W świecie, w którym kobiety są jak kwiaty wiśni - piękne, kruche i nietrwałe - jedna z nich postanawia nauczyć się latać.
Hana, znana jako Yukiko - ,,Śnieżne Dziecko" - jest żywą lalką stworzoną dla rozrywki mężczyzn. Pod warstwami białego makijażu ukrywa ból córki upadłego samuraja sprzedanej w wieku sześciu lat. Choć włada kilkoma językami i tańczy z bezwzględną perfekcją, jest więźniem Gion - dzielnicy gejsz, gdzie każdy uśmiech ma swoją cenę, a wolność kosztuje osiem tysięcy jenów.
Thomas Bennett, brytyjski tłumacz i fotograf-amator, uciekł do Japonii przed miłosnym skandalem. W Hanie dostrzega to, czego inni nie widzą - głębię i smutek ukryte pod maską. Gdy potajemnie ją fotografuje, dopuszcza się tamashii-nuki - kradzieży duszy. Ale prawda jest inna: to ona ukradła jego duszę.
Jedno zakazane spotkanie w ogrodzie kamiennym świątyni Kennin-ji zmienia wszystko. Hana nosi w sobie dziecko gaijina - dziecko, które skaże ją na hańbę. Staje przed niemożliwym wyborem: poddać się woli bogatego patrona, który spłaci jej dług, czy zniknąć w imię miłości silniejszej niż strach?
Tragiczna, przepiękna opowieść o cenie wolności i sile macierzyńskiej miłości. Dla czytelniczek ,,Ptaków ciernistych krzewów" i ,,Wyznań gejszy".
Wydawnictwo: Replika
Data wydania: 2026-02-03
Kategoria: Obyczajowe
ISBN:
Liczba stron: 304
Kim były gejsze?
Jakie pełniły role ?
Ja, jak pewnie i niektórzy z Was, uważali gejsze za dziewczyny do towarzystwa mężczyzn, nierządnice oddające ciało za pieniądze...
Okazuje się jednak, że nie były one prostytutkami.
Przygotowywane były do celów artystycznych już od najmłodszych lat. Ich rolą było zabawianie gości rozmową, tańcem, graniem na instrumentach. Uczone były także tego, jak odpowiednio chodzić, poruszać się, jak nalewać herbatę.
Rodzice sprzedawali córki do okiya, gdzie pod okiem Okāsan szkolone były na profesjonalne gejsze.
*
Taka sama historia spotkała Hanę, która została sprzedana do domu gejsz jako sześciolatka. Zostając maiko (uczennicą) dostała imię Yukiko.
Dziś, jako profesjonalna gejsza, chowa pod białą maską swoje prawdziwe "ja". Każdy gest, słowo, uśmiech jest z góry zaplanowany i sztuczny. W jej życiu nie ma miejsca na uczucia.
Pewnego dnia w trakcie pracy w ochaya spotyka przystojnego gaijina- Thomasa Bennetta, który jest tłumaczem ambasady brytyjskiej. Chodzą plotki, ze swoim aparatem fotograficznym krasie dusze niewiast.
Ciężko jej zapomnieć o mężczyźnie, w jego towarzystwie coraz częściej odzywa się Hana, a Yukiko schodzi na dalszy plan. Jest rozdarta pomiędzy giri - świętym obowiązkem lojalności wobec swojej Okāsan (matki) u której ma do spłacenia dług pieniężny ale także wdzięczności, a rosnącym ninjō, uczuciem, które nie powinno się wydarzyć.
*
Ostatnia gejsza z Gion, to przede wszystkim bardzo smutna prawda, która dla Europejczyków pozostanie niezrozumiała. Magdalena w bardzo ciekawy i przejmujący sposób opowiedziała o trudach, cierpieniu dziewczynek sprzedawanych do domów gejsz. Automatycznie musiały zapomnieć o dzieciństwie, o dziecinnej bezstrosce, a stawały się służącymi, kukiełkami, tak na prawdę do końca swojego życia. Jedyną szansą na "emeryturę" było spłacenie długu i wyjście za mąż, co nie zawsze było możliwe.
Dzięki książce dowiedziałam się wielu ciekawostek i przydatnych informacji, w tym także fachowego słownictwa.
Gejsze są niezwykle piekne, sztuka, którą reprezentują jest niesamowicie ujmująca, jednak za fasadą ideału kryje się dramat. Tak jak w przypadku Hany, której serce rwało się do
innego życia...
