Zwyciêzca nie ma przyjació³. „Krew Imperium" Briana McClellana

Data: 2020-08-07 13:02:59 | Ten artyku³ przeczytasz w 34 min. Autor: Piotr Piekarski
udostêpnij Tweet

Wydawnictwo Fabryka S³ów poleca powie¶æ Krew Imperium – najnowsza ods³ona stworzonego z rozmachem, epickiego cyklu fantasy Briana McClellana, zatytu³owanego Bogowie krwi i prochu.

Obrazek w tre¶ci Zwyciêzca nie ma przyjació³. „Krew Imperium Briana McClellana [jpg]

Zbli¿a siê ostateczne rozstrzygniêcie konfliktu, wielka bitwa, przed któr± najemnik, szpieg i genera³ musz± szukaæ sojuszników, nawet, je¶li niektórzy z nich mog± wydawaæ siê niebezpieczni lub ma³o odpowiedni. 

Dynizyjczycy z³amali zaklêcia pêtaj±ce magiê Kamienia Bogów. Michel Bravis uczyni co w jego mocy, by przeszkodziæ naje¼d¼com w u¿yciu artefaktu – niewa¿ne, czy bêdzie to sianie zamêtu w szeregach wroga, czy wzniecenie buntu Palo.

Na drodze inwazji Bena Styke’a na Imperium Dynizyjskie staje potê¿ny sztorm. Gdy Ben staje na brzegu z dwudziestoma zaledwie Lasjerami, musi polegaæ na sprycie, a nie swej sile. Musi zdobyæ sojuszników w obcym kraju, nie bacz±c na to, ¿e p³onie w nim chêæ walki.

Pozbawiona magii, fizycznie i emocjonalnie z³amana, Lady Vlora Krzemieñ maszeruje na Landfall na czele adrañskiej armii. Pragnie zemsty na tych, którzy stanêli przeciwko niej i dopu¶cili siê zdrady. Podczas gdy politycy knuj± by zniszczyæ ja od wewn±trz, Vlora szykuje siê do bitwy, której nie mo¿na wygraæ.

Oto dalszy ci±g wybuchowego cyklu fantasy, którego pierwszy tom Brandon Sanderson nazwa³: „po prostu zdumiewaj±cym”. Gor±co polecamy Wam now± seriê Briana McClellana. W ubieg³ym tygodniu zaprezentowali¶my wam fragment ksi±¿ki Grzechy Imperium. Na naszych ³amach znajdziecie te¿ fragment ksi±¿ki Gniew Imperium – drugiego tomu cyklu. Dzi¶ w naszym serwisie mo¿ecie przeczytaæ premierowe fragmenty czê¶ci trzeciej, powie¶ci Krew Imperium

Prolog

Ka-Sedial medytowa³, siedz±c w plamie ¶wiat³a na najwy¿szym piêtrze budynku, który niegdy¶ stanowi³ miejsk± siedzibê lady kanclerz w Górnym Landfall. Pokój by³ naprawdê wspania³y, wype³niony dzie³ami sztuki, instrumentami astronomicznymi, rzadkimi ksiêgami i przestrzennymi ³amig³ówkami – pokój zabaw kogo¶, kto na edukacjê spogl±da z pasj±. Ka-Sedial nie zmieni³ tu prawie niczego od dnia, w którym zaj±³ miasto, i doszed³ do wniosku, ¿e polubi³by poprzedni± w³a¶cicielkê. On i Lindet mogliby wie¶æ interesuj±ce dyskusje, zanim ¶ci±³by pani kanclerz g³owê.

 Siedzia³ na wy¶cie³anym sto³ku, zwrócony twarz± ku wschodowi, a zarazem ku przepiêknemu witra¿owi w oknie, z zamkniêtymi oczyma, i cieszy³ siê chwil± ciszy. Cisza i spokój by³y w jego przypadku rzadkim luksusem. Sedial zastanawia³ siê, czy w nadchodz±cych dniach zdo³a zaznaæ ich nieco wiêcej. Rz±dzenie by³o obowi±zkiem, straszn± odpowiedzialno¶ci±, z któr± niewielu umia³o sobie poradziæ z powodzeniem.

 Pukanie do drzwi przerwa³o te rozmy¶lania i Sedial potar³ oko, próbuj±c pozbyæ siê uci±¿liwego bólu, pulsuj±cego gdzie¶ na dnie oczodo³u, po czym z³o¿y³ d³onie na kolanach.

