Nikt się nie zdziwi, jeśli powiem, że do przeczytania tej książki zachęciła mnie okładka, a raczej smok widniejący na niej. Po tym jak poznałam "Fourth Wing" totalnie przepadłam dla tych magicznych stworzeń. Z racji tego, że moja pamięć do opisów jest słaba (dosłownie zapominam, o czym ma być książka po kilku godzinach, a czasem i minutach), tak wielkie było moje zdziwienie, gdy się okazało, że smoków nie ma, a wraz z bohaterką trafiamy do akademii pełnej wampirów. No niezły plot twist, prawda?
Po tym, jakim grubaskiem jest ta książka (prawie 700 stron), można by się spodziewać dużej ilości zawiłych akcji, porządnego nakreślenia świata, w którym się znajdujemy i ogólnie rozbudowanej fabuły, prawda? Jeśli chodzi o ten tytuł, to moja odpowiedź brzmi "i tak, i nie". Już tłumaczę. O głównej bohaterce wiemy tyle, że jest ona Fae i jakimś cudem uniknęła śmierci, teleportując się do innego świata, w którym są wampiry. Na podstawie (nie wiadomo czego) osoby, które ją znalazły, twierdzą, że jest ona jeźdźczynią, choć smoków nikt nie widział od x lat. Dziewczyna unika śmierci dzięki temu, że została podarowana wampirowi, jako jego druga przyszła żona. Musi uczyć się w akademii, a pod jej nogi co chwila rzucane są kłody.
Powiem tak - widzę, że był tu jakiś ciekawy plan na przedstawienie całej fabuły, miał być bodajże wątek "wybrańca", no oczywiście wampiry, akademia, fae, tu gdzieś walka o mężczyznę etc. I ogólnie to sam pomysł ma potencjał, ale wykonanie moim zdaniem okazało się za dużym orzechem do zgryzienia. W książce dzieje się naprawdę dużo, czasem nie idzie się połapać w ilości akcji, gdyż wszystko moim zdaniem było pisane dosyć chaotycznie. Zamiast powoli wprowadzić nas w wykreowany przez Autorkę świat, ona tak trochę rzuciła nas na głęboką wodę, myśląc, że sami załapiemy sens tego, co chciała nam pokazać. I choć jej styl przypadł mi do gustu, bo jednak dosyć szybko czytało mi się tę książkę, tak po jej skończeniu czułam, jakbym pominęła większą jej część.
Poza tym, że nie zostało nam wyjaśnione, jak funkcjonuje świat przedstawiony w książce, dodatkowo było mi brak większych emocji. Nie byłam w stanie wczuć się w tę historię, tak jakbym tego chciała. Nie czułam żadnej więzi z bohaterami, choć w sumie może troszkę polubiłam przyjaciół Medry. Strasznie źle się z tym czuję, że pomimo tego, iż książka miała potencjał i nawet fajnie się ją czytało, to bardzo szybko o niej zapomnę, przez te wszystkie mankamenty. A naprawdę liczyłam, że będzie to jeden z moich ulubieńców miesiąca, a się niestety pomyliłam. Mimo wszystko, jeśli będę miała taką możliwość, to sięgnę po kolejny tom, by przekonać się, czy coś się poprawiło oraz by móc poznać dalsze losy bohaterów, gdyż akurat bliżej końca trochę bardziej wkręciłam się w tę historię.
Dziękuję serdecznie wydawnictwu za egzemplarz recenzencki! Zachęcam do zapoznania się z tym tytułem i wyrobienia sobie własnego zdania.
Miłość wbrew przeznaczeniu, ryzykowna misja i królestwo na krawędzi wojny… Odrzucona księżniczka… Morgana Pendragon, wychowywana w cieniu...