Iskra

Wydawnictwo: We need YA
Data wydania: 2019-02-13
Kategoria: Dla młodzieży
Kategoria wiekowa: 15-18 lat
ISBN: 9788379761197
Liczba stron: 383
Tytuł oryginału: Spark
Język oryginału: angielski
Tłumaczenie: Maciej Studencki

Tom 2 cyklu Księgi skór

Ocena: 5.5 (4 głosów)

Ta książka została dodana do bazy serwisu Granice.pl przez jednego z użytkowników i oczekuje na moderację

Jest nienaznaczona, chociaż pokryta tatuażami. Nie całkiem taka jak oni, ale też nie całkiem inna. Nie ma w Saintstone osoby bardziej niebezpiecznej od niej!

Leora zwątpiła we wszystko, co do tej pory wiedziała o sobie i swojej rodzinie. Nie jest już pewna, czy chce żyć w świecie, w którym każdy uczynek musi zostać utrwalony na skórze. Po tym, jak dowiedziała się, że w jej żyłach płynie krew nienaznaczonych, a księga upamiętniająca życie ojca została bezwzględnie spalona, postanawia poznać prawdę o swojej matce.
Czy w mieście, gdzie żyją wygnani nienaznaczeni, znajdzie pocieszenie i bezpieczeństwo? A może odkryje tam jeszcze więcej mrocznych sekretów?

Każda historia ma dwa oblicza. Zdecyduj, w które z nich chcesz uwierzyć…

Tagi: dystopia przyjaźń rodzina Fantastyka literatura młodzieżowa konflikt baśnie nadzieja science-fiction intrygi tatuaże strach

Kup książkę Iskra

Sprawdzam ceny dla ciebie ...

Zobacz także

Opinie o książce - Iskra

Powiem Wam szczerze, kończąc pierwszy tom spodziewałam się, że akcja będzie kierowała się podobnie jak Igrzyska Śmierci, Niezgodna czy Więzień labiryntu. Niestety to się sprawdziło... Jednak mimo tego naprawdę się w tą historię wciągnęłam i teraz wyczekuję trzeciego tomu!


W tej części poznajemy Nienaznaczonych, ich zwyczaje, wierzenia i podejście do życia. Leora przekona się, że nie wszystko co mówiono jej w szkole i domu było prawdą. Będzie musiała podjąć trudne decyzje, które nie raz złamią serce. Co mi bardzo przypadło do gustu to inne wersje baśni! W Tuszu poznajemy wersję naznaczonych o jednej cudownej siostrze, a drugiej okrutnej. Nienaznaczeni widzą to trochę inaczej i to mi niesamowicie przypadło do gustu. Niby te same historie, ale zupełnie inne wersje i znaczenie. Dziewczyna będzie musiała mocno się zastanowić, które z nich są prawdziwe i w które warto wierzyć.


Co do bohaterów to poznajemy ich naprawdę mnóstwo. Każda postać jest inna i na swój sposób ciekawa. Leora jako bohaterka nie była zła, je postępowanie było zrozumiałe, a przez to przewidywalne do bólu i cieszę się, że ta przewidywalność została później wykorzystana. Co do nowych postaci to bardzo polubiłam Ruth i Gull oraz jej rodziców. Sana była dla mnie postacią zbyt tajemniczą by jednoznacznie określić czy przypadła mi do gustu.


Co jeszcze bardzo spodobało mi się w tej powieści to większe poruszenie tematu biologicznej matki dziewczyny. W końcu dowiadujemy się na ten temat odrobinę więcej i te informacje mocno wpływają na główną bohaterkę.


Styl pisania jest lekki i przyjemny. Książkę czyta się bardzo szybko i od połowy ciężko się oderwać. Autorka miała bardzo ciekawy pomysł na ten świat i w tym tomie mocno go rozwinęła. Stopniowała podawanie informacji, a po skończeniu książki chce się aby więcej!


