem:
Czy można znać kogoś, kto sam nie chce być poznany?
To urzekające splątanie romansu i sensacji, którego premiera uświetniła końcówkę 2025 roku, w pełni trafiło w moje literackie upodobania. Autorka stworzyła prozę nasyconą emocjami, w której każde słowo wydaje się być starannie wyważone, a losy bohaterki stają się lustrem dla naszych własnych dylematów.
To opowieść, która przenika do głębi i pozostaje pod powiekami jeszcze długo po zamknięciu okładki. Jej finał nie jest jednak nieodwołalnym pożegnaniem – Autorka pozostawiła czytelnikowi przestrzeń na własną interpretację. Zamiast definitywnego zamknięcia, otrzymujemy artystyczny wielokropek, który pozwala współtworzyć zakończenie.
Oczywiście, lekturę książki gorąco polecam!
Zapach pieczonego chleba i woń kwiatów – to z tym kojarzyły się Ninie szczęśliwe dzieciństwo i dorosłość. Od dziecka kochała kwiaty i tak już zostało...