Międzynarodowy bestseller, który rozpali cię w te wakacje!
Zabawna historia miłosna pośród skwierczącego upałem lata.
January Andrews to popularna autorka romansów, która ma w sercu i na koncie jedynie ogromną pustkę. Augustus Everett, poważny znany literat, gardzi szczęśliwymi zakończeniami i uważa, że prawdziwa miłość to bajka.
Dzieli ich prawie wszystko, za to łączy fakt, że przez następne trzy miesiące będą mieszkać w sąsiednich domkach na plaży, walcząc z pisarską blokadą i twórczą niemocą. Tymczasem koniec lata to nieprzekładalny termin oddania ich bestsellerów.
Zawierają zakład i wymieniają się tematami książki. Zaczyna się wyścig. Wygra ten, kogo książka ukaże się jako pierwsza. Tylko że opowiadanie sobie nawzajem życiowych historii może nieść ze sobą poważne ryzyko. I wywrócić świat do góry nogami.
Wydawnictwo: Illuminatio
Data wydania: 2021-06-02
Kategoria: Romans
ISBN:
Liczba stron: 440
Tytuł oryginału: Beach Read
Po wielu zachęcających komentarzach i artykułach zdecydowałam się sięgnąć po książkę "Beach read". Miała to być lekka, wakacyjna lektura, no i w zasadzie taka była, chociaż muszę przyznać, że jak na moje oko to nie do końca taka lekka. Książka porusza nie tylko łatwe wątki, jest tu również sporo trudnych, bardziej mrocznych tematów, lecz są one mimo to bardzo ciekawe.
Poznajemy January Andrews, popularną autorkę książek tzw. "dla kobiet", czyli romansów. Właśnie przyjechała do odziedziczonego po ojcu domu, zamierzając go uporządkować oraz sprzedać. Nie zamierza tam zostać, gdyż jej ojciec mieszkał tutaj z kochanką. O tym fakcie January dowiedziała się na pogrzebie ojca, a klucze do domu oraz list od, dała jej Sonia, jego kochanka. January przyjechała tu również po to, aby napisać książkę, której nawet jeszcze nie zaczęła, a już wydawca ją ciągle pogania. Tak jakby straciła chęć do pisania, jakby coś ją blokowało, chociaż zawsze przychodziło jej to bardzo łatwo, może w innym środowisku, w domu nad jeziorem będzie mogła wreszcie napisać to co obiecała. Nie jest to jednak takie proste, w domu tym wracają wspomnienia, które nie ułatwiają pracy. Dodatkowo okazuje się, że ma gburowatego sąsiada.
Niespodziewanie okazuje się, że tym sąsiadem jest Augustus Everett, również znany pisarz, lecz on nie lubi romansów oraz szczęśliwie kończących się historii. Znają się z January jeszcze z czasów studenckich. Nawet więcej, January podkochiwała się w Augustusie i może to miało wpływ na dalszy rozwój ich przypadkowego spotkania. Ich spotkanie to nie jest typowy wakacyjny romans, oboje są dość skomplikowanymi osobami i nie dają się zaszufladkować. Każde z nich ma swoje wspomnienia z dawnych lat, nad którymi nie jest łatwo przejść do teraźniejszości. Mają wpływ na ich działanie.
Ponieważ oboje maja napisać książkę, postanawiają się zamienić rolami, January napisze książkę poważną o niezbyt szczęśliwym zakończeniu, a Gus stworzy typowy lekki romans z happy endem.
Co z tego wyniknie i jak potoczą się losy głównych bohaterów i ich przyjaciół, jeżeli chcecie się dowiedzieć, to musicie sami przeczytać tę książkę.
Dodatkowo dodam, że na końcu znajduje się kilka pytań, dzięki której można poczuć się niejako jak jej autor, próbując dodać coś lub zmienić...
Ja polecam, to miła lektura na wakacje i plażę lub leżak w ogrodzie. Po przeczytaniu sami wyrobicie własne zdanie o Beach read
January Andrews jest pisarką, autorką romansów. Obecnie przeżywa niemoc twórczą. Rok temu straciła ojca, a niedawno wyszło ma jaw, że jej ojciec miał przed nimi wiele tajemnic. Dziewczyna nie może sobie dać z tym rady. Dodatkowo puste konto w banku i agentka, którą naciska na nową powieść sprawia, że January ma ochotę schować się gdzieś przed całym światem. Tym sposobem trafia do uroczego, turystycznego miasteczka North Bears Shore, do domu nad jeziorem. Tam próbuje odnaleźć wenę twórczą. Musi napisać jakąś powieść, która pozwoli jej podnieść się z finansowego dołka.
