Grudzień pachnie piernikami, lśni od światełek i kusi niespodziankami.
Lily, redaktorka książek, kocha wszystko, co związane ze świętami: aromatyczne ciasteczka, nastrojowe playlisty i historie z happy endem. Od czasu, gdy rozpadł się jej związek, marzy o wielkiej, magicznej miłości. W tym czasie na Manhattan wraca Reid - przystojny architekt, który zamiast śniegu woli słońce i plaże. Kiedy Lily zostaje wciągnięta przez przyjaciółkę w rolę opiekunki tego świątecznego sceptyka, jej grudzień zaczyna tracić blask. Zwłaszcza że na horyzoncie pojawia się właściciel klimatycznej księgarni, wierzący w magię świąt bardziej niż ktokolwiek inny.
CZY ZIMOWY NOWY JORK OKAŻE SIĘ MIEJSCEM, GDZIE RODZI SIĘ MIŁOŚĆ ?
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 2025-10-15
Kategoria: Obyczajowe
ISBN:
Liczba stron: 336
BO CZŁOWIEK TO MAGIA
"Magia to ktoś, kto patrzy na ciebie tak, jakbyś właśnie był wszystkim, czego potrzebuje."
Wobec bożonarodzeniowych świąt mamy zwykle dosyć duże oczekiwania. Chcemy, żeby było miło, przytulnie, świeżo, a jednak z nutą nostalgii wobec przeszłości. Jednym słowem – magicznie. Dekorujemy domy i choinki, zapalamy światełka i szykujemy pyszności, na które czasem czeka się dosłownie cały rok. Kochamy świąteczne zapachy, kupujemy prezenty i tworzymy nastrój oczekiwania na coś najlepszego na świecie. I jak tu nie kochać świąt? Czy jednak wystarczą błyskotki, pierniki i migające wszędzie lampki, aby magia otuliła nas swoją kołderką?
"Czasem życie przyspiesza bez zapowiedzi."
Zakochana w świętach Lily cieszy się na widok każdego przejawu świąt. Nie może się powstrzymać przed zakupem jeszcze jednej dekoracji, jeszcze jednej choinki lub łańcucha. Nosi świąteczne sweterki, piżamy, skarpety, a gdyby ktoś zajrzał głębiej, to dojrzałby i bieliznę w podobnych motywach. Zresztą, kto oparłby się nastrojowi padającego śniegu w Nowym Jorku z aromatem gorącej czekolady lub grzanego wina w tle? Okazuje się, że tacy też się zdarzają, a z jednym z nich Lily musi zmierzyć się osobiście. Choć wydaje się, że ona i Reid pochodzą z dwóch różnych planet, gdzie na jednej z nich wcale nie ma świąt, a druga jest mikołajową wioską, to jednak ten szczególny okres w roku sprzyja cudom i uświadamianiu sobie, że bez obecności drugiego człowieka, traci on swój urok. Bo można mieć wszystko, a kiedy jest się samemu, to tak, jakby miało się bardzo niewiele.
"Czy to możliwe, że jedno spojrzenie potrafiło tak wiele powiedzieć, a jednocześnie zostawić tyle pytań?"
Reid to człowiek od unikania świąt. No nie umie w te renifery czy mikołaje i właściwie wcale mu na tym nie zależy. Lubi za to uciekać, a najlepiej od siebie i swoich uczuć, bo „łatwiej jest nie czuć, niż potem zbierać się z podłogi”. Z takim podejściem jednak odpycha od siebie też to, co potrafi człowieka uszczęśliwić, uskrzydlić i nadać wszystkiemu sens. Tego ostatniego zaś brakuje w życiu Reida najbardziej. A kiedy na horyzoncie pojawia się szansa na miłość, jak zwykle bierze nogi za pas i postanawia zagłuszyć ją na starcie. Może to magia świąt, jakiś cud lub inne nadprzyrodzone siły, ale tym razem coś go powstrzymuje i nie pozwala mu tak po prostu zapomnieć. A kiedy wszystkie znaki na niebie mówią, aby spróbować, to coś musi w tym być. Nawet jeśli los wystawia nas na próbę niełatwych zadań do wykonania z niezwykłej świątecznej listy.
"A ja mam wrażenie, że świat mógłby być lepszy, gdyby wszyscy mieli w sobie choć odrobinę Lily."
