Porządek jest nudny. "Zasypani zakochani"

Data: 2021-10-22 07:00:01 Autor: Piotr Piekarski
udostępnij Tweet

Takiej śnieżycy w Szczawnie-Zdroju nie widziano już dawno. Tak niedobranej pary jak Anastazja i Hubert także nie. Ale święta to przecież czas cudów.

Kłopoty, z których na pierwszy rzut oka nie sposób się wykaraskać, to dla Anastazji po prostu codzienność. Nie sprawdziła się jako policjantka, więc propozycja babci, właścicielki małego pensjonatu na odludziu, spadła jej jak z nieba. Szkoda tylko, że seniorka zadurzyła się w jakimś Włochu i zostawiła wnuczkę samą na gospodarstwie. Anastazja uwija się jak może, by pensjonat funkcjonował. Tymczasem do zdroju przyjeżdża niejaki Hubert Zapałka, stały klient o ujmującej powierzchowności... i niebotycznych wymaganiach. Między roztrzepaną, porywczą Anastazją a zarozumiałym, trudnym w obyciu facetem mocno zaiskrzy.

Kobieta zaczytuje się kryminałami, więc kiedy śnieżyca odetnie pensjonat od świata, po głowie zaczną jej chodzić różne pomysły. Kim tak naprawdę jest Hubert Zapałka? Jaką skrywa tajemnicę? Czy w tym wszystkim znajdzie się miejsce na miłość?

Obrazek w treści

Dilerka Emocji powraca z kolejną wciągającą historią, która aż skrzy się od humoru. Agnieszka Lingas-Łoniewska bawi, wzrusza i wciąga czytelniczki w urokliwą historię miłosną. Ostatnio zachęcaliśmy do lektury pierwszego rozdziału książki Zasypani zakochani, a teraz wraz z wydawnictwem Słowne z uczuciem zapraszamy do lektury rozdziału 2:

Na całe szczęście gburowaty Zapałka siedział w swojej dziupli i nie musiałam oglądać jego facjaty już do końca dnia. Nie wiedziałam, jak wytrzymam z nim tutaj cały miesiąc. Wprawdzie pociechą było to, że przyjeżdżali moi przyjaciele, ale dopiero za prawie dwa tygodnie. Czyli czekały mnie długie zimowe dni z gburem, który w dodatku sprawiał wrażenie, że nie lubi ludzi, i któremu wydawało się,że wszyscy narodzili się po to, aby mu usługiwać. Wiedziałam, że wieczory będą długie, bo moi pracownicy, kiedy nie było pełnego obłożenia, wracali do swoich domów. Zatem ja będę zanosić jaśnie panu kolację do pokoju. Ale potem zamierzałam korzystać z beczkowej sauny na dworze albo z jacuzzi, a później malować. Miałam małą pracownię na piętrze, a w niej dwa rozpoczęte obrazy – martwą naturę i portret przedstawiający mnie i babcię Netkę. Malowałam nas ze zdjęcia. Chciałam dać babci obraz w marcu, na jej urodziny. Obiecała, że wraz ze swoim narzeczonym przyjadą do Polski właśnie w marcu, kiedy śniegi stopnieją.

Allan przygotował gorącą kolację, reszta personelu pojechała do domów, bo zapowiadano mrozy i musieli przygotować się na to, że niedługo będą zmuszeni zostawać u mnie na noc. A ja teraz szłam do ostatniego pokoju na piętrze, mając nadzieję, że pan Hubert nie będzie już rzucał swoich uszczypliwości. Kiedy podeszłam pod drzwi, usłyszałam, że mój gość chyba rozmawia przez telefon. I to przez głośnik, ewentualnie przez Skype’a, bo słyszałam dwa męskie głosy.

– Możesz skorzystać z drewutni – powiedział lekko rozbawiony głos z głośnika.

– Za dużo krwi. Może lepiej sauna?

– Tylko sprawdź, jak z temperaturą. Ile wystarczy, aby udusić delikwenta.

– Delikwentkę w tym przypadku – odpowiedział równie lekko Hubert.

Stałam jak wryta, mocno ściskając tacę z obiadokolacją. Dzisiaj zaserwowaliśmy naszemu wyniosłemu gościowi mięsną roladę z kapustą. Poruszyłam się lekko, ale zdradziecka deska drewnianej podłogi głośno zaskrzypiała.