 – Wej¶æ.

 Za uchylaj±cymi siê drzwiami ukaza³a siê twarz mê¿czyzny w ¶rednim wieku, o kwadratowej szczêce, a rysach ostrych i zdecydowanych, przywodz±cych na my¶l wojskowego. Przybysz by³ ¶redniego wzrostu, jednak¿e ramiona mia³ potê¿ne i naznaczone czarnymi tatua¿ami ludzi-smoków. Ji-Noren pe³ni³, oficjalnie przynajmniej, rolê stra¿nika Sediala. W rzeczywisto¶ci by³ szpiegiem, mistrzem sztuk wojennych i jednym z kilkunastu ludzi-smoków, którzy woleli lojalno¶ci dochowaæ Sedialowi, nie imperatorowi.

 – Tak? – zapyta³ go Ka-Sedial.

 – Znale¼li¶my dziewczynê.

 – Dziewczynê?

 – Tê, któr± da³e¶ Ichtracii.

 Sedial prychn±³ na wspomnienie swej zdradzieckiej wnuczki.

 – Przyprowad¼.

 Minê³o trochê czasu, zanim Ji-Noren wprowadzi³ drobniutk± Palo, mniej wiêcej dziewiêtnastoletni±, niew±tpliwie bardzo atrakcyjn± – oczywi¶cie gdyby Sedial by³ na tyle m³ody, by znajdowaæ przyjemno¶æ w towarzystwie takich dziewcz±t. Zadygota³a, gdy Ji-Noren po³o¿y³ jej d³oñ na ramieniu. Pochodzi³a z jednej z tych biednych rodzin, ¿yj±cych w straszliwych slumsach zwanych Ognist± Jam±. Mia³a byæ czym¶ w rodzaju pokojowego daru dla Ichtracii, niewolnic±, z któr± Uprzywilejowana mog³aby uczyniæ, co tylko zechce. A Ichtracia po prostu uwolni³a dziewczynê, ignoruj±c rozkazy dziadka.

 Sedial spogl±da³ na Palo przez chwilê i siêgn±wszy ku niej sw± magi±, stara³ siê odszukaæ jakikolwiek ¶lad wnuczki. Gdyby spêdzi³y razem choæ trochê czasu, znalaz³by co¶, najl¿ejsze echo.

 Nic.

 Z rêkawa doby³ skórzane etui, które rozwin±³, ods³aniaj±c kilka fiolek i igie³. Wyci±gn±³ jedn± z metalowych drzazg.

 – Daj mi rêkê.

 Dziewczyna gwa³townie wci±gnê³a powietrze. Oczy uciek³y jej w g³±b czaszki, jak u ogarniêtego panik± konia, i niewiele brakowa³o, a Sedial poleci³by Norenowi wbiæ jej nieco rozumu do g³owy si³±. Zamiast tego jednak sam pochwyci³ niedosz³± niewolnicê za nadgarstek. Przek³u³ ¿y³ê na grzbiecie drobnej d³oni i rozmaza³ kroplê krwi opuszk± kciuka, po czym zwolni³ chwyt.

 Zignorowa³ przera¿one skomlenie dziewczyny i spojrzeniem przywar³ do plamki szkar³atu. Odetchn±³ p³ytko kilka razy i dotkn±³ krwi sw± magi±, czu³, jak tworzy siê most miêdzy jego cia³em a cia³em dziewczyny, miêdzy jego umys³em a jej.

 – Kiedy widzia³a¶ Ichtraciê po raz ostatni? – zapyta³.

 Dolna warga dziewczyny zadr¿a³a. Sedial delikatnie zwiêkszy³ nacisk magii i z ust ma³ej Palo pola³y siê s³owa.

 – Ani razu od dnia, gdy zostawi³e¶ mnie z ni±. Odes³a³a mnie w kilka minut po twoim odej¶ciu!

 – I nie mia³a¶ z ni± pó¼niej ¿adnego kontaktu?

 – Nie!

 – Wiesz, gdzie mo¿e siê ukrywaæ?

 – Nie wiem, Wielki Ka! Wybacz mi!

 Sedial westchn±³, star³ krew z kciuka, u¿ywaj±c czystej szmatki ze sto³u za plecami. Wsun±³ ig³ê do etui i ponownie je zawin±³, po czym machn±³ d³oni±, odprawiaj±c dziewczynê.

