Pod skrzydłami wydawnictwa Czwarta Strona ukazała się powieść Johna Marrsa „Zabiłaś mnie pierwsza”. Dla czytelników lubiących thrillery psychologiczne, będzie to bardzo ciekawe spotkanie literackie. Zajrzymy na bardzo sympatyczne osiedle. Spotkamy trzy interesujące kobiety. I dowiemy się dlaczego w tej historii ktoś musi spłonąć...
5 listopada to ważna data dla mieszkańców Anglii. Wtedy obchodzone jest bardzo specyficzne święto - Noc Ognisk. Nic nie wskazywało na to, że uroczystości związane z tą wyjątkową rocznicą zaburzy niespodziewane zdarzenie - w przygotowanym do podpalenia stosie drewna znaleziona zostaje związana i zakneblowana kobieta. Co takiego wydarzyło się jedenaście miesięcy wcześniej ? Co sprawiło, że wśród szanowanych obywateli znalazł się ktoś, kto chce wcielić w życie swoje mordercze zamiary ? Czy ogień to adekwatna kara za zdradę ?
Schludne osiedle zamieszkiwane przez zamożną klasę średnią. Miejsce, gdzie życie biegnie spokojnym, utartym rytmem. To tutaj mieszkają dwie przyjaciółki : Anna i Margot. Nieco znudzone swoją codziennością, bacznie przyglądają się nowym sąsiadom, którzy wprowadzają się do domu, który wcześniej przez długi czas nie miał stałych lokatorów. Nową mieszkanką okazuje się być Liv. Kobieta, o której można powiedzieć, że ma w życiu wszystko : urodę, pieniądze, przystojnego męża. Liv ma także tajemnice. A kto jak kto, ale Anna i Margot są mistrzyniami w budowaniu pozorów. One także coś ukrywają. Kobiety nawiązują ze sobą przyjacielskie relacje. Jednak znajomość oparta na sztucznych więziach i fałszywych uśmiechach, nie może nie rozpaść się w proch. Gdy na jaw zaczynają wychodzić sekrety i brudne postępki relacja nieuchronnie zmierza ku zagładzie. Cena jaką przyjdzie zapłacić będzie bardzo wysoka. Ceną będzie śmierć.
Mam ambiwalentny stosunek do brytyjskich thrillerów. Generalnie ich nie lubię. Zdarzają się jednak autorzy, którzy wyłamują się ze schematu. Niestety, większość powieści anglosaskich to wtórne i nużące opowiastki. Dużym zaskoczeniem była dla mnie lektura „Zabiłaś mnie pierwsza”. Mimo tego, że to znowu sąsiedztwo, znowu celebryci i próżniacy i znowu znudzone życiem kobiety cierpiące na nadmiar wolnego czasu, to książka napisana jest tak ciekawie, że naprawdę można się w niej zanurzyć. John Marrs kieruje fabułą w odwróconej lini czasowej. Wychodząc od centralnego wydarzenia cofamy się w przeszłość. Ciekawy zabieg i nie stosowany często. Dobrym rozwiązaniem jest przedstawienie tej historii z trzech punktów widzenia : Anny, Margot i Liv. Bardzo krótkie rozdziały pobudzają wyobraźnię i zaostrzają czytelniczy apetyt. Po prostu musimy przewrócić kolejną stronę. Marrs pisze tak, jak robią to czołowi autorzy bestsellerów, czyli niby nic nowego, niby nic szczególnego, a chwyta. Na uwagę zasługują naprawdę solidnie zbudowane portrety psychologiczne wszystkich kobiet. Powieść na wskroś nowoczesna, typowo rozrywkowa, ale dobrze napisana. To mogłaby być bardzo dobra książka. Zapewne dla mało wymagających czytelników taką będzie, ale mnie Marrs solidnie podpadł. Do czasu, gdy przeczytałam jakieś 3/4 powieści, byłam pewna, że to jedna z tych książek, o których naprawdę warto mówić. Coś, co powinno być średniej jakości thrillerem na jeden wieczór, a okazało się zaskakująco dobrą książką. Niestety, wszystko to upada. Zbliżając się do finału, wiadomym staje się, że autor, chcąc zaskoczyć czytelników imponującymi zwrotami akcji, całkiem stracił kontrolę nad swoją historią. To, co tak sumiennie budował, skutecznie burzy. Skrzydła wyobraźni poniosły go za daleko. Książka staje się nierealna i sztuczna. Szkoda. Taki potencjał został utopiony w próbie wybicia się ponad innych. Bardzo ciekawa opowieść przeradza się w oderwaną od rzeczywistości katastrofę.
Walory rozrywkowe są bardzo istotnym elementem beletrystyki. Sięgamy po thrillery, ponieważ chcemy poczuć dreszcz emocji, nasilający się niepokój. Chcemy mieć szansę zamieszkania w głowie fikcyjnego bohatera. Pragniemy przeżyć wielką przygodę. John Marrs bardzo się starał spełnić te oczekiwania. Niestety, aż za bardzo. Mocno przesadził z coraz to nowymi i coraz bardziej niedorzecznymi wątkami, które wprowadził do swojej fabuły. Po zakończeniu lektury towarzyszyła mi jedynie konsternacja. Nie lubię tak pisanych zakończeń, wkładania na siłę nieskończenie dużej ilości wątków i mieszania ich w taki sposób, że całość wypada nienaturalnie. Być może przeczytałam już zbyt wiele podobnych do siebie książek. Być może jestem nazbyt wyczulona na typowo komercyjne zabiegi. W literaturze poszukuję szczerości i dążenia do uzyskania jak najbardziej realnego klimatu. Tego typu zabiegom, jakim posłużył się Marrs, stanowczo się sprzeciwiam. Bardzo interesujący pomysł, dobre wykonanie, świetne postaci - to dużo. A jednak za mało, by kupić moją aprobatę. Jeśli szukacie odstresowującej lektury, która Was wciągnie, a strony same będą przelatywać między palcami, to tak, ta powieść się sprawdzi. Taki przerywnik, wypełniacz czasu. Na pewno można swój czas wykorzystać lepiej, a duży wybór książek, to możliwość wybrania powieści, której autor nie przerabia na amerykański film klasy B.
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Data wydania: 2025-10-15
Kategoria: Kryminał, sensacja, thriller
ISBN:
Liczba stron: 352
Tłumaczenie: Elżbieta Pawlik
Dodał/a opinię:
chico6401
Jak daleko się posuniesz, by znaleźć miłość? Od czasu, gdy naukowcy odkryli, że każdy człowiek posiada gen, który dzieli tylko z jedną osobą na...
Dom z marzeń czy dom z koszmarów? Młode małżeństwo – Mia i Finn – z entuzjazmem remontują stary budynek, zamieniając go w swój wymarzony dom...