Osobowość wymykająca się wszelkim schematom. „Maria Konopnicka. Rozwydrzona bezbożnica"

Data: 2022-07-07 09:25:37 Autor: Piotr Piekarski
udostępnij Tweet

Maria Konopnicka kojarzy się przede wszystkim z „Rotą”, patriotyczną pieśnią niemalże o randze hymnu narodowego, która pomagała naszemu Polakom zachować tożsamość narodową w ciężkich czasach rozbiorów, wojen i okupacji. „Rotę” chętnie wykorzystywały środowiska opozycyjne w czasach Polski Ludowej na rozmaitych manifestacjach patriotyczno-religijnych. Obecnie poetka ceniona jest bardzo przez koła konserwatywno-narodowe, głównie za kluczową rolę jej twórczości w kształtowaniu postawy moralnej i patriotyzmu wielu pokoleń. Sławiąc dokonania Konopnickiej, zapomina się o tym, iż była przede wszystkim kobietą, uwikłaną w wyjątkowo skomplikowaną sytuację życiową. Co więcej, błędem byłoby uznanie jej za „moralną opokę Narodu”. Wręcz przeciwnie – Maria Konopnicka jawi się jako kobieta wyzwolona, niestroniąca od wolnych związków ze znacznie młodszymi mężczyznami, a w czasach, w jakich przyszło jej żyć, środowiska katolickie uznawały jej twórczość za bardzo szkodliwą i wymierzoną nie tylko w Kościół, ale w chrześcijaństwo i polskość. Co ciekawe, osobowość poetki wymyka się wszelkim schematom, nie da jej się wpasować w żadne ramki. Pozornie była wspaniałą matką, ucieleśnieniem przysłowiowej Matki Polki samotnie wychowującej gromadkę dzieci, ale kiedy tylko się choć trochę usamodzielniły, czym prędzej czmychnęła z Warszawy, by przez bez mała dwadzieścia lat wieść życie nomadki i podróżować po całej Europie.

Obrazek w treści

Tę mniej znaną stronę Marii Konopnickiej ukazuje Iwona Kienzler w książce Maria Konopnicka. Rozwydrzona bezbożnica. Do lektury zaprasza Wydawnictwo Bellona. Dziś na naszych łamach prezentujemy premierowy fragment publikacji: 

Winą za rozpad małżeństwa Konopnickich większość biografów obwinia jej męża, Jarosława, a w ukształtowaniu takiej opinii niemałą rolę odegrała sama poetka. We wspomnieniach i listach Marii jej małżonek jawi się jako utracjusz i nieudacznik życiowy, który zupełnie nie potrafi poradzić sobie z zarządzaniem powierzonych mu majątków ziemskich. Tymczasem, po przyjrzeniu się losom tego związku, musimy przyznać, że sprawa ta jest o wiele bardziej skomplikowana niż się dotąd wydawało. Rzetelną ocenę postaci męża poetki utrudnia zapewne też brak piśmiennictwa, chociażby listów jego dzieci opisujących jego osobę. Wiadomo z całą pewnością, że w gronie swoich znajomych i przyjaciół Jarosław Konopnicki cieszył się dużym szacunkiem i uznaniem, i nikt nie uważał go ani za utracjusza, ani za nieudacznika życiowego.

