Opowieść o przeszłości i tym, co najmocniej dotyka nas dzisiaj. O wojnie, traumie, korzeniach rodzinnych. Modrzewiowa aleja Aleksandry Brody to piękna i świetnie napisana historia, która wzrusza na wielu poziomach.

W Łaziskach stoi dworek Bogdanowiczów. To właśnie tam, jeszcze przed wojną, wśród starych drzew, w cichej alei, narodziło się uczucie między Wandą Tarkowiak, córką miejscowego stolarza, i Michałem Bogdanowiczem, młodym hrabią. Wojna rozdziela jednak tych dwoje. Po jej wybuchu Michała uznano za zaginionego, a w życie Wandy brutalnie wdziera się niemiecki kapitan Jurgen Kloss. Współcześnie, w roku 2004, do tej historii wraca Barbara Makowska – uparta i bardzo charakterna prawniczka. Przypadkiem trafia ona na pamiętnik Wandy. Lektura zapisków uruchamia serię pytań o przeszłość i rodzinne tajemnice. Barbara postanawia je wyjaśnić.
Poszukiwania prowadzą do dworku Bogdanowiczów, a bohaterka zaczyna rozumieć, jak silnie przeszłość potrafi wpływać na teraźniejszość. Basia jest specyficzna. Uparta i zadziorna, szorstka i dosyć zamknięta. Ma swoje powody, by taka być, choć na pewno nie ułatwia jej to nawiązywania relacji. Kiedy w kancelarii pojawia się przystojny Piotr, sprawy komplikują się jeszcze mocniej. Między nimi iskrzy, ale Barbara ani myśli silić się na uprzejmości czy flirt. Buduje wokół siebie mur. Tymczasem poznawanie losów swojej rodziny może okazać się szansą na to, by wyjść ze skorupy, lepiej zrozumieć siebie. I może w końcu zacząć być szczęśliwą?
Jednocześnie poznajemy losy wojennych bohaterów, czyli (między innymi) Wandy i Michała. Bohaterka nie tylko traci z oczu ukochanego, ale też musi mierzyć się z wielkim zagrożeniem, Jurgenem Klossem. Niemiec chce ją mieć i wkrótce zaczyna popadać niemal w obsesję. Nie mogę zdradzać za dużo z fabuły, ale sytuacja Wandy naprawdę się komplikuje. A wojna – no, cóż – nikogo nie oszczędza i na zawsze zmienia życie bohaterów. Mimo to Wanda się nie poddaje. Jej siła i determinacja są imponujące, a Barbara uświadamia sobie, jak wielka moc drzemie w jej korzeniach.
Obok wciągającej fabuły i dwóch linii czasowych w powieści nie brakuje pięknych miejsc. Aleksandra Broda pisze o nich w taki sposób:
Dworek w Łaziskach istnieje naprawdę. Prowadzi do niego modrzewiowa aleja, która intrygowała mnie od dzieciństwa. Choć opisane w powieści osoby i wydarzenia są fikcyjne, inspiracją do napisania książki stały się prawdziwe miejsca. Opisy wnętrz dworku są wytworem mojej wyobraźni, podobnie dąb w parku, ogród różany oraz tylne wejście do dworku. (…) Modrzewiową aleję pamiętam dobrze z wczesnego dzieciństwa oraz wakacyjnych pobytów w Łaziskach. Zawsze przejeżdżając obok, wpatrywałam się w nią i próbowałam na jej końcu dostrzec zarys dworku. Również w dorosłym życiu aleja nie przestawała mnie intrygować, czego dowodem jest książka, którą trzymacie w rękach.
I trzeba przyznać, że ta aleja czaruje, zostaje w sercu czytelnika. Przypomina, że miejsca skrywają historię, pamiętają ludzkie losy. Polecam gorąco – czeka Was sporo wzruszeń!