W tym samym momencie w otwartych drzwiach stanął Zapałka. Był boso, a T-shirt z podobizną Stephena Kinga ukazywał jego szerokie, nawet nieźle umięśnione ramiona.

Wpatrywał się we mnie z nutką niecierpliwości.

– Żyje pani? Czy mam zjeść zimną kolację? – spytał tym swoim gburowatym tonem.

Zamrugałam, jakby wyrwana z jakiegoś stuporu. Cały czas zastanawiałam się, czy to, co usłyszałam, to była prawda, czy tylko mi się wydawało? A może on najzwyczajniej w świecie oglądał jakiś film? Thriller zapewne? Spojrzałam na niego i wymamrotałam:

– Lubi pan Kinga. Ja też.

Spojrzał na mnie, jakbym urwała się z choinki, zerknął na swoją koszulkę i lekko się skrzywił.

– Owszem. To mój ulubiony pisarz. Czy mogę dostać coś do jedzenia? Umieram z głodu.

– Och, jasne. – Odzyskałam równowagę. Serio, moja

wyobraźnia kiedyś mnie zgubi! Ominęłam Huberta i weszłam do pokoju. Położyłam tacę z aromatycznie pachnącą roladą na stoliku. Szybko ogarnęłam wzrokiem pomieszczenie, w którym panował idealny porządek, jakby nikt tu nie mieszkał, jakby był to pokój… psychopaty… Nie, stop, za daleko wybiegasz myślami, Anastazjo!

– Dziękuję – mruknął Zapałka i otworzył szerzej drzwi, dając mi jasny znak do opuszczenia jego pokoju.

– Życzę smacznego – powiedziałam, mijając go. Gapił się na mnie i miałam wrażenie, że nawet nie mruga.

– Dziękuję – mruknął i pośpiesznie zamknął za mną drzwi.

Stanęłam pod nimi, przechylając się lekko w stronę jego pokoju, ale ze środka dobiegł mnie jedynie dźwięk sztućców. Pokręciłam głową, mentalnie się w nią walnęłam i zeszłam na dół. 

Naprawdę, powinnam chyba zacząć pisać kryminały!

Nieco później, gdy rozprawiłam się z papierami, sprawdziłam kuchnię i pozamykałam wszystkie drzwi, zobaczyłam, że napadało jeszcze więcej śniegu. Zdawałam sobie sprawę, że będę musiała wstać o piątej rano, aby uporać się z odśnieżaniem. Allan miał przyjechać na siódmą, pan Zapałka śniadanie chciał dostać o dziewiątej. 

Postanowiłam skorzystać z jacuzzi na tarasie. Uwielbiałam zimowe jacuzzi. Kąpiel w gorących bąbelkach, w otoczeniu mroźnego krajobrazu zawsze mnie relaksowała i sprawiała, że czułam się jak nowo narodzona. Gdy odeszłam z resortu i gdy opuścił mnie gość, z którym byłam trzy lata i planowałam być jakieś kolejne trzydzieści, postanowiłam więcej myśleć o sobie niż o niewiernych facetach.

A przecież snułam tyle planów związanych z naszą przyszłością! On jednak miał inne. Najpierw najważniejszym powodem sprzeczek była moja praca, ale tak naprawdę główną przeszkodą byłam ja. Potem brałam udział w wielkiej obławie na laboratorium wytwarzające metamfetaminę i przez długi czas nie potrafiłam sobie poradzić z tym, co się tam wydarzyło. Mój eks tym bardziej. Zrozumiałam to nieco za późno i gdy mnie zostawił, nie umiałam pogodzić się z tym, że to, co było między nami, nie miało nic wspólnego z prawdziwą miłością. Moja głupia, romantyczna dusza!

Wtedy z pomocą przyszła babcia Netka i teraz było już dobrze. W tym cudownym pensjonacie, cichym, oddalonym od ludzkiej cywilizacji, znalazłam spokój i swoje miejsce na ziemi. O to chyba chodziło? 

