W mroźną zimę, która spowija miasteczko, kłamstwa są jak cienka warstwa lodu - wystarczy jedno pęknięcie, by odsłonić to, co miało nigdy nie wypłynąć na powierzchnię. Szymon, skazany przed laty za brutalne morderstwo przyjaciela, opuszcza więzienie i wraca do rodziny, próbując odzyskać normalność. Ale przeszłość nie pozwala o sobie zapomnieć - jego wnuk Patryk zostaje znaleziony martwy, a stare sprawy budzą się do życia. Ci, którzy wiedzą o wydarzeniach sprzed lat, milczą, jakby każde słowo miało skruszyć cienki lód pod ich stopami. Karolina Rawa, technik kryminalistyczna, rozpoczyna prywatne śledztwo, kiedy odkrywa, że także jej rodzina utkwiła w lodowatej sieci sekretów... W świecie, gdzie każdy ma mroczną tajemnicę, jedno pytanie ma szczególne znaczenie: Gdzie przebiega cienka granica przebaczenia? Chłód to opowieść o przeszłości, która nie zamarza. O prawdzie jak ciemna woda pod lodem. I o tym, że czasem najgroźniejsze jest to, co wszyscy starają się ukryć - nawet przed najbliższymi.
Wydawnictwo: Poznańskie
Data wydania: 2026-03-25
Kategoria: Kryminał, sensacja, thriller
ISBN:
Liczba stron: 351
MELODIA CISZY
Weronika Mathia jest autorką, która wnosi pewien rodzaj świeżości w polską scenę kryminalną. Od czasu swojego debiutu zdobywa coraz to nowe nagrody literackie. W swoich książkach opisuje to, co zna. Jej powieści charakteryzują się pewną teatralną kameralnością, a każda z nich jest odrębną wartością. Oto przed nami „Chłód”, czyli najnowsza propozycja od autorki. Czy grzechy mogą być dziedziczone? Gdzie przebiega granica między tym, co słuszne, a tym, co sprawiedliwe?
W opuszczonym ośrodku wczasowym odnalezione zostają zwłoki nastolatka. Śledczy mają dylemat czy doszło do tragicznego wypadku czy też do morderstwa. Śmierć młodzieńca zbiega się w czasie z powrotem do rodzinnego domu jego dziadka. Mężczyzna odbywał wieloletni wyrok więzienia za zabójstwo swojego przyjaciela. Czy to, co stało się w nieczynnym ośrodku w Rudce jest powiązane z wydarzeniami, które ponad dwadzieścia lat wcześniej splamiły to miejsce krwią? Karolina Rawa, technik kryminalistyki, rozpoczyna własne śledztwo w sprawie, która dramatycznie wiąże się z losami jej rodziny. Czy istnieją miejsca przeklęte? Czy poczucie winy i dawne grzechy rzutować mogą na losach kolejnych pokoleń?
Jest zimno. Przerażająco zimno. W tej powieści chłodem poraża klimat, skute lodem jezioro i jego ponure tajemnice. Mrozi mnogość tajemnic. Tajemnic zapisanych krwią. Zimno, które wdziera się między ludzi. Zamraża uczucia. Weronika Mathia napisała książkę, której klimat jest dojmująco lodowaty. Rodzina, która związana jest specyficznym łańcuchem niedopowiedzeń. Stare tajemnice, które wypełzają powoli na światło dzienne. Są jak robaki, które po martwym okresie zimy wylegają na słońce. Uderzająca precyzja słów. Twórczość autorki jest dowodem na to, że słowa stanowić mogą broń. A Weronika Mathia dobrze wie jak tej broni używać, by trafiać celnie w sam środek tarczy. Mała społeczność, tragedia z przeszłości i rodzina, która nie o wszystkim sobie mówi. Skomplikowane? Nie. Odkrywcze? Nie. A jednak można zrobić to zupełnie inaczej i po swojemu. Coś, co znamy, chyba już aż za dobrze, ukazać tak, że mała historia nabiera wielkiej mocy. Mathia rozprawia się z małomiasteczkową mentalnością po swojemu. Dobór słownictwa, zamysł fabularny i budowa postaci są całkowicie nieszablonowe. Podobnie jak narracja i zamysł przeplatania zdarzeń z perspektywy różnych postaci. Mathia bazuje na tym, co w samo w sobie, nie jest spektakularne. Swoim indywidualnym stylem i harmonijnym tworzeniem fabuły potrafi sprawić, że ta opowieść nabiera blasku. To chłodny blask gasnącej gwiazdy. To historia, która uwiera. Sekrety, niedopowiedzenia, małe grzeszki – wszystko to razem tworzy gorzki, porażający i wyjątkowo prawdziwy obraz rodziny. Rodziny, która tylko na zewnątrz wygląda na dobrą. W jej wnętrzu kryją się ciernie.
