Szukali Idylli. Odnaleźli piekło.
Henrik i Nora wybierają się z pięcioletnim synkiem Fynnem do malowniczego Vsternorrlandu w Szwecji, licząc na beztroski odpoczynek. Sielanka szybko zamienia się jednak w koszmar. Gdy w lesie zostaje odkryty szkielet dziecka, a wkrótce potem znika Fynn, rozpoczyna się rozpaczliwa walka o prawdę.
Śledcza Rosa Lundqvist obdarzona niezwykłym darem wyczuwania śmierci, staje przed zagadką, w której teraźniejszość splata się z mroczną przeszłością.
Czy zniknięcie chłopca ma związek z tragiczną historią sprzed lat?
I jakie sekrety kryje domek schowany w koronie starego jesionu?
Czy ktoś wciąż w nim na coś czeka?
Wydawnictwo: Prozami
Data wydania: 2025-09-23
Kategoria: Kryminał, sensacja, thriller
ISBN:
Liczba stron: 352
Tłumaczenie: Magdalena Kaczmarek
Jeśli poszukujecie książki, którą się czuje i przeżywa, to zdecydowanie polecam wam właśnie ją. Niby zwyczajną, treść początkowo wydaje się być podwórkową sprawą, ale później nabiera coraz większy wydźwięk. Pojawiają się tortury myślowe, gdzie pragniemy uratować kogoś za wszelką cenę. Wiemy z punktu widzenia ludzi, że każdy z nas ma pewien rodzaj wytrzymałości, a tu widać jak zostają one poddawane ogromnym próbom. Żeby zboczyć nieco z treści, chcę żebyście wiedzieli, że autorka niemal krzyczy przez słowa, że każdy z nas ma prawo mieć swoje własne zainteresowania i nawet jak kogokolwiek to obchodzi, to nie powinien w nie ingerować. Bo sami nie lubimy, kiedy ktoś nas poucza, więc dlaczego sami robimy to innym? Być może jednak bohaterka z książki nie ma takiego samego zainteresowania jak my. Być może nawet maciupki odsetek ludzi taki ma, albo w ogóle prawie nikt. Nigdy nie zastanawiałam się jak to jest poszukiwać w nocy zwłok, dlatego spostrzeżenia postaci były dla mnie interesujące. To jej wielka pasja, bycie obserwatorem zmiany miejsca spoczynku, gdzie natura niemal pokazuje gdzie coś ukrywa. Ona opisuje nam co jak powinno i nie powinno wyglądać. W momencie, kiedy natrafia na coś interesującego my wiemy, że to nas zaskoczy. Niewinny szkielecik dziecka z pewnością jest czymś, czego nikt się nie spodziewał. Kiedy wędrujemy dalej w treść zastanawiamy się, czy ofiarą nie jest chłopiec pewnego małżeństwa, którzy przyjechali odpocząć od codzienności. Niewiele jednak później zauważamy, że tutaj chodzi o coś więcej. Wszystko co jest tutaj napisane czytamy z punktu widzenia różnych postaci, więc jakby jesteśmy na bieżąco, tylko wszędzie pojawia się pytanie, dlaczego? Dlaczego on to robi? Bo co go trzyma? Co nim kieruje? W tle majaczy obraz domku na drzewie i wspomnień, które się z nim wiążą. Wychodzi bowiem na to, że zawsze wszystko powraca... Tak jak woda...
Oj ta książka nie należy do spokojnych. Wiele rozgrywa się w treści, ale najważniejszym elementem jest to o czym nikt nie chce mówić. To niewypowiedziane sekrety zabrały tutaj głos, co oddało mocno psychologiczny wydźwięk. Trudno się od niej oderwać nawet pomimo tego, że ma mniejszy druk ciaśniej osadzony. Oj bardzo ją polecam:-)
To książka która zdecydowanie działa na naszą podświadomość, niby wszystko na początku jest dobrze, jednak czytając cały czas na się poczucie że gdzieś za zakrętem czai się zło. To taki oblepiający thriller w skandynawskim stylu.
Akcja usytuowana jest w Szwecji, obrazy niczym z książek Astrid Lindgren, mnóstwo zieleni, domek nad jeziorem i małżeństwo, które chce tam spędzić urlop z pięciolatkiem. Cała sielskość jednak znika, gdy Finn rozpływa się bez śladu, a w lesie zostaje odnaleziony szkielet dziecka.