Augustus Everett jest popularnym, poważnym pisarzem. Gardzi literaturą kobiecą i szczęśliwymi zakończeniami. Mężczyzna ucieka przed demonami przeszłości i zaszywa się w domku nad jeziorem, dokładnie w sąsiedztwie January. I też próbuje coś napisać.
Tych dwoje dzieli wszystko, a łączy niemoc twórcza. Dlatego wpadają na pewien pomysł. Wymieniają się tematami powieści. A wygra ten, którego powieść ukaże się pierwsza. I absolutnie żadnego romansu. Od tej pory rozpoczyna się wyścig z czasem i rodzi uczucie, przed którym oboje tak bardzo się bronią.
Często książki o wakacyjnych romansach są bardzo banalne, przewidywalne do znudzenia. Tym razem było zupełnie inaczej. I chociaż wiemy, że między dwójką głównych bohaterów dojdzie do romansu, to jednak nie ma nic z banalności. Cała akcja rozgrywa się w uroczym miasteczku, jesteśmy z January w domu nad jeziorem i razem z nią próbujemy pokonać kryzys twórczy. Możemy podglądać pracę pisarza co jest bardzo ciekawe.
Podczas czytania możemy poczuć atmosferę małego miasteczka, pospacerować nad jeziorem, wziąć udział w spotkaniu klubu książki.
Bohaterowie są ciekawie wykreowani, nie idealni, ze swoimi wadami, problemami. Oboje zmagają się z przeszłością, z emocjami.
Akcja książki toczy się leniwie, powoli, ale nie można się nudzić przy czytaniu. Czuć ten klimat i wakacyjny luz.
Beach Read to urocza, wakacyjna opowieść. Opowieść o dwójce życiowych rozbitków, którzy odnajdują się w małym miasteczku.
Książkę czyta się bardzo przyjemnie. Lektura obowiązkowa na wakacje, polecam:)
Do przeczytania "Beach read", zachęciła mnie jej śliczna okładka. Słoneczna, relaksująca, przywołująca miłe wspomnienia. Przyznam, że trochę mnie też zmyliła. Spodziewałam się typowego, dość płytkiego, banalnego romansiku, który przeczytam i wkrótce o nim zapomnę. Jednak tak się nie stało.
Historia January i Gusa została świetnie wymyślona i przelana na papier. Błyskotliwe dialogi, skrzące dowcipem, zachwyciły mnie. Czytając przypomniałam sobie wydarzenia ze swojej przeszłości i zdarzył się też moment, w którym się wzruszyłam.
January Andrews jest znaną autorką romansów. Augustus Everett to popularny, poważny pisarz. Kiedyś razem studiowali, ale ich drogi się rozeszły. Teraz zostali sąsiadami. Oboje walczą z niemocą twórczą. W wyniku szalonego zakładu, Gus musi napisać romans z pozytywnym zakończeniem, a January poważną prozę.
Czy im się to uda? Kto wygra zakład?
"Beach Read" to powieść, w której znajdziemy wyjątkowych bohaterów, zagubionych w swoich emocjach. Oboje przeżywają trudne chwile w życiu, ale to, że zamieszkali obok siebie jest cudownym zrządzeniem losu. Z każdym dniem poznają się coraz bardziej i po kawałku odkrywają przed sobą swoje dusze.
Wiele miejsca zostało poświęcone blokadzie twórczej, która często dotyka pisarzy. Często brak im pomysłu, przeżywają kryzysy, wątpią w swój talent. Zdarza się, że jakieś wydarzenie w ich życiu tak mocno na nich wpłynie, że pisanie jest niemożliwe. Jak sobie z tym radzą? Jakie mają metody i sposoby, by wrócić do tworzenia?
W "Beach Read" znajdziemy gorące uczucia, sceny uniesień, dużo niepewności oraz tajemnice, które burzą cały świat. To też ciepła, pełna nadziei książka, która pokazuje nam, że zawsze warto wierzyć w szczęśliwe zakończenia. Ludzie są skomplikowani, świat nie zawsze jest piękny, a życie nieraz niemiło nas zaskakuje. Ale wiecie co, ja wierzę, że wszystko jest po coś i, że na każdego gdzieś czeka prawdziwa miłość.