Gdy w społeczności , której życie skupia się wokół ośrodka wczasowego, pęka pancerz bezpieczeństwa, które ośrodek zapewnia, pojawiają się pierwsze rysy wskazujące na rychły upadek. Nie tylko upadek ekonomiczny. Upadek wszystkiego tego, co było pewne, bezpieczne i trwałe. Pojawienie się niemieckiego inwestora jest dla pracowników ośrodka nadzieją na to, że wszystko jeszcze może się ułożyć. Jednak to, co raz pękło, nawet sklejone, nigdy już nie będzie takie samo… Jedna noc, która zmieniła wszystko. Jedna noc, która sprawiła, że upadł człowiek… Zmowa milczenia wokół zbrodni sprzed lat, krzywda dzieci i rozłam w rodzinie – Weronika Mathia potrafi konstruować przekonujące światy literackie. Czyni swych bohaterów słabymi, w końcu to tylko ludzie. Pozwala im błądzić. I grzeszyć. A grzechy nigdy nie umierają. One przeobrażają się i ciągle emitują złowieszczą aurę. Pewne rzeczy są niezniszczalne. Nie da się ukoić żalu, który pożera od wewnątrz. „Chłód” przeraża, ale i zmusza do refleksji. Tyle potknięć, tyle krzywd i tyle win, a wszystko to za zasłoną milczenia. Jedna noc, jeden błąd i wiele zniszczonych żyć – Weronika Mathia napisała książkę, która rezonuje w nas. Zabiera oddech, uderza zimnem i rani.
Pod kątem narracyjnym ta książka jest po prostu perfekcyjna. Wyważona i bardzo klimatyczna. Bez epatowania przemocą, bez karkołomnych zawirowań fabularnych – „Chłód” broni się prostotą. Jest przykładem tego jak, posiadając naturalny talent, można przy pomocy niewielkich środków stworzyć coś wartościowego. Przeplatające się wątki teraźniejsze z przeszłymi, historia widziana oczami różnych jej uczestników i bardzo aktualny obraz polskiej prowincji. Weronika Mathia rysuje obraz lokalnej społeczności z dużą wnikliwością. Ten portret bywa brutalny i brzydki. Posiada wiele pęknięć, które go znamionują. Jest uderzająco prawdziwy. Bolesny. W tej historii nic nie jest takie, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Nikt nie jest ani dobry ani zły. Stopniowo odkrywamy motywację poszczególnych bohaterów i sklejamy w spójny obraz ich udział w tej historii. Łączymy elementy, które nie zawsze są oczywiste. Majstersztyk konstrukcji fabularnej.
Polecam „Chłód” miłośnikom powieści kryminalnych, w których ważne są tajemnice i stopniowe odkrywanie nici prowadzących do prawdy. Prawdy, która okazać się może niszcząca. Tutaj, tak jak w życiu, nie ma prostych rozwiązań. Wyśmienita lektura. Zachęcam do wybrania się do tego literackiego świata.
