Jedna z tych książek, która sprawiła, że sam zacząłem pisać. Mało tego, mam w głowie jej fajną kontynuację. Kilkanaście lat temu nosiłem się wręcz z zamiarem skontaktowania się z Harrym Harrisonem, by uzyskać jego zgodę/błogosławieństwo/współautorstwo - cokolwiek, by móc to napisać. Harrison jednak zmarł i pomysł nadal czeka w szufladzie.
Książka nie jest jakimś dziełem sztuki. Zresztą zauważyłem po latach, że nie jestem już tak zachwycony twórczością Harrisona, jak kiedyś - niemniej czytam go znów z przyjemnością.
Pomysł genialny, realizacja dobra, ale niewykorzystany potencjał na dużo więcej. Może kiedyś jednak usiądę i napiszę drugą część powieści? Mój pomysł jest jeszcze fajniejszy, choć bez Filmowego Wehikułu Czasu nigdy bym pewnie na niego nie wpadł...
Wydawnictwo: Amber
Data wydania: 1994 (data przybliżona)
Kategoria: Fantasy/SF
ISBN:
Liczba stron: 238
Tytuł oryginału: Technicolor Time Machine
Język oryginału: angielski
Tłumaczenie: Marcin Urbański
#współpracabarterowa
SF z humorem? Czemu by nie?
Podeszłam do tej historii bez jakichś większych oczekiwań i nie spodziewałam się, że to jest takie odjechane!
Ratunkiem dla podupadłego studia filmowego zdaje się nakręcenie filmu o wikingach osiedlających się w Ameryce. Jak to zrobić minimalnym kosztem uzyskując zarazem hiperrealistyczne obrazy? A gdyby tak wykorzystać do tego wehikuł czasu?
Pomysł się zdaje być strzałem w dziesiątkę! Raz-dwa! Klaps! I mamy to! Bestseller "Wiking Kolumb" na wielkim ekranie! Ale czy wszystko się uda?
To szalona historia pełna paradoksów czasowych w oparach dobrej whisky. Jak nakłonić skandynawskich wojowników do współpracy i przy okazji przeżyć unikając ostrza topora? I jakie ich jeszcze czekają niespodzianki w przeszłości?
Nie spodziewałam się, że ta książka będzie tak trzymała w napięciu! I zarazem to na swój sposób zabawna historia, sporo tu gagów sytuacyjnych. Byłam ciekawa jak się to wszystko potoczy, czy nakręcą ten film?
To to nie tylko surrealistyczna zabawa podróżami w czasie, ale także satyryczny obraz branży filmowej. Światek niespełnionych marzeń o oszałamiającej karierze i wielu pogrzebanych nadziei, skrywających się za drzwiami studia nagraniowego.
Absurdalna przygoda, przy której przyjemnie spędziłam czas.
Jedna z tych książek, która sprawiła, że sam zacząłem pisać. Mało tego, mam w głowie jej fajną kontynuację. Kilkanaście lat temu nosiłem się wręcz z zamiarem skontaktowania się z Harrym Harrisonem, by uzyskać jego zgodę/błogosławieństwo/współautorstwo - cokolwiek, by móc to napisać. Harrison jednak zmarł i pomysł nadal czeka w szufladzie.
Książka nie jest jakimś dziełem sztuki. Zresztą zauważyłem po latach, że nie jestem już tak zachwycony twórczością Harrisona, jak kiedyś - niemniej czytam go znów z przyjemnością.
Pomysł genialny, realizacja dobra, ale niewykorzystany potencjał na dużo więcej. Może kiedyś jednak usiądę i napiszę drugą część powieści? Mój pomysł jest jeszcze fajniejszy, choć bez Filmowego Wehikułu Czasu nigdy bym pewnie na niego nie wpadł...
,,Najzabawniejsza powieść science fiction, jaką kiedykolwiek napisano". Terry Pratchett. Paragraf 22 literatury SF, znakomita satyra na militaryzm. ...
Felicity, ponura arena nieustającej krwawej wojny dzikich plemion. Tylko osadnicy z Pyrrusa, wyposażeni genetycznie w niezwykłe umiejętności walki, mogą...
Przeczytane:2025-11-23,
Jest to wznowienie książki z 1994 roku.
Historia jest krótka ale przezabawna. Oczywiście najgłówniejszy temat będzie stanowiła maszyna przenosząca ludzi w czasie. Znajdziemy tu bowiem postacie, które będą chciały nakręcić film jak najtańszym kosztem. Pomoże im w tym wehikuł czasu, który zabierze ich do roku tysięcznego. Koniecznie chcieli od podszewki zobaczyć w jaki sposób Wikingowie osiedlili się w Ameryce. Oczywiście ich plany to było jedno, ale poznanie miejsca gdzie obecnie przebywali, to drugie. Nikt im bowiem nie powiedział, że jak tylko się w tym czasie pojawią, to znajdzie się śmiałek, który będzie chciał ich przegonić. To bardzo zabawna scena ze zwróceniem uwagi na to, że czasoprzestrzeń, którą naruszyli będzie miała jeszcze inne swoje odbicia. Nie myśląc o jakichkolwiek konsekwencjach, bo nikt nie rozumiał tutaj siebie nawzajem, zwyczajnie zabrali ze sobą, za pomocą siły, właśnie tego Wikinga. To było niczym scena z bajki, gdzie szarpał się na wszystkie strony, a z ust wychodził objaw wścieklizny. I z pewnością nikt z was nie domyśla się w jaki sposób, oprócz siły, udało im się go doprowadzić do komunikacji. Jak widać ekskluzywny alkohol działał na każdego mężczyznę na całym świecie, nawet tym wstecznym:-) Pojawił się jednak inny dużo poważniejszy problem, którym była bariera językowa. Musieli jednak zrobić wszystko, aby i to przełamać w innym wypadku niczego nie byliby w stanie się od niego dowiedzieć. Jak sądzicie, czy później poszło im już z górki?
Naprawdę świetna fantastyka. Ilekroć po nią sięgam wciąż nie wierzę i nadal pragnę dowiedzieć się, czy faktycznie taką podróż w czasie można odbyć.To temat, który hipnotyzuje bardziej niż obecność kosmitów, choć w sumie może nawet chodzić o to samo. Autor zastosował prawdziwą wiedzę otulając ją wszelkimi domysłami, by bardziej przykuć naszą uwagę. Postaci jest kilka, które często ze sobą rozmawiają. Przez cały czas trwania lektury dostajemy nadzieję na to, że i nasze plany mogą się zrealizować, jedynie musimy się odważyć, by po nie sięgnąć. Znajdziemy tutaj trochę ironii, czarnego humoru oraz czegoś, czego nie potrafiłam nazwać. Coś pomiędzy nadzieją, cudem, a całkowitą wiarą w powodzenie przedsięwzięcia. Dawało to takiego kopa do działania również we własnym życiu. Jest to książka na każdy czas, ale chyba przed gwiazdką wywołuje największe poruszenie. Zdecydowanie ją polecam:-)