Nela ma niezwykły talent do pakowania się w kłopoty: porzucone studia, praca z szalonymi terminami i bratanica, która nagle staje się jej codziennością. Gdy wydaje się, że gorzej już być nie może, do kamienicy wprowadza się Maks - nieziemsko przystojny i... wyjątkowo gburowaty sąsiad. Każde ich spotkanie kończy się spięciem, a jednak z czasem pojawia się między nimi coś, czego oboje się nie spodziewali.
Zderzenie dwóch światów prowadzi do serii zabawnych potyczek, nieoczekiwanych zwrotów akcji i emocji, których nie sposób zignorować. Bo miłość w Krakowie potrafi nadejść dokładnie wtedy, gdy najmniej się jej spodziewasz.
Wydawnictwo: b.d
Data wydania: 2025-11-06
Kategoria: Literatura piękna
ISBN:
Liczba stron: 352
Na wstępie chciałabym podziękować Autorce oraz Wydawnictwu za zaufanie i możliwość objęcia patronatem medialnym książki "Miłość po krakowsku". Było to moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki, Monika ma w swoim dorobku jeszcze jedną książkę "Książki, kawa i całusy", po która mam zamiar w najbliższym czasie sięgnąć. Stylistyka i język jakim posługuje się pisarka jest bardzo lekki, prosty i przyjemny w odbiorze co sprawia, się książkę czyta się naprawdę szybko. Mi zapoznanie się z losami bohaterów zajęło tak naprawdę jedno popołudnie. Z dużym zainteresowaniem oraz zaangażowaniem śledziłam ich historię. Fabuła została w interesujący sposób nakreślona, przemyślana i dobrze poprowadzona. Natomiast bohaterowie, zarówno pierwszo jak i drugoplanowi, zostali w autentyczny i wielowymiarowy sposób wykreowani. To postaci, które mają swoje tajemnice, demony przeszłości, a także wady i zalety, borykają się z różnymi mniejszymi bądź większymi problemami, zdarza się im popełniać błędy czy postępować pod wpływem chwili, dlatego tak łatwo się z nimi utożsamić w niektórych momentach podzielając podobne troski i dylematy moralne. Jestem pewna, że z powodzeniem moglibyśmy spotkać ich w rzeczywistości. Na kartach powieści mogłam lepiej poznać Nelę, jej bratanicę Zuzę oraz Maksa. Mogłam zaznajomić się z ich rozterkami, mogłam dowiedzieć się jak wygląda obecnie ich życie, stopniowo także jakie wydarzenia z przeszłości na nich wpłynęły, co ich ukształtowało, a tym samym mogłam lepiej zrozumieć ich postępowanie oraz decyzję. Nela od samego początku zaskarbiła sobie moją sympatię, rozczuliła mnie ta jej lekka nieporadność życiowa. Z całych sił kibicowałam kobiecie i chciałam dla niej jak najlepiej. Polubiłam również Zuzę, bratanicę Neli. Bardzo jej współczułam tego, że została jak została potraktowana przez swoich rodziców (co jak się później okazało miało swoje drugie dno) i jednocześnie cieszyłam się, że odnalazła wsparcie w ciotce i później również w Maksie. A jeśli o nim mowa to początkowo wywoływał we mnie mieszane odczucia, jednak z czasem kiedy go lepiej poznałam, kiedy dowiedziałam się jaką tajemnicę skrywał, jakie wydarzenie odcisnęlo na nim swoje piętno zaczęłam mu współczuć tego jakim cieniem położyła się ta tragedia na jego relacjach z rodzicami i całkowicie zmieniłam zdanie na temat tego mężczyzny. Szczególnie ujęła mnie jego ogromna pasja jeśli chodzi o pracę mężczyzny oraz to z jakim zaangażowaniem pomagał w trudnych chwilach Neli i Zuzie. Relacja bohaterów została w rewelacyjny sposób zaprezentowana, od ich pierwszego spotkania dało się wyczuć wyraźne napięcie, które z każdym kolejnym krokiem rosło na sile, co dla obojga okazało