Tysiąc pocałunków

Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 2017-05-17
Kategoria: Obyczajowe
ISBN: 9788380752535
Liczba stron: 400
Tytuł oryginału: A Thousand Boy Kisses

Ocena: 5.25 (8 głosów)

Wyobraź sobie, że otrzymujesz tysiąc małych karteczek i masz wypełnić je najpiękniejszymi momentami swojego życia... Jeden pocałunek trwa chwilę. Tysiąc pocałunków może wypełnić całe życie.

Chłopak i dziewczyna. Uczucie powstałe w jednej chwili, pielęgnowane później latami. Więź, której nie był w stanie zniszczyć ani czas, ani odległość. Która miała przetrwać już do końca. A przynajmniej tak zakładali.

Kiedy siedemnastoletni Rune Kristiansen wraca z rodzinnej Norwegii do sennego miasteczka Blossom Grove w stanie Georgia, gdzie jako dziecko zaprzyjaźnił się z Poppy Litchfield, myśli tylko o jednym. Dlaczego dziewczyna, która była drugą połową jego duszy i przyrzekła wiernie czekać na jego powrót, odcięła się od niego bez słowa wyjaśnienia?

Serce Rune'a zostało złamane, gdy dwa lata temu Poppy przestała się do niego odzywać. Jednak, gdy chłopakowi przyjdzie odkryć prawdę, jego serce rozpadnie się na nowo.

Kup książkę Tysiąc pocałunków

Sprawdzam ceny dla ciebie ...

Zobacz także

Opinie o książce - Tysiąc pocałunków

Avatar użytkownika - SlonecznaStronaZ
SlonecznaStronaZ
Przeczytane:2018-03-14, Przeczytałam,

Właśnie skończyłam czytać i czuję się oczyszczona… Książka jest świetną terapią, jeśli potrzebujecie wyrzucić negatywne emocje, sprawdzi się idealnie. Trzy czwarte czasu podczas czytania płakałam, a w wielu momentach po prostu prawie zalewałam się łzami, ledwo widząc litery😊
Książka porusza, rozkłada na łopatki, dotyka emocji… Mimo, że racjonalnie patrząc na sprawę można jej zarzucić naiwność, nierealność i patetyczność, to w ogóle mnie to nie obchodzi. Myślę, że to właśnie w dobrej literaturze tego gatunku jest takie fajne, że choćbyś nie wiem jaką twardzielką i racjonalistką była na co dzień, czytając taką pozycję po prostu dajesz się porwać, pozwalasz sobie na te wszystkie emocje i wzruszenia, których w codziennym życiu nie doświadczasz😊
„Tysiąc pocałunków” opowiada o wielkiej, prawdziwej miłości, takiej na zawsze i ponad wszystko. Bohaterowie Poppy i Rune są sąsiadami, przyjaźnią się ze sobą od piątego roku życia. Gdy Poppy ma osiem lat umiera jej babcia, przed śmiercią podarowuje jej słoik z tysiącem małych papierowych serduszek, każde na zapisanie wyjątkowego pocałunku z mężczyzną jej życia. Zaraz potem Rune całuje ją po raz pierwszy i od tego czasu kolekcjonują wspomnienia o każdym pocałunku aż do piętnastego roku życia. To właśnie wtedy chłopak musi z rodziną wrócić do Norwegii, gdyż jego tata został tam oddelegowany do pracy. Mimo, że serce mu pęka Rune wyjeżdża, obiecują sobie z Poppy, że nie rozstają się na zawsze, że będą na siebie czekać. Na początku dzwonią do siebie codziennie, jednak po jakimś czasie Poppy przestaje odbierać telefony, zrywa kontakt i wyjeżdża gdzieś z całą rodziną. Chłopak nie wie co się dzieje, jest załamany, najważniejsza dla niego na świecie osoba zostawia go, a on nawet nie wie dlaczego. To go bardzo zmienia, pielęgnuje w sobie złość i wściekłość, pali, pije i popada w nieodpowiednie towarzystwo, do tego nie rozmawia z ojcem, gdyż go traktuje jako przyczynę tych wszystkich wydarzeń. Po dwóch latach rodzina Rune’a wraca do Georgii, do tego samego domu, okazuje się, że rodzina Poppy też niedawno wróciła. Na początku młodzi się unikają, uważając, że wszystko co było między nimi zostało bezpowrotnie stracone, jednak po czasie okazuje się, że nadal jest między nimi przyciąganie i nadal im na sobie zależy. Wściekły i zraniony Rune próbuje się dowiedzieć, dlaczego Poppy tak postąpiła. Gdy poznaje prawdę jego serce rozpada się na tysiąc kawałeczków. Mimo wszystko odzyskują siebie i swoją miłość i przeżywają razem niezwykłe chwile. Mimo, że to wszystko wydaje się nierealne i mocno patetyczne to jednak czytając wcale tego się nie czuje, akcja i obecne na każdej stronie emocje porywają i sprawiają, że możemy tylko przerzucać stronę za stroną i płakać.
Nie będę pisać więcej, bo nie chce zdradzić zbyt wiele z akcji, chociaż częściowo można się tego domyślać, powiem tylko, że książka jest niesamowita, porywa i trafia prosto do serca… Przede wszystkim przypomina jak ważne, jest, żeby żyć, cieszyć się każdą chwilą, doceniać to co mamy, dostrzegać każdy wschód słońca, kwitnące kwiaty i ludzi wokół nas, bo nigdy nie wiadomo, który dzień będzie naszym ostatnim…

