Złodziejka marzeń

Wydawnictwo: Szara Godzina
Data wydania: 2016-02-02
Kategoria: Obyczajowe
ISBN: 978-83-64312-78-6
Liczba stron: 240

Ocena: 4.93 (14 głosów)

Joanna to czterdziestoletnia nauczycielka samotnie wychowująca nastoletnią córkę Lusię. Zmęczona pracą zawodową postanawia iść na urlop zdrowotny i zacząć realizować swe marzenia. Zamiast odpoczywać, musi jednak wyjechać, by zaopiekować się chorą ciocią. Pobyt w Starogardzie Gdańskim okazuje się pełen niespodzianek. Joanna zaczyna pisać, prowadzi "śledztwo" dotyczące przystojnego sąsiada i udziela się w hospicjum, przede wszystkim jednak wskutek tych doświadczeń całkowicie odmienia swe życie.

"Złodziejka marzeń" to napisana żywym językiem, utrzymana w ciepłym, zabawnym, optymistycznym, a niekiedy poważnym tonie powieść obyczajowa, która realistycznie oddaje atmosferę niewielkiego miasta, łamie stereotypy i pokazuje, że nigdy nie jest za późno, by zacząć nowe życie.

Dalsze losy Joanny można śledzić w powieści "To się da!".

Kup książkę Złodziejka marzeń

Sprawdzam ceny dla ciebie ...

Zobacz także

Polecana recenzja

Avatar użytkownika - catarina78
catarina78
Przeczytane:2016-02-23, Przeczytałam,
Wiesz, czyta się romanse, to się wie. Zawsze tak jest. Kobieta po przejściach wyjeżdża na jakieś zadupie, poznaje księcia z bajki, budzi się w niej bizneswoman i wszyscy sobie żyją długo i szczęśliwie - przekonuje swoją nastoletnią córkę bohaterka książki Anny Sakowicz Złodziejka marzeń.   Joanna jest czterdziestoletnią nauczycielką języka polskiego w gimnazjum. Lubi swoją pracę, traktuje ją z należną pasją, ale jest już mocno zmęczona, a tym samym - sfrustrowana. Marzy o wakacjach, a najlepiej o dłuższym urlopie. Jest na to spora szansa, bo przez ostatnich kilkanaście lat samotnego wychowywania córki po rozwodzie z mężem pracowała niemal bez przerwy, należy jej się więc odpoczynek. Wystarczy tylko udać się do psychiatry po odpowiednie skierowanie. Kobiecie udaje się załatwić wszystkie formalności i może wreszcie zacząć myśleć o marzeniach, na które dotąd nie miała czasu. Chce napisać powieść. Jako polonistka ma ku temu predyspozycje, a w ciągu roku szkolnego obowiązki jakoś wciąż ją odciągały od realizacji marzeń. Z tym, że matka kobiety ma zupełnie inny plan na jej roczny urlop...   Nadopiekuńcza i nie znosząca sprzeciwu matka postanawia wysłać córkę z wnuczką do dalekiej krewnej - pod pretekstem konieczności zaopiekowania się starszą i rzekomo schorowaną ciotką. Zadziwiające jest to, jak szybko i bez większych oporów Joanna zgadza się na przeprowadzkę na rok do właściwie ...
(czytaj dalej)

Opinie o książce - Złodziejka marzeń

Twórczość Anny Sakowicz od dawna znajdowała się na mojej liście 'chcę przeczytać, ale jakoś się nie udaje' (przeczytałam tylko dziecięce "Leniusiołki"). Wreszcie po wielokrotnych motywacjach - jest! Rzutem na taśmę roku 2018 udało mi się poznać debiutancką książkę pisarki - "Złodziejka marzeń".


Joanna jest czterdziestoletnią nauczycielką po rozwodzie. Jednak po szesnastu latach pracy ma coraz mniejszy zapał do nauczania i postanawia udać się na roczny urlop. Splot zdarzeń i prośba matki sprawiają, że wraz z córką Lusią wyjeżdża na ten czas do Starogardu Gdańskiego. Dziewczyna ma pójść do liceum w Gdańsku i bardzo ją to cieszy, zaś Joanna będzie zajmować się ciocią Zosią, która ma Alzheimera. A przynajmniej tak twierdzi matka Asi. Tylko że Joanna z każdym dniem coraz bardziej dostrzega, że ciocia wcale nie ma tak dużych problemów ze zdrowiem... O co tutaj chodzi?