W cieniu opadających płatków wiśni, gdzie każdy wiatr niesie echo przemijania, rodzi się opowieść „Ostatniej gejszy z Gion" Magdaleny Buraczewskiej-Świątek – owoc wyśmienitego researchu i bolesnego niedosytu Japonią, jak łza spływająca po białej masce oshiroi. Autorka, nawiedzona wizjami Japonii epoki Meiji, gdzie cień samurajskiego miecza tańczy z dymem parowych maszyn, zanurza nas głębiej niż efemeryczne obrazy „Wyznania gejszy" czy „Szoguna".
Tu gejsze nie są egzotycznymi lalkami w jedwabiu, lecz prawdziwymi kobietami, uwięzionymi w złotych klatkach tradycji, gdzie każdy gest nalewania herbaty jest poezją milczenia, a pragnienia serca – zakazaną pieśnią, tłumioną w gardle jak niewypowiedziany krzyk.
Hana, ta dziewczyna o oczach zimnych i zdławionych, sprzedana do okiya jak resztki modlitw o utracone dzieciństwo, staje się Yukiko – „Śnieżnym Dzieckiem", ostatnią strażniczką świata, który więdnie w objęciach zmian. W Gion, sercu „płynącego świata", gdzie nic nie jest stałe prócz tęsknoty, Hana tańczy na krawędzi giri i ninjo, lojalności wobec Okāsan i burzy uczuć, które rwą duszę na strzępy. A gdy w ten kruchy porządek wkracza Thomas Bennett, gaijin z aparatem kradnącym dusze – tamashii-nuki – niosący własne cienie przeszłości, miłość rozkwita jak wiśnia w pełni zimy: zakazana, efemeryczna, przesycona grzechem i koi-tsurasa, bólem serca za tym, co nieuchwytne. W duchu „Ptaków ciernistych krzewów", to uczucie nie jest burzą, lecz cichym strumieniem deszczu - zakazanym, brzemiennym w skutkach, ciągnącym się przez lata jak nić przeznaczenia.
Och, jak dusza płacze w ciszy, śledząc los Hany, nieidealnej, zagubionej w labiryncie masek! Ona, strażniczka zmierzchu epoki, gdzie ryksze szepczą pożegnanie z drogą, a fotografie malują prawdę ostrzejszą niż pędzel, pozwala sobie poczuć – jedyny grzech gejszy. Ich chwile w ulewie Kioto, pod baldachimem świątyni Kennin-ji, to origami przeznaczenia: złożone, nieodwracalne, pełne szeptów i spojrzeń, które palą duszę. Thomas dostrzega w niej nie biel oshiroi, lecz głębię kobiety, smutek bezdenny jak studnie w opuszczonych świątyniach. Lecz ta miłość, olśniewająca w swej niemożności, żąda ofiary tak głębokiej, że rozdziera duszę na pół – do aktu wyzwolenia, gdzie wspomnienia i zapomnienie tańczą w agonii, a ocalenie staje się najsłodszym cierpieniem. W mgle wspomnień, po latach, oczy nadal żarzą się jak dym kadzidła, co nie gaśnie, bo miłość autentyczna to nie kajdany, lecz klucz do wrót, nawet jeśli ich otwarcie przyzywa powódź łez i samotności.
Ta powieść, przesiąknięta mono aware – słodko-gorzką świadomością kruchości życia, jak wiśnia kwitnąca tylko tydzień – budzi w duszy burzę emocji: łzy za utraconym światem, gniew na konwenanse, które duszą kobiety, i nadzieję, że w każdej klatce kryją się drzwi. Hana uczy nas odwagi przetrwania, nie jako bohaterki czy ofiary, lecz jako zwykłej kobiety, która pragnie po prostu żyć – oddychać wolnością, nawet jeśli cena jest wyższa niż dług wobec okiya. Autorka, w swoim wierszu o miasteczku gejsz, proroczo maluje Hanę jako papierowego motyla: piękną, kruchą, uwięzioną między tym, czym była, a tym, czym mogłaby się stać.
Ta opowieść, nasączona esencją mono no aware – tym melancholijnym zachwytem nad kruchością bytu, jak kwitnienie sakury trwające ledwie tydzień – wzbudza w sercu wir emocji: strumienie łez za światem, co odchodzi w niepamięć, gniew na okowy konwenansów, co krępują kobiety jak obi wokół talii, i iskierkę nadziei, że w każdej złotej klatce drzemie sekretny klucz do wolności. Hana staje się zwierciadłem naszej refleksji: uczy odwagi trwania, nie w blasku bohaterstwa czy męczeństwa, lecz w prostocie istnienia – pragnieniu, by oddychać pełnią, choćby cena przewyższała długi okiya, choćby wolność smakowała gorzko jak zielona herbata. Autorka, w proroczym wierszu o miasteczku gejsz, maluje Hanę jak motyla z papieru: efemeryczną, delikatną, zawieszoną między echem przeszłości a szelestem możliwości, uwięzioną między tym, czym była, a tym, czym mogłaby się stać.
