W mroku czają się cienie martwych i żyjących. Nie wiesz, które z nich są groźniejsze
Najpierw trzęsienie ziemi – w tym wypadku atak bronią chemiczną – a potem napięcie tylko rośnie. Okazuje się, że zło, które zalęgło się lata temu, w dawnym PRL-u, z woli i według scenariusza ówczesnych włodarzy ZSRR, nie umarło. Żyje nadal, w ukryciu, a jego macki sięgają już daleko poza granice Polski.
Mateusz Dafner i Tomek Wetliński oraz ich szefowa Nadia Ukwiał muszą wyruszyć najpierw do Wielkiej Brytanii, a potem jeszcze dalej, aby odkryć wszystkie tajemnice, rozwikłać zagadki i unieszkodliwić ludzi, którzy dla zaspokojenia własnych potrzeb, interesów, ambicji lub idei są w stanie podpalić cały świat, za nic mając życie innych ludzi. Policjanci zyskają sprzymierzeńców, ale też zmierzą się z nowymi, coraz groźniejszymi przeciwnikami. Kto wyjdzie z tej walki zwycięsko? Czas pokaże.
Zamknięcie cyklu na miarę thrillerów Alfreda Hitchcocka.
Absolutne mistrzostwo. Zwieńczenie trylogii „Cienie w mroku” jest literackim majstersztykiem i na długo pozostaje w pamięci. Jeśli dotąd nie przeczytaliście całej sagi, to szybko naprawcie swój błąd, bo oto nadchodzi crème de la crème, czyli epicki finał. Szykujcie się!
Maciej Piotr Szczepański (pangrys), dziennikarz, bloger, youtuber
Oto doskonałe rozwinięcie, a zarazem zamknięcie mocnej trylogii "Cienie w mroku", świetnie zaplanowanej i poprowadzonej przez Autora od samego początku aż do miażdżącego finału. Dla mnie petarda!
Paweł Stryjecki "Uncelek" (bloger, recenzent)
Wydawnictwo: Alegoria
Data wydania: 2025-11-14
Kategoria: Kryminał, sensacja, thriller
ISBN:
Liczba stron: 576
Język oryginału: polski
Kiedy poznawałam twórczość Wojciecha Kulawskiego we wcześniejszych przeczytanych książkach należących do gatunku literackiego kryminałów czułam, że Cykl: Cienie w mroku będzie ciągiem interesujących zdarzeń, które spowodują, że zaprzyjaźnię się z podkomisarzem Mateuszem Dafnerem, informatykiem Tomaszem Wietlińskim wraz z jego partnerką Kasią. Jest to wyjątkowa chwila, gdy trzeba zmierzyć się tym osobnikiem, co krzywdzi, pozostawiając po sobie ślady i wiele odpowiedzi na nowe pytania, które pojawiają się podczas ponownego powrotu do tego, co wydarzyło się nieco wcześniej w I części tomu -''Rzeźbiarz kości'', II części tomu -''Projekt 1002''z Cyklu: Cienie w mroku, zanim rozpoczęłam, czytać III część tomu -''Pas Szahida'' mając skrycie nadzieję, że odnajdę w niej rozwiązanie, z jakich to przyczyn historia PRL nie da o sobie tak łatwo i szybko zapomnieć.
Czy pojawiający się nowi bohaterowie, a może znajdzie się wśród nich ktoś, kto będzie zainteresowany, co wydarzyło się kiedyś i non stop przypomina, że należy zakończyć z przeszłością?
Historia z czasów pierwszej i drugiej wojny światowej tych, co ją dzielnie przeżyli mocnym ciosem zmieniającym ich dotychczasowe życie i walcząc dzielnie, aby nie ujawniły się ich ślady, gdyż nie chcą o niej rozmawiać. Jedynie zostaje ukryty zarys gdzieś tego, co miało miejsce sprzed lat.