 – Ona nic nie wie. Niech wraca do Jamy.

 Ji-Noren pochwyci³ m³od± Palo za ramiê, ale ona ani drgnê³a, tylko, szczêkaj±c zêbami, utkwi³a wzrok w Sedialu.

 – Czy ty...

 – Co, moja droga? – spyta³ zniecierpliwiony. – Czy nie zamierzam ciê torturowaæ? – Pos³a³ jej swój najlepszy dziadkowy u¶miech. – Wierz mi, gdybym tylko s±dzi³, ¿e to by co¶ da³o, by³aby¶ ju¿ w drodze do mych Ko¶cianych Oczu. Ale jeste¶ przypadkow± osob±, pozbawion± silnej woli, a bez wzglêdu na to, co o mnie s³ysza³a¶, nie rozgniatam robaków jedynie z czystej z³o¶liwo¶ci. Tylko z konieczno¶ci. – Raz jeszcze machn±³ d³oni± i chwilê pó¼niej po dziewczynie nie by³o ¶ladu.

 Ji-Noren powróci³ po kilku minutach. Sta³ przy drzwiach pogr±¿ony w milczeniu, podczas gdy Sedial próbowa³ ponownie zanurzyæ siê w b³ogostan medytacji, jaki ogarn±³ go wcze¶niej. Bezskutecznie. Chwila spokoju przeminê³a. G³owa go bola³a. Miejsce za okiem pulsowa³o dotkliwie za ka¿dym razem, gdy Sedial u¿ywa³ magii. Westchn±³ nieznacznie i d¼wign±³ siê na nogi. Podszed³ do biurka po przeciwnej stronie pomieszczenia, usiad³ i zacz±³ podpisywaæ rozkazy przeniesienia robotników Palo z budowania domów w pó³nocnej czê¶ci do nowej fortecy wznoszonej na po³udniu.

 – Czy mo¿emy odnale¼æ Ichtraciê w inny sposób? – zapyta³ cicho Ji-Noren.

 – Nie – odpar³ Sedial. Prze¶ledzi³ spojrzeniem tre¶æ rozkazu i opatrzy³ dokument podpisem u do³u. – Nie mo¿emy. Zwyk³e sposoby zawiod³y, przes³uchali¶my ka¿dego, kto mia³ z ni± jakikolwiek zwi±zek.

 – A sposoby magiczne?

 – Uprzywilejowani z Dynizu nauczyli siê chowaæ przed Ko¶cianymi Oczami ju¿ dawno temu. Nawet krew naszej rodziny nie wystarczy, bym prze³ama³ jej obronê.

 – A ten szpieg? Bravis?

 Sedial spojrza³ na posinia³y nadgarstek. Siniec by³ sprawk± jednej z wnuczek, Ichtracii, i jej czarów, ból za okiem – drugiej.

 – Ka-poel go ochrania – powiedzia³ cicho i podniós³ wzrok ku pude³ku na pó³ce. Pude³ko zawiera³o palec szpiega i kilka fiolek z jego krwi±. Okaza³y siê bezu¿yteczne, mimo to Sedial je zatrzyma³.

 – Poszerzy³em zakres poszukiwañ do trzystu mil – oznajmi³ Ji-Noren. – Z³apiemy ich.

 To zapewnienie rozpali³o w piersi Sediala iskrê furii. Zdusi³ j±, podpisuj±c siê na kolejnym dokumencie i przyk³adaj±c oficjaln± pieczêæ. Nie powinien w ogóle potrzebowaæ ¿o³nierzy przeszukuj±cych piwnice i strychy w poszukiwaniu wnuczki i tego plugawego szpiega. By³ przecie¿ najpotê¿niejszym Ko¶cianym Okiem na ¶wiecie. Znalezienie zbiegów powinno byæ dlañ kwesti± jednej my¶li.

 Miejsce za okiem znów zapulsowa³o. Tak czy inaczej, drugim najpotê¿niejszym Ko¶cianym Okiem. I mimo bólu czu³ odrobinê dumy z Ka-poel. By³aby niesamowit± uczennic± albo potê¿n± ofiar±. T± drug± jeszcze mog³a zostaæ.

 – Ichtracia i szpieg albo s± po drugiej stronie kontynentu, albo ukrywaj± siê pod naszymi nosami. Skoncentruj poszukiwania w mie¶cie. – Znów wsta³ i rozprostowuj±c grzbiet, pos³a³ Ji-Norenowi szeroki u¶miech. – Ka-poel rozmieni³a swoje si³y na drobne. Chroni sw± magi± dziesi±tki ludzi, zamiast u¿yæ jej jako broni. Gdyby nie by³a tak rozproszona, toby mnie zabi³a.

