Jak wielkiego nieszczęścia potrzeba, żeby świat w nie uwierzył?
Wstrząsająca opowieść Wojciecha Tochmana o konsekwencjach wojny
Pod koniec 1992 roku dotarłem do oblężonego Sarajewa. W mieście skutym lodem nie było ani jednej całej szyby. Ani ogrzewania. Snajperzy strzelali przechodniom w głowy. Wróciłem do Bośni w 2000 roku - pięć lat po wojnie - by się przyjrzeć, jak ludzie sobie tam radzą między innymi ludźmi. I między grobami. Latem 2025 roku - trzydzieści lat po wojnie - pojechałem tam znowu. Każdego 11 lipca odbywają się pod Srebrenicą rocznicowe ceremonie: stare groby zostają otwarte, by do dawno pogrzebanych kości dołożyć te, które zostały odnalezione niedawno. Poszukiwania, ekshumacje, identyfikacje trwają i trwają. Są wojny, które nigdy się nie kończą. Jest żałoba, która nie mija.
Wojciech Tochman
,,Tochman opisuje to, co zostało po okrucieństwie. Pokazuje strach katów i ofiar, katów większy może niż ofiar. Trzeba to przeczytać. To raport bez zbędnych słów. Może kiedyś następne pokolenia nie zapomną i będą inne. Może proza Tochmana do tego się przyczyni". Marek Edelman
,,Talent autora i jego wrażliwość sprawiają, że ten dokument ma wymiar poruszającego przesłania".
Olga Tokarczuk
,,Proza Tochmana jest miażdżąco prosta i przejrzysta".
,,The Guardian"
,,Imponująco wyrazisty portret kraju, który wciąż zmaga się z cierpieniem, jakie przyniosła wojna".
,,Financial Times"
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Data wydania: 2026-02-18
Kategoria: Biografie, wspomnienia, listy
ISBN:
Liczba stron: 168
Trzymam w rękach piąte już wydanie przejmującego reportażu o skutkach wojny w Bośni i Hercegowinie autorstwa Wojciecha Tochmana pt. „Jakbyś kamień jadła” z oferty Wydawnictwa Literackiego, poszerzone o dodatkowy rozdział, który powstał po kolejnej wizycie autora na tych terenach w 2025 roku i nadal nie mogę pojąć skali okrucieństwa, jakie człowiek potrafi wyrządzić drugiemu człowiekowi.
Ta książka nie pozwala na obojętność. Nie daje czytelnikowi komfortu dystansu ani bezpiecznego schronienia w przekonaniu, że to już przeszłość, zamknięty rozdział historii. Wręcz przeciwnie, uświadamia, że wojna nie kończy się wraz z podpisaniem porozumień, lecz trwa w ludziach, w ich ciałach, w pamięci i w ziemi, która wciąż kryje ludzkie szczątki.
Wojciech Tochman oddaje głos kobietom: matkom, żonom, córkom, które latami czekają na identyfikację ciał swoich bliskich. Tytułowe „jedzenie kamienia” staje się metaforą bólu, który niemal fizycznie zalega w gardle. To opowieść o ciszy po krzyku, o pustce po utracie, o codzienności budowanej na gruzach.
Reportaż koncentruje się na konsekwencjach masakry w Srebrenicy i innych zbrodni, które na zawsze naznaczyły Bośnię i Hercegowinę. Tochman pokazuje dramat ekshumacji masowych grobów i nieocenione działania dr Ewy Elwiry Klonowskiej w tym zakresie, proces identyfikacji ofiar oraz wieloletnie starania rodzin o godny pochówek. Mijają lata, zmieniają się rządy, świat idzie naprzód, a kobiety wciąż czekają. Na kość, na fragment ubrania, na potwierdzenie, że mogą wreszcie postawić nagrobek z imieniem.
Nowy rozdział, dopisany po wizycie autora w 2025 roku pokazuje, jak pamięć o wojnie funkcjonuje po latach oraz jak polityczne napięcia wciąż wpływają na relacje między mieszkańcami kraju. To bolesne uświadomienie, że trauma nie znika, zmienia jedynie swoją formę.
