Cud Bożego Narodzenia może się wydarzyć wszędzie, nawet za drutami obozów koncentracyjnych
W domu pachnie grzybami i makiem, a w pokoju stoi choinka rozświetlona świeczkami, udekorowana aniołami z papieru... - to obraz najpiękniejszych świąt w roku, najbardziej rodzinnych. Był czas, gdy musiały wystarczyć wspomnienia, bo Wigilię trzeba było spędzić w Auschwitz-Birkenau, w obozie Gross-Rosen, w Ravensbrück czy na obczyźnie. Każdy starał się jak mógł, aby choć na chwilę doświadczyć cudu świąt, by nie zabrakło ciepła i nadziei.
Sylwia Winnik przytacza świąteczne historie - wzruszające, prawdziwe, bolesne, ale też dające siłę. Wigilia rozgrzewa serca w cichym kolędowaniu, w okruszku czarnego chleba służącego za opłatek. Święta w tych najciemniejszych miejscach świata stawały się niewyczerpanym źródłem nadziei na powrót do normalności.
Nastała noc. Jak każda inna obozowa noc. Zaczął prószyć śnieg, opadał na zbroczone ludzką krwią grudy ziemi. Na dachy baraków i krematoriów. Biały, czysty i piękny. Nieskalany.
Bóg się rodził, choć nam było bardzo źle. Wtedy ostatni raz przyszedł na świat w okupowanej przez Niemców Polsce. Nasza nadzieja, że przyjdzie nowe, lepsze życie, ziściła się. Doczekałyśmy wolności.
Wydawnictwo: WAM
Data wydania: 2025-10-29
Kategoria: Biografie, wspomnienia, listy
ISBN:
Liczba stron: 264
Tytuł oryginału: MOC TRUCHLEJE. ŚWIĘTA W CIENIU WOJNY. HISTORIE WIGILIJNE 19391945
Cud Bożego Narodzenia zazwyczaj kojarzy się z ciepłem domu, zapachem potraw i bliskością rodziny. Sylwia Winnik w książce „Moc truchleje” burzy to wyobrażenie, pokazując, że sens świąt może przetrwać nawet tam, gdzie człowiekowi odebrano niemal wszystko. Autorka zabiera czytelnika w miejsca, w których Boże Narodzenie było doświadczeniem granicznym – za drutami obozów koncentracyjnych, na zesłaniu, w samotności i ciągłym lęku. To książka trudna, ale niezwykle potrzebna, szczególnie w czasach, gdy łatwo zapominamy, jak krucha potrafi być codzienna normalność.
„Moc truchleje” to zbiór prawdziwych historii opowiadających o przeżywaniu świąt Bożego Narodzenia w czasie II wojny światowej. Sylwia Winnik oddaje głos więźniom takich obozów, jak Auschwitz-Birkenau, Gross-Rosen czy Ravensbrück, ale także osobom przebywającym na przymusowym wygnaniu, z dala od domu i bliskich. Bohaterowie tych opowieści nie mieli choinek, prezentów ani świątecznych potraw – mieli jedynie wspomnienia dawnych Wigilii i desperacką potrzebę zachowania resztek człowieczeństwa.
Autorka zestawia obrazy tradycyjnych świąt – zapach maku i grzybów, migotanie świeczek, papierowe anioły – z brutalną rzeczywistością obozową. Ten kontrast jest bolesny, ale jednocześnie niezwykle wymowny. Wśród głodu, strachu i przemocy rodziły się drobne gesty oporu: okruszek czarnego chleba udający opłatek, szeptane kolędy, ciche modlitwy, ukradkiem zapalona świeczka. To właśnie one dawały siłę, by przetrwać kolejne godziny i dni.
Szczególnie poruszający jest fragment opisujący noc Bożego Narodzenia w obozie, gdy biały, czysty śnieg przykrywał baraki i krematoria. W świecie pełnym zła „Bóg się rodził” – nie jako idylliczny symbol, lecz jako nadzieja, która nie pozwalała ludziom całkowicie się poddać. Ten obraz pozostaje w pamięci na długo i stanowi jedno z najmocniejszych świadectw zawartych w książce.
Lektura „Moc truchleje” była dla mnie emocjonalnie wymagającym, ale niezwykle wartościowym doświadczeniem. Czytałam ją powoli, często robiąc przerwy, by uporządkować myśli i emocje. Ta książka boleśnie uświadamia, jak często traktujemy święta jako coś oczywistego – bez refleksji nad tym, że dla wielu ludzi były one kiedyś jedynie wspomnieniem i aktem ogromnej duchowej odwagi.