Link do opinii
Avatar użytkownika - mojabooktopia
mojabooktopia
Przeczytane:2017-08-11, Ocena: 4, Przeczytałam, Mam,

Są w naszym życiu książki uczące nas życiowych prawd, niektóre zaś raczą nas zabawną anegnotą. Są też takie, o których pamięć przemija już następnego dnia po lekturze. Jednak w morzu tych rozmaitości znajdują się też pozycje pozostawiające po sobie ślad - wżerają się w naszą duszę i długo, naprawdę długo nie pozwalają o sobie zapomnieć. Jedną z takich książek zdecydowanie zostało Tysiąc pocałunków autorstwa Tillie Cole.

Rune Kristiansen i Poppy Litchfield są nierozłączni od dziecka. Przyjaźń przeradza się w miłość, którą oboje pielęgnują latami. Życie jednak nie zawsze bywa łaskawe i Rune zmuszony jest wyjechać do rodzinnej Norwegii. Z początku wymieniają się korespondencją, jednak ich kontakt szybko się urywa. Chłopak nie może uwierzyć, że wieloletnie uczucie zniknęło z dnia na dzień, dlatego gdy w końcu wraca, próbuje rozwiązać zagadkę, dlaczego dziewczyna, która obiecała wiernie czekać na jego powrót tak nagle postanowiła się odciąć.

Długo myślałam nad tym, jak poprowadzić ten tekst. Nie jest bowiem łatwe pisanie na tematy, na które trudno jest się wypowiedzieć ze względu na konieczność zupełnego zachowania treści dla siebie. A poważnie, akurat w przypadku tego tytułu warto wiedzieć jak najmniej. Osobiście cieszy mnie fakt, że do tej pory w ogóle o tej książce nie czytałam, ani nie kusiłam losu darując sobie sprawdzanie na próbę cytatów. Wam radzę dokładnie to samo - nie szukajcie pobocznych informacji, a po prostu sięgnijcie po Tysiąc pocałunków i poznajcie ten świat od zera, gdyż wtedy uda się wam wyciągnąć z tej przygody zdecydowanie więcej.

