Celowe podpalenie. Fragment książki „Algorytm"

Data: 2026-04-10 10:27:49 | Ten artykuł przeczytasz w 8 min. Autor: Piotr Piekarski
udostępnij Tweet

Jak daleko posuną się ludzie, by zdobyć dostęp do sztucznej inteligencji?

Stworzyć program, który namierzy każdego przestępcę i szpiega w sieci - brzmi jak marzenie. Dla genialnego programisty Karola Koppela, pracującego dla rządu USA, to rzeczywistość. Jego dzieło – przełomowa sztuczna inteligencja – nazywa się ZEUS. Ale właśnie zamieniło się w koszmar.

Koppel znika wraz z dostępem do programu. Niemal w tym samym momencie z ambasady Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej w Warszawie wypływa gigantyczny transfer danych. Zaczyna się polowanie. Na scenę wkraczają twarda policjantka z Komendy Stołecznej Policji, agent ABW depczący po piętach Koreańczykom i CIA, która... skupia się na własnych problemach. Wszyscy szukają Koppela. Każdy ma swoje cele i nikt nikomu nie ufa. ZEUS bowiem to cyfrowy klucz, który otwiera wszystkie drzwi. A w grze o taką stawkę nie ma przyjaciół. Są tylko poszczególni gracze.

Czy Koppel uciekł? A może go porwano? Kto jest zdrajcą w tej grze wywiadów? Komu tak naprawdę zagrażał program?

Zapnijcie pasy. W tej rozgrywce jedynym algorytmem są ludzkie żądze i strach.

„Algorymt" W.P. Rdzanka - grafika promująca książkę

Algorytm W.P. Rdzanka to pierwszy tom trylogii AI-gent. Mroczne kody. Do lektury zaprasza Dom Wydawniczy Rebis.

– Zmieniają się dekoracje, narzędzia i poziom naszego zaawansowania, ale sam fundament ludzkiej natury pozostaje od wieków nienaruszony. Oczywiście, każdy z nas nosi w sobie naiwne marzenie o utopijnym świecie pozbawionym konfliktów, ale jako autor powieści sensacyjnych muszę twardo stąpać po ziemi. A rzeczywistość jest taka, że od czasów biblijnych zawsze ostatecznie znajdzie się jakiś zawistny Kain, gotów podnieść rękę na brata, by zrealizować własne ambicje. Dziś różnica polega tylko na tym, że ten współczesny Kain ma do dyspozycji serwery, kody źródłowe i algorytmy. Żądza władzy, chciwość i permanentny brak zaufania to po prostu nasze ustawienia fabryczne, których nie nadpisze żadna, nawet najbardziej przełomowa technologia. – mówi w naszym wywiadzie W.P. Rdzanek

Jeżeli kochacie kino akcji, na przykład Jasona Bourne`a czy Jamesa Bonda, ta powieść ma szansę Was olśnić – pisze Danuta Awolusi w naszej redakcyjnej recenzji książki Algorytm.

W ubiegłym tygodniu na naszych łamach zaprezentowaliśmy premierowy fragment książki Algorytm. Dziś czas na kolejną odsłonę tej historii:

Ewa patrzyła za nim, upewniając się, że nie będzie obserwował ich dalszych czynności. Wjechali z Soboniem na ósme piętro. Było tam osiem mieszkań. Soboń nacisnął dzwonek przy pierwszych drzwiach. Po minucie otworzył starszy mężczyzna w rozciągniętym dresie. Dopiero na widok munduru uchylił je szerzej.

– Dobry wieczór, aspirant Soboń. Mamy pytanie o lokatorów.

– Słucham.

– Mieszka tutaj Wietnamczyk?

– Co proszę? Pan poczeka, bo nic nie słyszę bez aparatu. – Mężczyzna zniknął i wrócił, majstrując przy uchu, co spowodowało przeraźliwy pisk. – O co państwo pytali?

– Czy mieszka tu Wietnamczyk, znaczy Azjata? – mówił Soboń głośno.

– Krzyczeć pan nie musi. Wietnamczyk? Tak, mieszka taki, tu obok. – Wskazał sąsiednie drzwi. – Nie wiem, czy będzie w domu.

Ewa podeszła i nacisnęła dzwonek. Bez rezultatu. W tym czasie Soboń pokazywał sąsiadowi zdjęcie.

– Może to on… Nie wiem, panie. Spotyka się człowieka na klatce, nawet „dzień dobry” nie mówi… Ale idźcie tam, na koniec korytarza. Pod sześćdziesiąt cztery mieszkają młodzi ludzie, może oni więcej powiedzą. – Mężczyzna zamknął im drzwi przed nosem.

– Nikogo nie ma albo nie chce otworzyć. – Ewa z rezygnacją wpatrywała się w judasza.

Tymczasem Soboń podszedł pod wskazany numer. Ze środka dobiegała muzyka hip-hopowa. Nacisnął dzwonek dwukrotnie. Muzyka ucichła. Zadzwonił ponownie. Drzwi otworzyła spocona dziewczyna w trykocie. Na widok policjanta chciała zatrzasnąć, ale Soboń przytrzymał je dłonią.

– Chwileczkę, to nie interwencja! Mam pytanie. – Podstawił jej pod nos fotografię. – Mieszka tutaj taki?

