Jak tam randka? Fragment książki „Nie kuś losu"

Data: 2026-03-20 13:53:44 | artykuł sponsorowany | Ten artykuł przeczytasz w 10 min. Autor: Piotr Piekarski
udostępnij Tweet

Maja od lat zmaga się z paraliżującym lękiem, który więzi ją w czterech ścianach. Przeszłość nie daje o sobie zapomnieć, a każdy krok ku wolności kończy się kolejnym potknięciem. Z pomocą oddanej przyjaciółki stara się zawalczyć o normalne życie – choć codzienność wciąż rzuca jej kłody pod nogi. Kiedy na jej drodze staje tajemniczy, przystojny chłopak, wszystko zaczyna się zmieniać. Maja postanawia dać mu szansę i... zataja przed nim prawdę. Kłamstwo po kłamstwie buduje obraz osoby, którą nigdy nie była. A wtedy pojawia się ktoś jeszcze – nieznajomy, który obserwuje ją z ukrycia. Śledzi. Manipuluje. Wciąga ją w grę, z której nie ma łatwego wyjścia. Czy nowa relacja przetrwa na fundamentach kłamstw? Kim jest stalker i jak bardzo namiesza w życiu dziewczyny? I czy Maja znajdzie w sobie siłę, by powiedzieć prawdę – przede wszystkim sobie?

„Nie kuś losu" Wiktorii Guzik - grafika promująca książkę

Nie kuś losu Wiktorii Guzik to psychologiczna opowieść o traumie, zaufaniu i cienkiej granicy między miłością a strachem. Zapraszamy do lektury. W ubiegłym tygodniu na naszych łamach zaprezentowaliśmy premierowy fragment książki Nie kuś losu. Dziś czas na kolejną odsłonę tej historii: 

III

Następnego dnia czuję napięcie w całym ciele. Bardzo denerwuję się wyjściem z domu i spotkaniem z nieznajomym. To nieuniknione, jeśli chcę odzyskać swoje rzeczy, ale wiem też, że od tamtego zdarzenia nie umiem się normalnie zachowywać. Wszystko mnie przerasta, nawet głupi spacer. Zdaję sobie sprawę, że muszę w końcu zacząć żyć, bo inaczej będzie ze mną bardzo źle. Moim dzisiejszym celem jest maksymalne odstresowanie, żeby pokazać się Wojtkowi z jak najlepszej strony. Przyrządzam sobie na śniadanie omleta i mrożoną kawę. Gdy kończę jeść, biegnę do łazienki i robię rzeczy, o których już dawno nie myślałam. Nakładam na całe ciało mnóstwo pięknie pachnących kosmetyków, a na koniec stawiam na rozświetlającą twarz maseczkę. Tłumaczę sobie, że to nie jest randka, ale mam wrażenie, że nie robi to wrażenia na motylach w moim brzuchu. Zamiast zajadać się kolejną czekoladą, biegnę do sypialni i układam ciuchy w szafie. Wybór najfajniejszych ciuchów jest idealnym motywem do zrobienia porządków. Udaje mi się wyrzucić dwa niemal pełne worki ubrań, a resztę posegregować w różne stosiki. Nie zdawałam sobie sprawy, że sprzątanie może dać tyle frajdy.

Po naprawdę długich poszukiwaniach udaje mi się wybrać sukienkę, która ładnie podkreśla moją urodę, ale też nie wygląda jak kreacja na randkę. Dobieram do niej sandały na koturnie i odkładam całość na łóżko. Postanawiam, że dzisiejszy dzień będzie taki, jak wszystkie inne przed felernym wydarzeniem. Otwieram okna w całym domu i namiętnie wchłaniam promienie słoneczne. Mam jeszcze dużo czasu do wyjścia, więc wyciągam wiecznie odkładaną w kąt książkę i zaczynam czytać. Fabuła podoba mi się tak bardzo, że planuję kupić drugą część. Nawet nie wiem, kiedy trzynasta zamienia się w piętnastą. Niedługo trzeba wychodzić. Odkładam lekturę i biegnę do łazienki.

Przeglądam się jeszcze w lustrze i z zadowoleniem stwierdzam, że jest naprawdę dobrze. Liczę w myślach do dziesięciu na uspokojenie myśli i wychodzę.

Gdy wchodzę do kawiarni, nie dostrzegam nigdzie chłopaka. Pewnie po mnie tego nie widać, ale zaczynam panikować. Nerwowo rozglądam się po sali, bo być może przegapiłam wcześniej jakiś ukryty kąt. Nie pojawia się też nikt nowy. Uśmiecham się do kelnerki, po czym w bardzo szybkim tempie odwracam się do wyjścia.

