Kiedy los wystawia na próbę, przyjaźń daje im siłę i nadzieję. „Kobiety z wiatru" Magdy Knedler

Data: 2026-01-12 11:25:54 | Ten artykuł przeczytasz w 18 min. Autor: Piotr Piekarski
udostępnij Tweet

Opieka nad trojaczkami pochłania energię Praksedy Koehler, niemniej stara się ona podejmować także inne działania. Pisze kolejną książkę, udziela się towarzysko, wspiera męża w jego obowiązkach związanych z dziedziczeniem tytułu. Edgar Koehler z kolei w związku z nową sytuacją zostaje opiekunem prawnym swojej kuzynki Elizabeth. Nie spodziewa się, ile ta opieka będzie jego i Praksedę kosztować…

Księżna Aniela von Mirbach korzysta ze swojego statusu towarzyskiego. Nie spodziewa się jednak, że odnowiona znajomość z mecenasem Tabęckim będzie miała swoje tragiczne konsekwencje.

Frida Bachman nauczyła się nie oczekiwać za wiele od życia. Małżeństwo z Albertem okazuje się trudne i okupione pasmem cierpień. Niemniej i dla niej los szykuje wielkie zmiany.

Ktoś dawno niewidziany wraca zza granicy, zdeterminowany, by naprawić kilka błędów z przeszłości. Nawet jeśli komuś może to bardzo skomplikować życie…

Czy Anieli, Praksedzie i Fridzie uda się pokonać przeciwności losu? Czy ich przyjaźń przetrwa próbę czasu?

Kobiety z wiatru Magda Knedler - grafika promująca książkę

Do przeczytania powieści Magdy Knedler Kobiety z wiatru zaprasza Wydawnictwo Zwierciadło. To trzeci już tom cyklu Ścieżkami nadziei. Dziś na naszych łamach prezentujemy premierowy fragment książki Kobiety z wiatru:

1

Księżna von Mirbach przekręciła klucz w zamku i otworzyła drzwi swojej sypialni.

– Tak? – rzuciła ostro, choć wiedziała, że dziewczyna nie zawracałaby jej głowy bez potrzeby. Dostała stanowcze polecenie, by pukać tylko w razie najwyższej konieczności.

– Przepraszam, jaśnie pani. Bardzo przepraszam, ale…

– O co chodzi?

– Musi jaśnie pani zejść.

Księżna uniosła brwi i owinęła się ciaśniej peniuarem.

– Muszę zejść? Teraz?

Pokojówka przestąpiła z nogi na nogę. Nieśmiało uczyniła krok do przodu i pochyliła się w stronę swojej pani.

– Mecenasowa Tabęcka jest na dole – szepnęła.

Księżna wyprostowała się, zerknęła w głąb sypialni, po czym wyszła całkiem na korytarz i zamknęła za sobą drzwi.

– Jak to – mecenasowa Tabęcka? Co ona tu robi i dlaczego na mnie czeka? Przecież wyraziłam się jasno, co masz mówić. Przyjechałam tu sama dla podreperowania zdrowia i nikogo nie przyjmuję.

– Tak, ale ona wie. Że pan mecenas… – Dziewczyna wymownie zerknęła na drzwi do sypialni.

– Ona wie?

Służąca kiwnęła głową.

– Zachowuje się jak wariatka, popchnęła mnie w wejściu, mocno, aż się przewróciłam, a potem weszła. Zaczęła krzyczeć, że jeśli jaśnie pani nie zejdzie i… i… pan mecenas też, to was pozabija i podpali ten dom. Siedzi teraz w salonie i nie zamierza się ruszyć.

Księżna przewróciła oczami.

– Jeszcze tego mi brakowało. Co jej powiedziałaś? Przyznałaś, że jesteśmy tu oboje?

– Nic nie mówiłam, tylko od razu przyszłam do jaśnie pani. Boję się jej. Takiej to faktycznie nie wiadomo, co do głowy przyjdzie. Ma ze sobą laskę.

– Laskę?