„Książki, kawa i całusy” to świąteczna magia sama w sobie. Ta książka nie bierze jeńców, tylko od razu zaraża nas swoim nastrojem i kolorami. To najbardziej świąteczna książka, jaką miałam okazję przeczytać. Jest w niej wszystko to, czego życzylibyśmy sobie na święta – biały świat, pełen kolorowych wystaw sklepowych i domów pachnących piernikiem, ludzi, którzy wierzą w magię i możliwość metamorfozy Grincha w elfa. Dobrze, że nie zabrakło w niej także momentów grozy i odrobiny smutku, bo przejedzenie nigdy nie jest czymś przyjemnym. A tak, dostaliśmy opowieść świąteczną, która po prostu musi być odrobinę cukierkowa. I chociaż bohaterowie zbyt często „parskają śmiechem”, to nie można ich nie polubić. A Lily to idealna kandydatka na kolejną nietuzinkową Bridget Jones.
Gorąco polecam.
*Wszystkie cytaty pochodzą z książki Książki, kawa i całusy, Monika Hakowska, Wydawnictwo Filia, 2025
*Współpraca z Wydawnictwem Filia.
To dopiero była interesująca lektura. Złożona z osoby, która ukazuje prawdziwego ducha świat i tej drugiej, która z jakichś powodów stąpa po ziemi twardym krokiem, gdzie nie ma miejsca na cuda. To było takie zetknięcie bajki z czarnym humorem, gdzie uśmiech nieco gasł, kiedy on się pojawiał. Na szczęście nasza postać nie pozwalała mu za długo narzekać na atmosferę świątecznego zawrotu głowy. Na każde jego jedno narzekanie miała cały wysyp zarzutów jak bardzo jest w błędzie. Próbowała mu wytłumaczyć w jaki sposób czuje się święta, o co w tym wszystkim chodzi i jak niesamowite uczucia szczęścia potrafi wywołać. Kobieca postać nawet posiada urocze imię Lily, więc usilnie co ją spotyka to jest urocze, zabawne i takie śliczne. Czasami popada w tarapaty, ale wszystko przez to, że jest roztargniona zadaniem jakie ma do wykonania. To na jej głowie jest przystrojenie sali, więc robi co może, żeby klimat stworzyć przeuroczy:-) To jak się zachowuje ma swój początek, który z wolna będziemy poznawali. Po wszystkim przez co przeszła stawia na romantyczność i nie ma zamiaru oddawać serca byle komu. Męska postać jest jej totalnym przeciwieństwem. Praca jaką wykonuje musiała być zrobiona z wielką precyzją, więc nauczył się bazować w życiu na twardych zasadach. Z tego też względu praktyczność zasłania mu czar jakim emanuje Lily. Nie da się jednak nie zauważyć, że w momentach, kiedy oni sami zdradzają nam nasze myśli, coś ich do siebie ciągnie i odpycha jednocześnie. I kiedy już jesteśmy przekonani, że ze sobą będą, na horyzoncie pojawia się postać jak z bajki idealna dla kobiety, która uśmiecha się ilekroć ją widzi. Mężczyzna, który jest nią zauroczony. Czyżby zatem szykowały się zmiany?
Jeju, jaka magiczna to opowieść! Niemal wszędzie czuć zapach pierniczków i herbaty z dodatkiem cynamonu. Ten klimat jest wszędzie, w lampkach, łańcuchach, na drodze, którą kroczą oraz w miejscach gdzie tylko się pojawiają. Przez prawie cały czas uśmiechałam się podczas czytania. Tego czasu radości nie zabierze mi nikt, dlatego bardzo ale to bardzo ją wam polecam:-) W końcu szczęściem warto jest się dzielić:-)
Jedna dziewczyna, kochająca okres przedświąteczny. Jeden mężczyzna, który świąt nie cierpi - ma do nich uraz. I uczucie, które zaczyna kiełkować..
Przyjemna, ale bardzo amerykańska - momentami irytująca.
Książka o magii świąt Bożego Narodzenia i rodzeniu się uczucia. Lekka przyjemna, pełna ciepła powieść do przeczytania przez jeden wieczór w okresie świątecznym, ale i w innym czasie. Czuć zapach kakao i pierników. Główna bohaterka uwielbia święta i wszystkie tradycje z nimi związane. Przekonuje do magii świąt Reida, mężczyzny, w którym się zakochuje. Bez wulgaryzmów, epatowania seksem, a wciąga Jest słodko, zabrakło mi trochę dreszczyku emocji.