Bohaterka jest bardzo samokrytyczna i uważa się za grubaskę, będzie nawet próbowała schudnąć... Kto jej w tym pomoże i czy 'pasztet' nie pęknie po kilku porankach? Czy uda jej się w nowym środowisku i w obliczu wolnego czasu spełnić swoje marzenia o napisaniu książki?

Każdego dnia Asia odkrywa gwarę kociewską - jawo, bajdura, blubluś, jo czy też brechtać początkowo są dla niej niezrozumiałe i śmieszne, ale później coraz więcej rozumie. To bardzo ciekawy element powieści. Podobnie jak wątki dotyczące dbałości o zdrowie, problemów z kolejkami w służbie zdrowia, relacji dziecka z rozwiedzionymi rodzicami czy udzielanie się na rzecz potrzebujących.

W powieści pełno jest tajemnic, intryg oraz skandali, jest zabawnie, pozytywnie, ale i nie brakuje problemów społeczności małomiasteczkowej. Joanna bawi się nawet w detektywa i próbuje dotrzeć do prawdy w kwestii pewnej podsłuchanej rozmowy.

Bardzo lubię czytać debiuty, poznawać początkowy warsztat pisarza a potem wraz z kolejnymi powieściami jego rozwój. Na pierwszą książkę patrzę zawsze 'przez palce', nie krytykuję zbyt mocno, wiem że początki są trudne. W tej powieści w oczy rzuciły mi się proste zdania, chwilami zbyt proste. Bez ulotności, tylko fakty. Źle nie było i z pewnością sięgnę po inne powieści Sakowicz, ponieważ pisze przyjemnie i lekko, nawet o sprawach ważnych.


Podsumowując - "Złodziejka marzeń" to historia życia zwykłej nauczycielki, która wrzucona w nowe środowisko za sprawą intrygi, próbuje wreszcie spełnić swoje pragnienia. Otaczają ją skradzione marzenia, antyczny bóg, porcelana Rosenthala, literatura oraz erotyczne gadżety. Jest to opowieść o walce o dobre samopoczucie, dystansie do siebie oraz o tym, by nie odkładać wszystkiego na bliżej nieokreśloną przyszłość, tylko działać. Ciekawa jestem jak potoczą się losy bohaterów w kolejnych tomach trylogii kociewskiej.


recenzja pochodzi z mojego bloga:

Link do opinii
Avatar użytkownika - basia02033
basia02033
Przeczytane:2017-05-28, Ocena: 5, Przeczytałam, 52 książki 2017, Przeczytane w 2017,
Joanna polonistka z marzeniem by zostać pisarką postanawia skorzystać z przywileju nauczycielskiego i wykorzystać urlop zdrowotny...ale nie przewidziała że najbliższa jej osoba ma już plan jak ,,zagospodarować " jej wolny czas ;) Czy uda jej się pogodzić pożyteczne z przyjemnym?...Czy nie wywróci to jej życia do góry nogami? ... może wielka miłość? ...Ja już wiem, a was zachęcam do lektury :)
Link do opinii
Avatar użytkownika - Ewfor
Ewfor
Przeczytane:2017-04-22, Ocena: 5, Przeczytałam, Wyzwanie czytelnicze 2017,
Złodziejka marzeń, to pierwsza część trylogii kociewskiej, współczesna powieść obyczajowa, której fabuła została umiejscowiona w miejscowości Starogard Gdański. Joanna, z zawodu nauczycielka polonistyki, postanawia skorzystać z przywileju przysługującego nauczycielom i decyduje się na roczny urlop zdrowotny. Mama Joanny sprytnie postanawia wykorzystać ten fakt i podstępem "zmusza" córkę do zamieszkania przez ten rok w domu ciotki, która podobno jest bardzo chora i potrzebuje opieki. Jak się okazuje na miejscu, cioci bardziej potrzebne jest towarzystwo i odrobina młodości w domu niż opieka. Joanna nie przyzwyczajona do błogiej bezczynności bardzo szybko angażując się w życie Starogardu poznaje wielu ciekawych ludzi. Wciąga się w wolontariat na rzecz hospicjum dla dzieci i... zaczyna pisać bajki. Jak potoczy się życie pani nauczycielki, czy zamieszkanie z ciocią pomoże Joannie znaleźć inne strony życia i cieszyć się nie tylko byciem matką wspaniałej nastolatki i nauczycielką? Czy Joanna spotka kogoś, do kogo jej samotne serce zabije mocniej? Ile trosk, a ile przyjemności przyniesie jej mieszkanie na Kociewiu? Trylogię kociewską zaczęłam czytać od środka, to znaczy od drugiej części ,,To się da", i poznałam już główną bohaterkę wcześniej. Muszę przyznać, że autorka wykreowała w swoich książkach osobę tak pełną ciepła, optymizmu i pozytywnej energii, że nie można Joanny nie polubić. Pozostali bohaterowie są różnorodni ale też bardzo ciekawi pod względem osobowości, począwszy od córki Joasi, cioci i przystojnego sąsiada oraz dziewczynek przebywających w hospicjum a skończywszy na osobach trzecioplanowych i dalszych. Książka napisana z dużą dawką humoru porusza tematy, które często nie są do śmiechu. Ale przedstawione przez autorkę epatują jakimiś pozytywnymi wartościami. Nadzieją. Odwagą. Spokojem (chociaż życie i temperament głównej bohaterki do spokojnych raczej nie zaliczam). Poruszony w powieści wątek związku homoseksualnego wcale nie jest szokujący ani nieprzyzwoity. A wątek chorób terminalnych dotyczący dzieci przebywających w hospicjum, napawa nadzieją i... często zmusza do kruchego uśmiechu. To, jak autorka przedstawiła podejście chorych dzieci do swojej sytuacji zdrowotnej to po prostu chapeau bas. Miałam kiedyś kontakt z chorymi w hospicjum i wiem, że dla wielu z nich pogodzenie się z chorobą, to coś niezwykłego, bo w obliczu bólu i cierpienia wierzą... wierzą w cud... wierzą w lepsze życie po śmierci... wierzą w siebie. Po przeczytaniu książki długo zastanawiałam się nad tym, jak to się udało autorce, że wymyślając tak humorystyczną fabułę i tak pozytywną bohaterkę potrafiła wpleść w tę komediową fikcję tak poważne tematy. Myślę, że dobrze iż zdecydowała się na taki krok, ponieważ daje nam - czytelnikom, dowód na to, że życie ani nie jest tylko usłane różami, ani nie jest tylko dramatem. W każdym człowieku można znaleźć i pozytywy i negatywy czyli - SAMO ŻYCIE. Powieść została napisana w osobie pierwszej, czytając ją miałam wrażenie, że słucham zwierzeń jakiejś mojej bliskiej znajomej. Utrzymana w ciepłym, trochę zabawnym i optymistycznym nastroju, a trochę odbiegająca od tego i przechodząca w poważny ton, wywołuje raz uśmiech raz wzruszenie. Jest to lektura, która zmusza do zastanowienia się na wieloma wątkami. Fabuła łamiąca stereotypy i pokazująca, że w życiu nigdy nie jest za późno na zrobienie czegoś nowego zarówno dla siebie jak i dla innych. I najważniejsze, że w życiu nigdy nie jest za późno na zmiany i rozpoczęcie nowego życia. Polecam tę powieść szczególnie czytelniczkom w wieku 40+, ale myślę, że bez względu na wiek i na płeć każdy znajdzie w niej coś dla siebie. To świetna lektura, która pozwoli na pełny relaks. Czyta się ją jednym tchem dzięki nie tylko ciekawej fabule, ale również interesującym, często zabawnym dialogom. Cieszę się, że jestem w posiadaniu trzeciej części i jestem pewna, że moje spotkania czytelnicze z dorobkiem tej autorki nie skończą się na tej trylogii, ponieważ na mojej półce ,,do przeczytania" czeka już kolejna powieść autorki.