się bardzo niespodziewanym uczuciem, z którym nie umieli sobie początkowo poradzić. Z zaciekawieniem śledziłam rozwijającą się pomiędzy Nelą i Maksem relację, nie ukrywam, że wielokrotnie bawiły mnie ich utarczki słowne, które prowadziły do zarówno bardzo zabawnych jak i takich bardziej poważnych sytuacji. Ogromnie podobały mi się te momenty kiedy Nela i Maks otwierali się przed sobą, dzielili troskami, marzeniami i pragnieniami. Istotną rolę w tej historii odgrywają postaci drugoplanowe, które wprowadzają sporo zamieszania do życia głównych bohaterów, dostarczając zarówno im samym jak i Czytelnikowi wielu skrajnych emocji i wrażeń. Istotnym elementem tej historii jest wątek dotyczący rodziców Neli. Jak się okazuje tutaj nic nie jest czarno - białe, a każdy zasługuje na wytłumaczenie, wysłuchanie i na drugą szansę. Autorka w swojej powieści porusza wiele ważnych, życiowych i ponadczasowych tematów, które tak naprawdę mogą spotkać każdego z nas czy naszych. Mowa o stracie bliskiej osoby, opiece nad nastolatką, chorobie, porzuceniu, trudnych relacjach rodzinnych i międzyludzkich. Czytając tą książkę tak naprawdę trudno było mi przewidzieć co wydarzy się na kolejnych jej stronach, jak zachowają się bohaterowie oraz jakie kłody pod nogi rzuci im jeszcze Monika.. Jednak mimo to nie spodziewałam się takiego plot twistu na koniec.. Pisarka pozostawiła mnie z wieloma pytaniami bez odpowiedzi oraz nierówno bijącym sercem.. Autorka na przykładzie swoich bohaterów pokazuje jak ważne jest żeby w trudnych chwilach mieć w swoim otoczeniu kogoś bliskiego, kto pomoże nam dźwignąć ciężar codzienności, wesprze dobrym słowem i potrząśnie nami w odpowiednim momencie. Pisarka udowadnia także, że nic nie jest dziełem przypadku, a ludzie pojawiający się "niespodziewanie" na naszej drodze znajdują się na niej nie bez przyczyny. Jestem pewna, że ta historia nie jednego Czytelnika poruszy i skłoni do głębszych przemyśleń. Już teraz podskórnie czuję, że Monika jeszcze mocno namiesza w życiu Neli oraz Maksa, a nas Czytelników zaskoczy swoją kreatywnością i umiejętnością wzbudzania emocji! Naprawdę cudownie spędziłam czas z tą książką i czekam na więcej! Polecam!
Byliście kiedyś w Krakowie? Ja mam dwie godziny drogi, więc staram się regularnie to miasto odwiedzać. Przychodzę do Was z recenzją książki Moniki Hakowskiej pod tytułem "Miłość po krakowsku". W starej krakowskiej kamienicy mieszka Nela wraz z córką swojego brata Zuzią. Próbuje ona pogodzić pracę, obowiązki i opiekę nad bratanicą. Jednak powoli wszystko ją przytłacza, łącznie z goniącymi terminami i wymagającym szefem. Jakby tego było mało do kamienicy wprowadza się nowy sąsiad Maks, który jest wobec niej bardzo uszczypliwy. Ale też kiedy będzie potrzeba to i pomocny. Gdy okazuje się, że Maks i Nela mają razem pracować przy nowym projekcie, relacja między nimi ulega zmianie. To wszystko przebiega w bardzo naturalny sposób, co nadaje jej autentyczności. Autorka stworzyła historię, która nie jest ani przerysowana ani sztuczna a bohaterowie są tacy jak nasi sąsiedzi. Ze swoimi problemami i radościami. Relacja między głównymi bohaterami jest pełna dynamiki oraz zabawnych sytuacji, zwłaszcza jeśli chodzi o ich przekomarzania. Do tego tło Krakowa i ta kamieniczka dodają całego uroku. Autorka uświadamia nas jak ważne w naszym życiu jest wsparcie i bliskość drugiej osoby. Przy której zdecydowanie łatwiej iść przez życie.