Co prawda, biografka poetki Halina Sutarzewicz twierdzi, że jej mąż nie cieszył się dobrą opinią w Kaliszu, ale istnieją dowody, że było inaczej. Po śmierci męża poetki w 1905 roku, Bolesław Lutomski poświęcił mu cały artykuł w 268 numerze „Gońca Porannego i Wieczornego” z 21 czerwca tegoż roku. Opisując koleje losów Jarosława Konopnickiego, autor zwracał szczególną uwagę na jego wrażliwość i patriotyzm, podkreślając, że zmarły był jednym z pierwszych, którzy po upadku powstania styczniowego podjęli sprawę uwłaszczenia. Autor artykułu pisał, że kiedy chłopi przejmowali w posiadanie ziemie, to właśnie Konopnicki udzielał im rad, cennych wskazówek i zawsze chętnie spieszył z pomocą. Według słów Lutomskiego „Zdrowy instynkt wskazał mu pracę nad ludem na wsi i parafii, gminie i w powiecie, jako drogowskaz chwili. Zanim program tej pracy pojawił się w organach opinii publicznej, on, prawdziwy syn ziemi, wyrył go sobie od dawna niezatartymi zgłoskami w sumieniu. Konopnicki był bardzo rzadkim dziś typem szlachcica demokraty, związanego dziedzicznie wszystkimi fibrami z ziemią i ludem, nie frazeologicznie lecz serdecznie, jego program wyrastał bowiem bezpośrednio z gleby i z tradycji. I takim go pamiętam zawsze, od dawna. […] Wyborny znawca obyczajów ludu i szlachty, stosunków panujących i prawa administracyjnego, rodzin okolicznych i związków lub antagonizmów między nimi, Konopnicki wyborne oddawał usługi zdrowym poglądom na rzeczy, prawdziwą sumienność zdania i czynem. Ludu naszego nikt lepiej od niego nie znał i nie kochał”. Pod koniec życia Jarosław zamieszkał u jednego ze swoich synów, Jana, w Arkadii, ale bynajmniej nie wiódł życia emeryta. Wręcz przeciwnie, także i tu zaangażował się w działalność społeczną. Jak pisze Lutomski: „Zajął się nauczaniem młodzieży wiejskiej, leczeniem ludu. Z tajoną radością czytywał listy od wychowańców swoich, dawnych chłopców wiejskich, którzy dzięki jego wskazówkom, pomocy i nauce wyszli na pożytecznych ludzi, na dobrych rzemieślników, oficjalistów i fachowców. To było jego prawdziwą dumą, takie świadectwa rozrzewniały to szlachetne, na wskroś męskie i na wskroś polskie serce” .

Tymczasem ze wspomnień i listów jego żony wyłania się zupełnie inny obraz Konopnickiego. Jeżeli nawet przyjąć, że Lutomski, pisząc o nieżyjącym człowieku, postępował w myśl zasady, że o zmarłych mówi się tylko dobrze, albo wcale, to i tak mamy pewien dysonans. Być może na negatywną opinię o mężu poetki wpłynęły jej dawne, głęboko skrywane urazy. Potwierdzenie społecznikowskiej pasji Jarosława można również znaleźć w napisanym przez niego artykule pt. Znad brzegów Bzury, opublikowanym w 88 numerze „Gazety Kaliskiej” z 1900 roku. Konopnicki nawoływał w nim do solidarności ziemian w obliczu wyborów do zarządu Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego oraz utworzenie w Kaliszu towarzystwa wzajemnego ubezpieczenia pracowników rolnych. Skoro zarówno jemu, jak i jego żonie bliskie sercu były sprawy ludu, dlaczego nie potrafili dojść do porozumienia? Co się stało między tym dwojgiem, jak się okazuje, kochających się ludzi, że ich drogi rozeszły się na zawsze? Dlaczego po latach, rozczarowana poetka napisze: „za wczesne, a skutkiem tego na zbyt znacznej różnicy wieku oparte zamęście”, a środę, czyli dzień, w którym stanęła na ślubnym kobiercu, będzie uważać za pechowy dzień tygodnia? Wydaje się, że Maria stosunkowo wcześnie poznała swego przyszłego męża. Jarosław był częstym gościem w kancelarii jej ojca, u którego zasięgał porad prawnych w sprawach gospodarskich. Podczas owych wizyt wpadła mu w oko, o dwanaście lat od niego młodsza, panna Maria Wasiłowska. Przyszła poetka nigdy nie była pięknością, ale miała coś, co my dziś nazywamy seksapilem i bardzo podobała się mężczyznom. Dodajmy, że łamała męskie serca także jako już dojrzała kobieta, po pięćdziesiątce, ale o tym opowiemy później.