– Taką ze srebrną gałką. Nie, żeby się podpierać, energii tej kobiecie nie brakuje. Taką, jak panowie czasem noszą. Zamachnęła się na mnie tą laską. Ja makówkę wolałabym zachować całą, za pozwoleniem jaśnie pani, i się uchyliłam. Ale ona zamachnęła się dość pewnie, więc na moje oko to skrupułów nie ma i konsekwencji się nie obawia. A takie są najgorsze.

Księżna pokiwała głową.

– Włożę szybko suknię i poprawię włosy, bo przecież tak do niej nie zejdę.

– Pomogę jaśnie pani.

– Nie. Idź na dół. Powiedz Tabęckiej, że drzemałam i że musi poczekać. Nie wspominaj o nim ani słowem, jasne? Jestem tu sama.

Dziewczyna zerknęła niepewnie w stronę schodów.

– Na co czekasz? – zapytała księżna.

– Tak, jaśnie pani.

Księżna wróciła do sypialni i pospiesznie zrzuciła peniuar. Mecenas Tabęcki usiadł na łóżku.

– Co się stało?

– Twoja żona tu przyjechała.

Roześmiał się, a księżna rzuciła w niego poduszką.

– Bądź cicho. I nie wychodź, przekonam ją, że jestem sama.

– Nie uwierzy ci.

– Trudno. Ostatecznie pokażę jej nawet sypialnię, z której ty za chwilę znikniesz. Jasne?

– Mam się schować w szafie?

– W czymś mniej oczywistym. Najlepiej w pokoju na końcu korytarza, tym otwartym. Nie będzie przecież szukać cię po całym domu. Pomóż mi z gorsetem.

– Zaraz.

Tabęcki przewrócił ją na łóżko.

– Oszalałeś?

– Przecież moja żona tak czy owak będzie na ciebie trochę czekać. Bo drzemałaś i musisz się ubrać, a wkładanie tych waszych sukien trwa długo.

– Puść mnie.

– Nie.

Tabęcki przygwoździł Anielę do łóżka, chwycił ją mocno za nadgarstki i pocałował, a potem puścił jej ręce, by rozchylić uda.

– Jesteś nienormalny, zejdź ze mnie.

Spojrzał jej w oczy. Przez chwilę mierzyli się wzrokiem, aż w końcu księżna nie wytrzymała i objęła go za szyję. Jęknęła, kiedy w nią wchodził, choć wiedziała doskonale, że powinna być cicho. Tabęckiemu chyba podobała się ta sytuacja. Był jeszcze namiętniejszy niż zazwyczaj i dał jej tak wielką rozkosz, że ledwie powstrzymała krzyk. Wbiła pięty w materac, dygotała na całym ciele. Wysunął się z niej i otarł pot z czoła. Księżna odczekała chwilę, aż jej serce się uspokoi, po czym wstała, chwyciła halkę i gorset.

– Pomóż mi.

Tym razem usłuchał bez sprzeciwu. Stanął za nią, wciąż nagi, i niedbale zasznurował jej gorset, a potem zapiął haftki sukni.

– Dziękuję – mruknęła.

Rozczesała pospiesznie włosy i zwinęła je w węzeł na karku.

– Co ci szkodzi przyznać przed nią, że tu jestem? Przecież ona i tak wie.

Zerknęła w lustro, a potem na Tabęckiego.

– Nie żartuj. Jeszcze tego mi brakowało, żeby mieć teraz na karku twoją histeryczną żonę. Groziła mojej pokojówce laską, wyobrażasz sobie?

Tabęcki rzucił się na łóżko i założył ręce za głowę. Księżna starała się nie patrzeć na jego umięśnione, zgrabne ciało. Ciało mężczyzny, którego trzy lata temu świadomie odrzuciła, a potem pozwoliła, by poślubił inną kobietę. Nie żałowała.

– Tak, to do niej podobne – powiedział.

– Naprawdę?

Księżna wygładziła suknię i uniosła brodę.