Miłość po krakowsku - Monika Hakowska
Dziękuję wydawnictwu Videograf za możliwość przeczytania tej książki.
To moje pierwsze spotkanie z piórem autorki.
Nie miałam okazji czytać poprzedniej książki, choć znałam okładkę. Bardzo spodobał mi się styl pisania. Mamy kilka nurtów myślowych, nie tylko głównych bohaterów.
Nela. To postać, która udowadnia, że nie trzeba być po studiach, aby mieć wysokie kwalifikacje.
Maks. Jego osoba jest naprawdę bardzo intrygująca. Nie da się go nie lubić. Mimo maski gbura kryje się zraniona i pełna uczuć osoba.
Jego relacja z ojcem przypomina mi trochę tą z serii "Maxton Hall" Mona Kasten.
Historia, która porusza takie tematy jak stratę bliskiej osoby, porzucenie czy też uczucie porzucenia i bycie balastem. A przede wszystkim, aby nie bać się rozmawiać, bo to może wiele zmienić w naszym życiu. To od nas zależy czy będą z tego plusy czy minusy. Ryzyko to coś czego boimi się najbardziej, ale warto je realizować. A ostatnią sprawą jest to, aby nie myśleć, że zostało się już skreślonym. Każdy zasługuje, aby go kochać.
Ostatnio mam farta i trafiam na postacie tzw. "Dusze artysty". W tym przypadku to, architekt i konserwator zabytków. Są to dość ciekawe zawody. Tutaj nie tylko realizujesz się artystycznie, ale też na nowo poznajesz epokę.
Romantyzm. To jak chodzi o styl, to piękne były te ogrody... Wow.
Czy polecam?
Oczywiście!!!
Jest to idealna propozycja zarówno dla marzycieli jak i realistów. Każdy znajdzie tu coś dla siebie.
Z niecierpliwością wyczekuję kolejnego tomu.
Jak dobrze, że to już w styczniu.
Moja ocena 10/10
Cytaty z książki:
"- Wiesz, że naprawdę robisz to tak, jakbyś przesłuchiwał świadka - roześmiała się - Śliwka ci nie ucieknie.
- To wymaga precyzji - odparł, podnosząc śliwkę na wysokość oczu. - Każda śliwka jest inna. Jak człowiek.
Nela zaśmiała się, kręcąc głową.
- Zaczynasz brzmieć jak poeta. Jeszcze trochę, a napiszesz traktat filozoficzny o śliwkach."
" Masz prawo być kimś więcej niż tylko ,,rzeczą do naprawienia". I masz prawo do pomocy, jak każdy."
" Może to trochę brzmi jak paradoks, ale czasem, unikając kogoś, chcemy go chronić. Może myśli, że jeśli nie poruszy tych tematów, to nie będzie bolało. Czasem strach przed otwarciem się, przed konfrontacją, sprawia, że ludzie jeszcze bardziej się od siebie oddalają."
"Czasami warto zaryzykować, żeby coś naprawić. Może nawet gdybyście się trochę pokłóciły, gdybyście porozmawiały o tym wszystkim, co boli... to mogłoby oczyścić atmosferę."
"- Nie przekraczaj granicy, chłopcze.
- Jakiej granicy? Ty ich nigdy nie miałeś! Całe życie udajesz, że wszystko masz pod kontrolą, a w środku jesteś pusty! Nawet teraz, kiedy mógłbyś... nie wiem... po prostu być człowiekiem!"
"- Czy ty właśnie przyznałeś, że Nela ci się podoba?
Maks zerknął na nią z ukosa, po czym wzruszył ramionami, udając, że nie obeszło go to za bardzo.