To co sprawia, że mamy ciarki na plecach to relacje pokazane z perspektywy różnych postaci. Z jednej strony na początku sielski obrazek rodziny, a w kontraście dziecko, które walczy o przetrwanie. Cały czas czujemy że coś jest nie tak, tylko nie wiemy kto jest sprawcą.
Bohaterzy są nieszablonowi, ja szczególnie polubiłam Rosę, która z jednej strony na niesamowitą intuicję i czuję więź z lasem, z drugiej czuje się wykluczona ze względu na swoje nietypowe zainteresowania.
To nie jest cukierkowa książka i nie wszystko kończy się dobrze, przez co ten duszny klimat jeszcze bardziej się zacieśnia.
Ten kontrast w książce jest mocno widoczny od piękna lasu, po jego niebezpieczeństwa i tytułowy domek na drzewie, z którym wszystko się łączy i który może być zarówno schronieniem jak i więzieniem.
Co prawda udało mi się trafnie wytypować sprawcę już w połowie książki, ale myślę, że może to dowodzić zarówno logiczności, jak i psychologicznych mechanizmów, które są zbudowane mistrzowsko. Hipotez jednak miałam sporo i nie mogę powiedzieć, że nic mnie nie zaskoczyło.
Duszną atmosfera, rodzinne głęboko skrywane tajemnice, krzywda o której się nie zapomina to wszystko znajdziesz w tej książce która oblepia mrokiem.
Zaczyna się ciekawie, później napięcie rośnie, a pod koniec wszystko gmatwa się niemożebnie i staje się mało wiarygodne i naciągane jak nie powiem co. Nie kupiłam tej historii, ale przynajmniej posłuchałam parę godzin Kosiora, a to zawsze na plus ;)
"Domek na drzewie" to mimo uroczego tytułu mocny i tajemniczy thriller skandynawski. Gatunek ten charakteryzuje mroczny, surowy klimat czy powolna akcja skupiająca się na motywach działania i to wszystko tutaj dostajemy. Mam nawet przekonanie, że jeszcze więcej niż byśmy chcieli.
Henrik i Nora wraz pięcioletnim synkiem Fynnem wybierają się na odpoczynek do malowniczego miasteczka w Szwecji.
Sielanka szybko zmienia się w horror, kiedy w lesie zostaje odkryty szkielet dziecka, a wkrótce znika Fynn.
Do akcji wkracza śledcza Rosa, która jest obdarzona niezwykłym darem wyczuwania śmierci.
Czy zaginięcie chłopca ma coś wspólnego z tragiczną historią sprzed lat?
Jakie sekrety skrywa domek ukryty w koronie starego jesionu?
"Domek na drzewie" to trzymający w napięciu thriller napisany z perspektywy kilku bohaterów, co pozwala nam na dokładne przybliżenie historii i poznanie tego co siedzi w ich głowach, co zrobili, co ukryli, czego nie chcą wyjawić. Muszę przyznać, że było to niczym jazda bez trzymanki. Tutaj non stop coś sie działo, autorka nie tylko nie oszczędzała bohaterów, ale mnie jako czytelnikowi serwowała taki rollercoaster, że zastanawiałam się co jeszcze wciśnie między karty powiesci.
Wszystkiego było dużo, momentami za dużo, a mimo to świetnie się bawiłam i chciałam rozwiązać zagadki jakie przede mną stawiała Vera Buck.
Całości dopełnia klimat, który z jednej strony spokojny, sielankowy, a z drugiej mroczny, zimny, surowy. Balansujemy miedzy emocjami, które mrożą, a za chwilę dają namiastkę spokoju.
"Domek na drzewie" to warty uwagi thriller, który potrafi zaskoczyć, a autorka swoim pomysłem na fabułę i przyjemnym piórem spowodowała, że był to dobrze spędzony czas.
„Las i jezioro to najlepsza wylęgarnia wszelkiej maści potworów i strachów”.
Las, szum liści, domek na drzewie, ciepło słońca na skórze może się większości z nas kojarzyć z beztroskimi chwilami dzieciństwa: ze śmiechem, zabawą, nieograniczoną swobodą. Jednak nie dla wszystkich domek na drzewie będzie miał pozytywny wydźwięk. A już na pewno nie dla bohaterów najnowszego thrillera Very Buck. Dla nich to będzie tylko i wyłącznie symbol zła i przeżyć, które całkowicie zmieniły bieg ich losu.