 Ji-Noren zmarszczy³ brwi, jakby nie do koñca rozumia³, dlaczego to dobra wiadomo¶æ. Sedial poklepa³ go po ramieniu.

 – Bêdzie nadal robiæ ten sam b³±d. W koñcu os³abnie na skutek moich ataków i wtedy j± z³amiê.

 – Aha. A wiemy, gdzie ona jest?

 – Na zachodzie. Nie jestem pewien, gdzie dok³adnie, ale zak³adam, ¿e szuka pozosta³ych kamieni bogów.

 – Nie wie, ¿e ju¿ je mamy.

 – Owszem, podejrzewam, ¿e tego nie wie. – Sedial odwróci³ siê do cz³owieka-smoka. – Nadal siê krzywisz.

 – Wielu mamy tu wrogów – stwierdzi³ Ji-Noren.

 – Jak siê spodziewali¶my.

 – Wiêcej, ni¿ siê spodziewali¶my. I o wiele potê¿niejszych. Czyta³e¶, panie, raporty o tym, co tych dwoje magów prochowych zrobi³o z si³ami wys³anymi ¶ladem lady Krzemieñ?

 Sedial zignorowa³ pytanie. Po jednym k³opocie naraz.

 – Nie obawiaj siê, przyjacielu. – Przeszed³ przez pokój, kieruj±c siê ku drzwiom. Zbli¿a³a siê pora herbaty i mo¿e Sedial bêdzie móg³ siê ni± delektowaæ, zanim kolejny pos³aniec przybêdzie z jakim¶ niedorzecznym problemem, który wymaga rozwi±zania. – Wygrali¶my niemal wszystkie bitwy stoczone na tym przeklêtym kontynencie. Mamy dwa kamienie bogów. Kiedy prze³amiemy zaklêcia Ka-poel na³o¿one na ten z Landfall, bêdziemy mogli dzia³aæ.

 – A lady Krzemieñ z t± now± adrañsk± armi± na pó³nocy? – nie ustêpowa³ Ji-Noren. – Oni maj± trzeci kamieñ.

 – Ale nie wiedz±, jak go u¿yæ. – Sedial zamilk³ na moment, po czym podj±³ pokrzepiaj±cym tonem: – Maj±, ile tam? Trzydzie¶ci tysiêcy ¿o³nierzy? Tylko w tamtym regionie mamy nad nimi przewagê jeden do czterech.

 – Teraz maj± Uprzywilejowanych i magów prochowych.

 – To ich podkupimy – o¶wiadczy³ Sedial. – Delegacja adrañska bêdzie bardziej spolegliwa ni¿ uparta lady Krzemieñ. Mo¿e i zyska³a armiê, ale razem z armi± dosta³a ca³± politykê Dziewiêciu. Spodziewam siê, ¿e ta druga oka¿e siê trudniejsza do opanowania ni¿ pierwsza. – Po³o¿y³ d³oñ na klamce i w tym samym momencie po drugiej stronie drzwi rozbrzmia³y czyje¶ pospieszne kroki. Sedial wywróci³ oczami i otworzy³. Za progiem zobaczy³ pokrytego potem i kurzem pos³añca, który zatrzyma³ siê, dysz±c ciê¿ko. – O co chodzi? – spyta³ ostro Sedial.

 – Uda³o nam siê, panie.

 Sedial spojrza³ na przybysza ze zdumieniem.

 – Co niby?

 – Kamieñ bogów, panie. Uprzywilejowani i Ko¶ciane Oczy mówi±, ¿e rozwi±zali problem.

 Trzeba by³o chwili, by do Sediala dotar³o, co us³ysza³.

 – S± pewni? Prze³amali zaklêcia mojej wnuczki?

 – Tak, Wielki Ka. Absolutnie pewni.

 Sedial u¶miechn±³ siê szeroko. Odetchn±³ z ulg± i skin±³ g³ow± pos³añcowi, po czym zamkn±³ drzwi i pospiesznie wróci³ do biurka.

 – Uda³o nam siê, Norenie – szepn±³.

 – Gratulujê, Wielki Ka – odpowiedzia³ ciep³o cz³owiek-smok.