- Podoba mi się to, że jest dobra do szpiku kości.
I to, że nawet kiedy ma wszystkiego dosyć, wciąż robi, co trzeba. Poza tym fajnie jest mieć kogoś, kto potrafi się odszczekać na poziomie.
- Odważnie - rzuciła Zuza z przekorą i z lekkim rozbawieniem w głosie.
Maks uśmiechnął się półgębkiem.
- Odważny jestem zawsze. Pamiętaj, że facet, który nie boi się Neli, to już rzadkość."
"- Co? - rzuciła, próbując zabrzmieć zgryźliwie, ale w jej głosie było coś miękkiego.
Maks uśmiechnął się lekko, opierając ramię o kanapę tak, że był już bardzo blisko niej.
- Nic. Po prostu lubię, kiedy próbujesz mnie przegadać. - Jego głos był niższy niż zwykle, ciepły, z nutą zadziorności. - Chociaż wiesz, że to nigdy ci się nie uda, prawda?
Nela przekrzywiła głowę, jej włosy opadły na ramię, a spojrzenie stało się bardziej odważne.
- A może to ty zawsze chcesz mieć ostatnie słowo?
Maks zaśmiał się cicho, a potem zamilkł. Zamiast odpowiedzieć, pochylił się i wpił w jej usta."
" - Światłem? - powtórzył z lekkim uśmiechem.
- Tak - przytaknęła. - Światłem, które przypomina mi, że pomimo tego, co było, są ludzie, którzy wierzą, że można coś zmienić na lepsze. Chociaż nie powiem, bo na początku raczej rzucałeś piorunami!
Maks nie odpowiedział od razu. Po prostu spojrzał na nią, jego oczy złagodniały, a kąciki zdradzały delikatny uśmiech."
"Nie sądziłem, że wszystko będzie aż tak skomplikowane. To jak życie w ciągłym napięciu. Każdy mały sukces to krok do przodu, ale czasem mam wrażenie, że dwa kroki w tył czają się tuż za rogiem."
„Miłość po krakowsku” – czyli jak z sąsiedzkiej wojny rodzi się uczucie! 💘📖 Sprawdźcie, dlaczego ta książka podbiła moje serce i z niecierpliwością będę czekała na kontynuację!
MOJA OCENA: 9/10 ✨
Jest to lekki romans obyczajowy z pięknym Krakowem w tle. Opowiada historię Neli – projektantki ogrodów, która ma talent do wpadania w tarapaty, oraz Maksa – jej nowego, przystojnego, ale wyjątkowo gburowatego sąsiada. Ich relacja zaczyna się od serii zabawnych potyczek.
CO UJĘŁO MNIE NA MAXA? 💖
Bohaterowie „z krwi i kości”: Nela, Maks i nastoletnia bratanica Zuza są wyraziści i bardzo ludzcy. Mają wątpliwości i problemy, przez co ich świat wydaje się autentyczny.
Autorka zgrabnie porusza ważne tematy – stratę bliskich, uczucie porzucenia i trudne relacje rodzinne. Pokazuje, jak rozmowa i ryzyko otwarcia się na drugą osobę mogą wszystko zmienić. Iskrząca chemia. Relacja Neli i Maksa to klasyczny schemat „od nienawiści do miłości”, ale został wykonany bardzo dobrze. Stopniowe zbliżanie się dwojga upartych i zranionych ludzi to czysta przyjemność dla czytelnika. Magia Krakowa. Miasto nie jest tylko tłem – jego klimat, kamienice i ogrody stają się integralną częścią tej romantycznej historii.
A CZEGO MI ZABRAKŁO? 🤔
Lekki pośpiech. Niektóre wątki emocjonalne i wydarzenia potoczyły się dla mnie momentami zbyt dynamicznie. Chciałabym, by autorka dała nieco więcej przestrzeni na ich przeżycie.
DLA KOGO JEST TA KSIĄŻKA?