Nora wraz z Henrikiem i pięcioletnim Fynnem spontanicznie wybierają się do odziedziczonego w leśnej głuszy domku w Szwecji. Kobieta ukryła prawdziwe powody swojej nagłej chęci wyjazdu z Niemiec, a jej mąż ma nadzieję w dawnym rodzinnym miejscu odnaleźć spokój i wenę do pisania kolejnych bajek. Początkowo nic nie burzy ich entuzjazmu i dobrego nastroju. Jednak pewnego dnia chłopiec po prostu rozpływa się w powietrzu. Policja bez rezultatu przetrząsa wielki i rozległy las, a szukając syna na własną rękę, Henrik znajduje na jednym z drzew domek. Nagle obudziły się wspomnienia, które nie chciały dać mu spokoju. Czuł, że dawniej w tym domku zdarzyło się wiele złych rzeczy. Ile jednak wspomnień było prawdą a ile wytworem dziecięcej wyobraźni? Tymczasem policja odnajduje szkielet dziecka, a że Fynn nadal nie został odnaleziony, sytuacja staje się jeszcze bardziej napięta. Prawda powoli wychodzi na jaw i okazuje się makabryczniejsza niż najgorszy koszmar.
„To, kim nie jesteśmy, stanowi dużą część nas samych. Lepiej to jak najszybciej odkryć, zamiast tylko wciąż próbować spełniać czyjeś oczekiwania”.
Czego tutaj nie mamy! Jest tajemnica z przeszłości kładąca się cieniem na teraźniejszości, jest niepokój, gęsta od podejrzeń atmosfera, są zaginięcia dzieci, których w sumie niespecjalnie się szuka, jest nieprzyjemne uczucie utraty bezpieczeństwa, jest przemoc w świecie zarówno dorosłych, jak i wśród dzieci, są trudne relacje rodzinne i małżeński kryzys, przytłaczające poczucie winy, palące pragnienie zemsty, wyścig z czasem, a nawet znajdziemy i motyw stalkingu. Przesada? Dla niektórych może i tak, ale mnie taka kompilacja się spodobała. Szczególnie że wszytko to opisane zostało w bardzo przyjemnym i wciągającym stylu. Intrygujące były i wydarzenia, które mogłam śledzić „na bieżąco” i retrospekcje, które dodawały nuty tajemniczości całej lekturze. Vera Buck udowodniła, że potrafi tworzyć przejmujące i nieodkładane historie.
Domek na drzewie nie jest bez wad. Czasami ma się wrażenie przekombinowania, a ilość problemów i kłopotów, spadająca na bohaterów jest tyleż ogromna, co różnorodna. Nie stanowiło to jednak dla mnie problemu. Oczekiwałam dobrej rozrywki i się nie zawiodłam. Książka miała świetny klimat, nastrój niepokoju towarzyszył praktycznie do ostatniej strony. Akcja rozgrywała się głównie w lesie, co też przypadło mi do gustu. Zafascynowała mnie postać Rosy. Jej ogromny introwertyzm graniczący z chorobliwym nieprzystosowaniem społecznym. Przy tym imponowała ogromną wiedzą, głodem doświadczeń i naukowym zacięciem. Co mnie z nią szczególnie połączyło, to to, że kochała las w każdym szczególe. Bardzo ciekawa, ale i złożona była to postać. To dzięki niej w historii wyczuwalny był dla mnie niepowtarzalny zapach mokrego igliwia i mchu, dlatego lekturę zapamiętam na długo.
Paryż, rok 1884. Doktor Charcot na oddziale neurologicznym kliniki Salpêtrière przeprowadza eksperymenty na histeryczkach. Jego pokazy hipnozy...
THRILLER NOMINOWANY DO NAGRODY GAUSER-PRISE 2024! Szesnastoletnia Rebekka ginie bez śladu. Tuż po niej znika również miejscowa nauczycielka, Laura. To...