 Sedial siêgn±³ pod blat i wyj±³ niewielkie pude³ko na cygara, oznaczone herbem jego Domu. Pod wp³ywem dotyku zapulsowa³o magi± i zaczê³o robiæ siê coraz cieplejsze i cieplejsze, a¿ wreszcie Sedialowi uda³o siê przek³uæ palec i wcisn±æ odrobinê krwi w specjalny wêze³ na spodzie. Wieczko pude³ka odskoczy³o, ukazuj±c kilkadziesi±t kopert zabezpieczonych specjalnymi zaklêciami. Sedial wyj±³ je niemal¿e z czci± i poda³ Ji-Norenowi.

 – Bezzw³ocznie wy¶lij rozkazy do Dynizu.

 – Na pewno jeste¶my na to gotowi? – spyta³ ­Ji-Noren zaskoczony.

 – Czas uderzyæ. Rozpocznij czystkê.

 – A co z cesarzem?

 – Cesarz to zaledwie kolejna marionetka. Bêdzie przekonany, ¿e czystki dokonuje siê w jego imieniu.

 Ji-Noren spojrza³ na rozkazy i Sedial dostrzeg³ mgnienie wahania w oczach cz³owieka-smoka. Zrozumia³ego wahania. Po d³ugiej i krwawej wojnie domowej wiêkszo¶æ Dynizyjczyków ze wstrêtem odnosi³a siê do przelewania braterskiej krwi. A jednak nie mo¿na by³o tego unikn±æ. Wrogowie musz± zostaæ zniszczeni zarówno w kraju, jak i poza jego granicami.

 – Czy mogê ufaæ, ¿e pozostaniesz u mego boku? – zapyta³ Sedial.

 Rysy Ji-Norena stwardnia³y.

 – A¿ po grób.

 – Dobrze.

 – Zatem tak to siê zacznie.

 – O nie – poprawi³ go ³agodnie Ko¶ciane Oko. – Zaczê³o siê przed dziesi±tkami lat. Tak to siê zakoñczy.

ROZDZIA£ 1

Michel Bravis sta³ w progu niewielkiego kresjañskiego ko¶cio³a, popijaj±c zimn± porann± kawê, i spogl±da³ na mijaj±cych go rybaków Palo, którzy nie¶li po³ów na d³ugich tykach. Ka¿demu mê¿czy¼nie i ka¿dej kobiecie przygl±da³ siê bacznie, po czym oznacza³ ich sobie w my¶lach. Wypatrywa³ nowych twarzy, podejrzliwych spojrzeñ czy nadmiernej ciekawo¶ci wzglêdem jego osoby. Przechwalali siê miêdzy sob± wielko¶ci± zdobyczy albo wlekli siê ponuro noga za nog±, w milczeniu ¶wiadcz±cym o pora¿ce. ¯adne z nich jednak nie po¶wiêci³o Michelowi drugiego spojrzenia.

 W ci±gu minionego miesi±ca wyhodowa³ i ¶ci±³ w³osy, ¿eby pozbyæ siê ostatnich blond kosmyków. Pilnowa³ przy tym, by spêdzaæ na s³oñcu du¿o czasu, co sprawi³o, ¿e truskawkowa czerwieñ jego w³osów i brody znów sta³a siê widoczna. G³odowa dieta spowodowa³a, ¿e schud³ dwa kamienie, i ka¿da sklepowa witryna upewnia³a go, ¿e od momentu opuszczenia Landfall zmieni³ swój wygl±d tak bardzo, jak by³o to mo¿liwe.

 Dla mieszkañców niewielkiego rybackiego miasteczka jakie¶ dwadzie¶cia mil od Landfall Michel by³ jedynie kolejnym w³óczêg± Palo, który straci³ dom na skutek inwazji Dynizyjczyków. Poranki spêdza³ na schodach kaplicy, popo³udnia czyszcz±c ryby w jedynej fabryce w mie¶cie, a wieczory w jednym z kilkunastu pubów, wys³uchuj±c wszelkich plotek i od czasu do czasu grywaj±c w karty z gadatliwymi ¿o³nierzami z Dynizu. Zbiera³ informacje, nie rzuca³ siê w oczy i czeka³ na jak±¶ okazjê, by wraz z Ichtraci± umkn±æ z tego miejsca i skierowaæ siê w g³±b l±du, by tam odnale¼æ Ka-poel.