„Jakbyś kamień jadła” czyta się powoli, z przerwami, bo emocjonalny ciężar bywa przytłaczający. A jednak to lektura potrzebna. Uczy empatii i pokory wobec cudzej historii. Przypomina, że za statystykami kryją się konkretne twarze, imiona i niespełnione plany.
Bez wahania, polecam!
Bohaterowie reportaży Tochmana przeżyli już jeden konflikt zbrojny, który ich bliskich kosztował życie. Mimo to często kończą swoje wypowiedzi stwierdzeniem, że tylko wojna jest w stanie coś zmienić w Bośni i Hercegowinie. Co zmieniła ta zakończona w 1995 roku? O tym, jak wygląda powojenny krajobraz podzielonego kraju opowiada autor "Jakbyś kamień jadła".
Trudno znaleźć początek i koniec w tej książce. Każdy fragment otwiera nowy wątek, lub służy uzupełnieniu poprzedniego. Taki układ w pełni oddaje chaos, jaki wciąż panuje w Bośni. Mimo podpisanego w Dayton układu pokojowego, względnego spokoju, nowego porządku. Bo jak tu żyć normalnie, kiedy ciała ojców, synów i mężów tkwią wciąż w masowych grobach?
Losy mieszkańców kraju niekiedy łączą się ze sobą w niespodziewany sposób. Tu jedna z Muzułmanek odwiedza swój rodzinny dom w dzisiejszej Republice Serbskiej, tam Serbka stara się o powrót do zamieszkałych dziś przez obcych ludzi ziem należących przed wojną do niej. Kobiety po wojnie zostały same; mężczyźni zginęli w walce lub zostali zamordowani - jak ci w Srebrenicy. Teraz wdowy siedzą wspólnie w autobusie i jadą szukać wśród ekshumowanych kości swoich bliskich.
Na miejscu od 1996 roku pracuje antropolog sądowa polskiego pochodzenia, Ewa Klonowski. Jak nikt inny potrafi dopasowywać do siebie kości. Z niebywałą dokładnością przeszukuje masowe mogiły i pomaga Muzułmańskim kobietom w dopełnieniu spoczywającego na nich obowiązku pochowania zamordowanych członów rodzin. Razem z kośćmi udaje jej się wydobyć ubrania w różnym stanie; czasem w identyfikacji pomagają znalezione przy nielicznych ciałach dokumenty lub zdjęcia. Najbardziej pomocne i pewne okazują się jednak badania DNA.
"Badanie DNA jest z pewnością czymś nowym w historii wojen. Tak jak body bags, komputery, Internet, skomputeryzowane chłodnie, wózki widłowe, brytfanny na kółkach. Poza tym wszystko już było: obozy, baraki, selekcje, getta, kryjówki, ukrywanie prześladowanych, opaski na rękawach, sterty butów po zgładzonych, głód, szaber, pukanie do drzwi w nocy, zniknięcia sprzed domu, krew na ścianach, palenie domostw, palenie stodół z ludźmi w środku, pacyfikacje wsi, oblężone miasta, żywe tarcze, gwałty na kobietach wroga, zabijanie inteligencji w pierwszej kolejności, kolumny tułaczy, masowe egzekucje, masowe groby, ekshumacje masowych grobów, międzynarodowe trybunały, zaginieni bez wieści".
Czystki etniczne doprowadziły do śmierci tysięcy mężczyzn, choć i kobiety wiele wycierpiały z rąk oprawców. Tochman dociera do tych, które przeżyły wojnę domową i dziś opowiadają o swoich poszukiwaniach bliskich, opisują gwałty, tortury i pobicia. Najgorszą karą jest dla nich życie ze świadomością, że nie pozostał im na świecie nikt, a ci, których im odebrano, nie mieli odpowiedniego pochówku.
