Mówili, że bogowie to mit. Że giganci są tylko bohaterami opowieści snutych przy dogasających ogniskach. Kłamali.
Bogowie nie umarli - jedynie śpią, uwięzieni w śmiertelnych ciałach, rozproszeni po całym świecie i czekający na iskrę, która ich przebudzi. A mój ojciec jest najbardziej bezwzględny z nich wszystkich.
Nauczył mnie posłuszeństwa. Przelewania krwi. Tego, bym w odpowiedniej chwili stała się jego bronią. Teraz wysyła mnie na Uniwersytet Endiru - miejsce pełne potomków pradawnych rodów i zabójczych sekretów - żebym odzyskała Mjölnir, legendarny młot. Jeśli zawiodę, wszyscy, których kocham, zginą.
Ale Aric Erikson nie był częścią planu. Dziedzic wrogiego rodu. Zdystansowany, niebezpieczny i w pewien sposób... znajomy. Odgrodził się lodowym murem, a im głębiej próbuję go rozpracować, tym trudniej mi odróżnić, gdzie kończy się kłamstwo, a zaczynam ja.
Od końca świata dzieli mnie tylko misja, na którą się nie pisałam, i mężczyzna, którego nigdy nie miałam pokochać.
Ale jeśli ja jestem iskrą, może on jest lontem. A bogowie? Wkrótce się przebudzą. I będą wściekli.
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 2026-04-29
Kategoria: Fantasy/SF
ISBN:
Liczba stron: 528
Tytuł oryginału: Fallen Gods
⚜️⚜️⚜️ RECENZJA ⚜️⚜️⚜️
Rachel Van Dyken „Upadek bogów”
@rachvd
Wydawnictwo: Filia
@wydawnictwofilia
⚜️⚜️⚜️⚜️⚜️⚜️⚜️⚜️⚜️⚜️⚜️⚜️
„Upadek bogów” totalnie mnie zaskoczył, bo spodziewałam się po prostu kolejnego romantasy z nordycką mitologią w tle, a dostałam historię, która momentami była wręcz uzależniająca. Mroczny klimat, tajemnice, bogowie uwięzieni w śmiertelnych ciałach i ciągłe poczucie, że świat zaraz stanie w ogniu, to naprawdę robi robotę.
Rey to bohaterka, której nie da się łatwo zaszufladkować. Wychowana przez Odyna na idealną broń, od dziecka uczona posłuszeństwa, przemocy i wykonywania rozkazów, przez całą książkę balansuje między tym, czego oczekują od niej inni, a tym, kim sama chce się stać. I właśnie to jej wewnętrzne rozdarcie kupiło mnie najbardziej. Nie jest idealna, bywa impulsywna, popełnia błędy, czasami irytuje, ale dzięki temu wydaje się cholernie prawdziwa.
No i Aric… klasyczny „zimny typ”, który wygląda tak, jakby chciał jednocześnie uratować świat i go zniszczyć. Chemia między nimi była wyczuwalna praktycznie od pierwszego spotkania, ale na szczęście autorka nie poszła w tani insta-love. Jest napięcie, niedopowiedzenia, wzajemna nieufność i to przyciąganie, które aż iskrzy między stronami.
🥀 Co znajdziemy w książce:
⚡ nordycką mitologię w nowoczesnym, mrocznym wydaniu
🖤 klimat dark academia i tajemniczego uniwersytetu
🔥 motyw enemies to lovers
⚔️ bogów, gigantów i pradawny konflikt
🔨 poszukiwanie legendarnego Mjölnira
❄️ chłodnego i niebezpiecznego love interest
🩸 brutalne treningi, manipulacje i walkę o przetrwanie
👀 sekrety, zdrady i plot twisty
💥 dużo akcji i napięcia praktycznie od pierwszych stron
🫀 bohaterów pełnych traum i wewnętrznego chaosu
✨ romans rozwijający się powoli, ale z ogromną chemią
🌑 klimat końca świata i przebudzających się bogów
Najbardziej podobał mi się jednak klimat tej książki. Uniwersytet Endiru ma w sobie coś dusznego i niepokojącego, miejsce, gdzie za każdym rogiem może czaić się sekret albo zdrada. Do tego nordycka mitologia została podana w naprawdę świeży sposób. Bogowie nie są tutaj majestatyczni i odlegli. Są brutalni, zepsuci i momentami wręcz przerażający.