Emocji nie zabraknie w czytanym przeze mnie kryminale pt. ''Pas Szahida'', ponieważ nie jest, do końca wiadomo, co tutaj ma większe znaczenie walka z czasem o życie, czy pokazanie kto kim jest naprawdę, ratunek koleżanki z pracy pełniącą funkcję naczelnik, czy jeszcze coś, o czym nikt nie ma o tym pojęcia, co ukrywa się sprytnie w dalekiej zagranicznej podróży.
Podziwiam, z jakim wytrwałym i ogromnym zaangażowaniem autor zbudował charaktery dla wszystkich pozytywnych, jak i tych negatywnych występujących bohaterów oraz rozwój toczącej się akcji współcześnie, z początkiem lat 80,90.
Czy matematyka okaże się tutaj kluczem do rozwiązania zagadek, czy warto pozostać w ciemności, czy jednak w cieniu w pogoni tego, co może być sukcesem, który ujrzy światło dzienne?
Uważam, że spędziłam, mile czas czytając Cyklem: Cienie w mroku ze względu na to, że można wyciągnąć wnioski, że niezależne od czasu i miejsca, w którym się znajduję, pojawi się ktoś, kto wyciągnie do mnie pomocną dłoń, lecz tylko należy tylko to delikatnie i czujnie dostrzec oraz należy być uważnym na tego, kto czai się za rogiem i wyczuć, czy ma dobre intencje, aby nie utracić na nich życia.
Polecam przeczytać ten kryminał.
„Pas Szahida” zaczyna się od uderzenia, którego nie sposób zignorować — dosłownie i emocjonalnie. Atak bronią chemiczną był jak trzęsienie ziemi, które natychmiast rozsadziło mój czytelniczy komfort i przypomniało, że w świecie Kulawskiego nie ma bezpiecznych przestrzeni, ani dla bohaterów, ani dla odbiorców. To wejście w historię idealnie wpisuje się w styl autora, ale też wyostrza ton ostatniego tomu: nie ma miejsca na złudzenia, bo zło, które narodziło się dawno temu, jeszcze w realiach PRL-u i pod okiem radzieckich strategów, wcale nie przestało oddychać. Ono tylko czekało.
Ta świadomość towarzyszyła mi przez cały czas — że przeszłość, zamiast łagodnie gasnąć, potrafi rozciągać swoje macki aż po współczesność, jakby ktoś kiedyś zaszczepił truciznę, która dopiero teraz zaczyna działać. I dlatego wyprawa Mateusza Dafnera, Tomka Wetlińskiego i Nadii Ukwiał nabiera takiej mocy. To nie jest już tylko kolejna misja. To konfrontacja z widmem, które powinno było odejść razem z minionym systemem, a tymczasem okazało się bardziej żywotne, niż ktokolwiek zakładał.
Podobało mi się, jak autor prowadzi bohaterów — najpierw do Wielkiej Brytanii, później jeszcze dalej — pozwalając, by ich droga nie była wyłącznie sensacyjną trasą pełną pościgów i zasadzek, lecz spiralą odkryć, które krok po kroku odsłaniają skalę zagrożenia. Z każdym rozdziałem czułam, jak napięcie rośnie, zupełnie jakby Wojtek konsekwentnie dokręcał symboliczną śrubę. A jednocześnie miałam świadomość, że otwierają się przed nimi nie tylko nowe ścieżki, ale też nowe przepaście.
Zachwyciło mnie również to, jak naturalnie i dojrzale pokazane są relacje między bohaterami. Ich współpraca — czasem zgrzytliwa, czasem intuicyjna — staje się dla mnie równie ważna jak sama fabuła. Szczególnie poruszała mnie ich gotowość, by ryzykować wszystko, choć wiedzą, że stają naprzeciw ludzi gotowych podpalić świat z powodu idei, ambicji lub zwykłej żądzy władzy. Wcześniejsze tomy przygotowały mnie na te starcia, ale tutaj stawka jest tak wielka, że emocje udzielają się bez reszty.