Tysiąc pocałunków może i nie przeciera szlaków na nowo, bo koncepcja jest odrobinę sztampowa, aczkolwiek sposób łączenia wątków, przedstawiania historii i tworzenia zdarzeń oraz ich konsekwencji w ogólnym rozrachunku wypada bardzo dobrze. Nie uświadczymy tu błędów logicznych, zbędnej rzewności, a każda akcja podjęta przez bohaterów ewidentnie wychodzi z ich osobowości, a nie nagłych zmian wprowadzanych na siłę przez autorkę. Otrzymaliśmy z pozoru prostą opowieść o uczuciu łączącym dwoje nastolatków, która w miarę czytania rozwija się w coś niesamowicie ujmującego. To właśnie bohaterowie i ich reakcje na wydarzenia są powodem, dla którego tak chętnie przeżywamy tę przygodę. Widać jak na dłoni, trud mierzenia się z przeciwnościami losu, rozmyślania i ostatecznie próby dostosowania do nowej sytuacji. Każde z nich dorasta na naszych oczach i przeżywa niemałą transformację. Tillie Cole pokazuje że są rzeczy, których nie da się przeskoczyć, niezależnie od tego jak bardzo byśmy tego chcieli i możemy albo się poddać, albo pogodzić się z ich nieuchronnością, robiąc wszystko by wziąć dla siebie jak najwięcej. Wybory Runa i Poppy oraz ich niezwykle dojrzałe wyznania na tle niesprzyjających okoliczności potrafią ponownie odkryć w nas dawno już zapomniane uczucia. Mamy tutaj bowiem do czynienia z tym najbardziej niewinnym rodzajem miłości, opisanym w sposób tak dobry, że czujemy to na własnej skórze.

Nigdy tak bardzo nie płakałam podczas czytania. Tillie Cole potrafi poruszyć nawet najtwardszą osobę za pomocą pozornie niewinnych słów, które uderzają niczym obuch. Może i nie raczy nas głębokim przesłaniem, jednak ukazuje jak silne może być "szczenięce" uczucie oraz jak wiele może ono znieść. Tysiąc pocałunków okazało się być piękną przygodą, która co prawda się kończy, jednak na zawsze pozostaje w naszych sercach.