Link do opinii
Avatar użytkownika - wrobel
wrobel
Przeczytane:2016-04-03, Ocena: 5, Przeczytałam, 52 książki w 2016 roku, Mam, Z autografem,
To moje pierwsze spotkanie z twórczością Anny Sakowicz, ale z całą pewnością nie ostatnie. Złodziejka marzeń pozwoliła mi uwierzyć, że w życiu człowieka, nigdy nie jest za późno na zmiany. Główną bohaterką jest Joanna - czterdziestoletnia nauczycielka, która samotnie wychowuje córkę Lusię. Marzy by zostać pisarką. Nie jest zbyt ufna w stosunku do mężczyzn, co prawdopodobnie jest spowodowane tym, że kiedyś jej były mąż ją zdradził. Poczułam do niej sympatię, jej uszczypliwe docinki czasem mnie wprost rozbrajały. Natomiast nie ukrywam, że bywały momenty, w których jej podejrzenia w stosunku do Piotra mnie denerwowały. Poznamy tutaj również Piotra, który pomimo czterdziestu lat wciąż mieszka ze swoją matką. To niezwykle przystojny i uprzejmy mężczyzna, jednak jest bardzo skryty w sobie. Nosi w sobie tajemnicę, którą boi się wyjawić komukolwiek. Jaka to tajemnica? Tego dowiecie się z książki. Powieść jest niezwykle ciepła, miałam wrażenie, że wszystko co się tam dzieje, dzieje się tak naprawdę obok mnie. Autorka stworzyła niezwykle rzeczywiste postacie, które mogę sobie wyobrazić w realnym świecie. Pokazała nam, że na marzenia nigdy nie jest za późno, a ingerencja osób trzecich w nasze życie, potrafi być przydatna, choć czasem bywa irytująca i nieznośna. Czasem człowiek myśli, że już nic dobrego w życiu go nie może spotkać, a tu jak za sprawą czarodziejskiej różdżki, zmienia się całe życie. Złodziejka marzeń uświadamia nam, że nawet ludzie w średnim wieku, którzy mają za sobą bagaż doświadczeń i są po przejściach, wciąż mogą żyć z głową na karku i dążyć do realizacji swych marzeń. Nasza bohaterka choć nie do końca zdaje sobie z tego sprawę, to tak naprawdę nadal szuka akceptacji i miłości, ramienia na którym mogłaby się wesprzeć w ciężkich chwilach. Pragnie nieść pomoc innym, dlatego też zostaje wolontariuszką w dziecięcym hospicjum. Choć z początku ciężko jest jej zrozumieć jak ciężko chore dzieci potrafią otwarcie mówić o swojej chorobie, to z każdym dniem darzy coraz większą sympatią swoich podopiecznych. To właśnie dzięki nim, Asia uświadamia sobie, że nie warto odkładać realizacji swoich marzeń na później. Zatem czy zmiana otoczenia korzystnie wpłynęła na Joannę oraz jej córkę? "Po przeprowadzce jednak coś jakby się we mnie odezwało na nowo. Tęsknota za czymś, co umknęło mi dawno, dawno temu: za młodzieńczym entuzjazmem, za miłością, za dotykiem, za motylami w brzuchu, nawet za drugą szczoteczką do zębów w kubku na umywalce, za obcymi włosami na grzebieniu i za męskimi skarpetami pod łóżkiem..." Człowiek myśli, że jeśli jest sam, nikt więcej go już nie skrzywdzi, że będzie wiódł zwyczajne życie. Ale prawda jest taka, że samotność doskwiera każdemu człowiekowi. Nikt z nas nie chce być samotny, każdy pragnie mieć u boku kogoś kogo kocha. I nawet ludzie pokrzywdzeni przez los, pragną znaleźć kogoś komu ponownie będą mogli zaufać i dzięki komu znów będą cieszyć się życiem. Reasumując powieść Anny Sakowicz jest jak najbardziej życiowa, nie zabraknie w niej humoru i optymizmu, ale również chwil wzruszeń. Pokaże nam jak bardzo koleje losu ludzkiego potrafią być zawrotne, a przede wszystkim, że wiek nigdy nie jest przeszkodą, by zacząć żyć od nowa. Książka jest lekka w odbiorze, co nie oznacza, że nie niesie w sobie przesłania. "Jest takie powiedzenie, że kiedy włos siwieje, to dupa szaleje."
Link do opinii