Autorka pisze bardzo dynamicznie i emocjonalnie. Nie rozwleka opisów, dzięki czemu książkę czyta się błyskawicznie, a praktycznie cały czas coś się dzieje.
Dużym plusem jest też narracja prowadzona z perspektywy zarówno Rey, jak i Arica, bo dzięki temu można jeszcze lepiej zrozumieć ich emocje, motywacje i wewnętrzne konflikty. Świetnie buduje to napięcie między bohaterami i sprawia, że ich relacja wydaje się jeszcze bardziej intensywna. Dialogi są pełne uszczypliwości, emocji i niedopowiedzeń, przez co chemia między postaciami jest wyczuwalna niemal od pierwszych stron.
W „Upadku bogów” emocje są intensywne od gniewu i strachu po zagubienie, pożądanie i poczucie samotności. Bohaterowie ciągle balansują między obowiązkiem a własnymi uczuciami, co dodaje historii dramatyzmu. Czuć też ciężar presji, manipulacji i traum, z którymi muszą się mierzyć.
Czy momentami było trochę chaotycznie? Tak. Czy kilka plot twistów wywołało u mnie lekkie „co tu się właśnie wydarzyło”? Też tak. Ale mimo tego nie mogłam się oderwać i przewracałam strony jak szalona, bo ciągle chciałam wiedzieć więcej.
Jeśli lubicie romantasy z klimatem dark academia, motyw enemies to lovers, nordyckie klimaty i bohaterów, którzy mają więcej sekretów niż zdrowego rozsądku, to „Upadek bogów” zdecydowanie warto poznać.
A końcówka? Powiedzmy tylko tyle… zostawia człowieka z emocjonalnym chaosem i ogromną potrzebą kolejnego tomu. 🔥
Co waszym zdaniem jest bardziej niebezpieczne: władza czy miłość?
Bogowie naprawdę istnieją. Od wieków żyją w ukryciu wśród ludzi, uwięzieni w śmiertelnych ciałach i czekający na moment przebudzenia. Ich świat nadal istnieje, choć dawno schował się za legendami i mitami. Rey od dziecka była wychowywana w tej brutalnej rzeczywistości przez swojego ojca, Odyna.
To bezwzględny bóg, który nauczył córkę walki, posłuszeństwa i zabijania. Wychował ją tak, by stała się narzędziem w jego rękach. Kiedy pojawia się szansa na odnalezienie Mjolnira, legendarnego młota zdolnego obudzić dawną potęgę bogów, wysyła Rey na uniwersytet Endiru. Problem w tym, że w Endiru każdy kłamie, a granica między wrogiem a sojusznikiem praktycznie nie istnieje.
Największym zagrożeniem okazuje się jednak Aric Erikson, uśpiony tytan i dziedzic rodu, który od pokoleń powinien nienawidzić potomków bogów. Chłopak, którego Rey kiedyś, choć tylko przez krótką chwilę, miała poślubić. Aric jest chłodny, niepokojąco znajomy i zachowuje się tak, jakby znał Rey lepiej niż ona samą siebie. Każde ich spotkanie przypomina bardziej walkę niż rozmowę, pełną gniewu, prowokacji i napięcia, które momentami staje się wręcz duszące.
I właśnie ta relacja była najmocniejszym elementem książki. To nie jest lekki romans. Między nimi od początku czuć coś toksycznego, mrocznego i niebezpiecznego, świadomość, że prędzej się zniszczą, niż uratują. Chemia między bohaterami jest intensywna, a atmosfera wokół nich ciężka od tajemnic, niedopowiedzeń i emocji, których oboje panicznie próbują się wyprzeć.
Ogromnie podobał mi się również klimat Endiru. Autorka stworzyła miejsce zimne, duszne i pełne niepokoju. Mroczne korytarze, stare rody, nieustanne poczucie zagrożenia i świadomość, że bogowie wkrótce mogą się przebudzić sprawiają, że przez całą książkę czuć napięcie. To jedna z tych historii, które pochłaniają bardziej atmosferą niż samą akcją.
