5 listopada – Noc Ognisk. Kobieta budzi się wewnątrz koszmaru. Związana i zakneblowana leży w samym środku ogromnego ogniska. Dym gęstnieje, panika narasta. Płomienie są coraz bliżej. Jak się tu znalazła?
Jedenaście miesięcy wcześniej Margot – niegdyś popularna, lecz dziś skompromitowana celebrytka – oraz jej oddana, choć zmęczona życiem przyjaciółka Anna z zaciekawieniem przyglądają się nowej sąsiadce. Na ich ulicę wprowadza się Liv – urocza, pełna wdzięku kobieta z idealną rodziną. Wkrótce między trzema kobietami rodzi się pozorna przyjaźń, ale pod warstwą uśmiechów i uprzejmości kryją się głęboko skrywane tajemnice.
Kiedy maski zaczynają pękać, a sieć kłamstw oplata trzy sąsiadki coraz ciaśniej, wraz z nadejściem Nocy Ognisk wszystko zmierza ku nieuchronnej tragedii.
Kto przetrwa, a kto stanie w ogniu?
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Data wydania: 2025-10-15
Kategoria: Kryminał, sensacja, thriller
ISBN:
Liczba stron: 352
Tłumaczenie: Elżbieta Pawlik
Pod skrzydłami wydawnictwa Czwarta Strona ukazała się powieść Johna Marrsa „Zabiłaś mnie pierwsza”. Dla czytelników lubiących thrillery psychologiczne, będzie to bardzo ciekawe spotkanie literackie. Zajrzymy na bardzo sympatyczne osiedle. Spotkamy trzy interesujące kobiety. I dowiemy się dlaczego w tej historii ktoś musi spłonąć...
5 listopada to ważna data dla mieszkańców Anglii. Wtedy obchodzone jest bardzo specyficzne święto - Noc Ognisk. Nic nie wskazywało na to, że uroczystości związane z tą wyjątkową rocznicą zaburzy niespodziewane zdarzenie - w przygotowanym do podpalenia stosie drewna znaleziona zostaje związana i zakneblowana kobieta. Co takiego wydarzyło się jedenaście miesięcy wcześniej ? Co sprawiło, że wśród szanowanych obywateli znalazł się ktoś, kto chce wcielić w życie swoje mordercze zamiary ? Czy ogień to adekwatna kara za zdradę ?
Schludne osiedle zamieszkiwane przez zamożną klasę średnią. Miejsce, gdzie życie biegnie spokojnym, utartym rytmem. To tutaj mieszkają dwie przyjaciółki : Anna i Margot. Nieco znudzone swoją codziennością, bacznie przyglądają się nowym sąsiadom, którzy wprowadzają się do domu, który wcześniej przez długi czas nie miał stałych lokatorów. Nową mieszkanką okazuje się być Liv. Kobieta, o której można powiedzieć, że ma w życiu wszystko : urodę, pieniądze, przystojnego męża. Liv ma także tajemnice. A kto jak kto, ale Anna i Margot są mistrzyniami w budowaniu pozorów. One także coś ukrywają. Kobiety nawiązują ze sobą przyjacielskie relacje. Jednak znajomość oparta na sztucznych więziach i fałszywych uśmiechach, nie może nie rozpaść się w proch. Gdy na jaw zaczynają wychodzić sekrety i brudne postępki relacja nieuchronnie zmierza ku zagładzie. Cena jaką przyjdzie zapłacić będzie bardzo wysoka. Ceną będzie śmierć.