"Beach Read" to książka idealna nie tylko na wakacje. Zachęcam Was do lektury 📖💚.
Macie czasami taką niemoc i pustkę w głowie, pisząc recenzje?
I nie chodzi o to, że książka się nie podobała i musicie wyrazić swoją szczerą opinię, bo jak wiadomo pisanie takich recenzji jest najtrudniejsze. Chodzi mi o napisanie jakiegokolwiek tekstu w którym musicie zamieścić swoje odczucia i refleksje na temat powieści którą aktualnie czytaliście. Ja mam teraz totalną pustkę w głowie i tym samym chyba małe wypalenie, od razu zwale to na pogodę🤫 Tak to ewidentnie wina pogody tak na mnie działa, ale dzisiaj już wyszło słońce i nawet coś grzeje🙃
🌅
Podobna sytuacja dopadła główną bohaterkę January, która jest pisarką romansów ze szczęśliwym zakończeniem. Wieczna optymistka, prowadząca beztroski tryb życia, niestety choroba matki, zerwanie z chłopakiem i przed wczesna śmierć ojca, całkowicie wyprały ją z uczuć, energii i inspiracji do pisania kolejnej książki.
🌅
W czasie pogrzebu dowiaduje się nieprzyjemnej prawdy o własnym ojcu, dochodzi do niej, że nie był tym lojalnym i nieskazitelnym ojcem, którego znała i to ją załamuje. Postanawia przeprowadzić się do odziedziczonego po ojcu domku, aby uporządkować własne życie i napisać kolejną powieść, do której się zobowiązała. Na jej drodze i to dosłownie stanie dawny rywal ze studiów, który tak jak ona jest pisarzem, ale odmiennego gatunku literackiego niż January. Doprowadzi ich to do zakładu i rywalizacji, a czy do czegoś jeszcze? Tego Wam nie napiszę, ale działo się tam, oj działo🤫
🌅
"Beach read" to inaczej książka o książkach, w tym przypadku o blokadzie twórczej, które dopadają pisarzy. Jak pisać romanse ze szczęśliwym zakończeniem, gdy samemu się w nie nie wierzy. I tu następuje pewne wyzwanie wśród bohaterów, gdyż zamieniają się gatunkami literackimi. Każde z nich jest przekonane, że to będzie dla nich bułka z masłem, ale czy aby na pewno. Jeśli jesteś dobry w pisaniu miłosnych powieści, to czy będziesz w stanie napisać coś z gatunku grozy?🤔
🌅
Książka do tańca i do różańca, trochę z humorem i romantycznymi scenami, ale znajdzie się mały dreszczyk emocji związany z sektą. Idealna na wakacyjny wyjazd, czyta się bardzo przyjemnie i szybko upływa czas przy niej. Idealnie pokazuje, jak ciężka jest praca pisarza, że bez weny twórczej i pomysłu, nic nie jest w stanie powstać. Doceńmy autorów za ich trud i ciężką pracę włożoną w książki, które jest dane nam czytać🙏
,,Beach Read. Wakacyjny romans" to moje kolejne spotkanie z piórem Autorki i ponownie jestem zauroczona. Emily Henry to bezsprzecznie prawdziwa mistrzyni odurzających, ale jakże refleksyjnych powieści romantycznych, które fundują czytelnikom całą paletę skrajnych emocji, począwszy od rozgrzewającej ekscytacji, poprzez lawinę silnych wzruszeń, aż do łez szczęścia, przeplatających się z kibicowaniem bohaterom w walce z ich demonami przeszłości.
Autorka włada niebywale przyjemnym i sugestywnym piórem, dzięki czemu kartki same przelatują przez palce, a zaintrygowany czytelnik płynie po kolejnych słowach z nieukrywanym zachwytem. Klimat, w jakim utrzymana jest ta nietuzinkowa historia, jest niewiarygodnie odurzający, zarazem fascynuje, jak i otula niczym puchaty koc, fundując błogie zapomnienie. Emily Henry nie boi się trudnej tematyki, czyniąc dzięki temu ze swojej opowieści niesłychanie angażujące doświadczenie, skłaniające do głębokiej refleksji.