To lektura, która uczy wdzięczności i pokory. Pokazuje, że nadzieja potrafi przetrwać nawet tam, gdzie „moc truchleje”, a człowiek zostaje sprowadzony do numeru. Po jej przeczytaniu Boże Narodzenie przestaje być wyłącznie tradycją – staje się symbolem siły, która potrafi zapalić się nawet w absolutnym mroku. To książka, która boli, ale jednocześnie daje ciche, głębokie światło.
Jest to wydanie książki już istniejącej z 2020 roku, gdzie treść rozpoczynamy rokiem 1945 w którym to poznajemy przygotowywania się do wigilii oraz czasu tuż po niej. Są to wydarzenia, jakby przesądy, gdyby określić miała to moja babcia, w które mieszkańcy wierzyli, że przynoszą im obfitość. A jak wiadomo w co się wierzy, to się ukazuje:-)
To nie jest opowieść w której szczęście i radość będzie biło z każdej strony. Tutaj ukazany mamy smutek i żal po stracie rodziny. Opisuje nam go kobieta cudownym i delikatnym stylem, jakby głęboko zamyślonym, by utworzyć ze wspomnień coś, co pokolenia pod nią zapamiętają w całej okazałości. Znajdziemy w niej bardzo dużo starych fotografii, które hipnotyzują swoją prostotą, oraz poruszają dogłębnie, gdyż przypominają nam nasze dzieciństwo, wspólne spotkania przy stole, niekiedy nawet i ubóstwo, ale skąpane w uśmiechach, albo w głębokim zamyśleniu. To też zdjęcia dawnych zapisków, których nie potrafiłam rozszyfrować. Każdy rozdział to opowieść świąteczna innej osoby. Tyczą się czasów wojennych, wpierw wspomnień jak pięknie im było zanim doszło do tragedii i czasu już kiedy nie było co ze wspomnień zbierać. Bije tutaj prostota, słowa zwykłych osób, gdzie w obliczu tragedii pozostawał jedynie czar wspomnień. Zdziwiło mnie, że przed samym końcem znalazłam przepisy na potrawy wigilijne. Nie wiem tylko dlaczego, ale mam wrażenie, że tamtejsze składniki w niczym nie przypominają tych naszych, nafaszerowanych chemią i opryskami. Kiedyś bowiem nawozem było konie i krowie łajno, gdzie wszystko rosło jak na drożdżach. Teraz się tego nie używa, że niby szkodzi. Ale opryski i proszkowane nawozy, to już nie szkodzą... Jestem przekonana, że ta książka nawet pomimo tego, że część z nas jest na tyle młodych, że nie kojarzy czasów z trzydzieści lat do tyłu i dalszych, to jednak wywoła w nas taki wszechogarniający smutek. To będzie jak zajrzenie do obcych osób, ale odczuwalnych jakoby najbliższa rodzina. To tutaj ujrzycie jak krzywdząca dla wielu osób była kolęda ,,Cicha noc". Odczuje to zwłaszcza pokolenie żydowskie. Polecam zajrzeć do książki, bo tego czasu i tych wiadomości nie znajdziecie wśród telewizji.
Boże Narodzenie jest jednym z piękniejszych świąt, jakie obchodzimy. To czas, kiedy stoły są pełne, rodziny się spotykają, jest radość, śmiech, pięknie ozdobione domy, kolędy. Teraz to magiczny czas, a jak było kiedyś?
W książce przenosimy się w czasie, udajemy się do lat 1939–1945, do okresu, kiedy była wojna. Poznajemy wspomnienia osób, które wtedy żyły, dowiadujemy się jak, wtedy wyglądały Święta Bożego Narodzenia.
Historii w książce jest sporo, a łączy je jedno – czas, w którym wszystko się działo. Te wspomnienia nie są łatwe, wywołują w czytelniku wiele emocji. To obraz głodu, wojny, niesprawiedliwości, bólu, a jednocześnie marzeń, nadziei, pragnienia, aby kiedyś jeszcze przeżyć wspaniałe magiczne święta.
Książkę czytało się szybko, a podczas czytania towarzyszyło mi wiele emocji. Niektóre z nich pozostały ze mną jeszcze na długo po skończeniu czytania.