Mam ambiwalentny stosunek do brytyjskich thrillerów. Generalnie ich nie lubię. Zdarzają się jednak autorzy, którzy wyłamują się ze schematu. Niestety, większość powieści anglosaskich to wtórne i nużące opowiastki. Dużym zaskoczeniem była dla mnie lektura „Zabiłaś mnie pierwsza”. Mimo tego, że to znowu sąsiedztwo, znowu celebryci i próżniacy i znowu znudzone życiem kobiety cierpiące na nadmiar wolnego czasu, to książka napisana jest tak ciekawie, że naprawdę można się w niej zanurzyć. John Marrs kieruje fabułą w odwróconej lini czasowej. Wychodząc od centralnego wydarzenia cofamy się w przeszłość. Ciekawy zabieg i nie stosowany często. Dobrym rozwiązaniem jest przedstawienie tej historii z trzech punktów widzenia : Anny, Margot i Liv. Bardzo krótkie rozdziały pobudzają wyobraźnię i zaostrzają czytelniczy apetyt. Po prostu musimy przewrócić kolejną stronę. Marrs pisze tak, jak robią to czołowi autorzy bestsellerów, czyli niby nic nowego, niby nic szczególnego, a chwyta. Na uwagę zasługują naprawdę solidnie zbudowane portrety psychologiczne wszystkich kobiet. Powieść na wskroś nowoczesna, typowo rozrywkowa, ale dobrze napisana. To mogłaby być bardzo dobra książka. Zapewne dla mało wymagających czytelników taką będzie, ale mnie Marrs solidnie podpadł. Do czasu, gdy przeczytałam jakieś 3/4 powieści, byłam pewna, że to jedna z tych książek, o których naprawdę warto mówić. Coś, co powinno być średniej jakości thrillerem na jeden wieczór, a okazało się zaskakująco dobrą książką. Niestety, wszystko to upada. Zbliżając się do finału, wiadomym staje się, że autor, chcąc zaskoczyć czytelników imponującymi zwrotami akcji, całkiem stracił kontrolę nad swoją historią. To, co tak sumiennie budował, skutecznie burzy. Skrzydła wyobraźni poniosły go za daleko. Książka staje się nierealna i sztuczna. Szkoda. Taki potencjał został utopiony w próbie wybicia się ponad innych. Bardzo ciekawa opowieść przeradza się w oderwaną od rzeczywistości katastrofę.
Walory rozrywkowe są bardzo istotnym elementem beletrystyki. Sięgamy po thrillery, ponieważ chcemy poczuć dreszcz emocji, nasilający się niepokój. Chcemy mieć szansę zamieszkania w głowie fikcyjnego bohatera. Pragniemy przeżyć wielką przygodę. John Marrs bardzo się starał spełnić te oczekiwania. Niestety, aż za bardzo. Mocno przesadził z coraz to nowymi i coraz bardziej niedorzecznymi wątkami, które wprowadził do swojej fabuły. Po zakończeniu lektury towarzyszyła mi jedynie konsternacja. Nie lubię tak pisanych zakończeń, wkładania na siłę nieskończenie dużej ilości wątków i mieszania ich w taki sposób, że całość wypada nienaturalnie. Być może przeczytałam już zbyt wiele podobnych do siebie książek. Być może jestem nazbyt wyczulona na typowo komercyjne zabiegi. W literaturze poszukuję szczerości i dążenia do uzyskania jak najbardziej realnego klimatu. Tego typu zabiegom, jakim posłużył się Marrs, stanowczo się sprzeciwiam. Bardzo interesujący pomysł, dobre wykonanie, świetne postaci - to dużo. A jednak za mało, by kupić moją aprobatę. Jeśli szukacie odstresowującej lektury, która Was wciągnie, a strony same będą przelatywać między palcami, to tak, ta powieść się sprawdzi. Taki przerywnik, wypełniacz czasu. Na pewno można swój czas wykorzystać lepiej, a duży wybór książek, to możliwość wybrania powieści, której autor nie przerabia na amerykański film klasy B.
Pierwsza książka Johna Marrsa, „Wszystko zostaje w rodzinie”, wywarła na mnie ogromne wrażenie. Autor już od debiutu udowodnił, że doskonale rozumie mechanizmy napięcia i potrafi tworzyć historie, które nie pozwalają oderwać się od lektury. Zachwycił mnie nie tylko umiejętnością konstruowania intrygującej fabuły, ale także zdolnością kreowania wiarygodnych bohaterów oraz gęstej, sugestywnej atmosfery, która wciąga czytelnika bez reszty. Nic więc dziwnego, że po najnowszą powieść autora sięgnęłam bez wahania.
W Noc Ognisk, 5 listopada, kobieta budzi się w samym środku koszmaru – związana i zakneblowana leży pośród płonącego stosu. Dym i płomienie coraz bardziej ją otaczają, a ona nie pamięta, jak się tam znalazła.
Jedenaście miesięcy wcześniej poznajemy Margot – dawną celebrytkę, której kariera legła w gruzach, oraz jej przyjaciółkę Annę – lojalną, lecz zmęczoną codziennością kobietę. Ich życie nabiera nowych barw, gdy na ulicę wprowadza się Liv – charyzmatyczna, idealna żona i matka, której rodzina zdaje się ucieleśnieniem doskonałości.