Nowi sprzymierzeńcy, coraz groźniejsi przeciwnicy, gra o czas i o prawdę — to wszystko tworzy fabułę, którą trudno „tylko czytać”. Ja ją przeżywałam. I właśnie to sprawia, że koniec trylogii działa tak mocno. Nie chcę zdradzać żadnych kluczowych scen, ale mogę powiedzieć jedno: zamknięcie historii jest dokładnie takie, jakie mógłby stworzyć sam Hitchcock. Kulawski zaczyna wybuchem, a później świadomie prowadzi do punktu, w którym trudno już oddychać.
A jednak to nie sam finał — choć fantastycznie napisany — najmocniej we mnie został. Najbardziej poruszyła mnie świadomość, że ta trylogia domknęła się w sposób nie tylko efektowny, ale też emocjonalnie satysfakcjonujący. Miałam poczucie, że uczestniczyłam w czymś większym, w podróży, która ma sens, logikę i konsekwencję.
„Pas Szahida” to absolutnie crème de la crème całego cyklu — i naprawdę trudno się nie zgodzić, że jest to literacki majstersztyk. To zwieńczenie, po którym długo nie potrafiłam wrócić do codzienności. I jeśli ktoś jeszcze nie zna „Cieni w mroku”, zazdroszczę mu — bo wszystko, co najlepsze, dopiero przed nim.
Kiedy poznałam twórczość Wojciecha Kulawskiego nie przechodzę obojętnie wobec jego książek. Trylogia ,,Cienie w mroku" już od pierwszego tomu sprawiła, że nie mogłam się od niej oderwać i z niecierpliwością wyczekiwałam kolejnych części! Trzymając w rękach jej zakończenie byłam mocno podekscytowana tym jak autor dokończył wszystkie wątki.
Nasi bohaterowie tym razem zmierzają się ze śmiercionośną bronią chemiczną. Wybuch, który ich uwięził doprowadził do śmierci kilkudziesięciu osób. Szybko okazuje się, że wszystko zostało skrupulatnie zaplanowane. Niebawem akcja przenosi się do Wielkiej Brytanii, gdzie bohaterowie mierzą się z kolejnymi problemami. Czy uda im się uchronić świat przed zagładą?
Powiedzieć, że to było dobre to jak nie powiedzieć nic! Cała trylogia jest genialna! Wciągająca, zaskakująca, szokująca. Świetnie wykreowani bohaterowie, pomysł na fabułę wyśmienity. A wisienką na torcie jest na pewno akcja, która przez całą trylogię nie zwalnia ani na moment!
,,Pas szahida" to idealne zwieńczenie cyklu ,,Cienie w mroku". Thriller sensacyjny, który już od pierwszych stron szokuje. Atak bronią chemiczną można porównać do trzęsienia ziemi, które jest szokujące i niespodziewane. Rozpoczęcie tej powieści tak mocnym akcentem sprawia, że jako czytelnicy już na samym starcie zostajemy mocno wciągnięci i nie jesteśmy w stanie odłożyć książki dopóki nie poznamy zakończenia.
Jednym z mocniejszych wątków tej powieści jest historia. A dokładniej chodzi o czasy PRL-u i nielegalnych badań prowadzonych w tamtym okresie. Autor świetnie pokazuje nam, że przeszłość nie zniknie. Może zostać uśpiona, wyparta, ale wystarczy właściwy impuls, żeby powróciła. To nadaje powieści wyjątkowego charakteru.
Ogromną zaletą jest przedstawienie głównych bohaterów. Są to osoby z własnymi problemami, z którymi nie koniecznie umieją sobie poradzić. Nie są wyidealizowani, wręcz przeciwnie są bardzo ludzcy. Bohaterowie z krwi i kości, popełniający błędy, mierzący się z konsekwencjami własnych wyborów, kiedy często ich decyzje są podejmowane pod presją czasu.