Spotkałam się z opiniami, że świat przedstawiony mógłby zostać bardziej rozbudowany, szczególnie jeśli chodzi o samą mitologię, bogów i tytanów. I rzeczywiście, momentami miałam ochotę dowiedzieć się więcej o zasadach rządzących tym światem. Jednocześnie książka ma w sobie coś uzależniającego. Czyta się ją szybko, lekko i bardzo emocjonalnie. Krótkie rozdziały sprawiają, że trudno się od niej oderwać.
A zakończenie? Okrutne.
Bo kiedy wreszcie zaczynasz rozumieć, jak bardzo zepsuty jest ten świat i jak wielką rolę mają odegrać Rey i Aric, historia po prostu się urywa. I zostawia po sobie dokładnie to, co najlepsze dark fantasy powinno zostawiać: pustkę, chaos i ogromny głód kolejnego tomu.
Zaczęłam czytać tę książkę i przepadałam, po prostu nie sposób się było od niej oderwać.
Zaznaczę od razu, że uwielbiam mitologię nordycką, więc klimat tej historii kupił mnie już od pierwszych stron. Akademia, tajemnice, runy, bogowie i giganci, a do tego Rey, która trafia tam jako uczennica, choć przyświeca jej zupełnie inny cel. Musi sprawić, by jej niedoszły narzeczony Aric zdradził jeden z największych sekretów swojej rodziny. Problem jest tylko jeden Aric serdecznie jej nienawidzi.
To idealna historia enemies to lovers, czuć te chemię między bohaterami, wzajemne przyciąganie a z drugiej strony ich umysły mówią "stop, nie angażuj się, wiesz że to się źle skończy".
To historia pełna starożytnych run, zdrad, szantaży i walki o władzę oraz moc. Sama akademia i jej nietypowe tradycje dodają tej historii niesamowitego charakteru. Bohaterowie są wykreowani mistrzowsko i naprawdę czuć ich ambicje, emocje oraz wewnętrzne konflikty. Kreacja pewnego zabawowego boga, który lubi mącić to prawdziwy majstersztyk (to mój ulubieniec).
A w tym wszystkim budzi się miłość, powoli, kawałek po kawałki i niespiesznie. A na koniec oczywiście nie mogłoby się obyć bez zwrotu akcji, po którym człowiek od razu chce sięgnąć po kolejny tom.
Ocena: 10/10
„Upadek bogów” to jedna z tych książek, które czyta się błyskawicznie, nie dlatego, że są wybitnie skomplikowane, ale dlatego, że mają w sobie coś uzależniającego. Rachel Van Dyken wrzuca czytelnika w świat nordyckich bóstw, gigantów i rodzinnych wojen, a wszystko to otacza aurą tajemnicy, która naprawdę potrafi zaciekawić. Najbardziej kupił mnie właśnie ten klimat: przebudzeni bogowie ukrywający się w śmiertelnych ciałach, mroczne sekrety uniwersytetu Endiru, nawiązania do Odyna, Thora czy Mjölnira oraz motyw gigantów. Czuć tutaj inspirację mitologią nordycką i choć nie jest ona przesadnie rozbudowana, stanowi bardzo przyjemne tło dla całej historii.
Relacja Rey i Arica od początku przyciąga uwagę. Ich wzajemna zawziętość, wrogość i słowne przepychanki potrafią wciągnąć, chociaż trudno nie odnieść wrażenia, że cały motyw „enemies to lovers” znika praktycznie na pstryknięcie palcem. Niby się nienawidzą, niby stoją po przeciwnych stronach konfliktu, ale bardzo szybko zaczynają bardziej flirtować niż faktycznie ze sobą walczyć. Trochę zabrakło mi tutaj większego napięcia i czasu na rozwinięcie tej relacji, bo potencjał był naprawdę ogromny.