Główni bohaterowie to dwójka pokiereszowanych ludzi, którzy spotykają się po latach, zyskując od losu szansę na nowy start, wspólny, mimo wszelkich różnic. January Andrews, autorka bestsellerowych romansów, dotychczas wszystko miała pod kontrolą, wierzyła w szczęśliwe zakończenia i mimo ciężkiej choroby mamy, jej życie rodzinne było naprawdę spełnione. Z czasem okazuje się, że była to tylko iluzja, przez co świat pisarki wywraca się do góry nogami. Gdy traci wenę i przyjeżdża do domku, w którym jej ojciec widywał się z drugą kobietą, spotyka dawnego znajomego, cynicznego kolegę po piórze, do którego zawsze czuła ogromną sympatię. On jednak zmaga się z własnymi demonami. Czy otworzą się na szczęście i dadzą sobie szansę?
Zadziorna, ale i przeszywająca duszę na wskroś, fundująca sercu emocjonalne tortury, lecz przecież zabawna, przesycona uroczym droczeniem się bohaterów, poruszająca trudne tematy, po to, by pokazać, że prawdziwa miłość przetrwa wszystko i okaże się lekiem na najmroczniejsze demony przeszłości i bolesne błędy. Pokochałam tych wyjątkowych bohaterów całym sercem i ich przepiękna historia będzie wybrzmiewać w mej duszy jeszcze bardzo długo! Polecam!
Czy da się pisać o miłości, kiedy nagle przestajesz w nią wierzyć?
,,Beach Read. Wakacyjny romans" Emily Henry to książka, która na pierwszy rzut oka wygląda jak idealna historia na leżak - lekka, ciepła, z obietnicą romansu i happy endu. Jednaj nic bardziej mylnego! Sięgając po nią spodziewałam się czegoś prostego, przyjemnego, może nawet trochę przewidywalnego. Ale im bardziej się w nią zagłębiałam, tym bardziej czułam, że pod tą wakacyjną fasadą kryje się coś znacznie bardziej... niewygodnego.
January nie jest bohaterką która po prostu szuka miłości. Ona próbuje poskładać siebie na nowo. Po stracie ojca, po odkryciu jego tajemnic, po rozpadzie własnych wyobrażeń o tym, czym w ogóle jest miłość. I nagle okazuje się, że wszystko, w co wierzyła - te wszystkie szczęśliwe zakończenia, które sama tworzyła - zaczyna się chwiać. I wtedy... pojawia się on.
Gus. Cyniczny, zamknięty w sobie, trochę irytujący... ale też zaskakująco prawdziwy. Ich relacja od początku jest napięta, podszyta rywalizacją i czymś, czego nie da się łatwo nazwać. I
właśnie ten motyw - od niechęci do czegoś znacznie głębszego - jest tutaj poprowadzony naprawdę dobrze. Wszystko dzieje się w odpowiednim tempie. Autorka skazuje to jako proces - powolny, momentami nieoczywisty, czasem wręcz niewygodny.
Jednak trzeba zaszczać, że nie jest to tylko romans. To historia o żałobie, o rozczarowaniu, o tym, jak trudno jest pogodzić się z tym, że ludzie, których kochamy, nie są tacy, jakimi chcieliśmy ich widzieć. I wiesz co? Te momenty są tutaj najmocniejsze. Cichsze, mniej efektowne, ale zostające gdzieś pod skórą na długo.
Ale pomimo wielu plusów nie wszystko jest idealne. Były chwile, kiedy miałam wrażenie, że historia idzie trochę zbyt bezpieczną ścieżką. Że pewne schematy są aż za bardzo widoczne, a niektóre emocje mogłyby być znacznie głębsze, zamiast tylko zarysowane. Momentami dialogi balansują na granicy błyskotliwości i sztuczności - jakby bohaterowie trochę za bardzo wiedzieli, że są bohaterami książki. Ale mimo tego czytałam ją dalej, bo nie mogłam się oderwać.
Styl Emily Henry jest lekki, płynny, wciągający. Klimat tej historii - jezioro, lato, wieczory z winem, rozmowy, które przeciągają się do nocy - ma w sobie coś niesamowicie kojącego. I gdzieś pomiędzy tym wszystkim naprawdę pojawiają się emocje, które trafiają prosto w punkt.
,,Beach Read. Wakacyjny romans" to książka, którą czyta się bardzo dobrze. Dostajemy coś znajomego, schematycznego... ale z nutą czegoś, co zostaje z nami na dłużej.
Ocena: 7/10
Dzisiaj trochę przewrotnie - "Beach Read. Wakacyjny romans", który udaje romans(?) Pod pastelową okładką i obietnicą letniej lekkości kryje się historia o pęknięciu: nie tyle serca, co narracji, która to serce miała chronić.