✅Dla miłośniczek romansów z iskrą, pięknym tłem i odrobiną życiowego dramatu.
✅Dla osób, które szukają lekkiej, ale dającej do myślenia lektury na zimowe wieczory.
✅Dla wszystkich, którzy wierzą, że miłość może pojawić się tuż za ścianą, w najmniej spodziewanym momencie.
To była bardzo przyjemna i wciągająca lektura 📚 Monika Hakowska ma lekki, przyjemny styl, który czyta się niemal jednym tchem. Pomimo że początek wydaje się znajomy, historia szybko zaskakuje głębią emocji i zwrotami akcji. Końcówka zostawia czytelnika z dużymi emocjami i nadzieją na ciąg dalszy. Zdecydowanie POLECAM i z niecierpliwością czekam na kolejny tom, który ma się pojawić już w styczniu!
BRUNETTE BOOKS
Ostatnio za sprawą powieści „Miłość po krakowsku” Moniki Hakowskiej przeniosłam się do Krakowa. Zapowiedź romantycznej historii w tym pięknym mieście bardzo zachęciła mnie do przeczytania tej książki. Przyjrzyjmy się bliżej opisanej w niej histori!
Nelę nie opuszczają kłopoty. Ma pracę z szalonymi terminami oraz opiekuje się na co dzień swoją bratanicą. Pewnego dnia do jej kamienicy wprowadza się bardzo przystojny, ale gburowaty sąsiad. Ich znajomość z początku jest pełna spięć, jednak później niespodziewanie pojawia się między nimi uczucie. Co dalej przyniesie ta znajomość? Jakie zabawne potyczki, zwroty akcji i emocje spotkają ich w najbliższym czasie?
W książce narracja prowadzona jest w trzeciej osobie. Szybko się ją czyta i można się przy niej zrelaksować. Zanim sięgnęłam po tę książkę, spodziewałam się pięknej romantycznej historii, której tłem jest Kraków. Myślałam, że dzięki tej książce w wyobraźni przeniosę się do tego ciekawego miasta, jednak podczas czytania okazało się, akcja równie dobrze mogłaby rozgrywać się w Warszawie lub w jeszcze innym większym mieście. Występuje w tej książce dość przewidywalny wątek miłosny oraz skomplikowane relacje rodzinne, których dalszy rozwój bardzo mnie ciekawił. Według mnie nie była to zła książka, ale raczej taka dla zabicia czasu, której historia szybko wyparuje z mojej głowy.
„Miłość po krakowsku” jest przyjemną powieścią obyczajową, którą szybko się czyta. Można się przy niej zrelaksować i miło spędzić czas. Tak więc jeśli lubicie czytać o romantycznych historiach lub o skomplikowanych relacjach rodzinnych, to ta książka może być dla Was w sam raz.
💋„Miłość po krakowsku” to zaskakujący romans rozpoczynający się od spotkania nowych sąsiadów.To zwiastuje nie tylko problemy,ale też szansę na fajną znajomość,która ma szansę na coś więcej.Początkowo historia jest spokojna,lecz z każdym kolejnym rozdziałem fabuła się zapętla.Nowe wątki z życia bohaterów niosą ze sobą mnóstwo emocji oraz ważnych momentów z ich życia.
💋Historia pokazuje jak z relacji hate/love może zmienić się w relację bliskiej sercu.Lecz nie sądźcie,że wszystko jest idealnie-wprost odwrotnie.Kłopoty nadciąga zarówno u Neli i Maksa.Życie rodzinne i przypomnienie o sobie zwiastuje zamieszanie.Nie tylko prawda wyjdzie na światło dzienne,ale także trzeba będzie podejmować decyzje,by móc pomóc bliskim.Na domiar złego bezpowrotna strata niesie ze soba niewiadomą i ją dopiero będziemy mogli odkryć w kolejnym tomie.