W tej części napięcie jest wyczuwalne najbardziej! Otóż cała akcja wykracza za granicę Polski i szybko okazuje się, że zagrożone są inne państwa. To dodaje powieści rozmachu. Każda kolejną odpowiedź przynosi nowe pytania, a każdy nowo odkryty trop odkrywa coraz mroczniejsze tajemnice. Widzimy też jaki wpływ na człowieka ma ideologia wpajaną mu od najmłodszych lat.
Styl powieści jest bardzo dynamiczny, wciągający, chociaż momentami może wydawać się dość surowy. Jednak od tej powieści oderwać się nie sposób! Akcja już od pierwszych stron jest mocno rozkręcona, więc na nudę nie możemy tutaj narzekać. Dzięki bardzo szybkiej akcji i zaskakującym zwrotom tutaj występujących książkę czyta się bardzo szybko pomimo jej objętości.
Reasumując, ,,Pas szahida" to idealne zwieńczenie całej trylogii ,,Cienie w mroku". Autor wykorzystał potencjał narzucony w tomie pierwszym i skrupulatnie go kontynuował, aby po mistrzowsku zakończyć całość! Jestem zachwycona, że było mi dane poznać tę historię i na pewno do niej jeszcze powrócę! Jeżeli lubicie powieści sensacyjne, z polityką, spiskami i mroczną historią w tle to ta seria na pewno przypadnie wam do gustu! Z całego serca polecam!
IG: libresunn
,,Oto, co człowiek jest w stanie zrobić
drugiemu człowiekowi..."
Po tym, co zaserwował mi autor w dwóch pierwszych tomach trylogii ,,Cienie w mroku", z niepokojem i dreszczykiem napięcia oczekiwałam finałowego tomu ,,Pas Szahida". Trudno bowiem było przewidzieć, z czym przyjdzie się mi mierzyć emocjonalnie, bo wydaje się, że już w powieści ,,Rzeźbiarz kości" i ,,Projekt 1002" osiągnęło apogeum natężenia wrażeń. Bohaterowie przeszli wiele dramatycznych sytuacji, więc wciąż towarzyszyła mi obawa, co jeszcze może im się przytrafić. Tym czasem okazuje się, że pan Kulawski potrafi jeszcze bardziej podkręcić nasze doznania i docisnąć nasze nerwy do granic możliwości, co wyraźnie jest wyczuwalne w ostatniej części pt.: ,,Pas szahida", w której nie ma chwili spokoju.
Trudno też cokolwiek napisać o fabule w tej odsłonie serii, by nie ujawnić za dużo, więc uznałam, że mogę jedynie oprzeć się na tym, co zawiera blurb na okładce. Wynika z niego, że Tomasz Wetliński, Mateusz Dafner i Nadia Ukwiał wyszli z trudnej sytuacji, w jakiej znaleźli się na końcu drugiej części ,,Projekt 1002" i teraz rozwój wydarzeń zaprowadził ich do Wielkiej Brytanii. Bardzo sugestywnie napisany prolog daje przedsmak tego, o co toczy się gra, a finał tego wszystkiego trudno było przewidzieć.
Pan Wojciech Kulawski zdobył już sobie ugruntowaną pozycję w świecie pisarzy, którzy mają mocne pióro. Za każdym razem serwuje nam historie, która nie wiadomo jak się skoczy, czego się za chwilę spodziewać. Jego umysł i wyobraźnia chodzi naprawdę krętymi ścieżkami, więc nie sposób spokojnie czytać jego opowieści. Do tego pisze tak, że czuć każdą emocję, reakcję, odczucie i wrażenia zmysłowe. Odpowiednio zastosowane słowa trafiają w czułe punkty, docierają do naszej wyobraźnie dając obraz tego, co się dzieje na kartach książki.
Czytając, wciąż miałam w myślach pytanie, dlaczego ten tom ma taki a nie innych tytuł. Po dotarciu do jego końca, uświadomiłam sobie, że to w nim się dzieje, a wraz z tym obejmujące mnie rosnące napięcie trzyma mocno do ostatniej strony w uścisku, niczym tytułowy pas szahida. który jest w rzeczywistości nie tylko narzędziem terroru, ale przede wszystkim potężną metafora nieuchronności zdarzeń.
