Recenzja książki: Morderstwo w sądzie

Recenzuje: Damian Kopeć

Wiedza czasem prowadzi ludzi do śmierci

W spokojnym miasteczku Hidden Springs nie dzieje się zbyt wiele. Zwłaszcza w zakresie poważnego naruszenia przepisów prawa. Wiadomo, kto jest kim, kto może sprawiać kłopoty i jakie. Plotki, bójki, kłótnie, kradzieże laptopów lub smartfonów – zwykłe sprawy, takie jak w całej współczesnej globalnej wiosce. Może i jest nazbyt przewidywalnie, ale da się spokojnie żyć. Kiedy na schodach miejscowego sądu zostają odnalezione zwłoki nieznanego mężczyzny, w ustalony rytm życia wkrada się niepokój. Co prawda trochę ograniczony – wszak nikt nie zna zabitego, a przynajmniej tego w żaden widoczny sposób nie okazuje. Sprawą zajmuje się miejscowa policja, prowadzi ją średnio rozgarnięty i bardzo ambitny Paul Osgood, ale tak naprawdę zagadkę próbuje rozwiązać tylko zastępca szeryfa – ciągle jeszcze młody, przystojny kawaler Michael Keane. Nie jest mu łatwo – nikt nic nie widział, nikt nie ma nic do dodania. Zdziwienie, niepokój, strach wynikający z niewiedzy, niezdrowa ciekawość. No bo kto jest zabójcą? Czy na pewno to ktoś obcy? To jeszcze można jakoś zrozumieć, ale jakie były motywy zbrodni?

Ze zdjęcia na prawie jazdy patrzył na niego tamten martwy mężczyzna. Tym razem jednak w jego oczach nie było zaskoczenia. Był to jedynie zwykły uśmiechnięty człowiek.

Udaje się w końcu ustalić, kim jest zastrzelony – notabene, serwisant drukarek, ale to nie sprawia, że tajemnic jakoś ubywa. Początkowo, nim znaleziono portfel, w którym znajdowało się prawo jazdy, nikt nie rozpoznawał owego zabitego strzałem z pistoletu, siedzącego niczym zbłąkany bezdomny na schodach miejscowego sądu. W niewielkim miasteczku takie rzeczy się dotąd nie zdarzały. Atmosfera zaczyna się jeszcze zagęszczać, kiedy ginie kolejna osoba. Tym razem dobrze znany w miasteczku fryzjer Joe. To już nie jest ktoś obcy, to swój. Blady strach pada na wszystkich. Kto bowiem mógł brutalnie zamordować całkiem sympatycznego golibrodę?

Morderstwo w sądzie Ann H. Gabhart to nie jest dynamiczny, pulsujący wydarzeniami thriller czy kryminał. To książka sensacyjna, acz w pewien sposób spokojna. To nie pozbawiona humoru i ironicznych nut historia o małomiasteczkowym świecie, w którym istnieją mroczne tajemnice z przeszłości. To świetnie nakreślone sylwetki kilku postaci, które potrafią zaintrygować. To śledztwo prowadzone klasycznie, bez wsparcia mocy paranormalnych czy CSI. To złożone relacje między ludźmi, w których wymieszane są sprawy zawodowe i osobiste. Malownicza gra myśli, emocji, namiętności i złożonych motywacji, czasami popychających ludzi do zbrodni. To pokazanie, że nie zawsze wiemy, co w kim głeboko drzemie i do czego ktoś tak naprawdę może być zdolny. To – w końcu – oddanie atmosfery zamkniętej społeczności, blasków i cieni życia w ograniczonej grupie społecznej.

Główny bohater budzi sympatię. Michael, po negatywnych doświadczeniach z pracy w policji w Chicago, powraca na prowincję i odkrywa, że tu czuje się o wiele lepiej. Inny poziom zbrodni, okrucieństwa i niebezpieczeństwa niż w wielkim mieście. Tu ma czas na zastanowienie się nad relacjami z bliskimi mu osobami. Na poszukiwanie drugiej połowy. Jest zrównoważony, stonowany, życzliwy, mimo naprawdę ciężkich doświadczeń. Drugą osobą – co prawda epizodyczną, ale mocno ożywiającą opowieść – jest jego ciocia Melinda. Postać doprawdy nietuzinkowa. Miejscowa nauczycielka, energiczna i zaangażowana nie tylko w nauczanie, ale też wychowywanie młodzieży. Trochę apodyktyczna, ale zarazem szczera i zdolna do poświęceń. Jej podopiecznym jest Anthony – chłopak z problemami i sprawiający problemy. Jako dziecko został w tajemniczych okolicznościach opuszczony przez matkę – przynajmniej taka jest wersja oficjalna. Chłopak jest outsiderem, nie potrafi znaleźć sobie miejsca i stale prowokuje kłopoty. Galerię barwnych miejscowych postaci uzupełniają: sędzia – bardzo ważna miejscowa persona, wszystkowiedząca plotkarka, budzący sprzeczne uczucia dziennikarz Hank, atrakcyjna pani prawnik Alex. Większość postaci jest niebanalnych albo przynajmniej ukazanych niebanalnie. Ann K. Gabhart traktuje wszystkich z życzliwością, nawet, jeśli nie są krystalicznie czystymi. Próbuje ich zrozumieć, pokazać tkwiące w nich dobro. Dużo miejsca poświęca wzajemnym złożonym relacjom.

Powieść, choć akcja nie jest oszałamiająco wartka, czyta się znakomicie. O ile tylko ktoś lubi historie z szerszym tłem. Styl jest dosyć lekki, świat ukazany ciekawie, bez nadmiernego reklamowania i eksponowania zła. Jest tu miejsce na sprawy i tematy poważne oraz na momenty zabawne. Są rozmaite emocje. Fabuła wygląda na przemyślaną, a zagadka kryminalna, choć nie jest bardzo wyrafinowana, nie należy do słabych. Mocną stroną tej prozy jest zrównoważenie opisów, dialogów, wydarzeń. Postaci są może trochę przerysowane, ale z pożytkiem dla lektury.

Morderstwo w sądzie to dopiero pierwszy tom cyklu Zagadki Hidden Springs. Jest więc szansa, że nie tylko pojawią się nowe zagadki kryminalne, ale też lepiej poznamy świat jego mieszkańców. A jest co poznawać.

Kup książkę Morderstwo w sądzie

Sprawdzam ceny dla ciebie ...

Zobacz także

Zobacz opinie o książce Morderstwo w sądzie
Książka
Morderstwo w sądzie
Ann H. Gabhart
Inne książki autora
Śmierć przychodzi pocztą
Ann H. Gabhart0
Okładka ksiązki - Śmierć przychodzi pocztą

Zastępca szeryfa, Michael Keane, nie jest zadowolony ze sławy bohatera Hidden Springs, jaką zyskał po ściągnięciu samobójcy z krawędzi mostu nad...

Morderstwo to nie wypadek
Ann H. Gabhart0
Okładka ksiązki - Morderstwo to nie wypadek

Nastolatka Maggie Greene przekracza progi starej, opustoszałej wiktoriańskiej rezydencji, by w okazałym pokoju na wieży samotnie pisać pamiętnik. Wie,...

Zobacz wszystkie książki tego autora