Przystojny, dobrze wychowany i pochodzący z szacownej ziemiańskiej rodziny, Jarosław także zauroczył młodziutką Marię, a ponieważ kandydat na zięcia legitymował się odpowiednim pochodzeniem i majątkiem umożliwiającym zapewnienie rodzinie dostatniego życia, Józef Wasiłowski zgodził się wydać za niego swą córkę. Panna Wasiłowska była zachwycona kandydatem na męża: wysoki, kędzierzawy, zawołany tancerz na pewno podobał się wielu pannom. Po stosownym okresie narzeczeństwa ogłoszono zapowiedzi. Maria, jak to się wówczas mówiło, trzykrotnie „spadała z ambony” – 24 sierpnia, 31 sierpnia i 7 września, kiedy po sumie ogłaszano zapowiedzi. I w końcu, 10 września 1862 roku para stanęła na ślubnym kobiercu, o czym, zgodnie z przepisami, informował stosowny wpis w księdze zaślubin: „Działo się w mieście Kaliszu 10 września 1862 roku, o godzinie szóstej po południu. Wiadomo czynimy, iż w przytomności świadków, Eugeniusza Konopnickiego, dzierżawcy wsi Zalesia […] i Walentego Gorczyckiego, dziedzica dóbr Kozuby-Nowe […] w dniu dzisiejszym zawarte zostało religijne małżeństwo między Janem Jarosławem z Kroczowa Konopnickim młodzianem, dzierżawcą wsi Bronowa, parafii uniejowskiej, synem Wawrzyńca i Katarzyny z Pągowskich, już nieżyjącej, małżonków Konopnickich, właścicieli dóbr Bronowo, w Młynach Piekarskich parafii Skęczniew urodzonym, w Bronowie zamieszkałym, lat trzydzieści dwa mającym – a Marią Stanisławą dwóch imion Wasiłowską panną, córką Józefa Wasiłowskiego, patrona trybunału tutejszego, i jego małżonki, Scholastyki z Turskich, już nieżyjącej, w Suwałkach w guberni augustowskiej urodzoną, w Kaliszu przy ojcu zostającą, lat dwadzieścia mającą. […] Małżonkowie nowi oświadczyli, iż zawarli umowę przedślubną przed Janem Niwińskim i Emilianem Ordonem, rejentami […] w dniu dzisiejszym. Pozwolenie do zawarcia tego małżeństwa, dla panny młodej udzielone zostało ustnie przez obecnego tego aktowi Ojca” .

Konopnicki przyjechał po swoją małżonkę w dwa powozy, w towarzystwie służących, z mnóstwem kwiatów i wykwintnymi bombonierkami. Maria nie posiadała się ze szczęścia. Młoda para osiadła w Bronowie, leżącym w centrum bezleśnej równiny pomiędzy rzekami Ner a Wartą w Sieradzkiem, w okolicach Uniejowa, 42 km od Turku. Ród Konopnickich osiadł w tych okolicach w 1784 roku, kiedy to Piotr Konopnicki kupił sąsiedni Spędoszyn. W 1844 roku Bronów wszedł w posiadanie Wawrzyńca Konopnickiego i jego synów. W samym Bronowie osiadł Jarosław ze świeżo poślubioną Marią i to właśnie jego nazwisko, jako dzierżawcy, figurowało w aktach notarialnych. Choć, jako najstarszy ze wszystkich dzieci Wawrzyńca, był gospodarzem tych dóbr, to prawa do tego majątku posiadało także jego młodsze rodzeństwo: Eugeniusz, Stanisława, Honoriusz, Leon, Magdalena, Amelia oraz Kazimierz.

