ᴛʏᴛᴜᴌ ʀᴇᴄᴇɴᴢᴊɪ: 𝗞𝘄𝗶𝗲𝘁𝗻𝗮 𝗸𝗼ł𝘆𝘀𝗮𝗻𝗸𝗮
Są książki, po które sięgam z ciekawości, i takie, które trafiają do mnie w odpowiednim momencie. 𝑊𝑎𝑟𝑚𝑖ń𝑠𝑘𝑖 𝑜𝑔𝑟ó𝑑 𝑤𝑠𝑝𝑜𝑚𝑛𝑖𝑒ń pojawił się w moim życiu właśnie wtedy, gdy potrzebowałam spokoju, ciepła i historii, która pozwoli na chwilę zatrzymać się w codziennym biegu. Już od pierwszych stron poczułam, że to opowieść, która będzie bliska mojemu sercu. Lubię książki, które niosą w sobie emocje, w których ważną rolę odgrywają wspomnienia, relacje i miejsca mające duszę. 𝑊𝑎𝑟𝑚𝑖ń𝑠𝑘𝑖 𝑜𝑔𝑟ó𝑑 𝑤𝑠𝑝𝑜𝑚𝑛𝑖𝑒ń okazał się właśnie taką historią. Czytając, miałam wrażenie, jakbym powoli wchodziła do świata pełnego ciszy, refleksji i ciepła, gdzie każda strona przynosiła ukojenie i pozwalała na moment zapomnieć o wszystkim, co trudne. To jedna z tych książek, które czyta się spokojnie, bez pośpiechu, pozwalając, by historia naturalnie przenikała do myśli i zostawiała po sobie ślad. Już od początku wiedziałam, że ta opowieść będzie czymś więcej niż tylko kolejną przeczytaną książką.
Małgorzata Mikos wzięła na tapet temat dość powszechnie poruszany w książkach. Ucieczka ze wsi do miasta, a po latach powrót, gdy wielkie miasto wyssie wszystkie siły i dobrą energię, doprowadzając do życiowego kryzysu. Wtedy następuje powrót do korzeni, do wspomnień i do tego, co kiedyś porzuciło się bez żalu w pogoni za wielkimi marzeniami i poszukiwaniem szczęścia. Temat jest dość znany, a jednak autorka, choć bazuje na sprawdzonych schematach, stworzyła coś oryginalnego i niezwykłego. Namalowała tę historię pięknym słowem i stworzyła przecudny obraz, od którego nie sposób się oderwać. Przeniosła mnie do swojego niezwykłego świata, podobnie jak główną bohaterkę Lenę.
To kobieta po trzydziestce, która dla pracy w korporacji i kolejnych awansów poświęciła wszystko. I to w dosłownym znaczeniu tych słów. Porzuciła dom, matkę, babcię oraz ukochanego Jana, który nie podzielał jej wizji przyszłości. Wraca dopiero wtedy, gdy korporacja ją przeżuła i wypluła, bo wcześniej dla tej pracy oddała całą siebie. Nie przyjechała nawet na pogrzeb najbliższych jej osób, ponieważ miała zobowiązania i nie znalazła w sobie odwagi, by się im sprzeciwić i wziąć urlop.
Po dziesięciu latach, gdy w Zaciszanach nie ma już nikogo bliskiego, Lena postanawia przyjechać, uporządkować dom i przygotować go do sprzedaży, a następnie ponownie wyjechać, tym razem na zawsze. Nie planowała już nigdy tutaj wracać.
„[…] 𝑝𝑜𝑤𝑟𝑜𝑡𝑦 𝑝𝑜 𝑙𝑎𝑡𝑎𝑐ℎ 𝑧𝑎𝑤𝑠𝑧𝑒 𝑠ą 𝑗𝑎𝑘 𝑜𝑡𝑤𝑖𝑒𝑟𝑎𝑛𝑖𝑒 𝑠𝑡𝑎𝑟𝑦𝑐ℎ 𝑠𝑘𝑟𝑧𝑦ń. 𝑍 𝑝𝑒𝑤𝑛𝑜ś𝑐𝑖ą 𝑧𝑛𝑎𝑗𝑑𝑧𝑖𝑒𝑠𝑧 𝑤 ś𝑟𝑜𝑑𝑘𝑢 𝑐𝑜ś, 𝑐𝑧𝑒𝑔𝑜 𝑤𝑜𝑙𝑎ł𝑎𝑏𝑦ś 𝑗𝑢ż 𝑛𝑖𝑔𝑑𝑦 𝑛𝑖𝑒 𝑧𝑜𝑏𝑎𝑐𝑧𝑦ć”.