 Michel dopi³ kawê, wyrzuci³ fusy do rynsztoka i schowa³ cynowy kubek, po czym w¶lizn±³ siê do kaplicy. Ko¶cielne wrota zamknê³y siê za nim z g³o¶nym klekotem i Michel zdusi³ w sobie chêæ dotkniêcia wci±¿ bolesnego kikuta, ukrytego pod banda¿ami i fa³szywym usztywnieniem. Odetchn±³ g³êboko i ruszy³ g³ówn± naw±.

 Ichtracia wygl±da³a dok³adnie jak rozpaczaj±ca wdowa. Siedzia³a skulona w drugim rzêdzie, pozornie pogr±¿ona w modlitwie, spowita w czarny welon i szal. Michel rozejrza³ siê po pustym ko¶ciele i stan±³ za ni±, wznosz±c oczy do Powroza Kresimira zawieszonego nad o³tarzem. Zauwa¿y³, ¿e pod jednym z witra¿owych okien kto¶ napisa³: „Kresimir umar³”.

 Wiecznie pijana rybaczka, która pe³ni³a w miasteczku rolê kap³ana, nie zada³a sobie nawet trudu, by napis usun±æ.

 – Wszystkie kresjañskie ko¶cio³y s± takie? – spyta³a Ichtracia, nie podnosz±c g³owy.

 – Jakie?

 – Nudne.

 Michel zastanowi³ siê nad odpowiedzi±.

 – Katedry s± bardziej imponuj±ce.

 – Zwiedzi³am jedn± w Landfall. Z pewno¶ci± by³a wielka. – Nie brzmia³a jak kto¶ pod wra¿eniem.

 – W Dynizie nie ma ko¶cio³ów? – Nigdy wcze¶niej nie przysz³o mu do g³owy, by o to zapytaæ.

 – W³a¶ciwie nie. Nie takich. Powinni¶my oddawaæ cze¶æ cesarzowi na g³ównym placu, ale nikt tego nie robi poza dniami ¶wi±t pañstwowych.

 To przypomina³o Michelowi jego w³asn± relacjê z religi±. Jako ch³opiec nigdy nie przyk³ada³ do niej wiêkszej wagi, jako doros³y wiedzia³, ¿e Kresimir naprawdê umar³. Pracowa³ dla pary, która zabi³a kresjañskiego boga.

 – Przynajmniej nie musisz siedzieæ ca³y dzieñ w ko¶ciele – zauwa¿y³.

 – Ta ³awka mnie wykoñczy. – Ichtracia wsta³a gwa³townie, unios³a woal i przeci±gnê³a siê z bezbo¿nym ziewniêciem. Od dnia, w którym wymknêli siê z Landfall, udawa³a wdowê po bracie Michela. Tak ustalili, choæ jak na razie nikt ich o to nie pyta³. Dynizyjczyków nie by³o tu zbyt wielu, czasem tylko przez miasteczko przechodzi³ jaki¶ oddzia³, natomiast Palo w ogóle nie wykazywali zainteresowania par± wêdrowców.

 Ale tak to ju¿ by³o z fa³szywymi to¿samo¶ciami, Michel wiedzia³ to z do¶wiadczenia, wydawa³y siê zbêdne, a¿ nagle jaki¶ szczegó³ ratowa³ cz³owiekowi ¿ycie.

 – Wymy¶li³e¶ ju¿, jak nas st±d wydostaniesz? – spyta³a tymczasem Ichtracia.

 Michel siê skrzywi³. Jak na razie Uprzywilejowana ca³kiem nie¼le przyjmowa³a ich trudne po³o¿enie. Wydawa³o siê nawet, ¿e cieszy j± rola anonimowej wdowy i fakt, i¿ nikt jej tu nie poznaje. Jednak wspomnienie zw³ok s³ugi jej dziadka, zmienionego w krwaw± masê, by³o a¿ nadto ¿ywe w pamiêci Michela. Podobnie jak ¿±danie Ichtracii, by Bravis zaprowadzi³ j± do siostry. By³ bole¶nie wrêcz ¶wiadomy dysproporcji mocy, jaka istnia³a miêdzy nimi, i obawia³ siê chwili, gdy cierpliwo¶æ Ichtracii ulegnie wyczerpaniu.

 – Jeszcze nie – odpar³. W oczach Dynizyjki mignê³o co¶, od czego poczu³ swêdzenie u podstawy krêgos³upa. U¶miechn±³ siê tak czaruj±co, jak tylko potrafi³. – Staram siê.