Link do opinii
Avatar użytkownika - EratoCzyta
EratoCzyta
Przeczytane:2017-05-23, Ocena: 3, Przeczytałam, Moja półka, Przeczytane, Przeczytane 2017,
Z ciężkim bólem serca zaczynam pisać tę opinię. Szkoda tylko, że ten ból spowodowany jest nie tyle smutną historią, którą serwuje nam autorka, lecz to w jak kiepskim stylu to uczyniła. Ciężko jest doszukiwać się minusów i czepiać się czegokolwiek w książce, która porusza tak trudny i bolesny temat. Gdzie przyjaźń, miłość, życie miesza się z bólem, rozłąką i chorobą. Jednak nie mogę przejść obojętnie koło rzeczy, które aż kolą w oczy. Na początek napiszę pokrótce o czym jest książka. Zaledwie 5-letni Rune wraz z rodzicami przeprowadzają się z Oslo do Georgii. Tam już pierwszego dnia pobytu w nowym domu poznaje swoją sąsiadkę i jednocześnie równolatkę - uroczą i pełną życia - Poppy. Od tamtej pory stają się nierozłączni. Razem dorastają, razem spędzają każdą wolną chwilę, wspierają się w ciężkich momentach życia i radują się tymi najwspanialszymi, aż do momentu kiedy los płata im figla i muszą rozdzielić się na pewien okres. Niestety przez ten czas wszystko ulega zmianie. Rune nie jest już tym samym chłopcem, Poppy ma nowy bagaż doświadczeń w swoim życiu i nowe problemy. Czy obietnice, które złożyli sobie wzajemnie zostaną dotrzymane? Czy wszystko wróci na swoje miejsce i dalej będą nierozłączni? A może już nic nie będzie takie samo? Przyznam, że jestem bardzo emocjonalna i szybko się wzruszam, więc jak zapewne możecie się już domyślić, podczas lektury tej książki również uroniłam niejednokrotnie łzy. Już przy pierwszych 30 stronach musiałam sięgnąć po chusteczkę. Wtedy byłam jeszcze przekonana, że historia ta wyciśnie ze mnie całą wodę z organizmu i że będzie to jedna z najpiękniejszych historii jakie przeczytam. Niestety. Tak się nie stało. Owszem, ciężko przeczytać tę książkę bez chwili wzruszenia - i to nie jednej. Jest to smutna, pełna cierpienia i strat historia, ale mam do niej kilka poważnych zastrzeżeń. Patrząc na oceny i opinie, które zbiera ta książka, myślę że muszę podkreślić, że to moja subiektywna ocena i jestem pewna, że zdania mogą być podzielone. Przechodząc do rzeczy. Tak jak wspomniałam na samym początku, byłam oczarowana książką, ciężko było mi się od niej oderwać i pragnęłam zamknąć się z nią w pokoju i nikogo do niego nie wpuszczać, aż nie skończę jej czytać. Najgorsze jednak przyszło z czasem. Historia zaczęła się ciągnąć, dłużyć, a wręcz nudzić i irytować, bo ile można czytać dialogi i teksty, mówiące jedno i to samo? Rozumiem dramatyzm całej sytuacji, ale podkreślanie całej rozpaczy/ nadziei/ niespełnionych pragnień bohaterów w kółko i to praktycznie tymi samymi zwrotami jest lekką przesadą, zwłaszcza, że dzieje się to przez prawie połowę książki. Jak dla mnie w tej pozycji jest za dużo dramatyzmu i nie byłoby w tym nic złego gdyby autorka trochę z tym przystopowała i urozmaiciła to chociażby kilkoma dodatkowymi wydarzeniami i dialogami o innej tematyce niż miłość i smutek, lecz stało się to tak przerysowane, że ostatecznie popsuło cały odbiór książki. Sam fakt, że jedna scena (bierna, żadnych zwrotów akcji w niej nie znajdziemy) potrafiła zając kilkanaście stron już o czymś świadczy. Rozumiem również, że autorka chciała skupić się na uczuciach bohaterów i ich wewnętrznej walce z uczuciami, ale podkreślam - co za dużo to nie zdrowo. Drugą sprawą jest to, że podczas lektury miałam nieodpartą myśl, że już kiedyś to czytałam, że już znam tę historię i wręcz dam sobie głowę uciąć, iż kojarzę już te wydarzenia z innej książki. Praktycznie nie pomyliłam się ani trochę. Nie będę zdradzać Wam z jaką książka ta historia mi się kojarzy (chociaż to za delikatnie powiedziane), żeby nie zdradzać Wam całej fabuły, jednak myślę, że większość z Was gdy tylko skończy ją czytać będzie miała podobne odczucia. Od siebie dodam, że oryginalna książka, o wiele bardziej mi się podobała i styl pisania jednej i drugiej autorki to niebo a ziemia. Tamta książka po dzisiejszy dzień jest w mojej głowie tak samo jak jej bohaterzy, o tej jestem pewna że zapomnę szybko, wręcz chciałabym tego. Jestem przekonana, że gdyby pani Cole wycięła kilka monotonnych, powtarzających się do znudzenia fragmentów z samego środka książki zyskała by ona wiele i wtedy uznałabym ją za bardzo dobrą. Teraz jestem nią rozczarowana, chociaż co ważne nie żałuję, że ją przeczytałam (gdybym wiedziała to pominęłabym około 200 stron z samego środka i przeczytała tylko początek i zakończenie).
Link do opinii
Był kiedyś chłopak i dziewczyna. Połączyła ich piękna miłość, która miała trwać wieki. Los przewidział dla nich inną drogę i rozdzielił na lata. Kiedy ponownie ich serca się łączą w całość, nic nie jest już takie same. On czuję złość, żal i ból, a ona miłość i spokój. Czy serce Rune'a zostanie uleczone dzięki miłości Poppy? Poppy otrzymała od umierającej babci słoik, który ma zapełnić tysiącem pocałunków chłopaka i przyznaję, iż motyw przewodni tej powieści jest nie tylko oryginalny, ale przede wszystkim piękny i romantyczny. Od pierwszej strony, historia tej dwójki mnie oczarowała i przyssałam się do tej książki jak narkoman na głodzie. Znam twórczość autorki, lecz tego się nie spodziewałam. Powinna porzuć pisanie erotyków i całkowicie oddać się pisaniu książek takich jak ta, które na lata zapadają w pamięci, do których wraca się z przyjemnością, a emocje podczas czytanie nie słabną nawet na chwilę. ,,Tysiąc pocałunków" to książka, którą mogłabym zaspoilerować bardzo łatwo i opisać całą fabułę jednym zdaniem, dlatego nie będę się rozpisywać. Droga Poppy i Rune'a nie należy do najłatwiejszych, lecz oboje sobie radzą. Połączyła ich miłość i głęboko wierzę, że tak czyste uczucie, które szczerze podziwiałam, jest możliwe. Oboje są młodzi, mają po siedemnaście lat, dlatego nie zawsze radzą sobie z natłokiem wrażeń. Chłopak czuję złość i potrzebuję spokoju, by ponownie pokochać życie. Książka niezwykle emocjonalna, nie można jej czytać spokojnie, bo serce wyrywa się z piersi. Płakałam niemal przez całą książkę, a ja nie lubię płakać. Choć jest to jedna z najpiękniejszych historii, jakie miałam okazję poznać, to nie uważam jej za idealną. Język jest piękny, autorka ma cudowny styl. W książce znalazłam bardzo dużo cytatów, które namiętnie zaznaczałam, by później do nich wrócić. Jeden całkowicie rozłożył mnie na łopatki, a tysięcznego pocałunku nigdy nie wymaże z pamięci. Mimo wszystko nie potrafię sobie wyobrazić, by w normalnym życiu, rozmowy były prowadzone w taki sposób, za pomocą tylu pięknych słów i porównań. Ckliwe rozmowy wyciskały łzy, bo autorka za pomocą słów silnie oddziałuję na czytelnika. Finał powieści jest przewidywalny do bólu, nie miałam żadnych wątpliwości odnośnie zakończenia, co kompletnie mi nie przeszkadzało, ale odniosłam wrażenie pewnej przesady. Wiele scen jest wyolbrzymionych i zwyczajne budzą one wątpliwości. ,,Tysiąc pocałunków" to książka, której nigdy nie zapomnę. Wędrówka dwójki młodych ludzi kochających życie, przygodę i pocałunki, które potrafiły rozjaśnić nawet najmroczniejsze dni. Podczas czytania, doświadczyłam całej gamy emocji, które zmiażdżyły moje serce i nie skleiły na powrót. Długo nie przeboleję historii Poppy i Rune'a! To książka dla tych, którzy potrafią kochać i tą miłością dzielą się z innymi. Polecam 5/6
Link do opinii
Avatar użytkownika - Ksebardo
Ksebardo
Przeczytane:2019-01-20, Ocena: 6, Przeczytałam, 52 książki 2019,