— Halo! Spokojnie! Mówiłem, żebyś następnym razem patrzyła pod nogi – śmieje się Wojtek.

Czuję jak mój naturalny odcień skóry, zmienia się w buraczany kolor, a przed oczami robi mi się ciemno.

— Hej! Nie zemdlej mi tutaj – mówi, kładąc rękę na moich plecach. — Nie wiem, co powiedzieć. Wstyd mi – panikuję.

— Może na początek powiedz: cześć Wojtek, miło cię widzieć! śmieje się.

— Cześć Wojtek. Miło cię widzieć – powtarzam.

— Mamy progres. A teraz może normalnie się poznamy? Ja jestem Wojtek – podaje mi rękę. – Ale to już wiesz – uśmiecha się.

— Maja – delikatnie ściskam jego dłoń.

— Miło mi. Usiądziemy?

— Tak, jasne – zaczynam się denerwować.

Wybieramy stolik blisko okna. Chcę mieć już to wszystko z głowy, więc chwytam za krzesło, żeby je odsunąć, ale Wojtek mnie powstrzymuje.

— Mogę? – uśmiecha się zalotnie, po czym odsuwa mi krzesło. — Dziękuję – posyłam mu piękny uśmiech.

— Jakby co, to ja stawiam. Wybierz, na co masz ochotę.

— Jest mi bardzo miło, ale czy mogę prosić, abyś już zwrócił mój portfel? – nagle wypalam.

— Nie chcesz niczego zamówić? – pyta zdziwiony.

— Po prostu chciałabym już wrócić do domu – odwracam wzrok z nadzieją, że zrozumie.

— W takim razie nie.

— Co? Nie rozumiem.

— Nie oddam ci portfela.

— Słucham?! To moja własność! Po co ja tu przyszłam? Nie odzyskam moich rzeczy? – wściekam się.

— Spokojnie! Oddam ci, ale po spotkaniu. Chcę, żebyś coś zamówiła, żebyśmy porozmawiali, może żebyś mi wyjaśniła tę głupią sytuację i żebyśmy się umówili na następny raz.

Po prostu nie wierzę. Nie jestem pewna, czy to jakiś tani podryw, czy koleś oczekuje czegoś w zamian. Po ostatnich wydarzeniach jestem mocno uczulona na takie rzeczy.

— Posłuchaj – decyduję się na konfrontację. – Jeśli tak stawiasz sprawę, to wolę wyrobić sobie nowe dokumenty – wstaję od stołu. — Nie! Zaczekaj! – również wstaje. – Przepraszam. Może źle to zabrzmiało. Chciałem dobrze. Proszę – wyciąga z kieszeni portfel, po czym mi go podaje. – Nie gniewaj się. Chciałem, tylko żebyś została. Nie ukrywam, spodobałaś mi się. Wiem, że się nie znamy, ale bardzo chciałbym się poznać. No co ci szkodzi? Może zostaniemy kumplami – nerwowo się uśmiecha.

Chyba zaczynam dostrzegać swój błąd. Moja wizja złych rzeczy czających się na każdym kroku odciska swoje piętno. Jestem zła na siebie, że oskarżam każdego o niecne zamiary.

— Wybacz – zaczynam. – Taka już jestem. Wszędzie szukam podtekstów, a potem sprawiam wszystkim przykrość.

Chowam odzyskany portfel, po czym decyduję się dać tej znajomości szansę i zamawiam piwo bezalkoholowe.

— Nic się nie dzieje. Cieszę się, że nie uciekasz. Może opowiesz coś o sobie? – pyta.

— W sumie nie mam wiele do opowiedzenia. Studiuję księgowość, chociaż ostatnio zrobiłam sobie krótką przerwę. Mieszkam sama, nie imprezuję – śmieję się. – Jestem raczej spokojną dziewczyną. A ty?

— Ja się nie dostałem na studia. Wolałem iść do pracy. Muszę pomóc rodzicom opłacać rachunki. Ale kiedyś planuję iść na medycynę. Zawsze mnie to jarało. Miałem dobre oceny z biologii, chemii i fizyki i od zawsze marzyłem, że zostanę szanowanym lekarzem.

— O! Fajnie. Widzę, że jesteś ambitny. Będę trzymać kciuki za twoją karierę – uśmiecham się.

— Jest mi niezmiernie miło z tego powodu — śmieje się. – Chociaż mam nadzieję, że nigdy nie będę musiał cię leczyć – dodaje. — Liczę na to, że będę przyjmowana poza kolejnością – żartuję. — To chyba oczywiste. Powiesz mi co to była za akcja ostatnio? Widziałem, że bardzo się zdenerwowałaś.