Maria wręcz promieniała szczęściem i bardzo podobało jej się życie młodej mężatki. Cieszyła się zmianą, jaka zaszła w jej życiu, a w jednym z listów pisała: „Piękna rzecz! – Przerzucają cię w świat inny – inne życie – dają ci nowe nazwisko, położenie i stosunki – sercu nawet twemu każą bić taktem jakichś obcych uczuć, toż to podziwić się wolno i nie od razu opamiętać się można”. Nawet skromny domek, w którym zamieszkała, budził w niej ciepłe uczucia, a zapoznając się z opisem tego budynku, musimy przyznać, że jest on daleki od wyobrażeń szlacheckich dworków. Dom, zajmowany przez państwa Konopnickich w Bronowie już nie istnieje, został rozebrany w 1902 roku. Niemal w przeddzień jego rozbiórki, Bronów odwiedził warszawski dziennikarz Zygmunt Naimski, chcąc ocalić od zapomnienia ów „dworek”. Było to niewielkie domostwo, kryte strzechą, które opisującemu go dziennikarzowi przypominało raczej wieśniaczą chatę niż dworek. Wnętrze owego niewielkiego domku kryło zaledwie pięć pokoi, kredens, kuchnię oraz spiżarnię. Dom okalał zadbany ogród, w którym rosły stare jesiony. Ulubionym miejscem Marii była cienista, naturalna „altana”, którą tworzyły rozłożyste gałęzie starych grabów, gdzie lubiła odpoczywać i snuć marzenia. Rzeczywiście, dla córki członka kaliskiej inteligencji, którego rodzina zajmowała całe piętro kamienicy w Kaliszu, ów domek musiał wydawać się bardzo nędzny. Kolejny właściciel Bronowa przeznaczył budynek do celów gospodarczych. Pomimo że owo skromne lokum młoda para dzieliła z ojcem Jarosława, Wawrzyńcem, Maria nie narzekała. Wręcz przeciwnie – była bardzo szczęśliwa. W listach twierdziła, że ów „dworek” jest dla niej prawdziwym rajem, a swego męża nazywała „aniołem wąsatym”. W liście z 1868 roku pisała do siostry, Laury Celiny: „Otóż powiem Wam – że jestem bardzo szczęśliwa. Nie wiem doprawdy, co stanowi to szczęście – czy serce i charakter Jarosława, czy szacunek i dobre imię, jakie mu tutaj codziennie przyznają […]. Porobiłam tu dużo znajomości; co prawda – nigdy nie żyłam w kółku tak licznym i towarzyskim; sąsiedztwa są bardzo miłe – za miłe nawet – jak mówi Jarosław, ile razy przed nim chwalę tego lub owego”. Jej mąż w listach jawi się jako człowiek troskliwy i czuły. Młoda żona jest dla niego najważniejsza, zachwycona Maria twierdzi, że Jarosław: „jest tak dobry, że poddaje się wszelkim moim figlom i pustotom, a ja nawzajem pozwalam się całować – bo sama całuję tylko od wielkiego dzwonu. Za to poza obrębem naszych dzieciństw i miłości nigdy nie pozwalam sobie grymasić i sprzeciwiać się jego woli”.

Oboje małżonkowie chętnie udzielali się towarzysko, zapraszali do siebie gości i bywali u sąsiadów. Czytając listy młodej Marii, można sądzić, że prowadzili bujne życie towarzyskie, ale przywołany wcześniej Naimski twierdzi, że stosunki wzajemne Marii i Jarosława były dość ograniczone. Utrzymywali je tylko z rodziną Karwowskich ze Śliwic, Pieczyńskich z Różniatowa, Lisieckich z Biernacic oraz Janem Huissonem ze Zbylczych. Poza tym widywali się z rodziną jednego braci oraz dwóch sióstr Jarosława. Jednak biografka poetki, Maria Szypowska, słusznie zauważa, że nie można opierać się na relacji dziennikarza, który przybył do Bronowa dopiero w 1902 roku i ze zrozumiałych względów nie mógł odtworzyć wszystkich nazwisk ludzi, z którymi stykali się Konopniccy. Najprawdopodobniej krąg przyjaciół i znajomych rodziny był znacznie większy. W beztroskie życie młodych małżonków brutalnie wkroczyła historia. W styczniu 1863 roku wybuchło kolejne powstanie, które do historii przeszło pod nazwą styczniowego. W marcu aresztowano męża przyszłej poetki, pod zarzutem pomocy dla powstańców i przechowywania broni. Ponieważ przeprowa dzona rewizja nie potwierdziła zarzutów, Jarosław odzyskał wolność jeszcze tego samego dnia (z zachowanych listów poetki wynika, że był zatrzymany jedynie na czas rewizji), choć zapewne musiał zapłacić grzywnę, zwyczajowo nakładaną przez władze w przypadku takich podejrzeń. Marię całe to zamieszanie niewiele obeszło, co więcej w jej listach z tego okresu znajdziemy niewiele wzmianek o sprawach publicznych. Wydaje się, iż o wiele bardziej niż styczniowy zryw młodą mężatkę interesowały imieniny Kazimierza obchodzone w sąsiedztwie i chrzciny świeżo narodzonego dziecka sąsiadki. Jednak powstańcza rzeczywistość boleśnie dotknęła Marię i całą jej rodzinę: 19 lutego 1863 roku w bitwie pod Krzywosądzem na Kujawach zginął jej jedyny brat, walczący w oddziale Mierosławskiego, ale wieści o tej tragedii dotarły do Konopnickich i Wasiłowskich ze znacznym opóźnieniem. Konopnicka, która jak wiemy była bardzo z nim zżyta, miała wciąż nadzieję, że Jan jednak ocalał. Kiedy krótko po otrzymaniu informacji o jego tragicznej śmierci, przypadkiem wpadła w jej ręce gazeta francuska, w której znalazł się spis wszystkich Polaków studiujących na politechnice w Liège, gdzie również uczył się jej brat, Maria znalazła tam nazwisko „Wasiłowski”. W jej sercu pojawił się promyk nadziei, że może jej brat jednak żyje, a wiadomości o jego śmierci były skutkiem jakiejś tragicznej pomyłki. Tak pisała o tym w liście do swego ukochanego stryja: „Ale, choć nie miałam wtedy doświadczenia, miałam przeczucie, że tego promyka nadziei nie trzeba pokazywać ojcu, bo gdyby rozbudziła się w nim ta nadzieja, a potem znów zawiodła, byłoby mu straszniej jeszcze. Chyłkiem napisałam do owego młodego Polaka list, wpół jak do brata, wpół jak do obcego i – czekałam odpowiedzi. Jakoż nadeszła. Młodzieniec ów wyraził żal, że nie ma żadnej siostry. Donosił, że u ojca swego jest jedynakiem, dziwił się, że rodzina tego nazwiska istnieje w Królestwie i podpisał: Alfred Wasiłowski”. Cóż, nadzieja umiera ostatnia… Nie pierwsza to i nie ostatnia Polka, która wbrew zdrowemu rozsądkowi, chwyta się nikłej szansy, wierząc, że jej tragicznie zaginiony krewny, mąż lub ukochany jednak żyje. Historia naszego narodu zna aż nadto takich przypadków. Rodzina Wasiłowskich otrzymała namacalny dowód śmierci Jana – jego zakrwawioną koszulę.

