Ocaleć albo spłonąć. "Żniwo Ognia. Ciernie i osty" Andrzeja Wojaczka

Data: 2025-10-13 14:52:25 | aktualizacja: 2025-10-22 13:50:44 | artykuł sponsorowany | Ten artykuł przeczytasz w 7 min. Autor: Piotr Piekarski
udostępnij Tweet

Dla Teofila Kłoska świat skończył się we wrześniu 1939 roku. Rzucony w środek wojennego chaosu, szybko uświadamia sobie, że jako żołnierz kampanii wrześniowej walczy nie tylko z najeźdźcami. O wiele groźniejsze od Niemców i Sowietów są zmagania z wewnętrznym wrogiem - strachem, rozpaczą i zwątpieniem. Teofil, kiedy jego oddział zostaje rozbity, rozpoczyna niebezpieczną wędrówkę, ukrywając się w okupowanych miastach, w lasach i pośród ludzi, którzy nie zawsze są tymi, za których się podają. W końcu przybywa do Lwowa... 

"Żniwo Ognia. Ciernie i osty" Andrzeja Wojaczka - grafika promująca książkę

Ciernie i osty to dramatyczny zapis pierwszych tygodni drugiej wojny światowej, ukazujący dziejową zawieruchę oczami tych, którzy musieli stawić czoła jej bezlitosnym trybom. Andrzej H. Wojaczek, twórca bestsellerowego cyklu Wrzeciono Boga, powraca z trylogią Żniwo Ognia i ponownie zabiera czytelnika do świata, gdzie człowieczeństwo jest wartością najcenniejszą a zarazem najtrudniejszą do ocalenia. Biblijna konotacja tytułu trylogii podpowiada, że mimo obrazów śmierci i zniszczenia, to nie historia zbiera tu plon. To opowieść o tym, jak pośród przemocy i strachu dokonuje się duchowe żniwo wśród ludzi, którzy mogą ocaleć... albo spłonąć. Dziś na naszych łamach prezentujemy premierowy fragment książki Żniwo Ognia. Ciernie i osty:

Drugiego dnia wojny ujrzałem Pegaza.

Tak pomyślałem, gdy minął mnie w locie o włos. Pewnie spłoszył go wizg pocisku, który wypadł z żelaznej gardzieli niemieckiego czołgu i wgryzł się w ziemię na trasie mojego zaprzęgu. W jednej chwili huk detonacji zagłuszył bitewną wrzawę. Eksplozja zachwiała posadami świata, siejąc spustoszenie, potęgując wszechobecny chaos. Razem z fontanną piasku i gliny w powietrze wyleciała chłopska furmanka, która przetoczyła się nad parą zwierząt jak pudełko zapałek poderwane z blatu stołu prztyczkiem palca. W zdrowym odruchu powinienem był skulić się w sobie jak dziecko, które przed wjazdem do tunelu chowa głowę w ramionach, ale widok białego konia, szybującego nade mną w agonalnym locie, sparaliżował mnie do tego stopnia, że nie mogłem oderwać wzroku od tułowia nakrapianego karmazynem krwi. Pegaz z utrąconymi skrzydłami zakończył swój lot w przydrożnym rowie, gdzie spadł z kwikiem bólu i zdziwienia – okaleczony anioł, symbol wolności, mocy i transcendencji, zbrukanych strugami posoki.

Z trudem odwracam wzrok, bo symfonia zniszczenia dudni kolejnymi taktami grozy, ale obraz martwego zwierzęcia ukorzenia się w mojej pamięci jak wyjątkowo inwazyjny chwast. Widmo okrutnej i niezawinionej śmierci okrywa mnie niczym całun fatalistycznych prognoz.

Biały Pegaz.

Upływa niemal ćwierć wieku od chwili, kiedy po raz pierwszy usłyszałem o tym dziwnym stworzeniu. Opowiedział nam o nim Fryderyk Ploschke, kierownik niemieckiej szkoły, do której wówczas uczęszczałem. Pewnego razu przyniósł na lekcję gruby album pełen kolorowych rycin. Przy bliższych oględzinach okazało się, że widniejące na nich postacie nie przypominały niczego, co do tej pory widzieliśmy. Na przykład taki Cerber okazał się psem o trzech głowach.

– Chciałbym mieć takiego psa – oznajmił Bolek Stachoń, jeden z moich najlepszych kolegów. – Bydlę spałoby w jednej budzie, ale larma narobiłoby za trzech.

– Czy ja wiem? – zaoponował Chimek Bugdoł, najlepszy przyjaciel z najlepszych, którego od zawsze cechowały zdrowy rozsądek i pragmatyczne podejście do życia. – Musiałbyś takiemu dawać trzy razy więcej żarcia.