Muszę się z Wami podzielić tą książka. Nie wiem czy czytaliście, ale dla mnie to książka, która niewątpliwie na długo zostanie w mojej pamięci. Historia miłości nastolatków, którzy muszą się rozstać z powodu wyjazdu. Poppy i Rune są sobie przeznaczeni. Mają swój słoiczek... a w nim...? Ja tez mam, ale nie powiem co się w nim znajduje. Historia chwyta za serce i ostatnie strony czytałam ze łzami w oczach. Pierwszy raz zdarzyło mi się aż tak mocno płakać, gdzie łzy leciały ciurkiem. Niesamowita historia! Mimo, że to Young adult to historia jest tak piękna i romantyczna, że może to być mój top 2019. Książkę wypożyczyłam, ale chyba kupię swoj egzemplarz do biblioteczki, bo żal mi się z nią rozstawać...

Link do opinii
Avatar użytkownika - zaczytanaaniaa
zaczytanaaniaa
Przeczytane:2018-01-31, Ocena: 6, Przeczytałam, 52 książki 2018,

W wieku pięciu lat Rune wraz z rodziną przeprowadza się z Norwegii do Georgii. Poznaje tam rówieśniczkę o imieniu Poppy. Dzieci zaprzyjaźniają się ze sobą i spędzają wspólnie dziesięć cudownych lat. W tym czasie młoda bohaterka otrzymuje od umierającej babci słoik z serduszkami. Jej zadaniem jest zapełnienie go wspomnieniami o najpiękniejszych pocałunkach. Każda karteczka dedykowana jest pocałunkowi z Rune. Niestety rodzina Państwa Kristiansen musi wyjechać na dwa lata do rodzinnego kraju. Nastolatkowie nie mogą pogodzić się z tą myślą, jednak obiecują sobie, że będę codziennie kontaktowali się oraz po powrocie w ich relacji nic nie zmieni się. Niespodziewanie pewnego dnia urywa się kontakt, a Poppy znika z życia ukochanego. Co się z nią stało? Czym spowodowane było, to nagłe zniknięcie? Czy młode i zranione serce, będzie w stanie ponownie obdarzyć ponownie kogoś miłością?