Według relacji Konopnickiej, zamieszczonej w tym samym liście do stryja, Wasiłowski został ranny w obojczyk. Nie umarł od razu, a rana najprawdopodobniej nie była śmiertelna, bowiem kiedy Jana przywieziono do pobliskich Płowców żył nadal. Położono go jednak na polu, pomiędzy ciałami zabitych i rannych, a któryś z okolicznych chłopów ograbił go z ubrania i nieszczęśnik zamarzł na śmierć, leżąc nago na srogim lutowym mrozie… Inny uczestnik bitwy, Jan L. Borkowski, podaje inną wersję wydarzeń, zgodnie z którą „Wasiłowski Jan, brat znanej poetki Konopnickiej, także ciężko ranny, kilka dni żył jeszcze, przechowany […] u włościanina”. Jak więc było naprawdę? Czy Maria i jej rodzina znała tylko wersję wydarzeń podaną przez pisarkę w liście do Ignacego? Czy też opowieść o nagim powstańcu, ograbionym przez jakiegoś chłopa i dogorywającym na mrozie jest kolejną konfabulacją autorki „Dymu"?

Książkę Maria Konopnicka. Rozwydrzona bezbożnica kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeĹźeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Maria Konopnicka. Rozwydrzona bezbożnica
Iwona Kienzler 0
Okładka książki - Maria Konopnicka. Rozwydrzona bezbożnica

Maria Konopnicka kojarzy się przede wszystkim z „Rotą”, patriotyczną pieśnią niemalże o randze hymnu narodowego, która pomagała naszemu Polakom...

dodaj do biblioteczki
Wydawnictwo
Recenzje miesiąca
Tylko to, co ważne
Agnieszka Stec-Kotasińska
Tylko to, co ważne
Odrodzone królestwo
Elżbieta Cherezińska
Odrodzone królestwo
Szpiedzy i sufrażystki
Krzysztof Beśka
Szpiedzy i sufrażystki
Leśniczanka
Klaudia Duszyńska
Leśniczanka
Hotel spełnionych marzeń
Justyna Drzewicka
Hotel spełnionych marzeń
Moc Amelki
Barbara Gawryluk
Moc Amelki
Pokaż wszystkie recenzje