,,Złodziejka marzeń" to pierwsza powieść Anny Sakowicz z jaką miałam okazję się zapoznać. Główna bohaterka ma na imię Joanna, jest nauczycielką samotnie wychowującą nastoletnią córkę Lusię. Od kilku lat jest rozwiedziona, a jej życie toczy się utartym torem pomiędzy pracą, domem, a wychowaniem nastolatki. Jak więc nietrudno się domyślić w codzienność Joanny wkrada się rutyna i poczucie wypalenia - zwłaszcza zawodowego - w związku z powyższym kobieta myśli o wzięciu rocznego urlopu dla poratowania zdrowia. Jednakże regeneracyjne plany Joasi biorą w łeb, gdy do akcji wkracza jej niezwykle przedsiębiorcza rodzicielka organizując jej wyjazd - o zgrozo - na cały rok, bo przecież ktoś musi pomóc schorowanej, samotnej ciotce, która mieszka w Starogardzie Gdańskim czyli de facto na drugim końcu Polski... Tak oto zaczyna się ciepła i niesamowicie zabawna opowieść o tym, że zmiany choć niekiedy na początku wydają się nam katastrofą mogą jednak przynieść całkiem nieoczekiwane pozytywne rezultaty. Asia jest bardzo sceptyczna co do czekających ją przymusowych zmian, jednakże po długich perturbacjach z matką i ku ogromnej radości córki w końcu godzi się na to przymusowe zesłanie... Wynajmuje mieszkanie, pakuje cały swój dobytek włącznie z kotem ;) i rusza w nieznane. Oprócz naszej nieco postrzelonej Joasi (przekonacie się o tym w trakcie lektury) na uwagę zasługuje także postać Piotra, bardzo przystojnego, uroczego lecz także niesamowicie skrytego 40-latka mieszkającego w dalszym ciągu ze swoją matką w sąsiedztwie nowego lokum Asi. Zaznaczyć jednak należy, iż relacje między panią Prażmowską, a jej synem w żadnym wypadku nie są toksyczne jak to niekiedy w takich sytuacjach bywa. Jaką tajemnicę nosi w sobie Piotr? - tego dowiecie się z kart książki. W powieści poruszone zostały bardzo różne tematy. Przyglądając się chociażby na pierwszym planie perypetiom naszej bohaterki, która jest czterdziestolatką po przejściach. Pomimo wielu niełatwych życiowych doświadczeń nadal ma ona głowę pełną marzeń i choć nie do końca sama to sobie uświadamia nadal mimo obaw poszukuje miłości i akceptacji, chce także czuć się potrzebna angażuje się więc w różne akcje organizowane w miasteczku, a koniec końców trafia jako wolontariuszka do dziecięcego hospicjum. Miejsce to jeszcze bardziej otwiera jej oczy na wiele ważnych aspektów. Asia uświadamia sobie między innymi, że nie warto odkładać realizacji swoich marzeń na jakieś bliżej nieokreślone potem... Poprzez wyglądającą diametralnie inaczej niż początkowo zakładała Joasia sytuację Piotra, gdzie autorka w sposób bardzo wyrazisty pokazała, iż w życiu bardzo często bywa tak, iż nie wszystko jest takie jakie wydaje się na pierwszy rzut oka. Aż po energiczną staruszkę która miała być trudna w obyciu, a okazała się można rzec miodem na serce zarówno dla głównej bohaterki i jej córki, jak też dla całego otoczenia. Książka ta jest przepełniona humorem i lekka w odbiorze, co wcale nie przeszkadza jej nieść w sobie głębsze przesłanie o człowieku - jego pragnieniach, marzeniach i niejednokrotnie mocno zaskakujących kolejach ludzkiego losu. Na koniec dodam jeszcze, że już niebawem (2 lutego) ukaże się tom drugi tej historii, na który czekam z niecierpliwością. Druga odsłona będzie nosić tytuł ,,To się da!" Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję Wydawnictwu Szara Godzina. * https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta * http://ksiazkowoczyta.blogspot.com/2016/01/tak-kochamy-marzenia-ze-boimy-sie-je.html
Link do opinii
Avatar użytkownika - atena
atena
Przeczytane:2016-01-01, Ocena: 5, Przeczytałam, 52 książki 2015,
Joanna (główna bohaterka) to czterdziestolatka (tak jak ja), nauczycielka (tak jak ja), więc nie mogłam nie sięgnąć po tę pozycję. Co prawda podobieństw więcej nie było, bo ja umysł ścisły (nie byłam jeszcze na urlopie zdrowotnym) i mam pełną rodzinę z mężem i dziećmi, no ale... Z pozoru książka lekka, ale sprawa hospicjum dla dzieci daje do myślenia. Polecam nie tylko nauczycielom
Link do opinii
Avatar użytkownika - asymaka
asymaka
Przeczytane:2014-09-26, Ocena: 6, Przeczytałam, 52 książki 2014 ,