Zapraszam Was do wyruszenia w głąb Kioto roku 1872, gdzie stare umiera w objęciach nowego, a puls serca Hany odbija się echem w naszych własnych rozterkach – wyborach między maską a prawdą, obowiązkiem a marzeniem. To historia, która przenika duszę, jak mgła poranna, pozostawiając cichy smutek przemijania i żarliwą inspirację, że nawet w milczeniu rytuałów, pod warstwami oshiroi, tętni siła, by otworzyć drzwi i polecieć 💔
Dziękuję za zaufanie i możliwość patronowania tej wspaniałej książce wydawnictwu @wydawnictworeplika (współpraca reklamowa) 🩷.
Zawsze średnio mnie interesowały książki o gejszach i nie czytałam o nich wcześniej, do czasu, aż zobaczyłam piękne wydanie „Ostatnia gejsza z Gion” Magdaleny Buraczewskiej-Świątek i to ono zachęciło mnie do przeczytania tej powieści. Zobaczmy zatem, czy jej wnętrze okazało się dla mnie równie piękne!
Hana, od kiedy zostało gejszą nazywa się Yukiko, czyli „Śnieżne Dziecko”. Wygląda jak żywa piękna lalka stworzona dla rozrywki mężczyzn. Jednak tak naprawdę skrywa w sobie ból spowodowany tym, że jest córką upadłego samuraja, która została sprzedana w wieku sześciu lat. Mimo to, że włada kilkoma językami i zachowuje się jak perfekcyjna gejsza, jest uwięziona w Gion, czyli dzielnicy gejsz, gdzie wszystko ma swoją cenę. Pewnego dnia poznaje Thomasa, brytyjskiego tłumacza i fotografa, który uciekł do Japonii przed skandalem miłosnym. Dostrzega on w Hanie smutek i głębię ukrytą pod warstwą perfekcyjnego makijażu. Co wyniknie z jego potajemnego fotografowania Hany? Do czego doprowadzi ich jedno potajemne spotkanie w ogrodzie kamiennym świątynia Kennin-ji?
Akcja w książce dzieje się w Kioto w XIX wieku. Przeczytałam ją szybko i z wielkim zainteresowaniem, bo wcześniej temat gejsz był mi słabo znany. Dzięki tej powieści można dowiedzieć się więcej o gejszach, bo zawiera ona wiele przypisów objaśniających nazwy związane i ich życiem. Ogólnie była to dla mnie piękna, ale i też smutna książka opisująca sytuacje, w których cena wolności i siła macierzyńskiej miłości odgrywają wielką rolę. W tej książce gejsze zostały przedstawione jako piękne, z pozoru perfekcyjne artystki, które służą mężczyznom w celach towarzyskich. Zostały one też porównane do kwiatu wiśni, który jest piękny, jednak też kruchy i nietrwały. Oprócz tego, w tej opowieści bardzo mi spodobał mi się piękny wątek miłosny, który nie należał do łatwych. Książka ta była również pełna dylematów i ciężkich decyzji do podjęcia, które miały mieć znaczący wpływ na dalsze życie. Tutaj bardzo spodobał mi się cytat, który pomógł Hanie w trudnej sytuacji: „Ptak, który nigdy nie próbował latać, nie wie, że ma skrzydła”. Oby mi się on przypomniał w przyszłości, kiedy będę musiała podjąć jakąś ważną decyzję. Zakończenie całej tej ciekawej historii było dla mnie satysfakcjonujące i po cichu liczyłam na taki finał.
„Ostatnia gejsza z Gion” jest ciekawą, ale i też pełną smutki powieścią, z którą miło spędziłam czas. Jej piękne wydanie w pełni odzwierciedla jej piękne wnętrze, bo o historii opisanej w tej książce z pewnością będę pamiętać długo. Tak więc bardzo polecam Wam tę powieść, jeśli lubicie ciekawe historie pełne dylematów, smutku, z pięknym, ale i też trudnym wątkiem miłosnym i ogólnie jeśli interesuje Was życie gejsz. Myślę, że z pewnością miło i interesująco spędzicie z tą książką czas!