💋 „Miłość po krakowsku” jest książką,która nieraz zachwyci i zaskoczy prawdą z życia bohaterów.Kłopoty dopiero się zaczynają i dlatego w wielkim oczekiwaniu czekam co los szykuje Neli,Maksowi i innym postaciom.Szybciutko poznajcie ich i przekonajcie się jak wygląda miłość po krakowsku-ja polecam📖
Nela ma talent do pakowania się w kłopoty. Porzuciła studia, pracuje i wychowuje bratanicę. Jej życie to jeden wielki chaos. Nagle w ten świat wkracza nowy sąsiad Maks. Ich relacje to seria ciągłych zabawnych potyczek. Każde ich spotkanie kończy się nieporozumieniami, ale czuć, że rodzi się między nimi uczucie.
Oboje borykają się z własnymi demonami i kłopotami. W życiu Neli jest nastoletnia bratanica Zuza, która wyrusza w podróż do Londynu w poszukiwaniu ojca. Maks nosi w sercu ranę po stracie brata. Tęsknota za nim go dobija i nie daje normalnie żyć.
Książkę czyta się świetnie i szybko. Tłem powieści jest Kraków. Bohaterowie książki mają swoje problemy, tajemnice, demony przeszłości. Mają także i zalety. Bawiły mnie ich utarczki słowne, które prowadziły do zabawnych i poważnych sytuacji. Dużą rolę odgrywają bohaterowie drugoplanowi. Wprowadzają sporo zamieszania do życia głównych bohaterów.
Wrażenie zrobiła na mnie młoda dziewczyna Zuza. Temat porzucenia, poczucia bycia tzw. kulą u nogi i strachu przed kolejną stratą ukazane jest w sposób mocny. Autorka pokazała nam, że miłość nie przychodzi zawsze w idealnym momencie. Pojawia się czasem w chaosie, pośpiechu i przypadkach.
Książka bawi i wzrusza. To nie jest opowieść tylko o romansie, ale także o odkrywaniu siebie, swoich pragnień. To historia o drugich szansach, o strachu przed bliskością. To książka dla wszystkich, którzy lubią historie z nutą humoru i emocji. Zakończenie zostawia duży niedosyt, zostawiło mnie z ogromną dawką emocji i niepewnością.
Czekam na kolejny tom.
Nela ma dobre serce i prawdziwy talent do pakowania się w kłopoty. Młoda kobieta na co dzień stara się wyrobić z terminami i opieką nad nastoletnią bratanicą. Pewnego dnia po sąsiedzku wprowadza się przystojny, ale gburowaty młody mężczyzna. Niestety początki znajomości nowego sąsiada i Neli nie są zachęcające. Żadne nie spodziewa się, że wkrótce ich relacje ulegną zmianie.
Przyznam szczerze, że początek Miłości po krakowsku nie zachwycił mnie. Irytowała mnie główna bohaterka i jej zachowanie a ,,zabawne'' gafy wcale nie były zabawne... Jednak z każdą kolejną stroną Nela coraz bardziej przekonywała mnie do siebie. Z każdą kolejną stroną coraz lepiej oceniałam fabułę i pióro autorki. W pewnym momencie naprawdę wciągnęłam się w tę historię... Wszak sporo się w niej działo a główni bohaterowie co chwilę musieli mierzyć się z większymi bądź mniejszymi problemami. Problemami, które czytającemu dają sporo do myślenia... Tak. Autorka poruszyła w środku szereg ważnych tematów. Tematów, które mogą być częścią życia normalnych ludzi.
Miłość po krakowsku to interesująca pozycja. Generalnie dobrze się ją czytało. Mam tylko jedno zastrzeżenie. Autorka mogła używać trochę więcej synonimów a nie jedyne przy dialogach wymienić imiona bohaterów, którzy brali udział w konkretnej scenie. Sama książka może się podobać. I myślę, że dobrze spędza się z nią czas.