Podsumowując Iskra to świetna kontynuacja. Autorka na szczęście nie popadła w syndrom drugiego tomu i ta książka wyszła jeszcze lepiej od poprzedniej! Ja serdecznie Wam polecam tę książkę i już z niecierpliwością wyczekuję wielkiego finału!

Link do opinii

Drzewo genealogiczne. Chyba nie ma w naszym kraju młodego człowieka, który nie przeszedł przez proces jego tworzenia na jakimś etapie edukacji. Teoretycznie przykry obowiązek, gdyż trzeba nad nim spędzić trochę czasu, by uporządkować wszystkie informacje i zaprezentować je w czytelny i schludny sposób, lecz w praktyce wygląda to zupełnie inaczej. Właśnie dzięki temu zadaniu dostaje się możliwość zgłębienia swojej historii. Wystarczy wspomnieć o tym projekcie dziadkom, a ci – skorzy do pomocy w uzupełnieniu niektórych danych – przekazują nam opowieści związane z naszymi przodkami, które są w stanie wzbudzić naszą ciekawość. Sama nieraz siedziałam z rozdziawioną buzią, chłonąc coraz to nowsze opowieści i żałując, że lada moment będę zmuszona opuścić „przeszłościową” przystań i powrócić do rzeczywistości.

Zagłębienie się w swojej korzenie pozwala w jakiś sposób poznać samego siebie. Odkryć, po kim odziedziczyliśmy poszczególne cechy wyglądu czy charakteru, kto również czuł fascynację daną pasją. Tylko jak tego dokonać, gdy nikt w najbliższym otoczeniu nie jest w stanie udzielić nam wsparcia w tej małej misji?


TO KTO – DO JASNEJ, CIASNEJ – MA RACJĘ W TYM SPORZE?


Leorze, głównej bohaterce „Iskry”, nikt nie nakazał tworzenia drzewa genealogicznego, jednakże zgotowane przez nieobliczalny los przeżycia sprawiły, że postanowiła poznać swoje korzenie, mając dość spoglądania na przeszłość rodziny przez pryzmat niedomówień. W jej przypadku to nie lada wyzwanie. Aby móc coś zdziałać, poturbowana emocjonalnie dziewczyna musiałaby porzucić swoje dotychczasowe, pozornie dobrze znane życie w pełnym dobrobytu Saintstone, by wyruszyć w nieznane, na terytorium odwiecznego wroga. Nikt o zdrowych zmysłach nie zdecydowałby się na taki drastyczny krok, wiedząc doskonale, że ta wyprawa może nie posiadać szczęśliwego zakończenia. Przecież przez lata naznaczeni wysłuchiwali przekazywanych z pokolenia na pokolenie baśni, gdzie w każdej z nich ludzie pozbawieni tatuaży charakteryzowali się brutalnością, ociekającą mrokiem aurą oraz – przede wszystkim – nieprzewidywalnością. Także, kiedy już ktoś odważy się odbyć tak ryzykowną wyprawę, powinien przygotować się na nią nie tylko fizycznie, ale również psychicznie. Pozwolić oddalić od siebie widmo rychłego przeistoczenia się w „pokarm dla robactwa” i spróbować ułożyć plan prowadzący ku powodzeniu misji. Oczywiście możecie już teraz się domyślić, że Leora nie otrzymała dodatkowego czasu na tego typu rozwiązanie. Brutalnie pchnięto ją w stronę nienaznaczonych, nie zważając na to, że w ten oto sposób wystawiają jednego ze swoich na liczne niebezpieczeństwa... Dziewczyna wyczuwała swój rychły koniec, jednak jakież opanowało ją zdumienie, kiedy mieszkańcy Featherstone w żaden sposób nie przypominali słynnych krwiożerczych istot, przed którymi ostrzegano ją od maleńkości. To totalnie zbiło ją z tropu. Tym samym, wraz z Leorą odkrywałam prawdziwe oblicze „dzikusów”, mogąc wreszcie poznać ich od tej właściwej, nieprzerysowanej strony. Przyznam, że jak przy naznaczonych, ukazanych w „Tuszu”, czułam ich przywiązanie do baśni (które w jakimś stopniu można porównać do przypowieści biblijnych), tak nienaznaczeni trzymali się ich niczym topielec rzuconego koła ratunkowego, czcząc je ponad wszystko. Można stwierdzić, że praktycznie nimi oddychali! Dodawało to całej scenerii magicznych właściwości. Pochłaniały mnie one bez reszty i pozwalały na odczuwanie pewnego rodzaju chciwości. Pragnęłam odczuć na własnej skórze tę wylewającą się ze stron sielankę, jakiej brakuje w naszych czasach.