Bohaterka powieści Emily Henry, January Andrews, jest pisarką romansów -- a więc kimś, kto zawodowo produkuje szczęśliwe zakończenia. Jej świat opiera się na przekonaniu, że miłość, choć trudna, ostatecznie prowadzi do harmonii. Problem polega na tym, że to przekonanie przestaje być wiarygodne. Odkrycie podwójnego życia ojca nie tylko burzy jej obraz rodziny, ale podważa fundament, na którym zbudowana jest jej twórczość. Jeśli historia, w którą wierzyła najbardziej, okazuje się fałszem, to co pozostaje z opowieści, które sama tworzy?
W tym sensie powieść Henry można czytać jako refleksję nad kryzysem narracji -- momentem, w którym znane formy przestają wystarczać do opisu rzeczywistości.
Naprzeciw January staje Augustus Everett, pisarz reprezentujący przeciwny biegun literacki i światopoglądowy. Tam, gdzie ona widzi sens w konstruowaniu nadziei, on dostrzega raczej konieczność demaskowania złudzeń. Ich relacja nie jest więc jedynie romantycznym napięciem, lecz spotkaniem dwóch sposobów rozumienia świata: jednego opartego na wierze w sens, drugiego -- na jego nieustannym kwestionowaniu.
Zakład, który zawierają -- polegający na zamianie gatunków -- działa tu jak eksperyment egzystencjalny. January musi zmierzyć się z opowieścią, która nie oferuje pocieszenia, Gus zaś zostaje zmuszony do napisania historii, w której szczęście nie jest ironią, lecz możliwością. W efekcie oboje trafiają w przestrzeń graniczną, gdzie literatura przestaje być bezpiecznym narzędziem, a zaczyna odsłaniać ich własne ograniczenia.
I właśnie w tej przestrzeni powieść osiąga swoją największą intensywność.
Bo "Beach Read" nie opowiada o miłości jako wydarzeniu, lecz jako decyzji interpretacyjnej. Miłość nie jest tu czymś, co po prostu się zdarza -- jest raczej sposobem czytania świata. January musi nauczyć się widzieć rzeczywistość na nowo, bez gwarancji, że jej interpretacja okaże się prawdziwa. Gus z kolei staje przed koniecznością uznania, że cynizm, który traktował jako formę intelektualnej uczciwości, może być również mechanizmem obronnym.
Relacja między nimi rozwija się więc równolegle do procesu reinterpretacji własnych historii. Ich rozmowy, wspólne wyjazdy, próby pisarskie -- wszystko to składa się na powolne negocjowanie sensu. Miłość nie pojawia się nagle; rodzi się w przestrzeni między słowami, w niepewności, w gotowości do zmiany własnej opowieści.
Istotnym elementem tej dynamiki jest przestrzeń -- dom nad jeziorem, który staje się miejscem konfrontacji z przeszłością. To przestrzeń zawieszona między tym, co było, a tym, co dopiero może się wydarzyć. W niej właśnie January próbuje uporządkować nie tylko swoje życie, ale także język, którym o nim mówi.
Styl Emily Henry wspiera tę interpretację. Autorka balansuje między lekkością a powagą, ironią a szczerością. Dzięki temu powieść unika jednoznaczności -- nie jest ani czystym romansem, ani jego dekonstrukcją. Jest raczej próbą znalezienia języka, który pozwoli mówić o miłości bez uciekania się do uproszczeń.
Zakończenie nie przynosi łatwego ukojenia. Choć wpisuje się formalnie w konwencję happy endu, pozostawia czytelnika z poczuciem, że jest to raczej wybór niż rozwiązanie. Miłość nie zostaje tu ,,udowodniona" -- zostaje przyjęta jako ryzyko.
I być może właśnie to jest najważniejsze w tej powieści.
Bo "Beach Read" pokazuje, że największą trudnością nie jest utrata wiary w szczęśliwe zakończenia. Znacznie trudniejsze jest to, co następuje później: decyzja, by mimo wszystko spróbować napisać je jeszcze raz.
,,Beach Read. Wakacyjny romans" to moje drugie spotkanie z twórczością Emily Henry. Poprzednią powieścią jej autorstwa, która miałam okazję czytać, byłam zachwycona, dlatego kontynuując swoje noworoczne postanowienie, sięgnęłam po jedną z tych, które od dawna zalegają w mojej domowej biblioteczce. Wybór padł na książkę, której tytuł sugerował, że została utrzymana w wakacyjnym klimacie, dlatego, aby chociaż trochę umilić sobie czas, gdy pogoda za oknem nie rozpieszcza, zabrałam się właśnie za nią. Czy zatem drugie spotkanie z twórczością Emily Henry również zaliczam do udanych? Niby tak, bo nie była to książka, którą chciałabym wyrzucić przez okno, ale jednak czegoś mi w niej zabrakło.