Rozebrałam się, zostawiając tylko figi, otuliłam się grubym szlafrokiem i wyszłam na taras. Wcześniej włączyłam jacuzzi, które teraz bulgotało zachęcająco, wokół unosiła się gęsta biała para, a kolorowe światła dopełniały tego bajkowego wyglądu. Taras był zimowym ogrodem osłoniętym szybami, ale i tak panowała tutaj bardzo niska temperatura. I dobrze, taka kąpiel sprawiała jeszcze więcej radości i przyjemności. Położyłam szlafrok na drewnianym leżaku i weszłam do głębokiej wanny.

– O Jezuuuu. – Niemal zawyłam, kiedy gorące bąbelki zaczęły pieścić moją skórę. – Jak dobrze…

Leżałam zanurzona po szyję w tej cudownie gorącej wodzie i zamknęłam oczy. Tego mi było trzeba. Chyba musiałam na chwilę przysnąć, bo ocknęłam się, czując, że ktoś stoi tuż obok mnie. Zaskoczona otworzyłam oczy i zobaczyłam wysoką postać przy drabince po drugiej stronie owalnej wanny.

– Czy pani Netka mówiła, że zawsze po dwudziestej drugiej korzystam z jacuzzi? I że wolę być sam? – Rozebrany do bokserek Hubert taksował mnie wzrokiem. Nie pozostając mu dłużna, ogarnęłam śmiałym spojrzeniem jego wysoką szczupłą sylwetkę, długie zgrabne nogi, wąskie biodra, szerokie ramiona, ładnie wyćwiczony brzuch, ukośne mięśnie bioder, całkiem niezłego… Hm… Potrząsnęłam głową.

– Słucham?

– Czy ma pani problem ze słuchem? Jacuzzi wieczorem jest moje – powiedział bezczelnie. I zanim zdołałam odpowiedzieć, wlazł do środka.

Wyprostowałam się z oburzenia, ale natychmiast się skuliłam, bo przypomniałam sobie, że mam na sobie tylko majtki! Boże, co ja miałam w głowie? Nie wiem, czy mi się wydawało, czy dostrzegłam błysk w jego oczach, kiedy dojrzał, że jestem naga. Czy drgnął mu kącik ust? Czy chciał się uśmiechnąć? W sumie… byłam bardzo ciekawa, jak ten facet wygląda, gdy się uśmiecha. Jezu. Co mnie to w ogóle obchodziło, do diabła?! Mnie tam do śmiechu wcale nie było!

– Czy zdaje sobie pan sprawę, że jest bezczelny? – Objęłam się ramionami, wciąż zanurzona po szyję w wodzie, i zastanawiałam się, jak stąd wyjdę, nie tracąc godności.

– Nie, po prostu lubię samotność. – Zapałka wysunął

ramiona, oparł się o rant jacuzzi i położył głowę na specjalnym zagłówku. – Ale, jak widać, pani nie potrafi tego uszanować. – Westchnął.

– Chyba pan nie potrafi.

– Z takim podejściem do gości nie wróżę pani sukcesu. – Dupek nadal gapił się w niebo, w padający śnieg. – W tym tempie to nas zasypie do jutra – dodał nagle.

– I dobrze, zostanie pan tutaj uwięziony ze mną. A zaznaczam, że naprawdę słaba ze mnie kucharka – odpowiedziałam, uśmiechając się złośliwie.

Wyprostował się i spojrzał na mnie zmrużonymi oczami. A ja starałam się nie gapić na jego całkiem apetyczne bicepsy.

– A czy jest pani pewna, że może przy mnie czuć się bezpiecznie? – spytał niebezpiecznie niskim tonem.

W tym samym momencie przypomniałam sobie podsłuchaną niechcący rozmowę. Poczułam dreszcz.

– Nie wiem, czy czytała pani taką książkę Stephena Kinga, w której bohaterka więzi swojego ulubionego autora w zasypanej śniegiem chacie?

– Owszem, znam. Misery. Ale ja nie jestem pisarką, a pan nie jest moim szalonym fanem, który chce, abym przywołała do życia uśmierconą postać – prychnęłam.

Zapałka uśmiechnął się lekko. No nie… Ładne, równe białe zęby, delikatne zmarszczki wokół oczu, przystojna twarz. Niech on lepiej się nie uśmiecha!