– No, mieszka. Tam, gdzie ta pani stoi. Bo co?

– Bo nic. Możesz wrócić do gimnastyki.

Dziewczyna zatrzasnęła drzwi. Soboń podszedł do Ewy.

– To tutaj. Chcesz wejść?

– Nie mam nakazu.

Soboń spojrzał na nią z wyższością.

– Stan wyższej konieczności. Przecież masz jeden osiem dziewięć, nie? – To mówiąc, wyjął z kieszeni klucz uniwersalny i pogrzebał w zamku, który po chwili puścił z cichym trzaskiem.
Dzielnicowy otworzył drzwi i z okrzykiem „Policja!” wkroczył do środka. Ewa podążyła za nim do wąskiego przedpokoju. Soboń wymacał włącznik światła.

– O kurwa! O kurwa! – krzyknął.

Na środku podłogi leżało ciało mężczyzny z roztrzaskaną twarzą. W pokoju nie było śladów walki, a wokół głowy utworzyła się kałuża krwi. Obok leżał ciężki kamienny wazon. Ewa omiotła wzrokiem wnętrze. Zobaczyła urwaną półkę, a następnie jej uwagę zwrócił stojący na biurku pokaźnych rozmiarów laptop wyglądający jak sprzęt ze stacji kosmicznej. Obok znajdował się niepozorny telefon na klawisze. Ewa wybrała na komórce numer, który Zygmunt ustalił jako prawdopodobnie używany przez Dennisa. Po dwóch sekundach wyświetlacz telefonu na biurku pojaśniał i rozległ się ikoniczny sygnał Nokii.

W tym czasie Soboń składał przez krótkofalówkę pierwszy raport.

– Zgłaszam odnalezienie ciała. Miejsce zdarzenia: ulica Nowa dwanaście, mieszkanie sześćdziesiąt jeden. Ofiara to mężczyzna, około trzydziestu lat, prawdopodobnie Azjata. Na głowie widoczna rana po uderzeniu tępym narzędziem. Na miejscu podkomisarz Ewa Dzik. Proszę o natychmiastowy przyjazd zespołu dochodzeniowego.

O matko, co za dzień! – pomyślała Ewa. Była pewna, że ma przed sobą ciało Dennisa Lê, a dziwaczny komputer jest własnością Karola Koppela. Kusiło ją, żeby zajrzeć do telefonu i sprawdzić SMS-y, ale procedury mówiły jasno: zabezpieczyć dowody i niczego nie dotykać. Zdecydowanie wolała poczekać na techników z kryminalistyki.

Rzut oka na zegarek powiedział jej, że jest na nogach prawie czternaście godzin. Usiedli na podłodze w korytarzu. Soboń zajął się swoją komórką i ku zdumieniu Ewy oglądał filmiki z kotami. W tym momencie poczuła wibracje telefonu. To był jeden z tajniaków oddelegowanych do obserwacji Leidy i Edgara. Odebrała i wyszła na schody.

– No co tam?

– Ewa, pali się biurowiec ESTIGAME! Ogień wali z garażu, płonie całe ich piętro. Jak nic celowe podpalenie.

– O w mordę! Jesteś na miejscu?

– Tak. Cały dzień nie mogliśmy ich namierzyć, bo wyłączyli telefony. Przyjechałem sprawdzić, czy tu są. Zanim jebnęło, gadałem z ochroniarzem. Ciekawych rzeczy się dowiedziałem!

– No dawaj.

– Najważniejsze to że firma jest od dwóch dni zamknięta. Nie było Zajcewej ani Gustafsona. Ale na monitoringu widać, że do garażu wjechał dziś po osiemnastej ich samochód. Kamery w podziemiach od paru dni nie działają, więc nie wiem, kto nim przyjechał. I jeszcze jedno: dzisiaj przed szóstą do ESTIGAME próbowali się dostać Szczerzec i Żelko. Była z nimi jakaś kobieta. Mam nagrania. Byli może z dziesięć minut… Czekaj, strażacy wynoszą ciała! – Z aparatu dobiegł odgłos pospiesznych kroków i szelest. Potem krzyki strażaków. Nagle usłyszała zasapany głos rozmówcy. – Jesteś tam jeszcze?

– Tak, co masz?

– Mocno spalone zwłoki. Kobieta i mężczyzna. Wzrost i waga pasują do Estończyków. Nic więcej nie da się ustalić. Rozłączam się.

– Na razie. – Ewie zaschło w ustach.

Docierało do niej, że najprawdopodobniej trzej główni podejrzani w sprawie uprowadzenia Koppela nie żyją, a jedynym tropem jest komputer. Czy ten dzień się kiedyś skończy? – pomyślała z rezygnacją i wybrała numer Friszera.

Książkę Algorytm kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

Tagi: fragment,

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
AI-gent. Mroczne kody. Algorytm
W.P. Rdzanek0
Okładka książki - AI-gent. Mroczne kody. Algorytm

"Niebezpiecznie dobre" - Vincent V. Severski. Wejdź do świata zbrodni, hakerów i cybersłużb. Jak daleko posuną się ludzie, by zdobyć dostęp do sztucznej...

Wydawnictwo
Autor