Mimo tego autorka potrafi pisać lekko i z humorem. Kilka dialogów i docinek naprawdę mnie rozbawiło, dzięki czemu książka nie była przesadnie ciężka czy patetyczna. To bardziej historia, przy której można dobrze się bawić, niż epickie fantasy z ogromnym światem i skomplikowaną polityką. I chyba właśnie z takim nastawieniem najlepiej po nią sięgnąć, aby nie było rozczarowania. Bo „Upadek bogów” to przede wszystkim romans z fantasy w tle, a nie odwrotnie. Jeśli ktoś oczekuje rozbudowanego świata bogów i gigantów, może poczuć niedosyt. Sama fabuła bywa dość banalna i momentami bardzo przewidywalna, ale jednocześnie ma w sobie coś, co sprawia, że chce się czytać dalej. To trochę jak oglądanie serialu, który niekoniecznie jest arcydziełem, ale i tak włącza się kolejny odcinek „tylko na chwilę”. Nie jest to książka idealna i zdecydowanie dało się wycisnąć z tego pomysłu znacznie więcej, autorka zdecydowanie trochę za dużo chciała wrzucić w krótkim czasie, jednak klimat tajemniczości, nordyckie motywy i lekki styl sprawiły, że finalnie dobrze spędziłam z nią czas.
"Odpowiednia książka potrafi pochłonąć człowieka. Sprawić, że zapominasz o jedzeniu, o spaniu. Że po prostu musisz przeczytać kolejną stronę, chociaż wiesz, że nie powinnaś. Potrafi być nieodpartą pokusą"
Ona jest córką Odyna i właśnie rozpoczyna naukę na uniwersytecie Endiru - miejscu należącym do wrogów jej rodziny. Co tak naprawdę się za tym kryje? Zadanie. Jeśli zawiedzie, ktoś bliski poniesie cenę. Tylko co, jeśli jego wykonanie okaże się trudniejsze niż myślała? I pojawi się pewna komplikacja w postaci chłopaka?
Oni są wrogami... a przynajmniej powinni być. Bo co, jeśli wszystko się skomplikuje?
To historia, co do której mam bardzo mieszane uczucia. Podobała mi się, ale minusy znacząco przeważają nad plusami, których jest tu naprawdę niewiele. Świat fantastyczny został przedstawiony całkiem fajnie, jednak jest dosyć słabo wykreowany, bo mało o nim wiadomo - jak działa magia czy jak to wszystko funkcjonuje? Bitwa między Gigantami a Bogami? Mało konkretów. Dlaczego są wrogami? Dlaczego doszło do wojny? Co było tego powodem? Przyczyną? Zero informacji na ten temat. A o tym co się naprawdę stało wie niewiele osób i nikt nie chce się tą wiedzą dzielić, ale jednak dobrze byłoby dowiedzieć się czegoś więcej. Czytelnik dostaje niewielkie ochłapy informacji.
Historia została zdominowana przez wątek romantyczny. Sama nie mam nic przeciwko temu, bo uwielbiam romantasy, ale tu tak naprawdę jest wyłącznie romans i nic więcej. Enemies to lovers? Może tylko przez kilka stron. Chyba najszybsze lovers jakie można zrobić. Wzajemna niechęć bohaterów trwa tylko chwilę - właściwie tylko do drugiego spotkania. Jeszcze szybciej pojawia się miłość, bo jak okazuje się to wystarczy jedna noc.
"Historia ma paskudny zwyczaj powtarzania się. Naprawdę sądzisz, że nasza opowieść skończy się inaczej?"
Rey ma tylko 7 dni na wykonanie zadania i wydaje się kompletnie nierealne. Bohaterka jest bardzo naiwna, a momentami wręcz głupia. Bo jak inaczej ją nazwać, jeśli jej rzekomy najlepszy przyjaciel mówi jej ojcu o każdym ruchu i tylko sprowadza na nią kłopoty? A ona? Nawet nic mu nie wyrzuca. Żadnych pretensji, żadnej większej reakcji. Do tego, Rey od razu ufa Arickowi i mówi mu wszystko, mimo, że powinni być wrogami. A on? Zgadza się na współpracę bez zbędnego zastanowienia nad tym, jak to może źle się dla niego skończyć.
Arick? Tak naprawdę niczym się tutaj nie wyróżnia. Jest, bo jest. Najpierw uparcie chce się trzymać od Rey z daleka, żeby za chwilę wręcz jej szukać. Łączy ich zdecydowanie to, że oboje są pionkami. Pionkami swoich rodzin.