– Zawsze może być swego rodzaju licentia poetica. Może to autor więzi swoją czytelniczkę, może to on jest tym złym? – Uniósł brew. – A wracając do tematu, pani najzwyczajniej w świecie nie słucha, co się do pani mówi, a ja lubię ustalony porządek. Nie wiadomo, co z tego wyjdzie.

– Nigdy nie napadało aż tyle śniegu, żeby nie można było dostać się do miasta. Poza tym może to ja jestem groźna i to pan znalazł się w niewesołej sytuacji? – Wykrzywiłam się w złośliwym uśmiechu. Nieustannie mi się przypatrywał. Było mi na przemian zimno i gorąco. Sama już w sumie nie wiedziałam dlaczego.

– Nie wygląda pani na niebezpieczną kobietę. – Skrzywił się.

– Skoro czyta pan thrillery i horrory, to powinien pan wiedzieć, że psychopaci nigdy nie wyglądają na świrów. Potrafią się doskonale kamuflować. Jeden z moich ulubionych pisarzy, Max Fire, w swojej ostatniej…

– Nie wygląda pani na zorganizowaną kobietę. – Zapałka przerwał mi bezpardonowo. – Raczej na chaotyczną i nieco zagubioną.

– A pan jest bezczelny i mało empatyczny – prychnęłam.

– Być może. – Westchnął. – Ale lubię porządek, lepiej w nim funkcjonuję.

– Porządek jest nudny. Czy mógłby pan…

– Mówi pani, że jestem nudny. – Wyglądał, jakby się zastanawiał. – Być może. – Wzruszył ramionami. – Właściwie nie analizowałem tego. Sam dla siebie nudny nie jestem, a dlatego właśnie unikam ludzi, żeby nie musieć się martwić, czy jestem dla kogoś wystarczająco interesujący.

– Super, ale czy mógłby pan się odwrócić? – Uniosłam znacząco brew. Chciałam już wyjść z tego cholernego jacuzzi, co mnie podkusiło, żeby włazić tu na golasa. Prawie!32

– Ależ nie czuję takiej potrzeby. – Uniósł kącik ust. Pieprzony Chris Hemsworth. Serio, wyglądał jak on!

– Nie jest pan dżentelmenem, prawda?

– A któż kazał pani wchodzić toples? W czasie, który należy do mnie? Jestem pewien, że pani Aneta przekazała pani wszystkie wymogi co do mojego pobytu. Spędzam tutaj już piąty grudzień z kolei. Ale pani, Anastazjo… – Cholera, kiedy wypowiedział moje imię, podkurczyły mi się palce u stóp. Co jest, do diabła? – …zapewne nie słuchała uważnie. Zajęta być może innymi sprawami, na przykład tym, jak uwieść pewnego dostawcę ze spożywczaka. I stąd cały ambaras – skończył, ponownie się uśmiechając.

Miałam ochotę walnąć go w tę uśmiechniętą, cholernie przystojną facjatę! Niestety, do dyspozycji miałam… wodę.

I w dodatku świeciłam cyckami. Naprawdę chciałam sobie odpocząć i się odstresować, tymczasem władowałam się w iście patową sytuację. Ale doprowadził mnie do stanu wrzenia. Co za bezczelny typ! Jak babcia mogła gościć kogoś takiego!? Zerwałam się jak oparzona i stanęłam nad facetem, którego oczy zrobiły się okrągłe jak spodki.

– Nikogo nie uwodziłam! Chciałam odpocząć, bo jestem po prostu zmęczona, czasami ludzie czują znużenie, chyba że są pieprzonymi maszynami nieliczącymi się z uczuciami innych. Jednego takiego znałam i wiesz co, panie Zapałka? Kopnęłam go w dupę! Jak chcesz, ciebie też mogę! A teraz pan wybaczy, muszę się ubrać! – Ominęłam zdumionego faceta, który zapomniał języka w gębie i wpatrywał się we mnie z otwartymi ustami. Wyszłam z jacuzzi, na pożegnanie wierzgnęłam nogą i ochlapałam jego zdumioną gębę. Szarpnęłam szlafrok, wsunęłam stopy w klapki i czym prędzej wybiegłam z tarasu. Kiedy zamykałam za sobą drzwi, miałam wrażenie, że słyszę cichy śmiech.