Wiadomo jednak, że wszystko, co piękne i kolorowe, prędzej czy później odchodzi do lamusa, a jego miejsce zajmuje pokaźna, trująca uroczą atmosferę rodzina paskudztw. Alice Broadway nie bała się podnieść ręki na swoich bohaterów, co nadawało całej scenerii dramatyzmu, gdzie niejednokrotnie odczuwałam współczucie. Ubolewałam nad tym, że fikcyjni bohaterowie muszą użerać się z przykrymi niespodziankami od losu. Dodatkowo „Iskra” została ubezpieczona w wór wypełniony aż po brzegi tajemnicami, które także odgrywały główne albo epizodyczne role w całym tym zamieszaniu. Przyznam, że na stopniowe odkrywanie sekretów reagowałam z mniejszym lub większym zaskoczeniem. Nie trudno było części z nich się domyślić, bo jednak w jakimś stopniu ta historia miewa przebłyski przewidywalności, aczkolwiek zdarzały się takie chwile, gdy czułam się nieźle wyrolowana. Autorka umiejętnie wplotła tutaj nić intryg, przez co zdarzało się, że nie wiedziałam, dokąd poprowadzą mnie kolejne poszlaki.

Było trochę pochlebstw i czułych słówek, także przyszedł czas na wyciągnięcie patelni zza pazuchy i oddanie paru bolesnych ciosów. Jeden z nich poleci w stronę zachowania nienaznaczonych względem Leory. Tak, wiem – zachwalałam panującą u nich atmosferę (nawet sobie rzeknę, że wydają mi się znacznie lepiej przedstawieni niż wytatuowani), jednak w jakimś stopniu czułam się zawiedziona. Zabrzmi to okrutnie, ale spodziewałam się po nich, iż przygotują dla „nowej”, przybyłej z wrogich terenów wiele przykrych niespodzianek. Chociaż odczuwałam od nich bijącą niechęć do niej i wyraźnie widziałam, że mieli do niej ograniczone zaufanie, to jednak brakowało znacznie większej dawki antypatii. Nie obraziłabym się, gdyby uprzykrzano jej – w sposób anonimowy – życie pomiędzy nimi. Po prostu liczyłam nie tylko na zapędzenie Leory w emocjonalną ślepą uliczkę, ale również zagwarantowanie jej stanu, gdzie ziemia osuwałaby się jej spod nóg i wystarczyłby jeden nieprzemyślany ruch, by wpaść w przepaść, a wraz z tym – rozbudzić drzemiącą w nienaznaczonych agresję, którą by skierowali właśnie na nią.


JEDNA DZIEWCZYNA, DWA OBLICZA – DO KTÓREGO JEJ BLIŻEJ?