W jesienne dni możemy się przenieść do wiosenno-letniego Krakowa. W starej kamienicy mieszka z nastoletnią bratanicą Nela, projektantka zieleni. Żyje w wiecznym niedoczasie próbując związać koniec z końcem. Do tego wprowadza się nowy sąsiad, Maks, z którym znajomość nie zaczyna się dobrze. Gburowaty facet okazuje nowym współpracownikiem przy jednym ze zleceń. Wspólna praca nie tylko.poprawia ich relację, ale też ich zbliża do siebie. Związek jaki zaczynają tworzyć, obecność mężczyny w jejn życiu. pomaga Neli zdjąć życiowe ciężary związane z bratem i bratową. I byłoby jak w bajce, tylko jest sytuacja kiedy Maks zamyka się w sobie, jakby odcinał się od krakowskiego życia. To moment, w którym musimy jechać do rodzinnego domu w Gdańsku. O ile z matką ma dobre temacie, to ta z ojcem jest bardzo trudna. Niestety na poznanie tajemnic Maksa musimy poczekać, aż ukaże się druga część tej historii. Książkę bardzo dobrze się czyta. Jest przystępnie napisana ma lekkość potrzebną powieściom obyczajowym, choć autorka nie ucieka od sytuacji trudnych, bolesnych, które nie omijają jej bohaterów.
Po wydarzeniach w Krakowie Nela i Maks stoją na życiowym zakręcie, z którego żadne z nich nie potrafi zawrócić. Gdy Maks wraca do Gdańska i nagle musi...
Grudzień pachnie piernikami, lśni od światełek i kusi niespodziankami. Lily, redaktorka książek, kocha wszystko, co związane ze świętami: aromatyczne...
Przeczytane:2026-01-01, Ocena: 6, Przeczytałam,
(...) Nela to młoda projektantka ogrodów, która ma pod opieką Zuzę, nastoletnią bratanicę i wciąż nowe kłopoty na głowie. Jednym z nich staje się przystojny sąsiad, Maks. Nieoczekiwanie ta dwójka musi podjąć współpracę nad zleceniem stworzenia romantycznego ogrodu, pod okiem dość wymagającego klienta. Wyniknie z tego nie jedno spięcie, ale prawdziwe problemy dopiero się pojawią, gdy Zuza otrzyma list od ojca...
"Miłość po krakowsku" to pierwsza część historii Neli i Maksymiliana, których znajomość już od samego początku nie należy do najłatwiejszych. Ale jak to bywa, w ulubionych przeze mnie powieściach, kto się czubi, ten się lubi... Po za tym wiadomo, że miłość nie pyta o dzień, miejsce, czasem nawet i o zdanie, tylko pojawia się znienacka. A po drodze czeka nas nie mało emocji i zaskakujących zwrotów akcji. Fabuła książki wciąga już od pierwszej chwili, gdy możemy zaobserwować dość niecodzienne przywitanie nowego sąsiada, przywołujące uśmiech i sympatię do bohaterów. Ale żeby nie było, to nie jest taka całkiem humorystyczna opowieść, jak można by początkowo pomyśleć. Im dalej w las, tym więcej widać. Główny wątek, który wybija się z pośród innych, to relacje rodzinne. Maksa z rodzicami i Neli z Zuzą, ale też Zuzy z rodzicami, którzy ją zostawili. Odkrycie powodu ich zniknięcia z życia córki, odkrywamy stopniowo i zaczyna się wtedy inaczej patrzeć na pewne zachowania, sytuacje. Jak to w życiu bywa, nie wszystko jest takie, jakie wydaje się być na pierwszy rzut oka. Również rozwijająca się i dająca nadzieję relacja Neli z Maksem, jest ciekawa i daje pole do wyobraźni czytelnika. Jednym słowem, nie ma tutaj nudy. Wciąż coś się dzieje, a gdy można by pomyśleć, że przyszedł czas na miłe zakończenie, wtedy następuje nieoczekiwane..
Jak to dobrze, że już za chwilkę premiera drugiej części..