Gdy Lena siedzi i wspomina miejsce, w którym przeżyła najszczęśliwsze chwile swojego życia, oraz kobiety, które kochały ją najbardziej na świecie, pojawia się Jan. Nie jest już chłopcem z tamtych lat, lecz mężczyzną, na którego twarzy odcisnęło się piętno czasu. Nie ukrywa swojej niechęci do Leny i ma nadzieję, że zniknie stąd równie szybko, jak się pojawiła.
Ta historia dobitnie pokazuje, jacy staliśmy się w ostatnich latach. Pęd za karierą, za pieniędzmi, których często nie mamy nawet czasu wydawać, sprawił, że gdzieś po drodze zgubiliśmy serce, emocje i wrażliwość na otaczającą nas naturę. Uczucia ukrywamy pod twardą skorupą, bo trzeba być silnym, uśmiechniętym i zadowolonym z życia. A potem, gdy okazuje się, że to wszystko było jedynie ułudą, pojawiają się depresje i załamania nerwowe, bo wcześniej nie było miejsca na płacz, na zatrzymanie się, na rozmowę. Udajemy szczęśliwych, choć to jedynie maska na pokaz. Dopiero powrót do korzeni uświadamia nam, jak wiele straciliśmy.
Gdy ma się naście lat, jak Lena, gdy opuszczała dom, wydaje się, że można wyruszyć na podbój świata z małą torbą i marzeniami, wierząc, że kiedyś wróci się z dumą i podniesioną głową. Niestety, po latach wraca się często z bagażem doświadczeń, bez trofeów i spełnionych marzeń, z garścią oszczędności, ciężarem wyrzutów sumienia i pustką w głowie, już bez planów na przyszłość. Wtedy przychodzi czas na konfrontację z tym, co przez lata próbowaliśmy zakopać głęboko w sobie.
W mieście zalanym betonem, pośród szumu pędzących samochodów, między wieżowcami przysłaniającymi niebo, nie usłyszymy ptasich treli, nie zobaczymy promieni słońca przebijających się przez liście, nie poczujemy tej nieuchwytnej nuty, którą można odnaleźć tylko na wsi w domu z duszą. W miejscu, gdzie gotowało się z uczuciem, bez pośpiechu, gdzie w powietrzu unosił się zapach miłości i beztroski.
Lena poczuła go na nowo. Zapach wszystkiego, czego przez lata bała się odzyskać. Pojawił się żal, że tak rzadko tu przyjeżdżała. Wspomnienia wracały wraz z widokiem światła sączącego się przez liście lipy, z dźwiękiem głośno bzyczących owadów i powietrzem przesyconym słodkim aromatem lata. Na schodach babcinego domu Lena wreszcie pozwoliła sobie na oczyszczający płacz, który tłumiła przez lata.
„𝑇𝑎 𝑠𝑘𝑜𝑟𝑢𝑝𝑎, 𝑘𝑡ó𝑟ą 𝑝𝑟𝑧𝑒𝑧 𝑙𝑎𝑡𝑎 𝑠𝑡𝑎𝑟𝑎𝑛𝑛𝑖𝑒 𝑏𝑢𝑑𝑜𝑤𝑎ł𝑎, 𝑤𝑎𝑟𝑠𝑡𝑤𝑎 𝑝𝑜 𝑤𝑎𝑟𝑠𝑡𝑤𝑖𝑒, 𝑏𝑦 𝑏𝑦ć 𝑠𝑖𝑙𝑛ą, 𝑧𝑜𝑟𝑔𝑎𝑛𝑖𝑧𝑜𝑤𝑎𝑛ą 𝑖 𝑛𝑖𝑒𝑤𝑧𝑟𝑢𝑠𝑧𝑜𝑛ą, 𝑝ę𝑘ł𝑎 𝑏𝑒𝑧 𝑜𝑠𝑡𝑟𝑧𝑒ż𝑒𝑛𝑖𝑎. 𝑊 𝑗𝑒𝑑𝑛𝑒𝑗 𝑐ℎ𝑤𝑖𝑙𝑖 𝑏𝑒𝑧𝑝𝑜𝑤𝑟𝑜𝑡𝑛𝑖𝑒”.𝑂𝑡𝑎𝑐𝑧𝑎𝑗ą𝑐𝑎 𝑐𝑖𝑠𝑧𝑎, 𝑠𝑧𝑚𝑒𝑟 𝑙𝑖ś𝑐𝑖 𝑖 𝑢𝑧𝑑𝑟𝑎𝑤𝑖𝑎𝑗ą𝑐𝑦 𝑠𝑧𝑒𝑝𝑡 𝑑𝑟𝑧𝑒𝑤, 𝑠ł𝑜ń𝑐𝑒 𝑟𝑜𝑧𝑔𝑟𝑧𝑒𝑤𝑎𝑗ą𝑐𝑒 𝑛𝑖𝑒 𝑡𝑦𝑙𝑘𝑜 𝑠𝑘ó𝑟ę, 𝑙𝑒𝑐𝑧 𝑡𝑎𝑘ż𝑒 𝑑𝑢𝑠𝑧ę, 𝑠𝑝𝑟𝑎𝑤𝑖ł𝑦, ż𝑒 𝑐𝑜ś 𝑤 𝑛𝑖𝑒𝑗 𝑧𝑎𝑐𝑧ęł𝑜 𝑠𝑖ę 𝑜𝑑𝑟𝑎𝑑𝑧𝑎ć.