Akcja jest bardzo spokojna, niewiele się tutaj dzieje. Prawie połowę książki zajmują przemyślenia bohaterów, którzy ciągle obiecują sobie, że będą trzymać się od siebie z daleka... ale kończy się to tylko na słowach. Momentami było naprawdę bardzo nudno.
Wszystko tutaj wydaje się dziwne, zbyt łatwe i przewidywalne. Do tego bardzo chaotyczne - jakby autorka sama nie wiedziała, w którym kierunku poprowadzić bohaterów. Wszystko przychodzi im bez większego wysiłku i praktycznie nikt niczego im nie utrudnia.
"Myśliwi zawsze zapominają o jednej rzeczy: prędzej czy później zwierzyna też uczy się polować"
Pomysł na historię był naprawdę bardzo ciekawy, ale początek książki bardzo się dłużył, a końcówka bardzo przyspieszyła - i nagle koniec.
Mocne strony? Chyba tylko humor dzięki Reeve'owi i samo zakończenie. Dopiero pod koniec zaczęło się coś dziać. Pojawiły się fajne zwroty akcji, zaskoczenia czy zdrada, które zdecydowanie znacząco polepszyły historię. Tylko czy na tyle żeby sięgnąć po kontynuację? Miłego!
Mówili, że bogowie to mit. Że giganci są tylko bohaterami opowieści snutych przy dogasających ogniskach. Kłamali.
▪𝗥𝗘𝗖𝗘𝗡𝗭𝗝𝗔 ▪
Bardzo polubiłam się z twórczością Rachel van Dyken i cieszę się, że przeczytałam kolejną książkę z jej dorobku. „Upadek bogów” to historia w klimacie urban fantasy i dark academia, która łączy magię z mitologią nordycką. Musze przyznać, że to połączenie bardzo mnie zainteresowało i nie mogłam się doczekać, aż poznam tę historię. 🖤
Nie będę zdradzać wam fabuły, bo myślę, że w tym przypadku najlepiej odkryć ją samemu, by w pełni cieszyć się lekturą tej książki. Jednak zapewniam was, że lekki styl pisania autorki sprawia, że przez całą książkę się po prostu płynie. Nie ma czasu choćby na złapanie oddechu. Od pierwszej strony czułam się wciągnięta w tę opowieść, urzekła mnie magia miejsca, w którym rozgrywała się cała akcja. Jeśli chodzi o charakterystykę postaci, to autorka stanęła stworzyła tak autentycznych, a zarazem sympatycznych bohaterów, że nie sposób ich nie polubić.
Kreacja świata to zdecydowanie jeden z mocniejszych elementów tej historii. Początkowo przypomina on zwyczajną, dobrze znaną rzeczywistość, jednak z biegiem fabuły odsłania coraz więcej tajemnic. Stopniowo ujawniają się w nim wpływy dawnych bóstw i olbrzymów, a całość wyraźnie czerpie inspirację z mitologii nordyckiej. Ten aspekt szczególnie przykuł moją uwagę i sprawił, że jeszcze bardziej zaangażowałam się w lekturę.
Jednak nie mogę nie wspomnieć, że najbardziej zawiódł mnie wątek miłosny. Zapowiadano go jako klasyczne „od wrogów do kochanków”, ale w trakcie lektury trudno było dostrzec ten pierwszy etap. Zamiast wyraźnej niechęci dostałam raczej relację, w której bohaterowie tylko deklarują wzajemną antypatię, a ich zachowanie od początku temu przeczy. Już na starcie widać między nimi zainteresowanie, pojawia się flirt i wyraźne napięcie, co sprawia, że cały motyw traci wiarygodność. Nie poczułam tej chemii między bohaterami. Ich relacja wypadła dość płasko i nie wzbudziła większych emocji. Wszystko wydawało się trochę wymuszone i mało przekonujące. A szkoda, bo miało to duży potencjał. Myślę, że gdyby historia została rozciągnięta w czasie, relacja bohaterów miałaby szansę wybrzmieć znacznie lepiej.