Autorkę książki miałam przyjemność poznać na Warszawskich Targach Książki. Okazała się być osobą pogodną, bezpośrednią i niebanalną. Tak samo zresztą jak Jej debiutancka powieść. Właśnie taka jest ta historia. Skierowana do szerszego grona odbiorców, różni się i to znacznie od innych tego typu publikacji. Na szczęście, bo ostatnio dosyć mam już tych lukrowanych, słodkich "obyczajówek".

Anna Sakowicz udowadnia, że bloger też może pisać. I to pisać na tyle dobrze, by stać się autorem interesującej książki. Jest jednak nie tylko blogerką, to absolwentka filologii polskiej i edytorstwa współczesnego, mama, właścicielka firmy: http://annasakowicz.pl/. Niedawno pojawiła się na rynku wydawniczym pierwsza propozycja literacka humanistki, zatytułowana "Żółta tabletka". To zbiór niezwykle celnych, zabawnych i błyskotliwych opowiadań. Sakowicz prowadzi dwa blogi:
http://kuradomowa.blogujaca.pl/ i http://anna-sakowicz.blog.pl/, które cieszą się uznaniem czytelników, są przez nich często i chętnie odwiedzane, jak też komentowane.

Moja recenzja opowiadań: http://asymaka.blogspot.com/2014/06/anna-sakowicz-zota-tabletka-opowiadania.html.

"Złodziejka marzeń" z pozoru zdaje się być lekturą łatwą, lekką i przyjemną. Poznajemy w niej kobietę po przejściach, matkę dorastającej Lusi, która pewnego dnia przestaje odczuwać radość i satysfakcję z wykonywanej pracy i po prostu musi iść na urlop. To z jednej strony stateczna, ale z drugiej postrzelona osoba, nigdy nie wiadomo, na jaki pomysł wpadnie i czego się po niej spodziewać. Chciałaby zapewne być poważną panią profesor, ale chyba nie do końca. Już na samym początku powieści dowiadujemy się, jak szalona potrafi być, nie liczy się z konsekwencjami, odznacza się po prostu wyjątkową nieodpowiedzialnością, żeby nie powiedzieć głupotą! Ale za to jak jest zabawnie! Wyobrażamy sobie opisaną w rewelacyjny sposób przez Sakowicz pierwszą scenę w autobusie i wybuchamy głośnym, niepohamowanym śmiechem.

"-Eee, tam. Mam wprawę.-Balansowałam lekko ciałem, przypominając sobie, jak to dawniej bywało. Co prawda, niekoniecznie teraz pasowało, abym się tak zachowywała, ale, na szczęście, nie zauważyłam w autobusie żadnych znajomych twarzy. Oprócz Moniki oczywiście. Ale wątpię, aby Monika w szkole opowiadała o moich autobusowych wyczynach. Pracowałyśmy razem od kilku lat. Lubiłyśmy się i często drogę do pracy i z pracy pokonywałyśmy razem, zawsze trochę plotkując. A to ponarzekałyśmy na koleżanki i na kolegów, a to na uczniów, innym razem na byłych mężów, bo obie miałyśmy to wątpliwe szczęście być rozwódkami. Nie spotykałyśmy się jednak nigdy po pracy. Towarzysko udzielałam się z innymi koleżankami-z Olgą i Beatą. Od czasu do czasu musiałyśmy spotkać się na lampce wina i pogadać. Taki lekki reset sobie robiłyśmy. 
-Lepiej uważaj-ostrzegła mnie Monika, a ja nie zdążyłam nawet wzruszyć ramionami w odpowiedzi, kiedy kierowca gwałtownie przyhamował. Razem ze swoim balastem poleciałam do przodu, prosto na twarz, zaliczając facjatą chropowatą podłogę autobusu." [1] 