Bardzo dobrze się słuchało tej historii i nie jest to tylko zasługa lektora, ale wiadomo - Kosior zawsze na plus! Wydaje się, że sprawa sprzed lat łączy się ze współczesną. Czy uda się rozwiązać obie? Będzie trochę mylnych tropów, kilkoro podejrzanych, a obie sprawy okażą się dosyć skomplikowane.
Polecam!
a kiedy śnieg
ślady zagubionych dróg
przykryje
pojawi się jeleń
biały jak puch
a kiedy czas
łzy z nieułożonych słów
rozmyje
pojawi się jak cud
i będzie trwał
jak
dobrych myśli stróż
twardy lód
głaszcze przeszłość
dłonią
zimną i kruchą
a dusze popękane!
krew cierpka
smutna i jedyna
twardy lód
muska ciemność
a życia złamane!
aż zostanie
modlitwa ze słów
rozsypana
jak Nadzieja
odnaleziona
najpiękniejsza z dróg
utul ten chłód
niech cię okryje
niech trwa
jak przypomnienie
że kruchy ten lód
a ślady przykryte
i łez zawodzenie
bo puste jego oczy
tylko zostały
o białym jeleniu
wspomnienie
na szarym niebie
kolorowy chłopiec
malował swój świat
i oddał z siebie
nieszczęśliwe słowa
i rozkwitał
jak wyjątkowy kwiat
Mogło się zdarzyć życie piękne. I pełne. Ciepłych chwil. Przepięknych. Mogły się przecież dobre dni zdarzyć. A przyszedł chłód. Na zamarzniętym jeziorze los się człowieka dokonał. Ktoś odszedł. Ktoś uczynił zło. Ktoś sprawił, by cierpienie w oczach zgasło. Przeszłość ślady na śniegu krwawą smugą osnuła. A dziś na zamarzniętym jeziorze już tylko łzy i modlitwy szeptane. Ręce do Boga składane. Już tylko tyle zostało. Płakać i krzyż na szyi nosić. I płakać. I płakać.
A łzy niech będą ukojeniem.
I tylko noc pamięta. Tylko ona. Zimna. Zagubiona. Wtedy dziewczynka rączką drżącą rysowała ból, a kartka pochłaniała potwora. A oni nie widzieli. Nie słyszeli. Ta noc pamięta, że biały jeleń odszedł, a z nim cud. I dobre wszystko. Ucichł wtedy las. Jezioro zastygło. Siekiera. Krew. Krew. Dużo krwi. I potem już nic nie zostało. Wszystko zmarniało.
Miejsce, którego nie dotknął czas. Prawda, którą trzymasz w garści. Pamiętasz. Nosisz w sobie. Na ramionach noc ci osiadła. Miałeś żyć. Nie masz nic. Żałuj. Płacz. Za grzechy płać.
Wsiąkłam w tę historię duszą calutką. Wzięłam wszystko, co mi dała. Nieukojone wrażliwości. Słowne miękkości. Więcej aniżeli można brać, czytając. Bo u niej zawsze jest więcej. Weronika daje z siebie tyle emocji, że po brzegi człowiek wypełniony. Czytajcie, czujcie. Polecam najmocniej.
Mroźna zima, jedno małe miasteczko i tajemnice, które zaczynają wychodzić na powierzchnię.
Szymon wraca do rodzinnego Pasymia, po odbyciu wyroku za brutalne zabójstwo przyjaciele.
Karolina Rawa, technik kryminalistyki, bada śmierć nastolatka w starym ośrodku wypoczynkowym Rudka. Okazuje się, że chłopiec był sąsiadem jej babci, mieszkającej w nieodległym Pasymiu i wnukiem Szymona.
Karolina jest przekonana, że te sprawy jakoś się łączą. A kiedy dowiaduje się, że jej rodzina w pewien sposób jest połączona z dawną sprawą i skrywa przed nią wiele sekretów, rozpoczyna swoje prywatne śledztwo.