 – Nie w±tpiê. – Nie sprawia³a wra¿enia przekonanej. – Jakie¶ wie¶ci z frontu?

 Michel obszed³ ³awkê, usiad³ i odczeka³, a¿ Ichtracia zajmie swoje miejsce.

 – Ca³a góra plotek. Lindet odbi³a M³ot i prze na wschód przez Fatrastê. Jej armia jest olbrzymia, ale sk³ada siê g³ównie z rekrutów. Dynizyjczycy gromadz± swoje si³y, by j± dopa¶æ. – Zmarszczy³ brwi. – Z pó³nocy dochodz± sprzeczne wie¶ci. Ca³a armia Dynizyjczyków zniknê³a w polu. Inna oblega Nowy Adopest i wszystko wskazuje na to, ¿e we¼mie miasto i ruszy na po³udnie pod koniec przysz³ego tygodnia. – Szczerze powiedziawszy, ta armia go niepokoi³a. Gdyby Dynizyjczycy ruszyli wybrze¿em, mogliby przej¶æ przez miasteczko, w którym ukrywali siê Michel i Ichtracia. Bravisowi nieszczególnie podoba³a siê perspektywa trzydziestu tysiêcy Dynizyjczyków, wraz z Uprzywilejowanymi i Ko¶cianymi Oczami, obozuj±cych w okolicy. Ichtracia utrzymywa³a, ¿e jest w stanie ukryæ siê przed ka¿d± magi±, lecz Michel nie chcia³ tego sprawdzaæ.

 – A wiadomo¶ci z Landfall?

 – Tyle, ¿e gromadz± siê tam si³y. Sedial buduje fortecê wokó³ kamienia bogów rêkami Fatrastan. Nikt nie wie, ilu Kresjan i Palo zatrudni³, ale plotka g³osi, ¿e p³aci dobrze, wiêc nikt nie narzeka.

 Ichtracia poci±gnê³a nosem.

 – Chyba ciê dziwi to, ¿e Palo s± dobrze traktowani.

 – Od zawsze w najlepszym przypadku byli¶my obywatelami drugiej kategorii – wyja¶ni³ Michel. – W najgorszym za¶ niewolnikami i podlud¼mi. – Mia³ co¶ jeszcze na koñcu jêzyka, sekret, który zdradzi³ mu tu¿ przed ¶mierci± Czarny Kapelusz je Tura. Ca³e tygodnie Michel pragn±³ zapytaæ Ichtracii, co wie o próbach aktywowania kamienia bogów, jakie podejmowa³ jej dziadek. I ca³ymi tygodniami dusi³ w sobie tê chêæ. Nie potrafi³ siê zdecydowaæ, czy martwi go to, ¿e nie bêdzie nic na ten temat wiedzia³a, czy mo¿e to, ¿e bêdzie.

 – Palo i Dynizyjczycy s± kuzynami – powiedzia³a. – Oczywi¶cie nie bêdzie ich traktowa³ jak rodaków, ale nie s± tak do koñca obcy. – Zmarszczy³a czo³o. – Forteca wokó³ kamienia bogów. Ciekawe, czy obawia siê Lindet i jej armii rekrutów, czy chodzi mu o co¶ zupe³nie innego.

 – Nie mam pojêcia – odpar³, wpatruj±c siê badawczo w twarz Ichtracii. Wiedzia³a? Ok³amywa³a go w tej chwili? Od jakiego¶ czasu byli towarzyszami i kochankami, nadal jednak dzieli³y ich solidne mury, i to nie bez powodu. Spróbowa³ odepchn±æ te w±tpliwo¶ci. Ta kwestia nie mia³a wiêkszego znaczenia. Teraz jego jedynym zadaniem by³o wymy¶liæ, jak wydostaæ siê z miasta i dotrzeæ na drug± stronê kontynentu. Gdy tylko po³±czy Ichtraciê z Ka-poel, bêdzie móg³ wróciæ do Landfall i spróbowaæ dowiedzieæ siê prawdy.

 Wzdrygn±³ siê na skrzypniêcie wrót i zd³awi³ chêæ popatrzenia przez ramiê. Ichtracia znów zastyg³a w pozie modl±cej siê wdowy. Michel dotkn±³ ramienia Dynizyjki, jakby chcia³ j± pocieszyæ, i wsta³. Uzna³, ¿e je¶li wyjdzie teraz, zostan± mu jakie¶ dwie godziny na s³uchanie plotek w pubie, zanim bêdzie musia³ stawiæ siê na popo³udniow± zmianê w fabryce.