Ciężko jest się pogodzić z łatką „nowej” osoby w zżytej grupie, kiedy ta traktuje cię jak zbędny, niechciany balast. A gdy do tego dochodzą osobiste problemy w postaci zatracenia własnego „ja”, poziom trudności wzrasta do maksimum. Leora, choć zdawała się zdeterminowana w dążeniu do odkrycia prawdy o swojej matce, nie umiała ukryć swojego zagubienia. Na każdym kroku widziałam, jak próbuje poukładać sobie cały mętlik w głowie, starając się nikomu nie podpaść, by nienaznaczeni nie znaleźli kolejnych powodów do tego, by czym prędzej wyrzucić ją za granice Featherstone. Wyraźnie widziałam, jak stara się walczyć z przeszłością, jednak ta dawała o sobie znać w najmniej odpowiednich momentach, co owocowało nieprzyjemnymi konsekwencjami. Wyraźnie widziałam, jak rozłąka z bliskimi spędzała jej sen z powiek, a świadomość tego, że w każdym momencie coś może im się „przez przypadek” wydarzyć, dorzucały jej cierpień. Na szczęście mogła liczyć na wsparcie sympatycznej, zamkniętej w sobie Gull oraz kilku członków starszyzny, którzy otoczyli ją opieką, próbując przekazać jej istotną wiedzę. To właśnie dzięki nim zrozumiała, czym tak właściwie jest prawdziwa przyjaźń. Z całego serca pokochałam Ruth. Traktowała dziewczynę jak własną wnuczkę, czym mnie wzruszyła bez reszty. Wystarczyła tylko jedna rozmowa z nią, abym zapragnęła, by została moją babcią! Natomiast, co się tyczy brata Gull, Fenna... Ugh, nawet nie przypuszczacie, ile razy miałam ochotę kopnąć go w ten uparty tyłek. Podobno młodzi mają otwarte umysły na nowości i szybciej dostosowują się do zmian, jednak ten uparcie trzymał się swoich racji, nie pozwalając sobie poznać i zrozumieć stanowiska Leory. Z drugiej jednak strony, można go zrozumieć. Przecież główna bohaterka również przez wiele lat wierzyła w to, co opowiadali – poprzez baśnie i miejskie legendy – wysoko postawieni urzędnicy państwowi, nie pozwalając sobie na chwilę zwątpienia w ich tok rozumowania. Dopiero stanięcie twarzą w twarz z nagą prawdą otworzyło jej oczy. Cóż... w jakimś stopniu można to określić jednym stwierdzeniem: „trafił swój na swego”!


Alice Broadway ponownie wprowadziła mnie w ten dystopijno-baśniowy świat bez zbędnych zachęt, bo wystarczyła chwila, bym ponownie dała porwać się jej wyobraźni. Przewracałam strony z prędkością światła (no dobra... może trochę przesadziłam, ale i tak pochłaniałam je w dość szybkim tempie), byle tylko chłonąć to, co dla nas – czytelników – wyczarowała. Autorce udało załatać się fabularne luki, które powstały w „Tuszu”, tym samym uzbrajając „Iskrę” w kolejne, gdzie czułam się lekko zdekoncentrowana. Ubzdurałam sobie, że „Księgi skór” będą się składać jedynie z dwóch tomów, także czułam się mile zaskoczona tym, że czeka mnie w niedalekiej przyszłości spotkanie z kolejnym tomem. To dobra wiadomość, biorąc pod uwagę to, że poprzez historię Leory, Alice Broadway wyraźnie podkreśla, jak niewiele trzeba, abyśmy myśleli stereotypowo, nie pozwalając sobie na otworzenie umysłu na nową wiedzę. Wystarczy podążać latami za czyjąś prawdą, by zamknąć się na inne bodźce, traktując je z pewną dozą wrogości. A to jest niezdrowe, bo tym samym zatracamy umiejętność posiadania własnego zdania oraz – co najważniejsze – gubimy po drodze własne „ja”.


Podsumowując, jeżeli nie wierzycie, że baśniowość oraz dystopijne klimaty nie mogą iść z sobą w parze, wesoło wymachując przy tym rękoma, to chyba jeszcze nie poznaliście magicznej trylogii „Księgi skór”. Alice Broadway ponownie oczarowuje, niemal bezczelnie bawiąc się emocjami czytelnika. I choć zdarza jej się zabłądzić i popełniać błędy, nie da się przejść obojętnie obok jej lekkiego pióra i magnetycznej wyobraźni!