Z czasem między kobietami zawiązuje się pozorna przyjaźń. Wspólne spotkania, rozmowy i gesty sympatii kryją jednak coraz bardziej niepokojące napięcie. Za uśmiechami Liv skrywa się coś mrocznego, a Margot i Anna niepostrzeżenie wciągane są w sieć manipulacji, zazdrości i kłamstw.
Kiedy nadchodzi kolejna Noc Ognisk, przeszłość i tajemnice trzech kobiet splatają się w dramatycznym finale – ktoś musi zapłonąć w ogniu, by prawda wyszła na jaw.
„Zabiłaś mnie pierwsza” to historia o przyjaźni, rywalizacji i sekretach, które potrafią zniszczyć wszystko – zarówno w sensie metaforycznym, jak i dosłownym. To thriller, który może nie trzyma w żelaznym napięciu od pierwszej strony, ale ma w sobie coś, co nie pozwala przestać czytać. Choć pierwsza połowa rozwija się spokojnie, autor świadomie buduje napięcie, krok po kroku, wciągając nas w toksyczną sieć kłamstw i manipulacji. To właśnie ta powolność działa na korzyść fabuły – pozwala lepiej poznać bohaterki, ich lęki, słabości i motywacje. W tle cały czas czuć narastające napięcie, które w końcu eksploduje wraz z Nocą Ognisk. Marrs doskonale pokazuje, jak cienka jest granica między przyjaźnią a rywalizacją, jak łatwo pozory mogą mylić i jak daleko człowiek potrafi się posunąć, by ochronić swoje sekrety.
Z początku wszystko wydaje się niewinne – uśmiechy, spotkania przy kawie, kurtuazyjne rozmowy. Jednak z każdym rozdziałem coraz wyraźniej widać, że między kobietami nie ma prawdziwej przyjaźni, lecz subtelna gra, w której każda próbuje coś ugrać. Marrs z wyczuciem odsłania kolejne warstwy – sekrety, motywacje i skrywane urazy – pokazując, jak łatwo codzienne drobiazgi mogą przerodzić się w otwartą wojnę.
Z przyjemnością obserwowałam rywalizację między bohaterkami. Każda z nich jest zupełnie inna, a ich relacje przypominają nieustanną walkę o przewagę. To właśnie ta rywalizacja, ukryta pod maską pozornej przyjaźni, stanowi największy atut książki. Marrs z niezwykłą precyzją oddaje emocje i napięcia narastające między kobietami, sprawiając, że do końca nie wiadomo, komu można zaufać.
A zakończenie? Prawdziwy majstersztyk. Gdy już wydaje się, że wszystko wiadomo, Marrs odwraca karty i zostawia czytelnika z otwartymi ustami. To właśnie dla tego momentu warto przebrnąć przez spokojniejszy początek.
„Zabiłaś mnie pierwsza” to nie tylko thriller o zbrodni i zemście, ale też o ludzkich emocjach – potrzebie akceptacji, zazdrości i pragnieniu kontroli. Marrs nie potrzebuje krwawych scen, by wzbudzić dreszcz – wystarczą mu trzy kobiety, jedno osiedle i garść sekretów.
Podsumowując: „Zabiłaś mnie pierwsza” to thriller, który może nie pędzi od pierwszych stron, ale zdecydowanie wynagradza cierpliwość czytelnika. Mroczna atmosfera, skomplikowane relacje między kobietami i nieoczywiste zakończenie sprawiają, że książka pozostaje w pamięci na długo po przeczytaniu. Marrs po raz kolejny udowadnia, że potrafi igrać z emocjami i zaufaniem czytelnika – a ja już czekam na jego kolejną historię. Polecam!
,,Nikt nie wie, do czego jest zdolny, dopóki nie zostanie popchnięty do ostateczności. Albo (...) poza nią.".
Odkąd przed domem po drugiej stronie ulicy zawisła tabliczka ,,Sprzedane", Margot i Anna z ciekawością wypatrują nowych właścicieli. Kiedy ostatni samochód przeprowadzkowy opuszcza podjazd, wiedzą już, że nadszedł właściwy moment. Zgodnie z niepisaną sąsiedzką tradycją, z uprzejmymi uśmiechami i starannie wybranym upominkiem ruszają przywitać nową mieszkankę. Liv przyjmuje je z równą serdecznością. Piękna i uprzejma, z rodziną jak z katalogu, od pierwszego spotkania wzbudza sympatię. Wkrótce między trzema kobietami nawiązuje się pozorna przyjaźń oparta na uprzejmościach i niedopowiedzeniach. Jednak każda z nich skrywa tajemnicę i jest gotowa zrobić wszystko, by jej sekret nigdy nie ujrzał światła dziennego.