– Naprawdę – potwierdził. – Dawniej wydawało mi się, że wychowano ją na dobrze ułożoną, spokojną, cichą, nudną kobietę i że będzie posłuszną żoną. Myliłem się. Potrafi urządzić taką scenę, że głowa mała. Poza tym nie ma dziecka, a jeśli chodzi o twojego syna, zawsze się zastanawiała, czy przypadkiem nie jest mój, więc…

– Nie jest twój. Łatwo sobie policzyć – rzuciła ostro. Westchnął.

– W każdym razie ona nie ma pewności.

– Odwiedzasz ją czasem w sypialni? Tylko w taki sposób można spłodzić potomstwo, chyba tyle wiesz.

– Zdarza mi się.

Księżna poczuła ukłucie zazdrości, ale szybko się opanowała i podeszła do drzwi.

– To dobrze. Nie powinna więc na nic narzekać, jesteś doskonałym kochankiem.

– Dla ciebie. Nie dla niej.

Zeskoczył z łóżka i powstrzymał przed otwarciem drzwi. Chwycił ją za kark i znowu pocałował. Poddała się na chwilę, po czym zdecydowanie go odepchnęła. Wiedziała, że miał od niej więcej siły i mógł na to nie pozwolić, mógł z łatwością ponownie rzucić ją na poduszki. Poczuła skurcz w podbrzuszu.

– Muszę iść – wymamrotała, kiedy całował jej szyję i płatek ucha.

– Odejdź od męża – powiedział. – Odejdź od niego, a ja…

– Kompletnie zwariowałeś – odparła, wywinęła mu się z objęć i wybiegła na korytarz, po czym zamknęła za sobą drzwi.

Szła na dół przepełniona dziwnym rodzajem dumy. Lubiła ten dom, mimo że znajdował się na kompletnym odludziu i zimą na drogach częściej spotykało się łosia niż człowieka. Latem miejsce nieco odżywało, choć księżna von Mirbach spodziewała się więcej po tak malowniczej okolicy, z dwoma dużymi jeziorami na wyciągnięcie ręki, urodzajnymi polami i lasami bogatymi w zwierzynę. A jednak modne towarzystwo na jachty chętniej wybierało się do Nikolaiken i na Jezioro Schnardewie niż tu, nad Lampatzki See, w którego brzeg przechodził płynnie pałacowy trawnik posiadłości Mirbachów. Będąc tu, księżna tęskniła za wielkim światem i wykwintnym towarzystwem, za zgiełkiem dużego miasta, Berlina, Wiednia, Paryża, Königsbergu, który dla niej wciąż pozostawał pewną nowością. Tęskniła za Neapolem i Rzymem, które odkryła dzięki swojemu mężowi przy okazji podróży poślubnej. Tęskniła nawet za Warszawą, gdzie wracała za każdym razem spięta i pełna niepokoju. Książę von Mirbach lubił polską stolicę. Mówił, że jest jak kobieta z trudną przeszłością, która ukrywa blizny i pamięta przemoc, ale chodzi wciąż wyprostowana i dumna. Ponadto

Warszawa przypominała mu żonę. Księżna von Mirbach też była kimś takim. Zerknęła po drodze przez okno, na zamglony brzeg jeziora. Kiedy wracała do wielkiego świata, tęskniła dla odmiany za tym miejscem. Traktowała je jak azyl. Tu mogła się ukryć. Uwolnić własne demony, być kimś mrocznym i złym. Prawdziwą sobą.

Przeszła przez pusty hall, w którym wybrzmiało echo jej kroków. W powietrze wzbiły się drobiny kurzu. Nikt od dawna tu nie sprzątał, bo dwór stał pusty od kilku tygodni. Czekał na grupę wykwalifikowanych budowniczych, którzy mieli w najbliższych latach zupełnie go przerobić. Książę von Mirbach wymarzył sobie neogotycki pałac, z wieżyczkami i blankami, ogromny. I z dużą wozownią, również w neogotyckim stylu, by wszystko do siebie pasowało. Park także zaplanowano przemodelować, szykowano już projekty kwietnych dywanów, uroczych zagajników, stawu z fontanną w kształcie łabędzia. Księżna się nie sprzeciwiała, choć żal jej było dzikiego piękna tego miejsca. Starego, prawie pięćdziesięcioletniego dworu we wsi Sorquitten, który zbudował major husarów Johann von Oppeln-Bronikowski, ze znanej, szanowanej i licznej polsko-pruskiej rodziny. To właśnie poprzez Oppeln-Bronikowskich księżna poznała swojego obecnego męża. Gdyby nie oni, może faktycznie przedstawiałaby się teraz jako mecenasowa Tabęcka, a w salonie nie czekałaby na nią żadna wściekła rywalka.