„Upadek bogów” to wciągająca historia. Być może autorka trochę za bardzo pospieszyła się z tempem rozgrywania fabuły, przez co czytelnik, nie miał czasu tak bardzo zżyć się z bohaterami i polubić ich oraz ich historię, co przełożyło się na kilka negatywnych opinii. Mnie się dobrze to czytało i z przyjemnością sięgnę po kolejną część. ✨
Czy bogowie umarli? Nie. Oni tylko zostali uśpieni i uwiezieni w śmiertelnych ciałach. Czekają na to by zostać obudzony.
Rey to córka Odyna, który nauczył jej posłuszeństwa. Wysyła ją na Uniwersytet Endiru. Miejsca pełnego wrogów i sekretów. Zlecił jej specjalnie zadanie. Ma odnaleźć młot Thora. Na jej drodze stanie dwóch braci: Aric i Reeve. Czy dziewczynie uda się wykonać zadanie? I co stanie się, gdy bogowie obudzą się? Przekonacie się sami.
Książkę czytało mi bardzo przyjemnie. Ma ona jednak zarówno plusy i minusy.
Mocną strona tej fantastycznej historii są bohaterowie. Zarówno Rey jak i ja bracie, a zwłaszcza jeden z nich sprawili, że od książki ciężko było mi się oderwać. Relacja pomiędzy nimi rozwija się bardzo szybko i momentami miałam wrażenie, że za szybko.
Dużym plusem jest tutaj również stworzony przez autorkę świat. Jest to świat uśpionych bogów i gigantów. Książka łączy w sobie wiele motywów takich jak urban fantasy, dark academi i enemies to lovers. Wszystkie motywy bardzo lubię i w połączeniu z nordycka mitologia sprawiły, że zapomniałam o całym świecie.
Ogólnie z książką tą spędziłam bardzo miło czas, ale czegoś mi w niej zabrakło, a czasami czegoś było za dużo. Zdecydowanie było tu nierówne tempo. Bywało za dynamiczne, a nagle bardzo spowolniło, co wybijało mnie z rytmu. Za brakło mi również tutaj więcej opisów z wierzeń miologii nordyckiej, które by pomogły poczuć klimat.
Nie mniej jednak polecam ten tytuł i wyrobić swoje zdanie. Osobiście chętnie sięgnę po 2 tom.
MIŁOŚĆ W ŚWIECIE K-POPU To miało być cudowne lato. Grace nie wiedziała jednak, że wakacje rodem z koreańskiej dramy wywrócą jej życie do góry nogami...
Początek gorącej serii pełnej tajemnic i niebezpiecznych mężczyzn! Tracey Rooks wygrywa stypendialną loterię, dzięki czemu może rozpocząć naukę w prestiżowej...
Przeczytane:2026-05-28, Ocena: 6, Przeczytałam, Mam, Wyzwanie - wybrana przez siebie liczba książek w 2024 roku, Insta challenge. Wyzwanie dla bookstagramerów 2024, Insta challenge. Wyzwanie dla bookstagramerów 2026, Wyzwanie - wybrana przez siebie liczba książek w 2026 roku,
✨ RECENZJA ✨
„Upadek bogów”
Cykl: „Upadek bogów” (tom 1)
Autorka: Rachel van Dyken
Wydawnictwo: Filia
„𝑪𝒉𝒄ę 𝒐𝒅𝒌𝒓𝒚ć, 𝒌𝒊𝒎 𝒋𝒆𝒔𝒕𝒆𝒎… 𝒂𝒍𝒆 𝒛𝒂𝒄𝒛𝒚𝒏𝒂𝒎 𝒔𝒊ę 𝒃𝒂ć, ż𝒆 𝒄𝒆𝒏𝒂 𝒕𝒆𝒋 𝒑𝒓𝒂𝒘𝒅𝒚 𝒃ę𝒅𝒛𝒊𝒆 𝒛𝒃𝒚𝒕 𝒘𝒚𝒔𝒐𝒌𝒂…”
Są książki fantasy, które oferują jedynie chwilową ucieczkę od rzeczywistości, pełną magii, walk i widowiskowych przygód. Ale są też historie znacznie bardziej niebezpieczne. Takie, które powoli wślizgują się pod skórę, zostawiają po sobie emocjonalny chaos i sprawiają, że po zakończeniu lektury nadal myślisz o bohaterach, ich bólu i wyborach. „Upadek bogów” właśnie do takich historii należy.