W finale trylogii ,,Cienie w mroku" pas szahida staje się zatem symbolem destrukcyjnej siły tajemnic z przeszłości, które, raz zdetonowane, nie pozostawiają miejsca na kompromisy. Autor, niczym konstruktor kamizelki wypełnionej ładunkami wybuchowymi i groźnymi materiałami wypełnił fabułę drobnymi, ostrymi detalami i zwrotami akcji, które w momencie finałowej eksplozji wgryzają się w nas coraz najmocniej.
Także tytuł całej serii jest ogromnie trafny, ,,Cienie w mroku", bo właśnie w mrocznej przeszłości tkwią tajemnice, ludzie i wydarzenia, o których ludzkość nie ma pojęcia, a zło wciąż wyciąga swoje macki, mimo upływu lat. To mrożący krew w żyłach obraz tego, co jest w stanie zrobić człowiek drugiemu człowiekowi w imię władzy i pieniędzy jest przerażający. Budzi się bowiem w nas świadomość realności tego rodzaju zdarzeń poraża jeszcze bardziej, gdyż pojawia się myśl, że taki scenariusz mógłby się wydarzyć naprawdę. Jak zawsze autor prowadzi wszystko z dobrze zaplanowaną skutecznością, nie pomijając niczego i nie pozostawiając nic przypadkowości.
Pan Wojciech Kulawski wnikliwie pokazuje również, jak w sytuacji skrajnego zagrożenia zaciera się granica człowieczeństwa. W określonych warunkach empatia, moralność i współczucie schodzą na dalszy plan, a na pierwszy wysuwa się czysty instynkt przetrwania. Bohaterowie podejmują decyzje, których w normalnych okolicznościach nigdy by nie zaakceptowali, co prowadzi do bolesnych, ale bardzo wiarygodnych konsekwencji. Ta obserwacja ludzkich zachowań nadaje powieści dodatkowej głębi i zmusza czytającego do refleksji nad tym, jak cienka jest granica między cywilizacją a pierwotnym odruchem walki o życie.
Historia jest ogromnie poruszająca, pełną zwrotów akcji, suspensu, działająca na zmysły, wchodząca do głowy w postaci obrazów, jakie są opisywanie, więc na pewno nie jest to lektura łatwa, ale skłaniająca do zastanowienia się nad ludzką naturą. Dotyka spraw, które miały miejsce, ale zostały one wplecione w fikcyjną fabułę. Zgodnie z tym, co napisał zaczynając pierwszy tom: zależy mu na tym, by odnaleźć w tej trylogii więcej niż na pierwszy rzut oka jest widoczne. I faktycznie tak się dzieje.
Książkę przeczytałam w ramach współpracy z autorem i wydawnictwem Alegoria
Gdy Adam Wolański budzi się w szpitalnej izolatce, odkrywa, że stracił pamięć. Nie wie, z jakiego powodu znalazł się w historycznym dworku, który przypomina...
Kortyńscy to, z pozoru, typowa bogata Warszawska rodzina. Jednak zgodnie z nieśmiertelną maksymą, że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu, rzeczywistość...
Przeczytane:2026-01-17, Ocena: 6, Przeczytałam, Mam, Wyzwanie - wybrana przez siebie liczba książek w 2024 roku, Insta challenge. Wyzwanie dla bookstagramerów 2025, Insta challenge. Wyzwanie dla bookstagramerów 2024,
Recenzja
„Pas Szahida”
Cykl: Cienie w mroku
Autor: Wojciech Kulawski
Wydawnictwo: Alegoria
Gdy przeszłość detonuje teraźniejszość.
Niektóre książki pozwalają czytelnikowi powoli wejść w świat przedstawiony.