Oprawcy żyją obok swych ofiar w kraju, który ma zarówno zewnętrzne, jak i wewnętrzne granice. Serbowie kryją się przed kamerami i aparatami. Boją się, że ktoś może ich rozpoznać w telewizji i skończy się ich wolność. Dobrze wiedzą, że żyją z krwią na rękach, a jak wielu zbrodniarzy, cieszą się względnie spokojnym życiem. W przeciwieństwie do nich, bohaterki "Jakbyś kamień jadła", nie zaznają spokoju, dopóki ich bliscy nie zostaną im zwróceni. Ewa Klonowski robi co w jej mocy, by każdemu pomóc.
"Zwykle zaczyna od kości miedniczej. (...) Wreszcie znajduje idealnie pasujące do siebie kości skokowe, piszczelowe, strzałkowe, udowe, miednicę. Potem kręgi: lędźwiowe, piersiowe, szyjne. Czaszkę, czasem w częściach, wtedy ją skleja. Wreszcie kości ramienne, łokciowe, promieniowe, kości nadgarstka, palce. Koniec układanki. Człowiek w komplecie. Doktor Ewa nie wierzy, że Bóg istnieje. Wie, że rodziny, dla których to robi, wierzą. Będzie Sąd Boży i Zmartwychwstanie. - Wolałabym - mówi - żeby oni przed tym swoim Allahem stali na swoich nogach, nie na cudzych. I mieli na karku swoją czaszkę. Żeby jakoś wyglądali, kiedy wstaną z martwych".
Mimo pokoju, wzajemna niechęć przeradzająca się niekiedy w nienawiść trwa. Co z tego, że wojna dawno się skończyła? Wciąż tyle zostało do zrobienia. Kraj zieje pustką i biedą, brakuje pieniędzy, pracy i jedzenia. Nie ma żadnych perspektyw na przyszłość. Jest tylko czekanie na wieść, o kolejnych grobach do ekshumacji. Może tym razem znajdzie się ukochane dziecko.
"Teraz czujemy nienawiść do naszych serbskich sąsiadów. Koran uczy, że tak nie wolno. Że trzeba przebaczyć. To będzie trudne. Teraz potrzebujemy Boga bardziej niż kiedykolwiek".
Bośniackie reportaże Tochmana to pozycja obowiązkowa. Bez niej nie będziemy pamiętać o tym, że wojna trwa jeszcze na długo po tym, jak zostanie oficjalnie zakończona. Zostaje w pamięci ofiar i oprawców. Tkwi w ukrytych grobach i kościach porozciąganych po opuszczonych wsiach przez psy i dziką zwierzynę. W ruinach spalonych domów i na zarośniętych krzakami podwórkach. W snach tych, którzy ocaleli i w kolejnych pokoleniach.
Recenzja z: www.book-loaf.blogspot.com
Krótki reportaż, na którego przeczytanie potrzebowałam dużo czasu. Każdy rozdział musialam oddzielnie przemyśleć i przetrawić. Najbardziej przerażające jest to, że o II Wojnie Światowej wiemy "wszystko", o wojnie w Jugosławii tak mało...
Kraina wdów
Ostrzegali: Nie czytaj Tochmana, bo nie wyjdziesz z depresji do kwietnia. Mieli rację.
"Jakbyś kamień jadła" nie tłumaczy przyczyn konfliktu na Bałkanach (sama nie wiem, czy można wytłumaczyć taki poziom bestialstwa u schyłku XX wieku na kontynencie, który wydaje się dość ucywilizowany). Lektura nie przybliża nam również dokładnego przebiegu konfliktu, ani szczegółowych roszczeń wszystkich stron. Zamiast tego na czytelnika czeka obraz zniszczenia, żałoby, goryczy i oczekiwania na odnalezienie najbliższych – bez nadziei, że odnajdą się żywi.
Relacja Tochmana jest szorstka, surowa, bezemocjonalna, dzięki czemu wybrzmiewa z jeszcze większą mocą. Choć autor unika szczegółowego opisywania lokacji i rozmówców (zwykle jest to kilka słów, ledwie rys), potrafi oddać klimat miejsca, w którym się znajduje – skrajną biedę, zniszczenie, apatię i cierpienia ludzi, którzy sami muszą poradzić sobie z traumą wojny.