Lily, redaktorka książek jest absolutną fanką Bożego Narodzenia i uwielbia całą otoczkę, która jest z nimi związana. Od czasu kiedy rozpadł się jej związek marzy o wielkiej miłości.
Na Manhattan wraca Reid, przystojny architekt i brat najlepszej przyjaciółki Lily. Mężczyzna jest absolutnym przeciwnikiem Bożego Narodzenia i najchętniej ten czas spędza w miejscu, gdzie jest ciepło. Kiedy zostaje wciągnięty przez siostrę do pomocy Lily w przygotowaniach przedświątecznych i kolejnej kampanii promocyjnej książki, musi zacisnąć zęby by przetrwać nielubiany przez siebie czas. Nieoczekiwanie za sprawą Lily Reid zmienia nieco nastawienie dotyczące Świąt.
Ostatnio trafiałam na książki zimowo-świąteczne, w których ze świecą było szukać przelukrowanej fabuły. Wszystkie były raczej trudnymi lekturami, w które skłaniały do refleksji. Ta jest inna... Książki, kawa i całusy to lektura lekka i przyjemna w odbiorze. To książka, w której na każdej stronie możemy odnaleźć świąteczną atmosferę. Jest ona niczym ciepły kocyk w mroźną zimową porę. Niestety w książce brakuje nieoczekiwanych zwrotów akcji. Brakuje głębi a jej bohaterowie się jednowymiarowi. Przez to ta książka jest niezobowiązująca i raczej nie zostanie z nami na dłużej ani nie ma dla nas głębokiego przesłania. Jednak jeśli ktoś pragnie odskoczni.. pragnie spędzić przyjemnie czas i chciałby poczuć świąteczną magię to powinien sięgnąć po tę książkę.
Monika Hakowska dopiero wkracza na literackie salony, bo niedawno ukazała się raptem jej druga książka. Powieść Książki, kawa i całusy wydana w październiku bieżącego roku jest jej debiutem literackim i najbliżej jej do świątecznego romansu. Kiedy za oknem śnieg i zaczynamy zastanawiać się, gdzie są schowane świąteczne ozdoby coraz chętniej sięgamy po takie właśnie książki.
Główny wątek tematyczny skupia się na relacji uczuciowej pomiędzy Lily i Reidem. Ona pracuje w nowojorskim wydawnictwie, on jest przystojnym architektem i bratem jej przyjaciółki. Ich miłość rodzi się i rozwija w przepięknej, klimatycznej, świątecznej scenerii Nowego Jorku. Początkowo jest ona nieuświadomiona, kryje się przyspieszonym biciu serc, w małych gestach i błyszczących oczach. Dodatkowego napięcia historii dodaje pojawienie się tego trzeciego, czyli uroczego księgarza Sama. Lily ma trudne zadanie, bo musi nie tylko przełamać strach Reida przed zaangażowaniem się, ale także przekonać go do magii Bożego Narodzenia. Ona jest niepoprawną romantyczką, która kocha Święta i wszystko co się z nimi wiąże, a on uważa je za przereklamowane marketingowe szaleństwo. Wydaje się, że wszystko idealnie lub prawie idealnie się układa, ale pewnego dnia Reid wyjeżdża. A może ucieka przed samym sobą? Dlaczego wyjechał? Jak ułożą się dalsze losy bohaterów? Gwiazdka jest coraz bliżej, a Sam jest tuż obok.
Autorka w swojej powieści znakomicie odtworzyła klimat przedświątecznego okresu w Nowym Jorku. Jej plastyczne i szczegółowe opisy przypominają bajeczną scenografię świątecznych filmów. Monika Hakowska oprowadza nas w towarzystwie swoich bohaterów po klimatycznych kawiarniach i restauracjach, po nowojorskich ulicach i parkach, zabiera nas na świąteczny jarmark. To wszystko w scenerii padającego śniegu, mnóstwa kolorowych światełek i świątecznych ozdób, obowiązkowo z kubkiem gorącej czekolady. Nie zapomina też o ciepłych płaszczach i szalikach w świątecznych kolorach. Na kartach książki zbliżające się święta widać, słychać i czuć, a czytelnik może chłonąć je wszystkimi zmysłami.