„Pas Szahida” Wojciecha Kulawskiego robi dokładnie odwrotnie, uderza z pełną siłą od pierwszych stron, bez ostrzeżenia i bez litości. Chemiczny atak otwierający finał trylogii nie jest jedynie efektownym zabiegiem fabularnym. To wyraźny sygnał: w tym świecie nie ma bezpiecznych stref. Ani dla bohaterów, ani dla czytelnika.
Od samego początku czuć, że nie mamy do czynienia ze „zwykłym” zakończeniem serii. Tu stawka jest znacznie wyższa niż pojedyncza misja czy jeden wróg. „Pas Szahida” to opowieść o konsekwencjach decyzji sprzed dekad, o brudnym dziedzictwie zimnej wojny, o cieniu PRL-u i radzieckich wpływów, które wciąż zatruwają teraźniejszość. Zło w tej historii nie znika, ono ewoluuje, przybiera nowe formy i czeka na odpowiedni moment, by znów uderzyć.
Mateusz Dafner, Tomek Wetliński i bezkompromisowa Nadia Ukwiał wyruszają w podróż, która szybko przestaje przypominać klasyczną operację sensacyjną. To raczej mroczna wędrówka przez warstwy kłamstw, spisków i ukrytych interesów. Każdy kolejny rozdział dokręca napięcie, a autor metodycznie zaciska pętlę na gardle czytelnika. Od Wielkiej Brytanii po kolejne, coraz bardziej niebezpieczne miejsca, każde z nich odsłania nowy fragment układanki, w której fanatyzm, ambicja i żądza władzy są równie groźne jak broń.
Atmosfera powieści jest gęsta jak powietrze przed burzą. Cienie czają się wszędzie: w zaułkach miast, w ludzkich umysłach i w przeszłości, która nie chce umrzeć. Kulawski doskonale wie, jak budować napięcie, nie ma tu zbędnych scen ani pustych dialogów. Wszystko prowadzi do nieuchronnego finału.
Ogromnym atutem „Pasa Szahida” są relacje między bohaterami. Nie są one tylko tłem dla akcji, ale emocjonalnym rdzeniem całej historii. Zaufanie, napięcia, wątpliwości i milcząca lojalność nadają fabule ludzkiej głębi. Gdy zagrożenie przybiera globalny wymiar, a przeciwnicy są gotowi podpalić świat w imię ideologii, to właśnie te więzi stają się jedynym punktem oparcia. Stawka przestaje być wyłącznie polityczna czy militarna, staje się osobista.
Tytułowy Pas Szahida to coś więcej niż element fabularny. To symbol fanatyzmu, destrukcji i konsekwencji, które potrafią zniszczyć nie tylko tych, którzy je uruchamiają, ale także niewinnych ludzi wokół nich. Kulawski nie łagodzi przekazu. Pokazuje świat brutalny, bezlitosny i przerażająco realistyczny, w którym granice moralności zacierają się pod presją strachu i ideologii.
Finał trylogii został zrealizowany z rozmachem godnym mistrza suspensu. Jest intensywny, filmowy i emocjonalnie obciążający. Ale to nie tylko spektakularne wydarzenia robią największe wrażenie. Najmocniej uderza poczucie domknięcia, logicznego, fabularnego i emocjonalnego. Ta historia miała sens od pierwszej do ostatniej strony.
„Pas Szahida” to nie tylko najmocniejsza część cyklu Cienie w mroku. To dowód na to, że thriller może być jednocześnie dynamiczny, inteligentny i poruszający. Zostawia po sobie niepokój, refleksję i literacki głód, taki, którego nie da się łatwo zaspokoić kolejną przypadkową lekturą.
Jeśli lubisz thrillery, które trzymają w napięciu do ostatniej strony, nie boją się trudnych tematów i zostawiają emocjonalny ślad, ten finał zrobi na Tobie ogromne wrażenie.
A jeśli jeszcze nie znasz całej sagi…
Można tylko pozazdrościć. Najlepsze dopiero przed Tobą.