Nie wystarczy odpokutować. Fragment powieści "Winny"

Data: 2021-04-30 09:12:07 Autor: Piotr Piekarski

Szum wody. Ciepło otaczające zanurzone w wannie ciało. Blask migoczącego płomienia.

To jest właśnie reset. Tylko tak Marcin może się uspokoić. Wyciszyć nadwrażliwy na bodźce umysł. Utrzymać w ryzach tę część siebie, która nie mieści się w ogólnie przyjętych normach.

Kiedyś popełnił błąd. Myślał, że tak będzie lepiej. Dla wszystkich.

Ale bardzo się pomylił, życie to nie jest bajka z morałem. Nie wystarczy odpokutować. Choć spłacił swoje długi, piętno winy zostanie z nim na zawsze. Zwłaszcza że jest ktoś, komu zależy na tym, by prawda nigdy nie wyszła na jaw. Nawet za cenę życia.

Obrazek w treści

Mrocznie, duszno i nieprzewidywalnie - Joanna Opiat-Bojarska opracowała wzór na thriller, od którego przechodzą dreszcze. 

„Winny to bardzo solidny, mroczny thriller, który pozostawia czytelnika z poczuciem niepokoju. To opowieść o przeszłości, która powraca cieniem, nie pozwalając rozpocząć nowego życia – piszemy w recenzji powieści Joanny Opiat-Bojarskiej. Do lektury książki Winny zaprasza wydawnictwo Słowne Mroczne. Na łamach naszego serwisu ukazał się już pierwszy i drugi fragment powieści, tymczasem już dziś możecie przeczytać ostatnią jego część: 

Miał zadzwonić do obcej kobiety i co? Powiedzieć, że umówił się na spotkanie z lokatorem jej mieszkania, ale on nie otwiera mu drzwi od kilku dni, dlatego czuje się zaniepokojony i prosi, żeby kobieta przyjechała na Maćkowskiego i sama mu je otworzyła? Przecież to brzmiało absurdalnie.

Dotarł do swojego samochodu. Rozejrzał się. Przy zamkniętej już Biedronce stało kilku młodych mężczyzn. Wybuchali salwami głośnego śmiechu i pokrzykiwali, jakby wiedzieli, że nikt nie odważy się zwrócić im uwagi. Byli u siebie i nie przyszli po chleb.

Marcin pomyślał, że na pewno znają Słoninę. Jego najlepszy kumpel w każdym miejscu zjednywał sobie sympatię. Ludzie żyjący w ramach wyznaczanych przez normy prawne zazwyczaj się go bali, a osiedlowe cwaniaczki, którym imponowała gangsterka, chcieli znaleźć się pod jego skrzydłami.

Mógłby do nich podejść i spytać, czy nie wiedzą, gdzie znajdzie Słoninę. Ale intuicja podpowiadała mu, że i tak niczego by się od nich nie dowiedział. Nie po ciemku, nie gdy byli w grupie. Potraktowaliby go jak intruza i przegonili.

Wsiadł do samochodu, ale nie odjechał. Odczekał dłuższą chwilę, by utwierdzić się w przeświadczeniu, że musi wziąć sprawy w swoje ręce. Zebrał myśli. Poczekał, aż minie północ. Naciągnął kaptur na głowę i ruszył.

Z bagażnika wyjął łyżkę montażową do opon. Wetknął ją za pasek spodni. Obszedł blok dookoła, skupiając się na ewentualnych zagrożeniach. Mimo że noc była zimna, gdzieś w oddali rozlegały się odgłosy ogródkowej imprezy. Niektórzy najwidoczniej ignorowali chłód nocy i starali się wierzyć, że wrzesień to jeszcze lato.

Stanął pod blokiem od strony balkonów. Były idealne. Z takimi radził sobie najlepiej. Odliczył balkony tak, by wytypować ten należący do Słoniny. Drugie piętro. Drugi od prawej strony. Idealnie ciemny.

By dotrzeć do niego, musiał pokonać dwa inne. Na parterze delikatnie tliło się światło. Wychylił się i upewnił, że nikt z domowników nie stoi przy oknie.

Złapał się krawędzi balkonu i podskoczył, podciągając ciało na bok. Wylądował na balustradzie – delikatnie się zatrzęsła. Napiął wszystkie mięśnie, by zachować równowagę. Wyprostował się i błyskawicznie złapał krawędzi kolejnego balkonu.

Widział, że właśnie zgasło tam światło. Zatrzymał się. Bezpiecznie byłoby w tej chwili poczekać, ale nie miał czasu. Stał na barierce z wyciągniętymi w górę rękoma. W mieszkaniu na parterze starszy mężczyzna wpatrywał się w telewizor. Trudno było przewidzieć, czy przypadkiem za chwilę go nie wyłączy i nie spojrzy w stronę okna.

Poprawił uchwyt i podciągnął się. Był jak Spider-Man. Przekręcił ciało na bok i zakotwiczył kolanem. Zdobył pierwsze piętro. Za oknami panowała ciemność. Przyspieszył.