Ten świąteczny klimat jest tłem do pokazania marzeń o bliskości z drugim człowiekiem i tęsknoty za szczerym i prawdziwym uczuciem. Niestety Święta niektórym przypominają o traumach z przeszłości uwalniając strach przed zranieniem. Jest tu także o trudnych wyborach i konieczności wyjścia ze strefy komfortu i wystawienia się na śmieszność, aby zawalczyć o swoje marzenia.
Bohaterowie historii są pełni życia i emocji. Lily jest kobietą niezależną, wulkanem energii i pomysłów. Jeśli się angażuje w coś, to robi to całą sobą. Marzy o prawdziwej miłości, a jej miłość do świąt jest nadzwyczajna i zaraźliwa. Reid jest zdolny, ambitny i pozornie niewrażliwy, a po doświadczeniach z dzieciństwa unika trwałych relacji uczuciowych. Nie umie poradzić sobie z uczuciami, które pojawiają się w nim w związku z osobą Lily. Ale kiedy już da się im ponieść to odkrywa nieznany sobie do tej pory świat. Obok pary głównych bohaterów tę powieściową krainę świetnie uzupełniają postacie drugoplanowe wnosząc ważny wkład do rozwoju fabuły. Ciepły, rodzinny i sympatyczny Sam jest przeciwieństwem Reida. Heather, która jest przyjaciółką Lily i siostrą Reida, wnosi do książki mnóstwo humoru i nietuzinkowych pomysłów. Żywiołowa i czasami ironiczna jest prawdziwą przyjaciółką zapewniającą wsparcie Lily. Potrafi także zmotywować swojego brata, aby zawalczył o swoje uczucie. Wszyscy oni są, w moim odczuciu, czasami nazbyt doskonali w swoich reakcjach i zachowaniach i przez to nie do końca realni. Ale w romansie od bohaterów oczekujemy właśnie takich cech, więc znakomicie pasują do konwencji powieści.
Mimo, że fabuła powieści jest ckliwa, przesłodzona i melodramatyczna to z łatwością dajemy się porwać nastrojowi i świątecznej magii zatapiając się w opisy emocji bohaterów i ich relacji. Styl Moniki Hakowskiej jest lekki i naturalny, bardzo emocjonalny, ciepły i nastrojowy. Umieszczenie romantycznej fabuły w świątecznej scenerii było bardzo dobrym pomysłem. Osobiście chyba łatwej jest mi przyjąć amerykańskie realia niż gdyby tę historię umieść w Polsce. Akcja płynie w swoim tempie, choć nie brakuje nieprawdopodobnych wydarzeń i zbiegów okoliczności. Świąteczny klimat dodaje uroku nawet codziennym, prozaicznym czynnościom. Przeszkody jakie muszą pokonać Lily i Reid dodają dramatyzmu historii. Nie zabrakło też sytuacji humorystycznych, a sceny zabawne przeplatają się z nastrojowymi i lirycznymi. Pewnie niektórzy dopatrzą się braków warsztatu pisarskiego autorki, ale mnie osobiście zbytnio to nie przeszkadzało.
Powieść Książki, kawa i całusy jest idealną lekturą dla miłośników świątecznych i nie tylko romansów, które pozwalają oderwać się o rzeczywistości przenoszą w świat pełen intensywnych uczuć. Malując przed naszymi oczami obrazy szczęścia, pokazują spełnioną miłość. Jest to typowa książka na poprawę humoru i oderwanie od codzienności. Pozostawia po sobie zapach gorącej czekolady i pierników oraz ochotę, aby w swoje życie także wnieść tę świąteczno-miłosną magię.
,,Książki, kawa i całusy" to jedna z tegorocznych nowości od wydawnictwa Filia.
Jest to pełna ciepła i zabawna opowieść o miłośniczce Świąt Bożego Narodzenia i mężczyźnie, którzy woli słońce i plaże niż świąteczny nastrój.
Książka jest bardzo klimatyczna. Od samego początku czuć klimat świąt i to w wydaniu amerykańskim. Autorka zabiera nas bowiem do Nowego Jorku, gdzie poznajemy Lily, Heather i trzech przystojnych mężczyzn. Każdy z tych bohaterów jest ciekawą postacią, która dostarczy wielu emocji. Jest tutaj dużo miłości, który rodzi się powoli i prawdziwej przyjaźni.