Gdzie ono ją zaprowadzić? Czy warto rozdrapywać stare rany?
Weronika Mathia ma niebywałą zdolność snucia opowieści i wciągania w nie czytelnika. "Chłód" to chyba najlepsza z książek autorki.
Zimowy klimat, chłód bijący z każdej strony i dwie rodziny, które połączyły kłamstwa i traumy. Autorka podejmuje szereg trudnych tematów m.in. niepełnosprawność, zagubienie, zazdrość, przemoc w rodzinie, alkoholizm. Weronika Mathia w swojej opowieści mocno skupia się na bohaterach, ich emocjach, przeżyciach. Ta powieść bardzo porusza, nie daje prostych odpowiedzi, za to stawia trudne pytania.
Nic w tej historii nie jest oczywiste. Narracja prowadzona jest dwutorowo. Czasu obecne przeplatane są powrotem do przeszłości i próbą zrozumienia co wydarzyło się w sylwestrową noc 1994 roku. Kiedy wydaje się, że wszystko wiemy, historia skręca w zupełnie innym kierunku. Okazuje się, że nic nie jest takie, jak na pierwszy rzut oka się wydawało.
Ciekawym zabiegiem jest postawienie w roli głównej bohaterki, technik kryminalistyki. Zwykle w tym gatunku poznajemy policjantów i prokuratorów. Tu mamy okazję poznać śledztwo z trochę innej strony.
Ta książka nie kończy się po ostatniej stronie. Wydarzenia i emocje jeszcze na długo ze mną pozostaną.
.
Nie trzeba znać słów, żeby zrozumieć ludzi. Najwięcej widać w oczach....."
CZEŚĆ!
Z niecierpliwością czekałam na książkę autorki i bardzo się cieszę, że miałam okazję poznać kolejną mroczną i obarczanie grzechami z przeszłości historię. Mam wrażenie, że każda kolejna książka, która wychodzi spod pióra autorki jest coraz lepsza.
Tytułowy chłód wpełza pod skórę i trudno się go pozbyć, nie rozgrzejesz się czytelniku gorącą herbatą, ten ziąb trzyma Cię do końca historii.
Bardzo emocjonująca historia, która angażuje nas na maksa by towarzyszyć bohaterom w ich życiu, którzy w przeszłości podjęli niewłaściwe decyzje a ich konsekwencje będą kroczyć za nimi w przyszłości, zbierając po drodze tragiczne żniwo.
To już nie jest dla mnie zaskoczenie, że po książkę Mathii sięgam z pewnością jednego - emocjonalnie tanio nie będzie. Weronika ma ten dar, że oplata czytelnika historią powoli, ciasno, jak anakonda... aż w pewnym momencie coś pęka. I wtedy jesteś już całkowicie zatracony w jej słowach...
Tu wszystko zaczyna się od zimna. Nie tylko tego na zewnątrz - mrozu, który szczypie w skórę - ale tego, który siedzi w ludziach. W słowach niewypowiedzianych. W spojrzeniach, które uciekają. W tajemnicach, które miały zostać pogrzebane na zawsze. I kiedy wydaje się, że to tylko historia o powrocie, o winie, o próbie naprawienia życia... nagle jak za obrotem kalejdoskopu - szkiełka pokazują inny obraz.
Bo w tej opowieści nic nie jest oczywiste. Motywy bohaterów są poszarpane, niejednoznaczne, czasem wręcz niewygodne. Relacje - pełne napięcia, niedopowiedzeń i emocji, które buzują pod powierzchnią jak ciemna woda pod lodem. A sama prawda? Ona tutaj nie chce wyjść na światło dzienne. Jakby wiedziała, że kiedy to zrobi - zniszczy wszystko.
Mathia robi coś, co uwielbiam - zmusza do patrzenia szerzej. Do podważania własnych ocen. Do zadawania sobie pytań. To lubię najbardziej.