Prolog jest mocny i jasno daje do zrozumienia, że nie będzie to opowieść prosta ani oczywista. Zabiera nas sam środek Nocy Ognisk, jednak zamiast radosnej atmosfery proponuje scenę pełną grozy. W przygotowanym palenisku budzi się zdezorientowana, skrępowana kobieta, otoczona zapachem dymu i narastającym żarem płomieni. To obraz, która zapada w pamięć i skutecznie przykuwa uwagę. Następnie cofamy się jedenaście miesięcy wcześniej do momentu, w którym splatają się losy trzech kobiet i to właśnie na nich skupia się dalsza opowieść. Od pierwszych stron autor konsekwentnie buduje niepokojący klimat niedopowiedzeń, w którym napięcie sączy się powoli, niemal niezauważalnie. Sekrety stają się główną osią narracji, przenikają się i coraz ciaśniej oplatają bohaterki. Co ciekawe, im lepiej poznawałam ich przeszłość, tym trudniej było mi je polubić. Z każdą kolejną stroną coraz wyraźniej dostrzegałam rysy na ich starannie wykreowanych wizerunkach. Choć dbają o pozory i kontrolują każdy gest oraz każde słowo, im głębiej się im przyglądałam, tym wyraźniej dostrzegłam, że za idealnym uśmiechem kryją się lęki, poczucie winy i decyzje, których nie da się już cofnąć. Autor umiejętnie bawi się perspektywą kilku narracji, stopniowo odsłaniając kolejne warstwy historii. Nic tu nie jest oczywiste. Gdy wydawało mi się, że rozgryzłam już wszystkie elementy tej psychologicznej układanki, po chwili nie byłam niczego pewna. Świetna rozrywka, która trzyma w napięciu do samego końca.
Zabiłaś mnie pierwsza. John Marrs.
Już od początku książka wzbudza w nas wiele emocji. Kobieta zostaje uwięziona w ognisku i ktoś jawnie chce jej śmierci. Ale wrócimy od początku.
Sąsiedztwo, miła okolica i przeprowadza się nowa rodzina. Liv wraz z mężem, dziećmi i kotem zaczyna nowe życie. Margot i Anna jako dobre sąsiadki idą poznać Liv. Od początku widać, że Liv z Margot nie polubią się.
Margot była niezłym ziółkiem. Jej kariera nie potoczyła się tak jakby tego oczekiwała. Skończyła w domu wraz z mężem i jego dziećmi.
Anna wydawała się zupełnie inna od przyjaciółki. Bardziej cicha i spokojna. Zajmowała się tworzeniem biżuterii.
Kobiety zaczynają się poznawać i widać, że Margot wraz z Liv robią sobie na złość.
Po prologu pełnym emocji mamy powolna i spokojną historię, a przynajmniej tak nam się wydaje.
Jednak wielkimi krokami zbliżamy się do akcji z prologu. Od początku miałam przeczucie, że to Margot ma coś za uszami. Nie myliłam się, ale nie tylko ona.
Autor buduję nam akcję, żeby później zrzucić nie jedną bombę. Spodziewałam się wszystkiego, ale czy tego? Oj nie.
Świetnie budowana akcja, ciągła nuta tajemnicy. Od treści aż nie można się oderwać.
Jeśli lubicie takie klimaty to będzie coś dla was.
Jak daleko się posuniesz, by znaleźć miłość? Od czasu, gdy naukowcy odkryli, że każdy człowiek posiada gen, który dzieli tylko z jedną osobą na...
Ten thriller to prawdziwe wyzwanie! Gdy zaczynasz się domyślać, co jest grane, Marrs wywraca wszystko do góry nogami! Mroczna i szokująca opowieść...
Przeczytane:2025-11-06, Ocena: 5, Przeczytałam, Mam, 52 książki 2025,
„Teraz w domu panuje cisza. Jest zbyt cicho. Ja i cisza nie jesteśmy bowiem wielkimi przyjaciółkami. Cisza pozostawia zbyt wiele przestrzeni na myślenie. Na wracanie do przeszłości”.
