Literatura niezwykle rzadko decyduje się na tak bezkompromisowe zburzenie czwartej ściany, by zamienić czytelnika z biernego odbiorcy w pełnoprawnego, zdeterminowanego śledczego. Powieść „Zabójcza korekta”, pod którą podpisują się Pier Mauro Tamburini oraz Stefano Bartezzaghi, to pod wieloma względami zuchwały eksperyment literacki. Książka ta zachwyca przede wszystkim swoją głęboką, doskonale zbalansowaną dwuwymiarowością. Nie mamy tutaj bowiem do czynienia z prostym wyborem między klasyczną fabułą a interaktywną zabawą. To dzieło, które w równej mierze realizuje się jako rasowy, intrygujący kryminał, jak i niezwykle wymagająca literacka łamigłówka w stylu popularnego „Murdle”. Obie te płaszczyzny nieustannie się przenikają, tworząc nową jakość w literaturze gatunkowej.
W swoim pierwszym, czysto fabularnym wymiarze, książka broni się jako znakomicie skrojona, wciągająca opowieść detektywistyczna. Osią wydarzeń jest tragiczna i niewyjaśniona śmierć genialnego pisarza, Niccolò Errantego. Choć oficjalne raporty mówią o samobójstwie, jego wieloletni redaktor i przyjaciel - pełniący w książce rolę narratora - odrzuca tę prostą wykładnię. Prywatne śledztwo, które podejmuje, ma w sobie magnetyzm klasycznych powieści noir. Wątek straty, żałoby oraz psychologiczna gra między przeszłością a teraźniejszością trzymają w napięciu od pierwszej strony. Ta kryminalna płaszczyzna jest na tyle silna, spójna i intrygująca, że mogłaby z powodzeniem funkcjonować jako autonomiczna powieść, absorbując czytelnika samą dynamiką zdarzeń i magnetyzmem głównego bohatera.
Prawdziwy kunszt autorów objawia się jednak w drugim wymiarze, czyli nałożeniu na tę kryminalną strukturę interaktywnej gry semantycznej. Czerpiąc z najlepszych tradycji Umberta Eco, twórcy zamieniają tekst w literacki odpowiednik „Murdle”, w którym błąd staje się nośnikiem prawdy. Narrator, próbując uporządkować chaos po stracie przyjaciela, zamyka wskazówki w stu bardzo krótkich rozdziałach, naszpikowanych dokładnie tysiącem celowych potknięć. Czytelnik zostaje wrzucony w sam środek lingwistycznego pola minowego, gdzie musi tropić anomalie ortograficzne, gramatyczne, faktograficzne i stylistyczne. Ten interaktywny aspekt zmusza nasz umysł do permanentnej pracy na najwyższych obrotach i sprawia, że z bocznego obserwatora awansujemy na realnego partnera w dochodzeniu.
Pod względem stylistycznym książka jest absolutnym ewenementem. Język utworu zmusza do czytania powolnego, wręcz analitycznego, co we współczesnym, fast-foodowym świecie literatury jest ogromną zaletą. Tekst posiada unikalną fakturę - z jednej strony bije z niego literacka erudycja i melancholia, z drugiej zaś jest on naszpikowany pułapkami. W tym miejscu należy oddać najwyższy ukłon tłumaczce, Annie Osmólskiej-Mętrak. Przełożenie tak skomplikowanej, opartej na celowych błędach struktury z realiów włoskich na grunt polszczyzny wymagało tytanicznej pracy i rzemiosła najwyższej próby. To tłumaczenie, które nie tylko oddaje treść, ale wręcz współtworzy tę językową architekturę na nowo. Mocną stroną pozycji jest również jej fizyczne wydanie, oferujące przestrzeń na marginesach na własne notatki oraz specjalną krzyżówkę, co potęguje namacalne wrażenie uczestnictwa w grze.
Ta sama genialna dwuwymiarowość, która stanowi o sile książki, może jednak dla niektórych okazać się jej słabością. „Zabójcza korekta” stawia przed odbiorcą niezwykle wysoką barierę wejścia. Osoby oczekujące linearnego, dynamicznego kryminału mogą poczuć się znużone i poirytowane faktem, że płynność fabuły jest nieustannie przerywana przez konieczność lingwistycznych poszukiwań. Poziom trudności bywa bezwzględny - pułapki są momentami tak wyrafinowane, że potrafią zwodzić nawet bardzo sprawnych językowo czytelników, zmuszając ich do ciągłego sprawdzania haseł w zewnętrznych słownikach. Brak natychmiastowego sukcesu w wyłapywaniu ukrytego kodu może u części osób wywołać frustrację i poczucie bezradności, sprawiając, że książka zamiast relaksować, zacznie zwyczajnie męczyć.
„Zabójcza korekta” to jednak absolutna rewelacja i powiew świeżości na rynku wydawniczym. To pozycja, która bezczelnie igra z naszymi czytelniczymi przyzwyczajeniami. Zachwyciła mnie koncepcja, w której ludzkie pęknięcia i błędy - zazwyczaj traktowane jako porażka - stają się kluczem do rozwiązania zagadki. To wymagająca, ale niebywale satysfakcjonująca rozrywka dla literackich hedonistów, która sprawia, że po jej zamknięciu już nigdy nie spojrzy się tak samo na żaden drukowany tekst.