„𝑇𝑜, 𝑐𝑜 𝑤𝑦𝑔𝑙ą𝑑𝑎 𝑛𝑎 𝑚𝑎𝑟𝑡𝑤𝑒, 𝑐𝑧𝑎𝑠𝑒𝑚 𝑡𝑦𝑙𝑘𝑜 𝑐𝑧𝑒𝑘𝑎 𝑛𝑎 𝑠𝑤ó𝑗 𝑚𝑜𝑚𝑒𝑛𝑡”.
Wszystkiego dopełnia troska, jaką okazuje jej rodzina Janka, a zwłaszcza jego mama. Lena wśród dawnych przyjaciół poczuła się jak w rodzinie. Wróciły do niej obrazy z dzieciństwa, beztroskich zabaw i szczerego śmiechu. Coraz mocniej czuła, że znajduje się we właściwym miejscu. Mama Janka traktowała ją niemal jak córkę, a Maciek, synek brata Janka, jak ukochaną ciocię.
Przecież przyjechała tu tylko na chwilę, a z każdym dniem coraz trudniej było jej opuścić to miejsce. Wszystko, czego tu doświadczała, było jej bliskie i swojskie. Dopiero teraz uświadomiła sobie, jak bardzo jej tego brakowało. Tu były jej korzenie, ziemia, na której wyrosła, wspomnienia, które przez lata próbowała zagłuszyć. Cieszyło ją to, a jednocześnie w pewien sposób budziło lęk. Bała się, że znów będzie musiała wybierać. Że powrót, który miał być chwilowy, zaczyna zmieniać się w coś znacznie ważniejszego.
„𝐴 𝑗𝑒𝑑𝑛𝑎𝑘 𝑐𝑜𝑟𝑎𝑧 𝑐𝑧ęś𝑐𝑖𝑒𝑗 𝑚𝑖𝑎ł𝑎 𝑤𝑟𝑎ż𝑒𝑛𝑖𝑒, ż𝑒 𝑡𝑜 𝑤ł𝑎ś𝑛𝑖𝑒 𝑡𝑢, 𝑤 𝑧𝑎𝑝𝑎𝑐ℎ𝑢 𝑜𝑤𝑜𝑐ó𝑤 𝑖 𝑠𝑧𝑢𝑚𝑖𝑒 𝑙𝑖ś𝑐𝑖, 𝑤 𝑠𝑝𝑜𝑗𝑟𝑧𝑒𝑛𝑖𝑢 𝑐𝑧ł𝑜𝑤𝑖𝑒𝑘𝑎, 𝑘𝑡ó𝑟𝑦 𝑝𝑎𝑚𝑖ę𝑡𝑎ł 𝑗𝑒𝑗 𝑝𝑖𝑒𝑟𝑤𝑠𝑧𝑦 ś𝑚𝑖𝑒𝑐ℎ 𝑖 𝑝𝑖𝑒𝑟𝑤𝑠𝑧𝑦 𝑢𝑝𝑎𝑑𝑒𝑘, 𝑧𝑛𝑎𝑗𝑑𝑜𝑤𝑎ł𝑜 𝑠𝑖ę 𝑡𝑜, 𝑐𝑧𝑒𝑔𝑜 𝑠𝑧𝑢𝑘𝑎ł𝑎 𝑐𝑎ł𝑒 ż𝑦𝑐𝑖𝑒”.
Muszę przyznać, że Małgorzata Mikos ma rzadko spotykany dar i talent. Nieczęsto spotyka się prozę, w której tak wyraźnie brzmią poetyckie nuty. Opisy przyrody są tak realistyczne, że obrazy same przesuwały się przed moimi oczami, a zapachy kwiatów, ziół i aromat grzybów czułam niemal fizycznie. Czułam się tą historią utulona i ukołysana, jakbym siedziała na hamaku w sadzie Jana i sączyła lemoniadę z pokrzywy przygotowaną przez Lenę według przepisu babci Anieli.