I nie zgodzę się z Przemkiem Kowalewskim, że to ,,najlepsza Mathia". Bo ona od początku gra na poziomie, do którego inni dopiero próbują doskoczyć. I nie tyle się rozwija, co coraz głębiej w nas wsiąka. Uzależnia. Rozpycha się pod skórą. I zostawia z głodem kolejnej historii... nawet jeśli wiemy, że ta znowu nas zaboli.
Jeśli lubicie historie, w których bardziej niż ,,kto" liczy się ,,dlaczego" - to ,,Chłód" zdecydowanie jest dla Was. Ale uprzedzam... łatwo się z tej historii nie otrząśniecie.
"Chłód" to moje pierwsze spotkanie z twórczością Weroniki Mathii. Myślę, że po tej lekturze sięgnę po pozostałe powieści autorki.
Szymon Biały po trzydziestu latach odsiadki za zabicie kolegi wychodzi na wolność. Wprowadza się do przygotowanego dla niego pokoju w domu syna Przemka i jego rodziny. Mężczyzna jest już stary i schorowany, wiecznie smutny, cichy i skryty. Wielu mieszkańców Pasymia obserwuje go i wygłasza nieprzychylne uwagi. Praktycznie cała społeczność podchodzi do niego z dystansem, nawet własna rodzina do końca mu nie ufa. Wszyscy lokalsi wciąż żyją tragedią sprzed lat, której miejsce, ośrodek wypoczynkowy Rudka, teraz stoi opuszczone, jak wyrzut sumienia.
Najwięcej czasu z dziadkiem spędza jeden z jego dwóch wnuków, Patryk. Od dziecka wyszydzany przez rówieśników za bycie innym i odwagę wyrażania siebie poprzez fryzurę, makijaż czy stroje, które kompletnie nie pasują do chłopięcego stylu. Drugi wnuk, Dawid, stroni od dziadka, a wnuczka, Magda, bliźniaczka Patryka, choruje na porażenie mózgowe, więc to dziadek odwiedza ją, by zagrać dziewczynie na akordeonie.
Mijają kolejne dni od wyjścia Szymona z więzienia, a powietrze wydaje się gęstnieć. Tajemnica morderstwa sprzed lat nie daje spokoju, napięcie rośnie, aż w końcu staje się coś, co zmienia wszystko. Na terenie ośrodka Rudka zostają znalezione zwłoki Patryka. Wygląda na to, że chłopak popełnił samobójstwo, jednak możliwe, że ktoś mu pomógł pożegnać się z życiem. Zagadkę śmierci Patryka postanawia rozwiązać Karolina Rawa, technik kryminalistyczna, której babcia Nina mieszka w Pasymiu. Kobieta rozpoczyna prywatne śledztwo. Interesujące jest to, że starsza pani jest zamieszana w tragedię sprzed lat. Wkrótce zostaje znalezione drugie ciało. Możliwe, że obie zbrodnie są ze sobą powiązane, jednak Karolina potrzebuje czasu, aby rozwikłać tę makabryczną zagadkę. Rzecz jasna, podejrzenia natychmiast padają na Białego seniora. Jednak czy mężczyzna podniósłby rękę na wnuka? Czy w ogóle w jego wieku dałby radę nastolatkowi? Kim jest druga ofiara znaleziona w leśnym bunkrze nieopodal miasteczka? Do poszukiwań mordercy dołącza Dawid, a także Klaudia, siostra drugiej ofiary. Jakie tajemnice odkryją? Czy dramat sprzed lat wiąże się z obecnymi zgonami? Pytania mnożą się podczas lektury.