Link do opinii

Bałam się że kontunuacja "Tuszu" będzie powtarzała schematy, nudziła i wałkowała ten sam temat ale jakże się myliłam ! Życie w społeczności Featherstone, zmiana postrzegania świata przez główną bohaterkę, nowi wyraziści bohaterowie i ciągłe intrygi sprawiły że trudno było mi się oderwać a gdy już skończyłam czytać zapragnęłam kolejnej części która póki co jeszcze się nie ukazała ... Takie zaskakujące, trzymające w napięciu i pełne wydarzeń książki własnie lubię i na takie czekam. 

Link do opinii
Avatar użytkownika - maitiri_books
maitiri_books
Przeczytane:2019-06-26, Ocena: 6, Przeczytałam,

Akcja „Iskry“ rozpoczyna się bezpośrednio po wydarzeniach z pierwszego tomu. Skołowana, zagubiona i samotna Leora zostaje wezwana do burmistrza Saintstone. Obawia się tej rozmowy i okazuje się, że słusznie. Burmistrz bowiem chce, aby opuściła jedyne znane sobie miejsce na ziemi i udała się do miejsca zamieszkanego przez wroga. Ma być szpiegiem. O Featherstone i jego mieszkańcach słyszała dużo, ale nigdy dobrze. Nienaznaczeni są brutalni, nieprzewidywalni, niebezpieczni i lepiej trzymać się od nich z daleka. Tego uczono dziewczynę od dziecka. Dlaczego więc teraz jej własny lud naraża ją na takie niebezpieczeństwo? Leora jednak nie ma wyjścia, albo zamieszka z wrogami, albo jej bliskim stanie się krzywda. Decydując się na opuszczenie Saintstone ma nadzieję na poznanie historii swojej matki. Chociaż Nienaznaczona, Leora pokryta jest tatuażami, w jej żyłach płynie też krew wrogiego ludu. Czy uda jej się poznać prawdę o swoim pochodzeniu? Czego dowie się o swojej matce? Jacy naprawdę są Nienaznaczeni?

W moim odczuciu „Iskra” jest lepsza od „Tuszu”, przede wszystkim więcej się dzieje, akcja jest bardziej dynamiczna. Nadal czuję niedosyt, jeśli chodzi o kreację bohaterów i konstrukcję świata przedstawionego. Ci pierwsi nadal są przedstawiani dość schematycznie, brakuje ich pogłębionej analizy, czasami wydają się mało realni. Sam świat, choć fascynujący, nie dał się zbyt dobrze poznać, znów czegoś zabrakło. Nie będę jednak za bardzo marudzić, bo według mnie są to nadal drobne niedociągnięcia, a kontynuacja losów Leory bardzo mnie wciągnęła i przypadła mi do gustu.

"Mała iskra buntu, wykrzesana przez jedną dziewczynę, może wkrótce rozgorzeć wielkim płomieniem".