Przysięgam, że przez ostatni rok nie śmiałem się tyle, co w ciągu jednego dnia spędzonego w towarzystwie Anastazji Klops. Dzisiaj nie miałem czasu popracować, zamierzałem zacząć od jutra, a teraz chciałem się porządnie zrelaksować.

Niestety, okazało się to niemożliwe. Wszystko było inaczej i nieco mnie wytrącało z równowagi. Przyzwyczajony byłem do rutyny, która dawała mi poczucie bezpieczeństwa, i każde odejście od niej sprawiało, że czułem się jak wyrwany z rzeczywistości. Dlatego lubiłem przyjeżdżać na okres świąt do pensjonatu pani Anety. Wiedziałem, że wszystko jest wedle moich wymogów, właścicielka jest dyskretna, cicha i zawsze spełnia moje prośby. Lecz tym razem sytuacja mnie zaskoczyła. Począwszy od pyskatej,34 chaotycznej, ciemnowłosej Anastazji, która miała… no właśnie. Jasny gwint! Miała piękne oczy, superciało i takie apetyczne… Serio, wiedziałem, że będzie mi dzisiaj trudno zasnąć i w ogóle skupić się na moich obowiązkach. Widok jej nagich, mokrych piersi, pełnych i idealnych… Kurwa!

Hubert, skup się na czymś innym!

W każdym razie ten pobyt zapowiadał się całkiem inaczej. I nie miałem pojęcia, jak pogodzę swoje obowiązki z towarzystwem tej niezwykle absorbującej kobiety. A do tego nadchodziło załamanie pogody. W sumie dobrze, że tu byłem. Poczułem coś na kształt niepokoju na myśl, że ona mogłaby zostać na tej górze, w środku lasu, zupełnie sama.

Uśmiechnąłem się pod nosem. Nie pamiętałem, żebym kiedykolwiek czuł się tak swobodnie, przynajmniej nie w ciągu ostatniego roku... Gdybym zaczął analizować wszystko, co mnie niedawno spotkało, wyszłoby, że na pewno od dwóch lat. Od kiedy on odszedł. Potem istniał już jedynie świat dzielony na sekwencje, momenty, kiedy byłem trzeźwy, i te, gdy tonąłem we własnych łzach i w alkoholu.

A później interwencja moich znajomych, przywołanie do porządku, pokazanie drogi, którą miałem już wcześniej iść i którą on chciał, abym szedł. Pozbierałem się, musiałem.

Matka wypłakiwała sobie oczy, nie mogłem jej tego zrobić.

Ale ostatecznie odzyskałem siebie i życie przede wszystkimdlatego, że taki był nasz plan. Mój i jego. Minęły dwa lata i osiągnąłem to, co było naszym zamierzeniem. Jednak moje życie osobiste… praktycznie nie istniało. Nie odczuwałem żadnej potrzeby, aby je sobie układać. Praca zabierała mi osiemdziesiąt procent mojego czasu. Z dziesięć procent przeznaczałem na bieganie i pływanie. A reszta… to było moje życie. Albo bytowanie, jak kto woli. A moje grudniowe pobyty w tym pensjonacie stały się tradycją, oczyszczeniem i sposobem na przetrwanie kolejnego roku. Lecz teraz… wszystko było inaczej i nie byłem pewien, czy mnie to cieszyło, czy wręcz przeciwnie.

Wiedziałem jedno: ten pobyt będzie całkiem, ale to całkiem inny niż moje dotychczasowe wizyty w pensjonacie Zdrój pod Lasem. A na pewno będzie on inny dla niejakiej Anastazji Klops. O czym ona jeszcze nie miała pojęcia.

Książkę Zasypani zakochani kupić można w popularnych księgarniach internetowych:

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Zasypani zakochani
Agnieszka Lingas-Łoniewska3
Okładka książki - Zasypani zakochani

Takiej śnieżycy w Szczawnie-Zdroju nie widziano już dawno. Tak niedobranej pary jak Anastazja i Hubert także nie. Ale święta to przecież czas cudów. Dilerka...

dodaj do biblioteczki
Wydawnictwo