Przeczytane:2025-11-29, Ocena: 5, Przeczytałam, Mam, Wyzwanie - wybrana przez siebie liczba książek w 2025 roku - 100, Kryminał, thriller, sensacja, Thriller psychologiczny,
ᴛʏᴛᴜᴌ ʀᴇᴄᴇɴᴢᴊɪ: 𝗭𝗮𝗺𝗶𝗮𝘀𝘁 𝗶𝗱𝘆𝗹𝗹𝗶, 𝗸𝗼𝘀𝘇𝗺𝗮𝗿
Thriller Very Buck 𝐷𝑜𝑚𝑒𝑘 𝑛𝑎 𝑑𝑟𝑧𝑒𝑤𝑖𝑒 całkowicie mnie wciągnął i długo nie dawał spokoju po zakończeniu lektury. Autorka opowiada historię z różnych perspektyw, tworząc ciekawą mozaikę ludzkich emocji i sekretów. Najbardziej poruszył mnie wgląd w myśli porwanego dziecka, tak sugestywny, że chwilami trudno było uwolnić myśli od tej historii. Z każdą stroną napięcie rosło, a kolejne zwroty fabuły burzyły wcześniejsze przekonania. Trudno było przewidzieć, komu można ufać, a kto skrywa coś mrocznego. Historia wciąga jak zimna mgła nad szwedzkim jeziorem. Z początku wydaje się spokojna: rodzinna wycieczka, odpoczynek, zapach lasu, ale ten spokój okazuje się złudny. Gdy znika mały Fynn, a w lesie odnaleziono szkielet dziecka, rzeczywistość pęka jak cienka tafla lodu. Czuć tu niepokojącą atmosferę, którą tak lubię w nordyckich thrillerach, a napięcie sprawia, że trudno oderwać się od książki. Styl pisania autorki poznałam już w powieści 𝑊𝑖𝑙𝑐𝑧𝑒 𝑑𝑧𝑖𝑒𝑐𝑖. Podobnie jak w poprzedniej książce nie epatuje brutalnością, buduje napięcie atmosferą i niedopowiedzeniami. Wiele wydarzeń rozgrywa się między wierszami, a najważniejsze są te rzeczy, o których nikt nie chce mówić. To niewypowiedziane sekrety zyskały tutaj głos, nadając historii mocny, psychologiczny wydźwięk.
Mroczą, duszną i niepokojącą atmosferę wyczuwa się od samego początku, choć pozornie nic złego się nie dzieje. I nie tylko z powodu mocnego prologu. Gdzieś między wierszami czuć zagrożenie dla rodziny Henrika, który wraz z żoną i pięcioletnim synkiem Fynnem przyjechał na wakacje do odziedziczonego po dziadku domu w Szwecji, licząc na beztroski odpoczynek. Henrik pragnie w ciszy i spokoju napisać kolejną książkę dla dzieci, a Nora zgadza się na przyjazd w to miejsce, by ukryć się przed byłym kochankiem, który wciąż ją nęka i prześladuje.
Okolica wcale nie jest tak spokojna i przyjazna, jak początkowo mogło się wydawać. Już zwykły wypad Henrika z synkiem na zakupy kończy się nieprzyjemnym incydentem z obcym mężczyzną. Dla Nory to miejsce miało być azylem, zapewnić rodzinie poczucie bezpieczeństwa i wolności. Niestety to uczucie prysło bezpowrotnie, gdy ktoś obcy wręczył ich synkowi na skraju lasu lalkę.
Para małżonków od początku budziła we mnie negatywne uczucia. Nora to kobieta zafiksowana na punkcie ekologii, wychowująca swoje dziecko w duchu neutralności płciowej, podejmująca niebezpieczne wyzwania podczas nurkowania, a jednocześnie bojąca się własnego cienia i prześladowcy. Henrik to utalentowany pisarz, który nieustannie balansuje na granicy fikcji i prawdy. Obdarzony niezwykłą wyobraźnią, z czasem sprawił, że ludzie przestali wierzyć w jego opowieści. Gdy przypadkiem, podczas poszukiwań człowieka, który wręczył ich dziecku lalkę, natrafia w lesie na domek na drzewie, niespodziewanie przywołuje to wspomnienia z jego dzieciństwa.
Oboje wiedzą już, że dzieją się tu dziwne rzeczy. Choć uczyli synka, by nie rozmawiał z obcymi, najpierw nieznajomy mężczyzna zaczepia go w sklepie, potem ktoś wręcza mu lalkę w lesie, a na koniec odkrywają w piwnicy pod kuchnią schowek, w którym znajdują się martwe zwierzęta. Nora chce natychmiast wyjechać, natomiast Henrik jest innego zdania. Nora tak bardzo cieszyła się na pobyt w tym miejscu, a teraz uważa, że popełnili wielki błąd, przejmując ten dom. Żyje w nieustannym strachu, a Henrik chce zostać, bo usiłuje przypomnieć sobie, skąd zna domek na drzewie w lesie. Jest niemal pewien, że widział go już kiedyś wcześniej.