„Moc truchleje. Święta w cieniu wojny” to książka, w której znajdziemy wspomnienia ze Świąt Bożego Narodzenia z czasów wojny. Moim zdaniem jest pełna emocji i warto po nią sięgnąć. Polecam.
Recenzja pojawiła się również na moim blogu - Mama, żona - KOBIETA
To, o czym warto pamiętać Kiedy cztery lata przed wojną mała Letycja siedzi z ojcem w pijalni czekolady Wedla, nie może wiedzieć, że w przyszłości usiądzie...
Nadeszła wiosna! Wanda razem z mamą i bliźniakami wybierze się na spacer. Zobaczy budzącą się do życia przyrodę, pozna wiosenne kwiaty i przyjrzy się z...
Przeczytane:2026-01-04, Ocena: 6, Przeczytałam, Mam, Egzemplarz recenzencki,
Wigilia to czas rodzinny, który staramy się spędzać z bliskimi nam osobami. To czas, w którym się radujemy, szykujemy wspólnie potrawy, poświęcamy czas rozmowie. Ale nie każde święta Bożego Narodzenia wyglądały tak samo. Sylwia Winnik przypomina bowiem opowieści wigilijne w cieniu wojny. Jej rozmówcy przytaczają wspomnienia z dawnych czasów, które niekoniecznie zaliczają się do tych miłych. Niemniej opowieści te pokazują, że Wigilia to był czas mocno oczekiwany i celebrowany nawet pomimo wojny. Bo choć były to trudne czasy, Polacy starali się jak mogli, aby ten czas mimo wszystko był wyjątkowy.
„Udało nam się przetrwać Auschwitz. Mnie. Bratu. Mamie. Ale nie tacie. Pierwsze święta Bożego Narodzenia po wojnie były dla mojej rodziny bardzo trudne i przepełnione smutkiem. Powracające wspomnienie obozu nie pozwalało cieszyć się odzyskaną wolnością ani życiem. Przed oczami stawały czasami – nieproszone – okropne obrazy i przerażające wspomnienia.”
Wojna zabrała niejednemu z nas kogoś bliskiego, czasami ciężko wspominać o tym, że zamordowano nam kogoś z rodziny. Wspomnienia niektórych bohaterów są mi szczególnie bliskie, gdyż moja śp. Babcia i Dziadek również stracili w tamtym czasie bliskie im osoby. Zatem niektóre obrazy przedstawione przez bohaterów dotykały mocno moich czułych stron, sprawiły, że i we mnie odżyły wspomnienia tamtych czasów. Bo choć znam je tylko z opowieści rodzinnych (nie było mnie jeszcze wtedy na świecie) to bolą równie mocno.
Historie wigilijne przedstawione przez Autorkę pokazują, że pomimo trudnego czasu czy też położenia był to czas, którego wszyscy oczekiwali, gdyż pomimo biedy, wierzyli, że chociaż tego jednego dnia ich brzuchy będą syte. Wiadomo, że nie mogli spodziewać się samych rarytasów, ale już możliwość zdobycia choćby bochenka chleba napawała ich optymizmem, zwłaszcza tych, którzy ten czas spędzali w obozach koncentracyjnych.
„Marnowanie chleba, wyrzucanie go do śmieci spędza mi sen z powiek. Proszę, drodzy czytelnicy, nie róbcie tego. Zawsze zjadam chleb do ostatniej kromki. Wiem, co to znaczy go nie mieć. Pamiętam, co to znaczy umierać z głodu i pragnąć choćby okruchów. Dzisiaj mamy niemal wszystko. Za rzadko to doceniamy.”
Święta sprawiały, iż był to czas, w którym wielu miało nadzieję na powrót do normalności. Prawa jest taka, że nie wszystkim po wojnie udało się wrócić do tej normalności. Pomimo zakończenia wojny, cieniem kładły się na nich wspomnienia z przeszłości o których nie sposób było zapomnieć.
„Trzeba umieć i płakać nad napotkanym smutkiem, i cieszyć się tym, co pięknego zebraliśmy w pamięci przez całe życie. Boże Narodzenie dla mnie zawsze będzie wyjątkowym, cudownym czasem rodzinnym. W końcu wtedy, mimo wojennej tułaczki, zawsze byliśmy razem. I to było najważniejsze.”
Moc truchleje to niezwykłe historie wigilijne w cieniu wojny. Historie prawdziwe, przepełnione bólem, ale także i nadzieją na zakończenie tego trudnego okresu. Warto przeczytać. Polecam.