Nie zadzwoniłam do szefa i już drugi dzień majówki upływał mi na leniuchowaniu. Spoglądałam z tarasu na łąki pokryte mniszkiem, słuchałam wieczornych koncertów żab i coraz częściej zastanawiałam się, czy nie popełniłam błędu, wynosząc się na ten zapomniany "koniec świata". Zaczynałam tęsknić za teatrem, wypadami z dziewczynami na miasto, a nawet do lurowatej kawy w biurze.
Nie zadzwoniłam do szefa i już drugi dzień majówki upływał mi na leniuchowaniu. Spoglądałam z tarasu na łąki pokryte mniszkiem, słuchałam wieczornych koncertów żab i coraz częściej zastanawiałam się, czy nie popełniłam błędu, wynosząc się na ten zapomniany "koniec świata". Zaczynałam tęsknić za teatrem, wypadami z dziewczynami na miasto, a nawet do lurowatej kawy w biurze.
Książka: Mrok pod powiekami