Przez chwilę myślę, co powiedzieć, żeby jakoś wybrnąć z tej sytuacji. Nie chcę przyznawać się przed ledwo poznanym chłopakiem, że zgodziłam się na obrzydliwe rzeczy, tylko po to, żeby przypodobać się mojemu mężczyźnie, a teraz non stop ktoś mnie z tego powodu obraża. Wolę wymyślić coś łagodniejszego, żeby się nie wystraszył.

— Głupie żarty. Kiedyś oglądaliśmy razem idiotyczny film, w którym bohaterowie robili sobie na złość i teraz dokuczamy sobie przy okazji – uśmiecham się.

— Jaki to był film?

— Nie pamiętam. To było dawno, a nie ja go wyszukałam.

— Rozumiem. To dlaczego tak się zdenerwowałaś?

— Pewnie dlatego, że spowodowałam kłopotliwą sytuację, a oni jeszcze dodali oliwy do ognia. Po prostu wybrali nieodpowiedni moment. Normalnie pewnie bym się śmiała razem z nimi – szybko się tłumaczę.

— A teraz czemu się tak denerwujesz? – dopytuje.

— Co? Nieprawda! – nerwowo się śmieję. – Wydaje ci się.

— No dobrze. Skoro tak mówisz – odpuszcza temat. – Masz jakieś hobby?

— Zawsze lubiłam jeździć na wrotkach. Często bywałam we wrotkarni i jeździłam ze słuchawkami na uszach. Takie odcięcie od rzeczywistości. Kiedyś bardzo chciałam nauczyć się jakichś akrobacji. Może w tańcu… — rozpływam się.

— Mówisz w czasie przeszłym. Nie jeździsz już?

— Brakuje mi czasu. Po prostu nie mam kiedy – znowu kłamię. — To może następnym razem wybierzemy się do wrotkarni? proponuje.

— Ty też jeździsz? – pytam zdziwiona.

— Nie. Nigdy nie miałem wrotek na nogach. Ale myślę, że dam radę. To nie może być takie trudne – śmieje się.

— Uwierz mi, jest! – krzyczę oburzona.

— Trudne to mogą być rolki albo łyżwy, bo trzeba złapać równowagę, ale wrotki? Przecież one mają po dwa kółka z każdej strony. Założę się, że nauczę się od razu.

— Tak myślisz? W takim razie w porządku. Przejdę się tam z tobą tylko po to, żeby zobaczyć twoją porażkę i rozwścieczoną minę – śmieję się.

— Czyli umówimy się na kolejne spotkanie?

— Wszystko na to wskazuje – odpowiadam po krótkim namyśle. Muszę przyznać, że to spotkanie dodało mi sił. Przy Wojtku naprawdę zapomniałam o tym, co mnie spotkało. Rozmawialiśmy bardzo długo, miałam wrażenie, że nie mogliśmy się rozstać, ale zadzwoniła jego mama z prośbą o pomoc, więc koniec końców musieliśmy to zrobić.

Wracam do domu i czuję, że muszę zadzwonić do przyjaciółki. Nie dałaby mi żyć, gdyby to ona pierwsza musiała się odezwać. Pewnie teraz siedzi z głową nad telefonem i co chwilę sprawdza wiadomości. Na myśl o tym szeroko się uśmiecham.

— O dzień dobry? Jak tam randka? Udała się? – słyszę po drugiej stronie.

— Hejka! Po pierwsze to nie była randka, a po drugie, tak, spotkanie się udało.

— Słyszę, że jesteś cała w skowronkach. Opowiadaj! Opowiadam Luzie pokrótce, co się stało i o czym rozmawialiśmy. Wspominam jej też, że umówiłam się z Wojtkiem na wrotki, bo uparł się, że chce spróbować.

— Bardzo się cieszę! – wyrywa się jej. – Nawet nie wiesz jak bardzo. Może w końcu przestaniesz się stresować i zaczniesz normalnie żyć!

— Mam taką nadzieję. Nawet nie wiesz, jak bardzo bym tego chciała.

— Wiem kochana. Bądź dobrej myśli. Kiedyś przecież musi się ułożyć. I mam przeczucie, że to będzie właśnie teraz.

— Oby twoje przeczucie sprawdziło się.

Jeszcze chwilę gadamy o głupotach, a potem kończymy rozmowę w dobrych nastrojach.

-> Książkę Nie kuś losu kupicie w Empiku!

Tagi: fragment,

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Nie kuś losu
Wiktoria Guzik0
Okładka książki - Nie kuś losu

Jak wiele kłamstw trzeba wypowiedzieć, by ukryć prawdę o sobie? Maja od lat zmaga się z paraliżującym lękiem, który więzi ją w czterech ścianach. Przeszłość...

Recenzje miesiąca
Opad
Opad

František Kotleta

Pokaż wszystkie recenzje