Teraz już wiecie, na co stać naszą bohaterkę. I na pewno nikt z Was nie powie, że jest zwyczajną, nudną nauczycielką w szarym kostiumiku. Joanna ma czterdzieści lat, jest po rozwodzie i samotnie sprawuje opiekę nad niepełnoletnią jeszcze, za to bardzo bystrą i inteligentną córką. Ta ostatnia zachwycona jest propozycją babci, podczas gdy nasza pani profesor bardzo sceptycznie podchodzi do pomysłu swojej matki. Nie jest do końca przekonana, że zmiana otoczenia może przynieść jej jakiekolwiek korzyści. Czy roczna wyprowadzka do miejsca, gdzie nic się nie dzieje, wieje tylko nudą, może wyjść jej na dobre? Zwłaszcza, że ma tam opiekować się ciotką, która choruje na Alzheimera. Czy poradzi sobie z tym wszystkim, co szykuje dla niej los?

Pisana w pierwszej osobie powieść Sakowicz jest nie tylko ciekawą lekturą dla zwolenników powieści obyczajowych, to również historia o poszukiwaniu samej siebie, ale, co mnie najbardziej urzekło, to książka, w której nie brakuje naprawdę pięknych i ważnych wątków. I nie mówię tu o wątku miłosnym, o przekomicznych perypetiach, które stają się udziałem Joanny, a o pracy w hospicjum. To godne szacunku, niełatwe zajęcie, za to jakże potrzebne.
Moim zdaniem "Złodziejka marzeń" to jeden z lepszych debiutów, z jakim miałam do czynienia. To dająca nadzieję na lepsze jutro, dodająca wiary w to, że są wśród nas ludzie dobrzy, bezinteresowni, optymistycznie nastawiająca nas do świata powieść. Nie jest ani bajkową historyjką o księżniczce, ani trudną i dramatyczną opowieścią o doświadczonej przez los kobiecie. Sakowicz świetnie operuje słowem, pisze barwnym, interesującym językiem, przypomina nam, że w życiu nie jest wcale tak lekko, jednocześnie pokazując nam, że nie warto się poddawać bez walki. Autentyczna, ciepła, z interesującymi bohaterami, czyta się ją niebywale szybko. Naprawdę serdecznie polecam.

[1] fragment pochodzi z powieści


"Złodziejka marzeń" Anna Sakowicz, wydawnictwo Szara Godzina, premiera: 07.10.2014

Link do opinii
Avatar użytkownika - Muminka789
Muminka789
Przeczytane:2019-05-05, Ocena: 4, Przeczytałem,
Avatar użytkownika - Stenka
Stenka
Przeczytane:2019-03-12, Ocena: 5, Przeczytałam, 52 książki 2019,

Niewielka książka znakomicie nadająca się do zabrania w podróż lub w kolejkę do lekarza. Przyjemna lektura na urlop i na odpoczynek duchowy. Napisana lekkim, przystepnym językiem, pełns humoru, doskonała na poprawę humoru. Wszystkie postacie pozytywne, wpierająca się rodzina i koleżanki. Chętnie zabiorę się za nastepny tom trylogii kociewskiej.

Link do opinii
Avatar użytkownika - KKS
KKS
Przeczytane:2018-12-23, Ocena: 5, Przeczytałam, 52 książki 2018,
Avatar użytkownika - jolantasatko
jolantasatko
Przeczytane:2018-12-08, Ocena: 5, Przeczytałam, 2018,
Inne książki autora
To się da!
Anna Sakowicz0
Okładka ksiązki - To się da!

Joanna w trakcie rocznego urlopu dla poratowania zdrowia mieszka na Kociewiu i opiekuje się ciocią Zofią, energiczną starszą panią. Nowe miejsce staje...

Niedomówienia
Anna Sakowicz0
Okładka ksiązki - Niedomówienia

Świat może być pełen niespodzianek, jeśli tylko potrafimy się na nie otworzyć. Przekonuje się o tym bohaterka książki, Janka, której życie zawirowało...

Zobacz wszystkie książki tego autora
Cytaty z książki

Stare tory nie są złe, ale od czasu do czasu warto zmienić kierunek jazdy.


Więcej