Ich syn był dzieckiem bardzo roszczeniowym, które krzykiem wymuszało na matce wszystko, czego zapragnął. Po kolejnym ataku histerii Nora zostawiła Fynna z ojcem, który radził sobie z nim znacznie lepiej i potrafił skutecznie odwrócić jego uwagę. Sama udała się na zakupy i do kawiarni, by odetchnąć, podczas gdy Henrik spędzał czas z chłopcem w lesie. Podczas zabawy Fynn nagle zniknął, a zdezorientowany ojciec początkowo myślał, że dziecko schowało się dla żartu. To było jednak tylko złudne życzenie, Fynn naprawdę zaginął. Nora, sparaliżowana strachem o syna, wyznała wreszcie mężowi, kogo i dlaczego podejrzewa o jego porwanie. Pod wpływem szoku Henrik przypomniał sobie wydarzenia z dzieciństwa, kiedy natknął się na domek w lesie i zobaczył, kto był w nim uwięziony. Mimo że opowiedział wtedy o tym rodzicom, nie uwierzyli mu, bo był znany ze swojej fantazji.
Dziwiła mnie ta niefrasobliwość rodziców, którzy przemierzyli kawał świata, by zamieszkać w domu opuszczonym od ponad dwudziestu lat, nie sprawdzając wcześniej, czy w ogóle nadaje się do zamieszkania. Na miejscu znajdują ślady czyjejś bytności, potem ich dziecko zaczepia jeden obcy mężczyzna, a drugi podarowuje mu lalkę. A oni beztrosko mieszkają, kąpią się w jeziorze, bawią w lesie. Dopiero zaginięcie Fynna zmusiło ich do konfrontacji z własnymi wyrzutami sumienia.
Gdy introwertyczka Rosa Lundqvist natrafia na kości dziecka pogrzebane głęboko w lesie, rozpoczyna się żmudne śledztwo. Czy istnieje związek między zniknięciem Fynna a śmiercią tamtego dziecka? Jaka jest historia dawno opuszczonego domku na drzewie i czy na pewno nikt w nim już nie mieszka?
Styl autorki poznałam już podczas czytania „Wilczych dzieci” i choć tym razem miałam kilka drobnych zastrzeżeń, thriller w ogólnym rozrachunku bardzo mi się podobał. 𝐷𝑜𝑚𝑒𝑘 𝑛𝑎 𝑑𝑟𝑧𝑒𝑤𝑖𝑒 ma intrygującą i sprytnie skonstruowaną fabułę, choć moim zdaniem historia pokazana jest zbyt wielu perspektyw jednocześnie. Niektóre przeskoki w czasie były zbyt zagmatwane i trudne do śledzenia, a postać stalkera wydawała mi się zbędna, bo tylko zaciemniała obraz.
Autorka przedstawia swoją historię z perspektyw różnych bohaterów, a ich doświadczenia splatają się w zaskakujący sposób. Śledzenie przemian Marli w toku powieści było dla mnie wyjątkowym doświadczeniem, lecz to Rosa przyciągnęła moją uwagę najbardziej. Dla niej śmierć wydaje się bliższa niż życie, a jej postać ma w sobie coś magnetycznego, niepokojącego i fascynującego. W czasach, gdy głównymi bohaterami książek stają się postaci niezwykłe, Rosa Lundqvist jest tak wyrazista, że aż prosi się o własną serię thrillerów.
Piękne opisy puszczy zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Była wspaniała i romantyczna, dopóki nie zaginęło w niej dziecko i nie stała się miejscem koszmaru. Drażniła mnie para dziwnych rodziców, z których jedno miało romans, a drugie notorycznie kłamało. Nawet gdy Henrik mówił prawdę, Nora nie była w stanie mu uwierzyć. Oboje miotali się w bezsilności i popadali ze skrajności w skrajność; zamiast współczucia wzbudzali we mnie irytację.