Książka jest bardzo sensoryczna. Wręcz ulatnia się z niej zapach cynamonu, pierników i kakaa z piankami. Lśni ona światełkami i ozdobami choinkowymi. Naprawdę przenosi czytelnika w piękny okres Bożo Narodzeniowy.
Jeśli szukacie lekkiej, przyjemnej opowieści w klimacie świąteczno-zimowym to koniecznie sięgnij po ,,Książki, kawa i całusy".
Po wydarzeniach w Krakowie Nela i Maks stoją na życiowym zakręcie, z którego żadne z nich nie potrafi zawrócić. Gdy Maks wraca do Gdańska i nagle musi...
Nela ma niezwykły talent do pakowania się w kłopoty: porzucone studia, praca z szalonymi terminami i bratanica, która nagle staje się jej codziennością...
Przeczytane:2026-01-19, Ocena: 5, Przeczytałem,
To moje drugie spotkanie z twórczością autorki. Powieść "Książki, kawa i całusy" jest w zimowo - świątecznym klimacie. Stylistyka i język jakim posługuje się pisarka jest bardzo lekki, prosty i przyjemny w odbiorze co sprawia, że książkę czyta się niesamowicie szybko. Mi zapoznanie się z losami bohaterów zajęło tak naprawdę jeden wieczór. z zaciekawieniem i zaangażowaniem śledziłam ich losy. Fabuła została w interesujący sposób nakreślona i dobrze poprowadzona. Natomiast bohaterowie, zarówno pierwszo jak i drugoplanowi, zostali w ciekawy, wielowymiarowy i autentyczny sposób wykreowani. To postaci, które mają swoje wady i zalety, borykają się z różnymi mniejszymi bądź większymi problemami, zdarza się im popełniać błędy czy postępować pod wpływem chwili, dlatego tak łatwo się z nimi utożsamić w niektórych przypadkach podzielając podobne troski i dylematy moralne. Ja kartach powieści mogłam lepiej poznać Lily oraz Reid'a. Mogłam dowiedzieć się jak wygląda ich codzienność, z czym zmagają się każdego dnia, stopniowo mogłam także dowiedzieć się co wpłynęło na ich obecne życie, co ich ukształtowało, a tym samym mogłam lepiej zrozumieć ich postępowanie oraz decyzję. Lily tak naprawdę od samego początku zaskarbiła sobie moją sympatię. To miła, zaradna i mocno zafiksowana świętami kobieta, której kibicowałam z całych sił. Reid natomiast początkowo wywoływał we mnie mieszane odczucia, jednak z czasem kiedy lepiej go poznałam, kiedy Lily zaczęła zmieniać jego postrzeganie niektórych kwestii on również zyskał moja sympatię. Relacja bohaterów została w interesujący sposób poprowadzona. Można powiedzieć, że są oni totalnymi przeciwieństwami, widać to było w zasadzie na każdym kroku i nie ukrywam, że wielokrotnie bawiły mnie ich utarczki słowne, które prowadziły do zarówno bardzo zabawnych jak i takich bardziej poważnych sytuacji. Niemniej jednak wszystko toczyło się swoim rytmem pozwalając Czytelnikowi skupić się na gestach, słowach i odczuciach towarzyszących głównym postaciom. Z przejęciem obserwowałam jak Lily i Reid powoli otwierali się przed sobą, dzielili troskami i pragnieniami. Autorka jednak postanowiła trochę namieszać w ich życiu wprowadzając do niego przemiłego Sama i to właśnie jego usposobienie, jego zainteresowanie Lily było bodźcem do zmian zachodzących w głównym bohaterze, chociaż cały czas do głosu dochodziły również pewne traumy z przeszłości mocno rzutujące na teraźniejsze życie Reid'a i jego relacje z kobietami. Oczywiście bardzo ważnym elementem tej opowieści jest świąteczna atmosfera, która została w niesamowity, czasami nawet w trochę przesadzony sposób przedstawiona, ale myślę, że dodała ona wiele ciepła tej historii i sprawiła, że można było się na chwilę oderwać od mniej przyjemnych tematów. Finalnie naprawdę miło spędziłam czas z tą książką, sprawdziła się ona idealnie na wieczór pod kocykiem z ciepłą herbatą w ręku. Polecam!