 

Każdy człowiek skazany jest na inny los. W młodym wieku, to rodzice decydują za dzieci, gdzie będą mieszkali i wiedli życie. Przyjaźnie czy pierwsze miłości, muszą zostać zranione na rzecz pogoni za karierą i pieniędzmi. Rune nie miał nic do powiedzenia w kwestii przeprowadzki, jednak zamknął się w sobie. Utracił kontakt z rodzicami i młodszym braciszkiem. Nie mógł wybaczyć ojcu, że z jego powodu musieli wyjechać z Blossom Grove. Cierpienia przysporzyło również to, że nagle utracił kontakt z Poppy. Jego serce zostało zranione jeszcze bardziej i tym sposobem popadł w fazę buntu i robienia wszystkim na złość.

 

W powieści została poruszona kwestia młodzieńczej miłości. Dzieci od najmłodszych lat spędzały ze sobą bardzo dużo czasu, a z upływem lat obdarzyły się miłością. Byli dla siebie tymi pierwszymi i wspólnie poznawali świat oraz dzielili się problemami i chwilami radości. Zastanawialiście się kiedyś jakby to było, gdyby kumpel z podstawówki stał się Waszą miłością? Ten okularnik, który ciągnął Was za warkocze? Mi dziesięć lat temu nie przyszłoby do głowy, abym mogła obdarzyć takiego chłopaka miłością. No bo jak? Przecież on był od psot i zabaw. Ale co to zmienia? Mój światopogląd zmienił się i przede mną cudowne życie właśnie z tym zaczepnym Okularnikiem. Miłość jest piękna i często przychodzi niespodziewanie. Otwórzcie na nią oczy, ponieważ nie wiecie, z kim będzie Wam dane stanąć na ślubnym kobiercu.

 

ciąg dalszy: https://zaczytana-aniaa.blogspot.com/2018/01/tysiac-pocaunkow-tillie-cole.html

Link do opinii
Avatar użytkownika - Lenka83
Lenka83
Przeczytane:2017-10-09, Ocena: 6, Przeczytałam, 52/2017 Czytanie to drugie życie,

Własnie skończyłam czytać książke i brak mi słów...

W tym roku przeczytałam ok 90 książek, żadna nie rostrzaskała mnie tak emocjonalnie i nad żadną nie straciłam tak dużej ilości łez...

 

Książka jest genialna za sprawą 2 rzeczy...

1 Historia ... i to taka historia nad którą sie zatrzymasz i docenisz to co masz... docenisz los

2 Emocje ... Jest ich bardzo wiele... ale najlepsze jest to iż każdą emocje można odczyć, zobaczyć, "dotknąć". Śmiech Poppy na plaży, gniew i ból Rune, pogodzenie się Poppy z losem...

 

Wielkie ukłony dla pisarki i pierwsze miejsce w moim serce jak i rozumie

Link do opinii
Inne książki autora
Reap
Tillie Cole0
Okładka ksiązki - Reap

Krew za krew... Życie za życie... Dusza za poranioną duszę. Drugi tom serii PORANIONE DUSZE Przetrzymywany przez gruzińskich gangsterów i faszerowany...

Nasze życzenie
Tillie Cole0
Okładka ksiązki - Nasze życzenie

Dziewiętnastoletni Cromwell Dean jest wschodzącą gwiazdą muzyki. Uwielbiają go tysiące, choć tak naprawdę nikt go nie zna. W końcu pojawia się dziewczyna...

Zobacz wszystkie książki tego autora
Recenzje miesiąca
Pan Taro w Krainie Śpiących Talentów
Jolanta Berezowska, Małgorzata Berezowska
Pan Taro w Krainie Śpiących Talentów
Hotel ostatniej szansy
Nicki Thornton
Hotel ostatniej szansy
Trzecia terapia
Danuta Chlupova
Trzecia terapia
Pluszowy Zajączek
Iwonna Buczkowska
Pluszowy Zajączek
Spowiedź Śmigłego
Sławomir Koper;
Spowiedź Śmigłego
Pod tym samym niebem
Katarzyna Kielecka;
Pod tym samym niebem
Walczyły w cieniu mężczyzn
Greg Levis, Gordon Thomas
Walczyły w cieniu mężczyzn
Pokaż wszystkie recenzje