Wyciągnięcie rąk. Złapanie krawędzi. Podciągnięcie się. Kolano. Ręce. Wyprost. I skok prosto na balkon Słoniny. Lądowanie na betonowej powierzchni nie było bezgłośne, dlatego Marcin skulił się i odczekał chwilę. Nie usłyszał nic niepokojącego, więc zbliżył się do drzwi, wyjął zza paska łyżkę do opon i podważył drewnianą ramę.

Odskoczyła, a on zwinnie wszedł do środka.

Jego oczy potrzebowały kilkudziesięciu sekund, żeby przyzwyczaić się do ciemności. Dopiero po ich upływie z czarnego tła zaczęły wyodrębniać się kontury. Kanapa. Meblościanka. Telewizor. Stolik.

Coś na nim stało. Zbyt dużo jak na codzienność mieszkania samemu. Marcin pomyślał, że może Słonina przyjmuje gości. Może poszedł w tango z jakąś kobietą. Piją, parzą się jak króliki i śpią. I tak w kółko.

Podszedł do stolika i na chwilę wyjął komórkę. Poświecił na blat. Stały na nim cztery kubki i dwie szklanki. Większość była prawie pusta.

Marcin odetchnął z ulgą i ruszył dalej, w stronę przedpokoju. Na ułamek sekundy zatrzymał go okropny zaduch. Odwrócił głowę do tyłu, zerknął na uchylone drzwi balkonowe, które wpuszczały do mieszkania świeże powietrze.

Najchętniej cofnąłby się do nich, nabrał zapas powietrza w płuca i dopiero szedł dalej. Od kilku dni nikt tu nie wietrzył i nie wyrzucał śmieci. Czuł wwiercający się w dziurki od nosa smród fermentującego mięsa.

Zanim zdążył odwrócić głowę, poczuł na swoich udach wąską i twardą przeszkodę. Błyskawicznie zatrzymał się i spojrzał przed siebie. Przeszkoda przestała stawiać opór. Upadła na podłogę, wydając przy tym głuchy i bardzo mocny dźwięk.

Ukucnął i zamarł przy szafce na buty, licząc na to, że nawet jeśli ktoś wygramoli się z drugiego pokoju, to go nie zauważy.

Nic się jednak nie działo. Mógł wrócić do oddychania. Wyciągnął dłoń przed siebie i wymacał przeszkodę. Obły kształt, twardość oraz ciepła w dotyku struktura upewniła go, że to kij bejsbolowy.

Taki był właśnie Słonina. Przezorny, ubezpieczający się kijami. Marcin mógł się założyć, że pod łóżkiem kumpla znajdzie kolejnego bejsbola.

Ruszył do kuchni. Smród się nasilał. Poświecił komórką po blatach. To była kuchnia, w której Magda Gessler dostałaby wścieklizny i bałaby się czymkolwiek rzucić.

Słonina nigdy nie należał do pedantów. Nie lubił tracić czasu na porządki. Uważał, że życie jest na to zbyt krótkie.

Na blacie, obok sterty brudnych, niemieszczących się w zlewie naczyń, leżała deska do krojenia, na której znajdowała się pokrojona w kostkę cebula. Wyglądała dziwnie, trochę jak trociny, trochę jak pokruszone chipsy. Słonina musiał ją pokroić jakiś czas temu. Raczej dłuższy niż krótszy.

Koło deski: talerz z wysuszonym ogórkiem, solniczka, pieprzniczka i jajko w skorupce. Po prawej stronie talerza leżała komórka. Wyłączona.

Słonina nie rozstawał się ze smartfonem, nie wyszedłby bez niego z domu.

Marcin zajrzał do szafki pod zlewem. Śmietnik wcale nie był pełen i nie śmierdział zepsutym mięsem.

– Kurwa mać – zaklął pod nosem i ruszył do ostatniego, zamkniętego pokoju. Nie chciał tam zaglądać, ale wiedział, że musi.

Jeśli chcecie poznać wszystkie książki autorki, zachęcamy Was do lektury przewodnika po twórczości Joanny Opiat-Bojarskiej.

Książkę Winny kupić można w popularnych księgarniach internetowych: 

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Winny
Joanna Opiat-Bojarska6
Okładka książki - Winny

Mrocznie, duszno i nieprzewidywalnie - Joanna Opiat-Bojarska opracowała wzór na thriller, od którego przechodzą dreszcze. Doskonale skonstruowana...

dodaj do biblioteczki
Wydawnictwo
Recenzje miesiąca
Na wieki wieków Pani Amen
Bianka Kunicka - Chudzikowska
Na wieki wieków Pani Amen
Spowiedź Goebbelsa
Christopher Macht
Spowiedź Goebbelsa
A miał być happy end
Katarzyna Kalicińska
A miał być happy end
Niskorosła
Joanna Bartoń
Niskorosła
Wędrówka
Anna Onichimowska
Wędrówka
Sam i Watson patrzą sercem
Ghislaine Dulier
Sam i Watson patrzą sercem
Największy sekret
Rhonda Byrne
Największy sekret
Pokaż wszystkie recenzje