Rachel van Dyken stworzyła świat mroczny, brutalny i fascynujący, w którym nordyckie legendy nie są jedynie zapomnianymi opowieściami. Tutaj bogowie nadal istnieją. Uśpieni. Ukryci pośród ludzi. Czekający na moment, w którym znów będą mogli sięgnąć po władzę. Już od pierwszych stron czuć ciężar przeznaczenia i nieuchronnie zbliżającą się katastrofę.
W samym centrum tej historii znajduje się Rey, córka Odyna, wychowywana bardziej jak więzień niż dziecko. Od najmłodszych lat pozbawiona ciepła, miłości i poczucia bezpieczeństwa. Tresowana bólem, kontrolowana i zmuszana do posłuszeństwa przez ojca, który traktuje ją wyłącznie jak narzędzie do realizacji własnych planów. A mimo tego Rey nie traci w sobie dobra. Nadal potrafi troszczyć się o innych, nadal czuje i nadal desperacko próbuje odnaleźć samą siebie w świecie, który nie pozwala jej być wolną.
Kiedy trafia na Uniwersytet Endiru, miejsce pełne tajemnic, pradawnych rodów i brutalnych zasad, jej zadaniem staje się odnalezienie legendarnego Mjölnira. Problem w tym, że nic tutaj nie jest proste. Każdy coś ukrywa, każdy prowadzi własną grę, a granica między sojusznikiem a wrogiem praktycznie nie istnieje.
I wtedy pojawia się Aric Erikson.
Aric jest jednym z tych bohaterów, których nie sposób wyrzucić z głowy. Pełen gniewu, bólu i wewnętrznego chaosu. Obwinia Rey o tragedię, która zniszczyła jego życie, i zrobi wszystko, by trzymać ją na dystans. A jednak coś nieustannie ich do siebie przyciąga. Ich relacja to absolutny emocjonalny rollercoaster, pełen napięcia, niedopowiedzeń, wzajemnej nieufności i uczuć, które z każdą stroną stają się coraz bardziej intensywne.
Motyw enemies to lovers został tutaj poprowadzony fenomenalnie. To nie jest relacja oparta wyłącznie na fizycznym przyciąganiu. Między Rey i Arikiem jest coś znacznie głębszego, zrozumienie bólu, samotności i tego, jak to jest całe życie walczyć o własne miejsce w świecie. Autorka świetnie buduje slow burn, pozwalając emocjom rozwijać się stopniowo. Spojrzenia pełne gniewu, niewypowiedziane słowa, chwile słabości i ta cicha potrzeba bliskości sprawiają, że każda wspólna scena bohaterów dosłownie iskrzy od emocji.
Ogromnym atutem powieści jest także klimat dark academia. Uniwersytet Endiru przypomina labirynt utkany z sekretów, manipulacji i starych ran. Mroczne korytarze, pradawne runy, rodzinne konflikty i brutalne gry tworzą atmosferę niepokoju, od której naprawdę trudno się oderwać. Rachel van Dyken doskonale wykorzystuje motywy mitologii nordyckiej, Odyna, gigantów, run i legendarnych artefaktów, nadając im nowoczesny, intensywny charakter.
Ale pod warstwą fantasy kryje się coś jeszcze ważniejszego. To historia o ludziach złamanych przez własne rodziny. O potrzebie akceptacji. O walce z przeznaczeniem. O tym, że pochodzenie nie definiuje tego, kim naprawdę jesteśmy. Można wychować się pośród potworów i mimo wszystko zachować w sobie dobro. Można być dla jednych nikim, a dla innych całym światem.
Ta książka wywołała we mnie ogrom emocji. Były momenty, kiedy się uśmiechałam, były też takie, gdy serce dosłownie pękało mi razem z bohaterami. A zakończenie? Zostawiło mnie emocjonalnie rozbitą i jednocześnie desperacko spragnioną kolejnego tomu.
„Upadek bogów” to romantasy pełne mroku, cierpienia, sekretów i zakazanych uczuć. Historia o tym, że nawet najbardziej złamane osoby zasługują na miłość i że czasami jedna osoba potrafi stać się światłem w całkowitej ciemności.
I wiem jedno, tego świata nie da się tak po prostu opuścić.