Przede wszystkim sięgając po romans, zawsze mam nadzieję na to, że pierwsze skrzypce będą w nim grały emocje, które wybuchną między głównymi bohaterami. Natomiast w przypadku tej konkretnej publikacji miałam trochę wrażenie, że zostały one zepchnięte gdzieś na drugi, czy nawet trzeci plan, co niezbyt przypadło mi do gustu. January i Gus są dwójką autorów książek, którzy poznali się na studiach, ale pomimo podkreślania przez autorkę, że nie do końca darzyli się w przeszłości sympatią, w ogóle tego nie czułam. Poza początkowym zgrzytem wynikającym z niezachowania ciszy nocnej nawet przez chwilę nie czułam, żeby mieli ze sobą jakiś problem. Wręcz przeciwnie, miałam wrażenie, że zaskakująco szybko zbliżyli się do siebie.
Drugą kwestią, która niespecjalnie przypadła mi do gustu był brak komunikacji. W bardzo wielu książkach reprezentujących ten gatunek literacki główni bohaterowie nie potrafią ze sobą rozmawiać, co prowadzi do wielu nieporozumień i w konsekwencji do komplikacji ich i tak dość kruchej relacji. I niestety w tym przypadku również tak było. Kiedyś nie przykładałam do tej kwestii zbyt dużej uwagi, ale im więcej romansów czytam, tym coraz bardziej zaczyna mi to przeszkadzać.
Myślę, że na uwagę zasługuje jednak motyw zastoju literackiego. Ten, kto choć raz w swoim życiu chciał stworzyć coś swojego -- opowiadanie, książkę etc. z pewnością wie, o czym mowa. Bardzo mi się podobało, że autorka podjęła się tego trudnego, a z drugiej strony trochę bagatelizowanego tematu.
Jednak tym, co najbardziej mi się w tej historii podobało były listy do January od jej zmarłego ojca. Zdecydowanie przemówiły one do mojej wrażliwej duszy i sprawiły, że mocno się wzruszyłam i chyba to ostatecznie sprawiło, że oceniłam tę książkę nieco wyżej, niż pierwotnie założyłam, zanim dobrnęłam do tego fragmentu historii.
To chyba jedna z najgorszych książek, które przeczytałam. Bohaterka, mająca prawie 30 lat, reprezentuje poziom 15-latki. Te wzdychania, wydumany emocjonalny problem, grafomański język, a najbardziej romantyczna scena to "rzyganie" - powodowały, że sama zaczęłam nie szanować siebie, że nie rzucam tego czegoś w kąt. Ale mam niestety okropną przypadłość, że kończę książki, które zaczynam.To był w stu procentach stracony czas. No, ale jak ktoś chce sprawddzić, czym zachwycają się inni w ilościach niebywałych, ponosi sie takie koszty. Niestety, z racji przeżywania tak negatywnych emocji przy tej książce, pewnie zostanie w mojej pamięci.
Zaryzykować przyszłość, zanurkować w nieznane i zdobyć wymarzoną miłość Natalie spędza lato w swoim rodzinnym miasteczku w Kentucky. To ostatnie tak leniwe...
Jedno lato. Dwoje rywali. I zwrot akcji, którego nikt się nie spodziewał. Nora jest bezwzględną agentką literacką. Książki to całe jej życie. ...
Przeczytane:2021-10-19, Ocena: 5, Przeczytałam, Mam,
Historia January i Augustusa bardzo przypadła mi do gustu. To jedna z takich książek, która wciąga już od pierwszych stron i nie pozwala się oderwać od lektury, nawet na chwilkę.
Podobało mi się w niej dosłownie wszystko. Porywająca fabuła, autentyczni bohaterowie, miejsce akcji i motyw hate-love. Przewracałam kolejne kartki z ogromnym zaciekawieniem. I muszę wam powiedzieć, że ta książka jest świetna! Musicie ją poznać 💛 I nie sugerujcie się tym, że książka jest idealna na lato. Sprawdzi się w każdej porze roku, a co najważniejsze rozgrzeje wasze serca i zauroczy was 💛