Odetchnęła głęboko i weszła do przestronnego pomieszczenia, w którym nad kominkiem wciąż wisiał portret dumnego majora husarów.

– Pani mecenasowo, bardzo przepraszam, że musiała pani czekać. Spałam i…

Żona Tabęckiego odwróciła się gwałtownie i nieznacznie uniosła laskę. Faktycznie wzięła ze sobą coś takiego, pokojówka mówiła prawdę. Dziewczyna zresztą musiała stąd czmychnąć, bo księżna nigdzie jej nie widziała.

– Spałaś?

Księżna uniosła brwi.

– Nie przypominam sobie, abyśmy tak blisko się zaprzyjaźniły, by zwracać się do siebie z taką poufałością.

Tabęcka zrobiła krok do przodu. Złość dodawała jej urody, księżna musiała to przyznać. Była młodą kobietą, miała świeżą cerę, zdrowe włosy, proporcjonalną, choć masywną figurę. Kiedy jej oczy miotały płomienie, twarz nabierała wyrazu.

– Przepraszam, wasza wysokość – odparła teraz z kpiną.

– Odpuśćmy sobie złośliwości. Proszę mi wybaczyć, ale nie rozumiem, o co pani chodzi. Jak pani widzi, mecenasowo, pałac jest zupełnie pusty. Nie ma nawet służby, poza dziewczyną, która ze mną przyjechała. Od czasu do czasu lubię samotność, a tylko to miejsce zapewnia mi ją całkowicie. Wszędzie indziej zawsze pozostaję wśród ludzi. Nigdy nie tęskni pani za samotnością?

Tabęcka uczyniła kolejny krok do przodu. Księżna nakazała sobie nie cofać się przed nią. Czuła jednak rosnący niepokój.

– O nie – powiedziała desperatka niskim głosem. – Samotności mam zawsze dość, bo mój mąż woli towarzystwo innej kobiety.

– Doprawdy? To przykre.

– Nie bądź bezczelna. Dobrze wiem, że tu jest, że to wasze miłosne gniazdko. Nie zamierzam cię straszyć, że powiem twojemu mężowi, bo jak sądzę, on już wie. Może tak się umówiliście. On ci pozwala robić, co chcesz. Możesz więc tłuc się po Europie z kochankami i łajdaczyć się w jego zamkach, nic mnie to nie obchodzi, póki nie łajdaczysz się z moim mężem. On nie należy do ciebie! Rozumiesz?

Księżnej zachciało się śmiać. Z początku myślała, że mecenasowa Tabęcka może jednak wzbudzić w niej szacunek.

Przyjechała tu sama. Jeśli przebywała akurat w Dłutowie, nie miała aż tak daleko, jednak w pierwszych dniach marca pogoda nikogo nie rozpieszczała i powóz musiał przebyć trudną drogę. Mecenasowa prawdopodobnie wzięła ze sobą tylko stangreta, chyba że jeszcze jakaś pokojówka czekała teraz przed domem. Ale nie. Jednak nie, Tabęcka nie zasługiwała na szacunek. Stała się żałosną kobietą, która w żenujący sposób goniła za swoim mężem, choć ten ewidentnie jej nie chciał. Księżna wyprostowała się i zerknęła w lustro wiszące obok portretu majora. Wciąż była piękna. I miała nad tamtą przewagę.

– Zaproponowałabym pani poczęstunek, ale jak pani widzi, nikogo tu ze mną nie ma, kuchnia jest zamknięta, posiłek dostarczą mi z gospody we wsi. Są jednak wina. Może skusi się pani na kieliszek? Do zaparzenia herbaty potrzebuję dziewczyny, a ona gdzieś się podziała.

