Po powrocie z europejskich wojaży Joanna zauważa zniknięcie z domu pamiątkowej zapalniczki. Oskarżenie o kradzież pada na ogrodnika Mirka. Przyjaciele bohaterki w poczuciu winy za niedopilnowanie domu postanawiają odzyskać cenny przedmiot. Jednak w mieszkaniu ogrodnika znajduja jego zwłoki... i sami stają się głównymi podejrzanymi.
Wydawnictwo: Kobra Media
Data wydania: 2007-04-12
Kategoria: Kryminał, sensacja, thriller
ISBN:
Liczba stron: 392
Język oryginału: polski
Tłumaczenie: brak
Okładka książki jak zwykle jest wersją kieszonkową, minimalistyczna szata graficzna, cienkie strony, zbity tekst i brak skrzydełek, które mogłyby pełnić funkcję ochrony dodatkowej przed uszkodzeniami mechanicznymi.
Kolejne spotkanie w styczniu z tą autorką przybliża mnie do zaliczenia kolekcji, która od lat stoi na mojej półce i się kurzy. Cieszę się bardzo, bo naprawdę trudno było zmotywować się do zmniejszenia tego stosu. Na pewno też zbyt szybko nie wrócę do czytania jej powieści, ponieważ czuję przesyt. Tym razem nie było tak źle, ale niekoniecznie czułam się zainteresowana treścią. Przeczytałam, bo zrobiłam to w ramach wyzwania, ale odnoszę wrażenie, że zaraz uleci mi z głowy. Chociaż przyznać muszę, że mnie aż tak nie irytowała jak to bywało w innych tytułach od pisarki.
Sporo się dzieje, w sposób ciekawy i specyficzny opisana jest akcja. Poszukiwanie sprawcy, pan policjant również jest... Charakterystyczny. Myślę, że to taki styl autorki, dzięki któremu wyróżniała się na tle innych pisarzy. Joanna, nasza główna bohaterka jak niemal w każdej książce z kolekcji, znów miała tę szansę i wzięła udział w dochodzeniu. Bo to wszak jej ukradziono zapalniczkę, która miała dla niej duże znaczenie...
Reasumując uważam, że nie była zła, ale też nie powaliła mnie na kolana. Myślę, że autorka ma lepsze pozycje od tej, ale czy Wy po nią sięgniecie to już sami musicie zdecydować. ;)
Daję czwórkę. Chyba jestem z pokolenia tych, którzy muszą być rozniesieni przez kryminał. Choć nie powiem, były momenty, kiedy rodzinka chciała mnie odesłać na leczenie, bo nie mogłam pohamować śmiechu. I na tym polega właśnie pani Chmielewska. Nie potrzeba przeżywać nie wiadomo czego, ale świetnie się bawić, mimo trupa, zagadki i zagrożenia życia. Gdyby w życiu każdemu wychodziło na sucho, to co wyprawiała ta gromadka, policja miałaby pełne ręce roboty. Nie jest to książka super wysokich lotów, ale warto poświęcić chwilkę, by się setnie pośmiać i zrelaksować.
Co ma zrobić beznadziejnie zakochana szesnastolatka, kiedy życie brutalnie zakłóca jej kontemplacje tego stanu?A tu trzeba sad posadzić, poprawić...
Czuję się zobligowana zawiadomić wszystkich p.t. Czytelników, że będzie ono i poprawione, i uzupełnione całkiem rzetelnie, w dodatku niejako dwutorowo...