Po książki Johna Marrsa sięgam już w ciemno. Jego nazwisko jest dla mnie gwarantem dobrze spędzonego czasu z historią pełną emocji i zwrotów akcji. Tym razem Autor nie zabiera nas na wędrówkę, byśmy zagłębiali się w toksyczne relacje na linii matka-córka, ani abyśmy poznali tajemnicę opuszczonego domu i przyglądali się relacjom w małżeństwie jak w przypadku „Wszystko zostaje w rodzinie”. Tym razem na tapet wziął przyjaźń i zemstę...
Margot i Anna mieszkają w najbliższym sąsiedztwie i można ich relację nazwać przyjacielską. Pewnego razu dom naprzeciwko zostaje sprzedany, wyremontowany i na jesień zasiedlony przez małżeństwo z dwójką dzieci. Zgodnie z sąsiedzkimi wymogami Margot i Anna poszły się przywitać z nowymi właścicielami. Liv wydała im się kobietą sukcesu, z idealną figurą i fryzurą, makijażem, nienagannym sposobem bycia. Co kryje się za niby serdecznymi słowami, szczerymi uśmiechami i zacieśnianiem znajomości? Czy między trzema kobietami rozkwitnie prawdziwa przyjaźń? Czy każda z nich zdoła ochronić swoje tajemnice? Czy mogą sobie zaufać?
Lektura zaczęła się z przytupem. 5 listopada w Noc Ognisk jedna z kobiet obudziła się związana i zakneblowana w samym środku imprezowego wielkiego ogniska. Dym zaczynał już ją podduszać, żar torturować skórę, jeszcze parę chwil i zaczną ją lizać płomienie. Co się wydarzy? Kim jest uwieziona kobieta? Dlaczego się tam znalazła i co zrobiła w swoim życiu, że ktoś w tak okrutny sposób zdecydował się ją ukarać?
Po takim wstępie Autor studzi emocje i przenosi nas jedenaście miesięcy przed drastycznym wydarzeniem. Podczas dalszej lektury w miarę spokojnie śledziłam losy trzech powiązanych ze sobą kobiet i próbowałam wytypować, która z nich nie będzie się dobrze bawić na dorocznej imprezie, a stanie się widowiskową ofiarą. Było nad czym myśleć, ponieważ każda z nich w przeszłości nie była aniołkiem i swoim postępowaniem mogła dorobić się rzeszy wrogów. Napięcie i niepokój sukcesywnie narastały aż do kulminacyjnego punktu, który wcale nie miał swojego finału w Noc Ognisk. Autor dopiero się rozgrzewał w blasku płomieni.
„Każdego dnia podejmujemy tysiące decyzji – to oczywiste, że niektóre z nich są złe. Czy zasłużyłem na śmierć za swoje?”.
Bardzo mi się podobało, że toczące się wydarzenia mogłam obserwować z perspektywy Margot Liv i Anny. Czułam, że bezkarnie mogę wejść w skórę każdej z nich i ją lepiej poznać. Ciąg wydarzeń i moje odczucia co do bohaterek zmieniały się jak w kalejdoskopie. Z żadną nie chciałabym się zaprzyjaźnić, ale też i żadnej mieć za wroga, bo czekałyby mnie nieprzespane noce. Pozorna przyjaźń, uśmiechy pełne fałszu, obłudne i płytkie rozmowy przy kawce, posyłanie zatrutych strzał, uszczypliwości, złośliwości i niedopowiedzenia – to części składające się na „znajomość” bohaterek. Marrs świetnie przedstawił ich charaktery i sposób myślenia. Bardzo zadbał o zbudowanie portretów psychologicznych kobiet i muszę przyznać, że zostały przekonująco skonstruowane. Dla tego Autora typowe jest istnienie całej masy rozmaitych zwrotów akcji, ale tym razem tylko części z nich można się było domyśleć. Po przeczytaniu ostatniego zdania czuję lekki niedosyt. Nie do końca jestem usatysfakcjonowana z zakończenia, jak na mój gust było trochę przekombinowane, ale nie zmienia to faktu, że czytając, świetnie się bawiłam.
„Twoja przeszłość już zawsze będzie definiowała twoją teraźniejszość i niszczyła przyszłość”.