Po raz kolejny podkreślę (pisałam już o tym podczas recenzji „Tuszu”), że najbardziej cenię w tej serii sam pomysł na fabułę, który jest oryginalny i wnosi nieco świeżości do literatury fantastycznej. Mimo pewnych braków, lektura „Iskry” jest fascynująca, książkę czyta się płynnie, nie ma przestojów i zbędnego gadania. Przede wszystkim jednak fabuła książki nie jest oczywista, a ciąg zdarzeń tak łatwy do przewidzenia, jakby mogło się wydawać. Ponieważ w tej części poznajemy drugą stronę medalu i to, co mają do powiedzenia w kwestii tej samej sytuacji Nienaznaczeni, zaczynamy wraz z Leorą wątpić i kwestionować wszystko, co wiedzieliśmy. Baśnie, które również w przypadku tego ludu stanowią istotną część społeczeństwa i ich codziennego życia, chociaż te same, brzmią zupełnie inaczej. Nietrudno więc o mętlik w głowie. Nie wiadomo, kto jest tym dobrym, a kto złym i które opowieści są prawdziwe. Leora zaczyna negować to, w co wierzyła całe życie również z innego powodu. Od kiedy żyje wśród nowej społeczności, która początkowo jest do niej źle nastawiona, ale z czasem zaczyna ją akceptować, dziewczyna zaczyna rozumieć, że ktoś jest niezłym manipulatorem. Ale dlaczego to robi, jaki ma cel? Spodobało mi się przeniesienie na drugą stronę lustra w tym tomie i możliwość poznania nie tylko innej perspektywy tych samych wydarzeń, ale też społeczności Featherstone, która jest lustrzanym odbiciem tej z Saintstone. Dzięki temu zabiegowi dostajemy szerszy obraz całości, co jeszcze nie znaczy, że uda nam się odkryć prawdę i dowiedzieć się, kto ma rację. Faktycznie, jest tak, jak możemy przeczytać już w opisie. „Każda historia ma dwa oblicza. Zdecyduj, w które z nich chcesz uwierzyć..”.

Jakby tego było mało, zakończenie po raz kolejny wprowadza niezłe zamieszanie, co prowadzi do tego, że wątpliwości zamiast ubywać, ciągle przybywa. A w miejsce odpowiedzi otrzymujemy kolejne pytania. Ale to dobrze, dzięki temu „Iskrę” czyta się błyskawicznie. Dynamika powieści, liczne zwroty akcji i niezliczone tajemnice powodują, że fabuła jest intrygująca i ciężko rozstać się z lekturą, dopóki nie pojawi się ostatnia strona. Jest jeszcze jedna rzecz, która zasługuje tu na uwagę. Autorka stworzyła unikalny świat, tak różny od naszego, ale mimo wszystko podobny, rządzący się tymi samymi prawami. W sposób niezwykle obrazowy pokazuje jak łatwo dowolnie manipulować społeczeństwem. Nie trzeba się nawet specjalnie wysilać. Obecnie żyjemy w takim zgiełku informacyjnym, że odróżnienie prawdy od fałszu jest prawdziwą sztuką. Podobnie jak w wykreowanym przez Broadway fikcyjnym świecie.

"Opowieści to tylko opowieści, a ich znaczenie zależy od bajarza".

„Iskrą” jestem oczarowana, nie tylko cudowną okładką, ale i zawartością. Na tle „Tuszu” ten tom wypada zdecydowanie lepiej. Historia jest tu bardziej rozbudowana, a akcja bardziej dynamiczna. Dzieje się w tej części naprawdę bardzo dużo. Niebanalna fabuła, genialne zwroty akcji, konieczność wyborów, przed którymi staje Leora i jej zderzenie z inną rzeczywistością efektownie dopełniają obrazu całości. Polecam i czekam na kolejną część tej niesamowitej serii.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu We need Ya.

Link do opinii
Inne książki autora
Tusz
Alice Broadway0
Okładka ksiązki - Tusz

Oszałamiający debiut! Alice Broadway po mistrzowsku łączy fantastykę z tajemnicą i utopią. Każde zachowanie, każdy uczynek, każda ważna chwila zostawia...

Zobacz wszystkie książki tego autora
Recenzje miesiąca
Bezmiar
Grzegorz Kapla
Bezmiar
Asiunia
Joanna Papuzińska
Asiunia
Bachor
Katarzyna Ryrych;
Bachor
Sekret antykwariusza
Paweł Jaszczuk;
Sekret antykwariusza
Łapy i ogony
Magdalena Podbylska
Łapy i ogony
Pokuta
Anna Kańtoch
Pokuta
To nie koniec świata
Ewa Maja Maćkowiak;
To nie koniec świata
Śmierć przy myciu zębów
Mai Thi Nguyen Kim
Śmierć przy myciu zębów
Mała Jerzego
Katarzyna Ryrych
Mała Jerzego
Pokaż wszystkie recenzje