Zmieniająca się wciąż narracja wzbudzała we mnie coraz większy niepokój. Powoli autorka odkrywała kolejne tajemnice, pojawiały się też nieoczekiwane zwroty akcji. Moim zdaniem to nie rodzice Fynna powinni grać pierwsze skrzypce w powieści, lecz Rosa Lundqvist, która powinna być główną bohaterką, bo tylko ona budziła we mnie pozytywne uczucia, mimo nietypowych zainteresowań. Tym bardziej że autorka w międzyczasie odsłaniała przeszłość dziewczyny, jej pokręcone relacje z bratem, który po wypadku leżał w łóżku z czterokończynowym porażeniem, zdany na jej łaskę i niełaskę, oraz ojca, który wspólnie z Rosą sprawował nad nim opiekę.
Thriller 𝐷𝑜𝑚𝑒𝑘 𝑛𝑎 𝑑𝑟𝑧𝑒𝑤𝑖𝑒 wciągnął mnie od pierwszych stron i nie pozwolił oderwać się aż do końca. Autorka prowadziła mnie przez mroczne zakamarki ludzkiej psychiki i gęste lasy północnej Szwecji, gdzie pozorna sielanka szybko przeradzała się w koszmar. Historia ukazana jest z perspektywy czterech postaci: Henrika, Nory, Marli i Rosy. Każda z nich nosi w sobie cień i własne demony, a ich losy splatały się w sposób zaskakujący i nieprzewidywalny.
Marla, porwana dziewczynka, była dla mnie głosem pełnym lęku i nadziei, o którym trudno zapomnieć. Jej punkt widzenia bolał i fascynował, pokazując, jak przetrwanie może stać się jedynym celem. Rosa natomiast wyróżniała się wśród bohaterów. Zafascynowana śmiercią botaniczka sądowa badała ślady rozkładu, a jej wiedza i chłodna racjonalność okazały się kluczem do rozwikłania zagadki. W niej było coś magnetycznego, coś, co zdawało się domagać własnej historii.
𝐷𝑜𝑚𝑒𝑘 𝑛𝑎 𝑑𝑟𝑧𝑒𝑤𝑖𝑒 to w istocie dramat obejmujący trzy pokolenia jednej rodziny. Dzieciństwo jednego człowieka raz na zawsze roztrzaskała bomba, a wszyscy, którzy dołączyli do tej historii później, musieli ponosić tego konsekwencje. Prawda wyłaniająca się z tej historii jest przerażająca. Henrik wyrósł w przekonaniu, że był notorycznym kłamcą, a tymczasem to on był okłamywany.
Vera Buck z niezwykłą precyzją budowała napięcie, prowadząc mnie przez labirynt sekretów i półprawd. Autorka stworzyła historię z niezwykłą intensywnością, a w każdym zdaniu kryje się głębszy sens. Tu nie ma miejsca na przypadkowe słowa. Każda scena, każdy detal ma swoje odbicie w dalszej części powieści. Napięcie rośnie stopniowo, rozdziały kończą się w momentach, które niemal zmuszają, by czytać dalej. Z każdą stroną wątpliwości się mnożą, a granica między prawdą a kłamstwem coraz bardziej się zaciera.
To opowieść o lęku, winie i o tym, jak przeszłość potrafi w najmniej spodziewanym momencie upomnieć się o swoje. 𝐷𝑜𝑚𝑒𝑘 𝑛𝑎 𝑑𝑟𝑧𝑒𝑤𝑖𝑒 nie tylko trzyma w napięciu, lecz także porusza i przeraża swoją wiarygodnością. Autorka potrafiła uchwycić atmosferę chłodu, wilgoci i niepokoju, tak charakterystyczną dla skandynawskich thrillerów, mimo że sama nie pochodzi z północy. To historia, w której natura staje się niemym świadkiem tragedii, a las zdaje się oddychać własnym rytmem, wciągając w swoje milczenie tych, którzy ośmielą się wejść zbyt głęboko.
𝐷𝑜𝑚𝑒𝑘 𝑛𝑎 𝑑𝑟𝑧𝑒𝑤𝑖𝑒 to książka, która zaskakuje i niepokoi. Wciąga niczym sen, z którego trudno się obudzić, bo każda strona odkrywa nowy fragment układanki i nowy rodzaj strachu. Zakończenie jest błyskotliwe i przewrotne, a emocje po zamknięciu książki długo nie opadają. To thriller, który nie tylko dostarcza wrażeń, lecz także zmusza do refleksji nad tym, jak cienka jest granica między bezpieczeństwem a utratą wszystkiego, co kochamy.