Uwaga Chimka rozpętała ożywioną dyskusję. Gdy jedni podzielali jego zdanie, drudzy starali się wytknąć mu lukę w rozumowaniu, dowodząc, że pomimo trzech głów reszta psa wyglądała całkiem zwyczajnie. Nie doszliśmy do porozumienia, bo kierownik przykuł naszą uwagę do ilustracji jednookiego olbrzyma, którego określił mianem cyklopa. Na jego widok któraś z dziewcząt zauważyła, że taki to musiał zachować szczególną ostrożność, bo gdyby, nie daj Boże, skaleczył się w oko, to po ptokach. Ploschke pochwalił Marysię, a następnie przytoczył historię cyklopa Polifema, którego niejaki Odyseusz oślepił rozżarzonym drągiem. Ponieważ wszyscy mieliśmy w pamięci niedawny wypadek jednego z naszych kolegów, który stracił wzrok w wyniku wybuchu petardy, los Polifema przejął nas głębokim współczuciem.

Na następnej ilustracji znalazł się wizerunek konia, któremu z czoła wyrastał spiralny róg, ale o wiele większe wrażenie zrobił na nas pół człowiek, pół koń. Postać Centaura stała się punktem wyjścia do rozważań na temat szerokich możliwości wykorzystania cech potwora w wielu dziedzinach życia. Wszyscy byli zgodni co do tego, że szybkość i siła konia w połączeniu z ludzkim intelektem mogłyby przynieść imponujące i nieoczywiste rezultaty tak na polu walki, jak i w pracy na roli.

Kierownik zaskakująco pośpiesznie przewrócił następne dwie strony albumu, ale co bardziej spostrzegawczy zdążyli zauważyć, że jedna z pominiętych ilustracji przedstawiała pływające w morzu gołe baby z rybim ogonem, a na drugiej znajdował się wizerunek brodatego dzikusa ze sterczącą kuśką. Obie te zakazane ryciny odtworzył później mój kuzyn Józef Zaremba, skądinąd zdolny rysownik. Zdaniem tych, którzy mieli okazję podejrzeć album Ploschkego, kopia biła oryginał na głowę.

Wiele śmiechu wzbudził Feniks, ukazany na ilustracji w postaci ptaka z rozpostartymi skrzydłami, pod którym palił się ogień. Na nic zdały się słowa Ploschkego o powstawaniu z popiołów; w naszej świadomości Feniks zapisał się jako ptak, któremu kurzyło się spod ogona.

Ostatnim mitologicznym stworzeniem omawianym przez kierownika był Pegaz. Wizerunek skrzydlatego konia, na którym dzielny Bellerofont wyruszył w bój przeciwko Chimerze ziejącej ogniem, rozpalił moją wyobraźnię do tego stopnia, że odtąd moim marzeniem stało się posiadanie własnego konia.

O wszystkim tym przypomniałem sobie na widok pancernej kolumny nieprzyjaciela podobnej do gigantycznej stonogi. Rechotowi gąsienic niemieckich czołgów odpowiada kanonada polskiej artylerii. Stogi siana zapalają się jak pochodnie. Płonie słoma. Ogromne słupy białego dymu unoszą się ku błękitnemu niebu jak kadzidła palone w ofierze starożytnym bóstwom wojny i zniszczenia. Niewprawne oko z trudem odróżnia skutki pożogi od oparów gęstej mgły, w której grzęźniemy od bladego świtu. Dudnią działa, szczekają karabiny maszynowe, ale trudno ocenić przebieg bitwy ze względu na wszechobecny chaos.

Na refleksję przyjdzie pora, gdy opadnie bitewny kurz, gdy przebrzmią echa kanonady i okolica pogrąży się w złowróżbnej ciszy. Spłyną zewsząd raporty i meldunki – te pierwsze dość oszczędne w słowach. Po nich przyjdzie czas na relacje pełne szczegółów, rzetelne w treści, ale i zatopione w emocjach, które tak często wykoślawiają obraz rzeczywistości. Pojawią się wczesne próby sporządzenia bilansu zysków i strat, co da początek smutnej prawdzie o klęsce polskiego września.

Unoszę się na koźle i ponaglam konie do szybszej jazdy. Bat ze świstem rozszczepia powietrze i spada na zwierzęce grzbiety. Odnoszę wrażenie, że wóz wręcz unosi się nad ziemią, jakby gnał bez obciążenia, czemu przeczy dwanaście ciężkich skrzyń wypełnionych amunicją. Idziemy w rozsypkę, żołnierze szóstego pal-u, posłuszni niemej komendzie: „Ratuj się, kto może!”, ścigani zmasowanym ogniem nieprzyjaciela, ludzkimi okrzykami i końskim rżeniem, ogłuszeni kakofonią dźwięków, prześladowani obrazami, spośród których najbardziej zapada w serce przejmujący widok białego Pegaza pohańbionego smugami czerwieni.

W naszym serwisie przeczytacie już premierowy fragment książki Ciernie i osty. Powieść kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

Tagi: fragment,

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Żniwo Ognia. Ciernie i osty
Andrzej H. Wojaczek0
Okładka książki - Żniwo Ognia. Ciernie i osty

Dla Teofila Kłoska świat skończył się we wrześniu 1939 roku. Rzucony w środek wojennego chaosu, szybko uświadamia sobie, że jako żołnierz kampanii wrześniowej...

Wydawnictwo