Przyznaję, że zakochałam się w tej historii, w chacie otoczonej kwiatami, wonnymi ziołami, koronkowymi firankami w oknach, spiżarni pełnej przetworów przygotowanych przez babcię oraz przedmiotach z duszą. Każdy potrzebuje takiego miejsca, choćby nie wiem jak udawał, że jest inaczej. W mojej głowie pojawiły się obrazy z czasów dzieciństwa. Wróciła tęsknota za babcią i jej ciepłem. Takie historie w dzisiejszym zabieganym świecie są bardzo potrzebne, bo wciąż jesteśmy zmęczeni i zdenerwowani, brakuje nam wytchnienia i chwili, żeby naładować swoje akumulatory. Tak bardzo brakuje nam ciszy, spokoju i kontaktu z naturą. Na własne życzenie staliśmy się wielkomiejscy i nowocześni, a to wszystko jest tylko ułudą. Naszą matką jest ziemia. Ona nas karmi i opiekuje się nami. To ona najlepiej wie, czego nam trzeba. I o tym przypomina historia opisana przez Małgorzatę Mikos.
Historia Leny i Jana toczy się spokojnie, niemal leniwie. Szepcze jak wiatr w trawie, pachnie kwieciem ogrodu Anieli. Przyspiesza dopiero, gdy Lena pod podłogą domu odkrywa listy babci i mamy od tajemniczych mężczyzn. Wtedy słychać nadchodzącą burzę, jej pomruki stają się coraz bardziej wyraźne. Widać błyskawice rozdzierające niebo, ale jak po każdej nawałnicy w końcu wychodzi słońce. Czy w życiu Leny i Janka zaświeci słońce, czy nawałnica uczuć i wątpliwości zniszczy wszystko?
Czułam, jak ta opowieść powoli mnie otula, a świat wokół zwalnia i staje się bardziej miękki. Miałam wrażenie, że wchodzę do przestrzeni pełnej wspomnień, gdzie wszystko ma swój zapach, barwę i emocjonalny ślad. Z każdym kolejnym rozdziałem coraz mocniej zanurzałam się w tej atmosferze, w której natura splata się z ludzkimi losami, a przeszłość delikatnie dotyka teraźniejszości. Towarzyszyło mi poczucie ukojenia, ale też tęsknoty, jakby ta historia przypominała o czymś bardzo bliskim, a jednocześnie dawno utraconym.
Warmia jawiła mi się jako coś więcej niż tylko miejsce, jakby miała własny oddech i pamięć. Była przestrzenią żywą, zmieniającą się wraz z porami roku, a jednocześnie przechowującą ślady dawnych historii. Opisy przyrody zatrzymywały mnie na dłużej, bo były pełne czułości i uważności, jakby każdy szczegół miał znaczenie. Czułam spokój, ale też delikatne wzruszenie, jakbym patrzyła na świat, który nie potrzebuje pośpiechu, by opowiadać o tym, co ważne.
Pamięć była obecna w tej historii w sposób naturalny i nienachalny. Pojawiała się w detalach, w zapachu, dźwięku czy nagłym skojarzeniu, które budziło emocje. Przeszłość nie znikała, tylko stale towarzyszyła teraźniejszości i wpływała na losy bohaterów. Ogród z tytułu kojarzył mi się z miejscem, w którym wszystko ma swój rytm, gdzie coś się kończy, a coś innego zaczyna się na nowo, spokojnie i bez pośpiechu. Całość miała w sobie rytm, który nie pozwalał się spieszyć. Wymagała zatrzymania i większej uważności, ale dzięki temu pozwalała zobaczyć więcej i głębiej poczuć tę historię.
Bardzo wyraźnie odczuwałam też obecność natury, nie jako tła, ale czegoś bliskiego ludziom. Zmieniające się pory roku wpływały na mój odbiór emocji bohaterów, jakby były z nimi w stałym dialogu. Czułam, że wszystko tutaj ma swój cykl i że nic nie znika całkowicie, tylko zostaje gdzieś w pamięci miejsca i ludzi. Po skończeniu lektury zostało we mnie spokojne wyciszenie, ale też delikatne poruszenie. Miałam poczucie, że to jedna z tych historii, które nie kończą się wraz z ostatnią stroną, tylko jeszcze przez jakiś czas wracają w myślach, czasem zupełnie niespodziewanie.
Wydawnictwo: inne
Data wydania: 2026-02-25
Kategoria: Obyczajowe
ISBN:
Liczba stron: 328
Język oryginału: polski
Dodał/a opinię:
Halina Więcek
Oparta na prawdziwych wydarzeniach opowieść o przyjaźni, miłości i odwadze. O wielkości wspomnień, porzuconych marzeniach i nadziei na lepszy los. Troje...
Prawdziwa miłość nie boi się słowa „wieczność”. Oliwia i Jakub żyją jak w bajce, ciesząc się z każdego wypełnionego szczęściem i miłością dnia...