Przy okazji śledzenia całego cyklu ekshumacji ofiar ludobójstwa – od momentu odnalezienia masowego grobu do potwierdzenia tożsamości zamordowanych – poznajemy losy ich rodzin oraz przebieg wydarzeń, których byli uczestnikami od chwili wybuchu konfliktu.
"Jakbyś kamień jadła" jest bolesnym obrazem kraju całkowicie zrujnowanego wojną, zarówno pod względem gospodarczym, jak i emocjonalnym. Tochman ukazuje niezadowolenie związane z kompromisem, który dla nikogo nie jest satysfakcjonujący, przerażenie i nienawiść tych, którzy widzą swoich dawnych sąsiadów, niejednokrotne oprawców, historię ludzi, którzy przetrwali wojnę z brzemieniem, z którym już nigdy nie będą w stanie żyć normalnie.
Choć sam autor wydaje się całkowicie oderwany emocjonalnie od swojego reportażu, przekazuje ładunek emocji, który jest w stanie wstrząsnąć i powalić nawet silnego psychicznie czytelnika. Chociaż w całej książce nie pada ani jedna subiektywna ocena, ani jedno potępienie ludobójstwa, okrucieństwa oprawców, dość jasno rysuje się wizja bezsensu wojny domowej i spustoszenia jakie za sobą niesie, obrazu ludzi złamanych, którzy nie potrafią się podźwignąć po tym wszystkim, co przeżyli. Jestem pewna, że ta niewielka objętością pozycja będzie Wam ciążyć jeszcze wiele dni po skończonej lekturze...
Reportaż Wojciecha Tochmana dotyka tematu konfliktu, jaki miał miejsce w latach 90-tych w Bośni i Hercegowinie. Konflikt ten odcisnął olbrzymie piętno na tych, którym udało się przetrwać.
Książkę czyta się szybko, nie tylko z racji małej liczby stron ale też dlatego, że jej treść jest interesująca. Jednak jest to jedna z tych książek, których lektura nie należy do łatwych, lekkich i przyjemnych. Reportaż Tochmana niesie ze sobą olbrzymie pokłady cierpienia, głodu, strachu, a także gwałt i niepewność o jutro. Mamy tu kobiety, które straciły ukochanych mężów i dzieci. Ludzi poszukujących swoich bliskich pośród kości. To szara, surowa rzeczywistość tej wojny.
Jedną z opisywanych w reportażu osób jest Ewa Klonowski. Kobieta, która jest antropologiem i dokonuje szczegółowych oględzin każdej kości. To w tych opisach najbardziej można dostrzec jak wielką szkodę może wyrządzić wojna.
Autor opisuje sytuacje i mieszkańców między innymi z miast: Mostar, Prijedor, Srebrenica, Tuzla, Sarajewo, Sokolac, Navesinje, Presjeka, Rizvanowić. Każdy rozdział rozpoczyna się mapą Bośni i Hercegowiny. Na każdej z tych map zaznaczono tą miejscowość, o której jest mowa w treści rozdziału. Plusem jest kilka czarno-białych fotografii, które ilustrują opisywane osoby, miejsca, sytuacje lub rzeczy.
Kolejną zaletą są krótkie podrozdziały, dzięki czemu reportaż ten czyta się jeszcze szybciej i chętniej.
Jedynym minusem było dla mnie kilka ostatnich podrozdziałów, które lekko mnie znużyły i zaburzyły wcześniej zamierzony plan przeczytania tej książki w dwa wieczory.
Tochman w "Jakbyś kamień jadła" pokazuje przygnębiającą wizję śmierci oraz realne ludzkie przeżycia. Zmuszając tym samym czytelnika do refleksji nad sensem konfliktów zbrojnych.
Myślę, że warto sięgnąć po ten niedługi reportaż. Choć nie polecam go osobom bardzo wrażliwym na ludzką krzywdę.
\"Pytany jestem często, jak znoszę to, o czym piszę. Jaką osobistą cenę za to płacę? Odpowiedź nie wydaje mi się ani ważna, ani specjalnie interesująca...
Kto przeczyta Eli, Eli, może już nigdy nie będzie podróżował jak przedtem. Wojciech Tochman opowiada nam o Filipinach, jakich nie znamy, o świecie najuboższych...