Mała miejscowość, którą autorka wybrała na miejsce akcji, idealnie pokazuje mechanizm tworzenia się przez lata klaustrofobicznej atmosfery i napięcia, które budują mieszkający tam ludzie, zamieszani we wspólną tajemnicę. Autorka pisze krótko, acz treściwie, chociaż nie spodziewajcie się informacji podanych na tacy. Trzeba się tu trochę nakombinować, spróbować poukładać podrzucone przez nią klocki. Nie zdziwcie się jednak, jeśli Wam się to nie uda, bo niedopowiedzeń i niejasności, które zaburzają obraz, jest tu całe mnóstwo. I chyba o to chodzi. Śledztwo ujawnia fakty powoli, a i tak nie otrzymujemy odpowiedzi na część pytań.
Stworzone przez autorkę postacie są wielowymiarowe, do bólu realistyczne, pełne niepewności i rozterek. Można stwierdzić, że pisarka wystawiła swoich bohaterów na ciężką próbę. Poza tym każdy z nich zbudowany jest inaczej. Mamy tu cały wachlarz charakterów. Jest człowiek, który po trzydziestu latach za kratami musi nauczyć się żyć na nowo i stawić czoła obserwującemu go światu, chłopak, który wciąż zbiera cięgi za to, że odstaje od tradycyjnego wizerunku mężczyzny, starsza kobieta, która chciałaby zbawić cały świat, małżeństwo, które zmaga się między innymi z chorobą dziecka, rodzina naznaczona piętnem morderstwa... Każdy z bohaterów nosi w sobie coś, co go wyróżnia, przy czym nie są to niestety pozytywne cechy, a raczej coś, z czym muszą się zmagać każdego dnia. Ciężaru całej tej opowieści dodają więc nie tylko wątki fabularne, ale także charaktery postaci oraz ich wzajemne relacje, które wciąż się przeplatają.
Książka podzielona jest na rozdziały, których tytuły ukierunkowują czytelnika. Bardzo pomogło mi to uporządkować sobie całość tej historii. Dostajemy tutaj różne perspektywy, które wzajemnie się uzupełniają.
Jedynym minusem było dla mnie to, że nie mogłam się wystarczająco mocno skupić na tej historii. Dlatego pewnie było mi trudno ogarnąć powiązania między bohaterami, a co za tym idzie - poszczególne wątki i konsekwencje kolejnych zdarzeń. Jednak czytało mi się świetnie i z pewnością sięgnę po pozostałe powieści autorki.
Upalne lato. Z nieba leje się żar. Tego dnia, gdy Lena wyznaje miłość Rafałowi, on popełnia samobójstwo. Ponad dwadzieścia lat później podobny dramat przeżywa...
By poznać prawdę, stań na brzegu jeziora i wsłuchaj się w jego…SZEPT Iława. Na brzegu jeziora znaleziono martwą nastolatkę.Młodsza inspektor Dominika...
Przeczytane:2026-04-30, Ocena: 5, Przeczytałam, 12 książek 2026, Przeczytaj tyle, ile masz wzrostu – edycja 2026, Wyzwanie - wybrana przez siebie liczba książek w 2026 roku, 26 książek 2026, 52 książki 2026, Mam,
"Chłód" to kolejny już dobrze skonstruowany kryminał autorki, który przeczytałam. Co prawda, na mojej półce czeka jeszcze wcześniej wydana książka Pani Weroniki, lecz gdy poznałam miejsce, w którym rozgrywa się akcja "Chłodu", od razu zabrałam się od razu za lekturę. W poprzednich książkach fabuła rozgrywana jest w Iławie i okolicach, które nieco znam z odwiedzin, lecz Pasym i jego okolice są mi bardzo bliskie, bo to moje miejsce... Już sama okłada mnie do siebie przyciągała, ale myślę, że są takie książki, których nie czyta się tylko dla samej treści, lecz dla miejsca i atmosfery. Dodatkowo motyw tajemnicy sprzed lat, który ma wpływ na teraźniejszość jest jednym z moich ulubionych motywów w literaturze, więc nie było już w moim przypadku mowy o odpuszczeniu lektury.