Księżna wzruszyła ramionami i po chwili wahania usiadła na sofie. Królewskim gestem wskazała Tabęckiej fotel. Tamta nie skorzystała, stała nadal i ściskała w dłoni rączkę laski.

– Chcę przeszukać dom! – zażądała.

Księżna rozłożyła ręce i uśmiechnęła się szeroko.

– Cały? Bardzo proszę! Od czego zaczniemy? Tabęcka nieco się zmieszała.

– Życzy sobie pani zobaczyć moją sypialnię? Chodźmy od razu. Nadciąga zmierzch i martwię się, że będzie pani wracać po ciemku. Niestety nie mogę zaproponować gościny, nagrzano tylko w moim pokoju, poza tym dom jest zimny jak psiarnia. Słyszała pani, że go rozbudowujemy? Mój mąż ma wizję. Dlatego o nic się tu teraz nie dba i nie pali w piecach, warunki są kiepskie, ale ja bardzo lubię to miejsce i choć cenię sobie luksus, nie zawsze go potrzebuję – paplała, wstając z sofy.

– Dlaczego ty mi to robisz?

– Ale co robię? Proszę, mecenasowo, niech mi pani konkretnie powie, co ja robię. Owszem, nie zamierzam przeczyć, że z moim mężem mamy… dość niekonwencjonalne podejście do małżeństwa. Dajemy sobie dużo wolności. Niekiedy to klucz do udanego związku, proszę mi wierzyć. Orientuję się, że dla wielu kobiet taka sytuacja byłaby nie do przyjęcia, ale ostatecznie ludzie powinni czymś się między sobą różnić, prawda? Nie rozumiem natomiast, dlaczego moja swobodna więź z małżonkiem, która nie ogranicza żadnej ze stron, krzywdzi konkretnie panią. Czy idziemy w końcu do tej sypialni?

– Wiesz dobrze, o czym mówię.

– Doprawdy?

– Ty nie jesteś jak inne. On cię kocha. Bóg jeden wie dlaczego, ale tak właśnie jest. I ty doskonale zdajesz sobie z tego sprawę. Zdajesz sobie i bawisz się nim, jego uczuciami, trzymasz go na sznurku i sprawiasz, że stawia się na każde twoje wezwanie. Sama nie możesz wziąć go sobie na stałe, ale nie pozwolisz też, bym ja go miała. Choć to mnie ślubował.

Księżna westchnęła. Traciła cierpliwość. Wolałaby wrócić już do wygodnego, ciepłego łóżka, w którym, jak przypuszczała, czekało ją jeszcze tej nocy wiele przyjemności za sprawą męża tej biednej gęsi. Tutaj rzeczywiście było zimno. Potarła kark i spojrzała na Tabęcką zmęczonym wzrokiem.

– Nieszczęsna idiotko – odezwała się po chwili. – Naprawdę ci się wydaje, że to ma znaczenie, kto komu ślubował? Otóż nie. Nie ma żadnego. Ślubowanie, przysięgi, deklaracje to wszystko tylko i wyłącznie słowa. A słowa są ulotne. Można je uciszyć, wykreślić, wymazać z pamięci, przeinaczyć. Przecież wiesz.

– Dla ciebie przysięgi mogą nie mieć znaczenia, ale mają dla mnie i dla innych ludzi!

– Na przykład dla twojego męża? Dotąd nie uważałam cię za głupią. Może za nudną, naiwną, zdesperowaną i niepewną siebie, jak gdybyś szukała czegoś po omacku. Ale za głupią nie. Wiedziałaś, że on cię nie kocha. Wiedziałaś to przed ślubem, a po ślubie musiałaś już całkiem przestać się łudzić. W jaki sposób to do ciebie dotarło? Nie chciał cię dotknąć? Dotknął cię, ale bez czułości? Kiedy się z tobą kochał, wypowiedział moje imię?