#współpracarecenzencka
Nie od dziś wiemy, ze Magda potrafi malować obrazy słowem. A czytając Gejszę, rzeczywiście przenosimy się do XIX-wiecznego Kioto, do Japonii w czasie wielkich zmian i otwarcia się na zachód. Do okiya w dzielnicy gejsz - Gion. I naprawdę czujemy jakbyśmy tam byli.
Główną bohaterką jest Hana, która w wieku 6 lat została sprzedana do domu gejsz, gdzie uczyła się sztuki tańca, gry, snucia opowieści, konwersacji czy ceremonii podawania herbaty i staje się Yukiko. Po 14 latach jest najlepsza w swojej okiya, ale nie jest szczęśliwa. Gejsze, to piękne lalki, które nie mają prawa do uczuć, marzeń czy też własnego życia. A Hana właśnie tego pragnie. Jednak nie można po prostu odejść. Gejsza ma długi wobec swojego domu i musi je spłacić. Hana ma na to szansę dzięki bogatemu kupcowi, który chce ją za żonę. Jednak dla niej oznacza to zamianę jednej klatki na drugą...
W tym czasie do Kioto przybywa też Thomas. W cieniu skandalu wyjechał z Anglii, w Japonii ma zostać tłumaczem w ambasadzie i oddaje się swojej pasji - fotografii. To w nim Hana widzi szansę na ucieczkę, jednak jej nadzieje szybko się rozwiewają. Ale pomimo dwóch skrajnie różnych światów, między nimi rodzi się uczucie, które z góry skazane jest na porażkę. Jednak ma swoje konsekwencje...
Książka jest przesiąknięta smutkiem i melancholią. Nawet w tych miłych momentach, to mój uśmiech był raczej podszyty goryczą. Chociaż muszę przyznać, że o ile Hana miała o wiele gorszą historię, to właśnie Thomasowi bardziej współczułam... A końcówkę troszkę przepłakałam.
I a propos zakończenia. Nie lubie otwartych, potrzebuję domknięcia. Tutaj Magda dała nam coś jakby pół na pół. Co prawda nie wiemy jak historia Hany się kończy, ale daje nam dużą nadzieję na to, że szczęście każdemu się należy.
Piękna historia o miłości, marzeniach, walce o siebie i dziecko. Dla mnie 9/10 ?
" [...] Prawdziwej wolności nie ma nigdzie... Wszyscy jesteśmy więźniami czegoś: konwenansów, oczekiwań, własnych potrzeb czy pragnień... [...]"
Jestem świeżo po lekturze najnowszej powieści Magdaleny Buraczewskiej-Świątek pod tytułem "Ostatnia gejsza z Gion" i szczerze wam powiem, że nie umiem się pozbierać. Ta książka jest piękna i jednocześnie tragicznie smutna. Coś jak "Romeo i Julia". Autorka pokazuje świat nam zupełnie obcy, a mianowicie starą tradycyjną Japonię z XIX wieku. Poznajemy świat gejszy od samego środka. A wszystko to, za sprawą dwudziestoletniej Hany, a właściwiej gejszy o imieniu Yukiko. Ta młoda i bardzo inteligentna kobieta, gdy miała zaledwie sześć lat, została sprzedana przez własną matkę do pewnego domu dla gejsz. Dlaczego to zrobiła? Czy nasza bohaterka była szczęśliwa?
Zapamiętajcie jedno, gejsze to nie są kurtyzany. One są artystkami, które pięknie śpiewają, grają, tańczą i oczywiście sprawiają, że świat na chwilę staje się piękniejszy. Pięknie wyglądają. Pod tonami makijażu ukrywają swoje prawdziwe ja. O swoich uczuciach muszą zapomnieć. Grają powierzone im role. Nie mają szans się zakochać, ponieważ gejsze nie mogą tak po prostu sobie odejść. Mają ogromne długi do spłacenia. Muszą być posłuszne, bo jak nie, to czekają je prawdziwie srogie kary.
W książce "Ostatnia gejsza z Gion" poznacie wyjątkową kobietę, która doświadczy czegoś zakazanego, zakocha się w pięknym obcokrajowcu z wyjątkowymi niebieskimi oczami. Czy postąpi tak, jak podpowiada jej serce, czy raczej jak rozum? Czy złamie Japońskie tradycje? Czy postąpi, jak na gejszę przystało? Czy taka miłość ma szansę rozkwitnąć i przetrwać? Ja wam tego oczywiście nie powiem. Zachęcę was za to, do przeczytania tej wyjątkowej książki. Tutaj każdy ruch ma znaczenie.