Pasym jest małym, ale uroczo położonym wśród jezior miasteczkiem, najstarszym na Mazurach, lecz z różnych przyczyn nie stał się centrum turystycznym. Chociaż na brak turystów mieszkańcy nigdy nie mogli narzekać, to jednak poza sezonem letnim staje się sennym i nudnym (dla niektórych) miejscem.
W czasach PRL-u wokół jeziora Kalwa wyrosło kilka ośrodków wczasowych, w których wypoczywały różne elity z wielkich miast. Jednym z nich był ośrodek Rudka, położony kilka kilometrów od centrum miasteczka, w Rudziskach Pasymskich. W tamtym okresie to było niemal państwo w państwie. Niczego tam nie brakowało, luksus i wygoda...
W sylwestrową noc w 1994 roku doszło w ośrodku do tragedii. Szymon Biały zamordował swojego przyjaciela i jego zwłoki utopił w przeręblu...
Po trzydziestu latach spędzonych w więzieniu, wraca do rodzinnego domu, w którym mieszka jego syn z żoną i trójką dzieci. Mieszkańcy miasteczka są zaniepokojeni jego powrotem. W takim małym środowisku wszyscy się znają i wszystko o sobie wiedzą. Ta tragedia sprzed lat nadal w nich siedzi, więc trudno będzie wszystkim wrócić no do normalności.
Gdy kilka dni później w ruinach ośrodka Rudka przypadkowy mężczyzna znajduje zwłoki Patryka Białego, po mieście rozchodzą się różne plotki. Nikt nie wierzy, że to przypadek, że akurat teraz ponownie w tamtym miejscu stała się tragedia.
"Ostrożnie zbliżyła się do krawędzi dachu opuszczonego ośrodka wypoczynkowego Rudka i spojrzała w dół, na ciało."
"Na ziemi nie leżał dorosły mężczyzna, a chłopiec. Nastolatek. Schowała się za obiektywem i zrobiła serię zdjęć obrzmiałej i sinej twarzy. Wiedziała, że zachowa je w pamięci. O dorosłych ofiarach zbrodni i wypadków czasami na chwilę zapominała. O dzieciach nigdy."
Karolina Rawa jest technikiem kryminalistyki, badając śmierć nastolatka, dowiedziała się, że chłopiec był sąsiadem jej babci, mieszkającej w nieodległym Pasymiu i wnukiem Szymona. Babcia pewnie znała ich dobrze. Dawno nie była u niej, więc tym razem przy okazji odwiedzin spróbuje dowiedzieć się czegoś o jej sąsiadach. Tym bardziej, że babcia również kiedyś pracowała w Rudce, była tam księgową. Odeszła na emeryturę tuż przed upadkiem ośrodka. Nikt kiedyś pewnie nawet nie podejrzewał, że wystarczyło trzydzieści lat, żeby ośrodek Rudka, który niegdyś ściągał turystów z całej Polski, zmienił się w ruinę.
Babcia Karoliny nie bardzo chce wracać pamięcią do tamtych lat, zresztą nie tylko ona. Śledczy prowadzący dochodzenie w sprawie śmierci Patryka, napotykają na zmowę milczenia i niedopowiedzeń. W miasteczku szerzą się plotki i kłamstwa. Karolin prowadząc małe prywatne śledztwo odkrywa, że nic nie jest takie, jak jej się wydawało na pierwszy rzut oka, i że wiele tropów łączy się z jej rodziną mieszkającą w Pasymiu...
Bardzo mi się podoba śledztwo prowadzone przez technika kryminalistyki, bo poznajemy to jakby z innej perspektywy.
"W Pasymiu czas się zatrzymał. Kiedy Karolina jechała ulicami, miała wrażenie, że przeżywa déjà vu."
Przeszłość czasem jest jak chłód, który ogarnia swoim lodowych powiewem teraźniejszość. Mroczna, nastrojowa, wielowymiarowa i pełna lodowatego napięcia opowieść, od której trudno się oderwać.
Polecam.