Tabęcka zbladła, a jej oczy zaszły łzami. Księżna zasłoniła dłonią usta.

– Nie, w to nie uwierzę! Naprawdę wypowiedział moje imię? Nie! To musiało być coś innego. Co to było?

– Jesteś skończoną ladacznicą.

– Być może – odparła leniwie. – Ale przynajmniej czerpię z tego wiele satysfakcji. Rozumiem twoją złość. Niezaspokojone potrzeby cielesne są źródłem potwornej frustracji. Dam ci dobrą radę. Twój mąż nigdy nie zapewni ci tego, czego potrzebujesz. Nie przełamie się. Powinnaś znaleźć sobie kochanka. Twój mąż się nie sprzeciwi, o ile zachowasz dyskrecję i nie przyniesiesz mu wstydu.

Mecenasowa zacisnęła mocno dłoń na rączce laski. Księżna von Mirbach miała już dość tej głupiej gry. W gruncie rzeczy nic jej nie obchodziło, jak Tabęcka postąpi. Mogła iść do jej męża, to bez znaczenia, przecież on tak czy owak wiedział. Towarzystwu nie rozpowie, bo w ten sposób postawi samą siebie w złym świetle i uczyni swoją własną osobę obiektem plotek. Większość żon żyła z niewiernymi mężami, a tylko nieliczne robiły z tego teatr i zawsze obracało się to potem przeciwko nim. Nie, Tabęcka za bardzo ceniła sobie swoją reputację. Długo na nią pracowała. Mecenasowa. Pani z pałacu w Dłutowie, patronka kilku wsi. Skoro tak czy owak wiedziała, że mąż ją zdradza, po co było dłużej grać komedię?

– Jak śmiesz? – odezwała się Tabęcka, sina z wściekłości. Jak śmiesz, ty suko!

– To dlatego ciągle wraca do mnie – przemówiła niskim, aksamitnym głosem księżna. – To dlatego wciąż i wciąż chce tylko i wyłącznie mnie.

Tabęcka zatrzęsła się i uniosła laskę. W tym właśnie momencie księżna von Mirbach pojęła, że przesadziła. Krzyknęła i uchyliła się przed ciosem, ale Tabęcka zamachnęła się znowu. Laska trafiła księżnę w ucho i wszystko się rozdzwoniło, a przestrzeń zafalowała.

– Przestań! Przestań!

Zasłoniła głowę ramionami. Po szyi spłynęło coś ciepłego i zorientowała się, że bolące ucho krwawi. Kolejny cios trafił ją w przedramię. Tabęcka oszalała, naprawdę oszalała. Księżna wiedziała, że posunęła się za daleko, powiedziała za dużo, ale w życiu by się nie spodziewała takiej reakcji. Była pewna, że mecenasowa tylko sobie pomacha tą laską. Po chwili Tabęcka zmieniła taktykę i darowała sobie zasłoniętą głowę księżnej, a zamiast tego uderzyła w żebra. Głośny wrzask przeszył pomieszczenie. Księżna von Mirbach łapczywie zassała powietrze, oderwała ręce od głowy i złapała się za tors. Oddech bolał. Przynamniej jedno żebro musiało jej pęknąć, słyszała chrupnięcie, a teraz kłucie tak się nasiliło, że wywołało falę mdłości. Księżna zatoczyła się do tyłu i osunęła na dywan. Kręciło jej się w głowie. I ten ból, ten okropny ból. Pomyślała, że to koniec, umrze tu. Przez Tabęckiego i przez własną głupotę. Pewność siebie i pychę. Czy nie pycha właśnie kroczy przed upadkiem?

Mecenasowa stanęła nad nią z uniesioną laską. A potem nagle jej wzrok się zamglił i upadła.

Książkę Kobiety z wiatru kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

Tagi: fragment,

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Kobiety z wiatru
Magda Knedler 0
Okładka książki - Kobiety z wiatru

Opieka nad trojaczkami pochłania energię Praksedy Koehler, niemniej stara się ona podejmować także inne działania. Pisze kolejną książkę, udziela się towarzysko...

Wydawnictwo