Jeżeli kochacie książkę/film "Ptaki ciernistych krzewów", to pokochacie również "Ostatnią gejszę z Gion".
Czytając tę powieść, płakałam jak bóbr. Zakazane uczucie boli, jest jak cierń w sercu. Nie można go wyjąć, ani o nim zapomnieć.
Lubię poznawać obce kultury, dlatego z przyjemnością sięgnęłam po "Ostatnią gejszę z Gion" autorstwa Magdaleny Buraczewskiej-Świątek. Jej główna bohaterka, moja imiennicza mocno mnie urzekła. Chociaż były momenty, w których byłam na nią piekielnie zła, ponieważ dokonywała nie takich wyborów, jakich od niej oczekiwałam. Współczułam jej bycia nie Haną, tylko Yukiko.
Fabuła jest tak wciągająca, że nie mogłam oderwać się od czytania. Z tą historią przepadłam na długie godziny.
Gejsze są jak ptaki w złotych klatkach, które nie wiedzą, że mogą latać. Czy Yukiko nauczyła się sztuki latania? Czy już na zawsze pozostała w złotej klatce?
Na waszą uwagę zasługuje również piękna okładka. Barwione brzegi to istny majstersztyk.
Po tej lekturze z przyjemnością sięgnę po poprzednie powieści tej autorki.
Gratuluję autorce tak wyjątkowego dzieła.
Rok 1906 - czas, gdy polskie dusze rozdziera tęsknota za wolnością, a rosyjski zabór zaciska swoje kleszcze. W tej rzeczywistości Różany Jar stoi niewzruszony...
XIX-wieczny Paryż: jedni szukają bogactwa, inni - pozycji w towarzystwie, wszyscy szukają miłości. Charlotte de Foy dziedziczy po dziadku najstarszą paryską...
Przeczytane:2026-02-14, Ocena: 5, Przeczytałem,
“Bo przyszłość należy do tych, którzy odnaleźli swoje skrzydła. Bo ci, którzy je odnaleźli, nigdy już nie stąpają po ziemi tak jak dawniej. Oni unoszą się ponad nią - wolni”.
Gion w XIX-wiecznym Kioto olśniewa światłem lampionów, zapachem herbaty, a jednocześnie przypomina misternie zdobioną klatkę – piękną, lecz zamkniętą. Hana – znana jako Yukiko, „Śnieżne Dziecko” – od najmłodszych lat żyje w rzeczywistości, która nie pozostawiła jej wyboru. Za porcelanową twarzą i nienagannymi gestami kryje się dziewczynka z przeszłością, o której nikt nie chce pamiętać. Jej codzienność to dyscyplina, rytuał, perfekcja. Spotkanie z Thomasem, przybyszem z innego świata, burzy delikatną równowagę, w której Yukiko nauczyła się funkcjonować. On dostrzega w niej coś więcej niż wyuczoną grację – widzi kobietę z tęsknotą w oczach. Między nimi rodzi się więź, cicha, niemal niedostrzegalna dla innych, a jednak tak intensywna, że zmienia wszystko.
„Ostatnia gejsza z Gion” nie jest tylko romansem. To opowieść o wolności – tej wielkiej i tej zupełnie osobistej. O sercu, które bije własnym rytmem nawet wtedy, gdy rozsądek podpowiada rezygnację. O nadziei, która tli się nieśmiało. To także historia kobiet, które w świecie podporządkowanym męskim zasadom próbują ocalić własne „ja”. O cenie, jaką płaci się za marzenia. O macierzyństwie, które potrafi być aktem odwagi. O decyzjach, które na zawsze zmieniają bieg życia. To lektura, przy której można zanurzyć się w innej kulturze, przeżyć coś intensywne.
Autorka z ogromnym wyczuciem odtwarza realia dawnej Japonii. Czuć szacunek do kultury, do obyczajów, do języka. Spacer po uliczkach Gion wydaje się niemal namacalny – jakby czytelnik naprawdę przechodził obok drewnianych domów, słyszał kroki na kamiennej nawierzchni i obserwował Yukiko w świetle wieczornych latarni. Ta powieść ma w sobie coś malarskiego – obrazy są pełne barw i światłocienia.
Piękna, poruszająca, smutna opowieść. Otula melancholią, ale jednocześnie wciąga tak, że trudno się od niej oderwać. Jeśli fascynuje Was świat gejsz, jego blask i ukryte cienie, ta książka może okazać się wyjątkową podróżą. I to przepiękne, dopracowane w każdym szczególe wydanie. Bardzo polecam.Tatiasza i jej książki :)