 Zamar³ na widok cz³owieka stoj±cego w progu ko¶cio³a. Zamruga³ kilkakrotnie, by upewniæ siê, ¿e wzrok go nie myli.

 – Taniel? – wykrztusi³ zaskoczony.

 Taniel Dwa Strza³y wygl±da³ tak, jakby od ich ostatniej rozmowy minê³y nie miesi±ce, a dekada. Ubranie do konnej jazdy mia³ brudne, ramiona zgarbione, twarz wychudzon± i ¶ci±gniêt±, na skroniach za¶ pojawi³y siê b³yski srebra. Pos³a³ Michelowi zmêczony u¶miech.

 – Jak siê masz, Michelu. – Przegarn±³ d³oni± w³osy. – Naprawdê jeste¶ przeklêtym kameleonem. Nie pozna³bym ciê i wyszed³ st±d, gdyby nie to, ¿e mnie zawo³a³e¶.

 – Co ci siê sta³o, na otch³añ? – Bravis prze¶lizn±³ siê obok Ichtracii i stan±³ w nawie.

 – Walczy³em z kilkoma dynizyjskimi brygadami. – S³owa brzmia³y jak ¿art, ale Dwa Strza³y siê nie u¶miecha³. – Chyba nieco przesadzi³em. – Jego spojrzenie powêdrowa³o do Ichtracii i z powrotem do Michela.

 Ichtracia podnios³a siê z ³awki i teraz mierzy³a Taniela takim wzrokiem, jakim Michel patrzy³by na ¿mijê w¶lizguj±c± siê do ko¶cio³a. Palce Ichtracii drga³y, jakby chcia³a siêgn±æ po rêkawice Uprzywilejowanej, a na twarzy malowa³ siê wyraz niepewno¶ci. Michel odchrz±kn±³.

 – Tanielu, poznaj Ichtraciê. Ichtracio, poznaj Taniela.

 – Ichtracia – powtórzy³ Taniel powoli. – To jest nasz kret?

 – Jak rozumiem, jestem twoj± szwagierk± – stwierdzi³a beznamiêtnie.

 Taniel otaksowa³ Dynizyjkê spojrzeniem.

 – My¶la³em, ¿e masz na imiê Mara.

 – To przezwisko – wyja¶ni³ Michel. – Wszetecznie trudno by³o j± znale¼æ, ale wreszcie mi siê uda³o. Dlaczego nie wspomnia³e¶, ¿e to siostra Ka-poel? – Nie chcia³ o to pytaæ, zwracanie siê do Taniela oskar¿ycielskim tonem nigdy nie koñczy³o siê dobrze. Ale pytanie wyrwa³o mu siê samo.

 Taniel zmarszczy³ gniewnie brwi i westchn±³ ze zmêczeniem.

 – Nie s±dzi³em, ¿e ta informacja jest ci potrzebna.

 – To by nieco zawêzi³o opcje. – Michel mimowolnie podniós³ g³os. Ca³a irytacja, jak± czu³ w zwi±zku z tymi tajemnicami, bez wzglêdu na to, czy wa¿nymi, czy nie, zaczyna³a wymykaæ siê spod kontroli. – Mog³e¶ mnie te¿ uprzedziæ, ¿e jest Uprzywilejowan±.

 – Istotnie. – Taniel przechyli³ g³owê, jakby nas³uchiwa³ jakiego¶ odleg³ego d¼wiêku. – Dobrze to ukrywasz. Niczego nie wyczu³em, gdy tu wszed³em.

 – Du¿o æwiczy³am – odpowiedzia³a mu Ichtracia ju¿ nie sucho, a z rozdra¿nieniem. – Zatem ty jeste¶ zabójc± bogów?

 Taniel spowa¿nia³ natychmiast.

 – Co¶ jej powiedzia³?

 Michel wyrzuci³ rêce w górê, Ichtracia wyprzedzi³a go z odpowiedzi±.

 – Nic mi nie powiedzia³. Dyniz ma szpiegów na ca³ym ¶wiecie. Ale ponoæ mia³e¶ umrzeæ dziesiêæ lat temu. Kiedy Michel powiedzia³ mi, dla kogo pracuje, za kogo wysz³a moja siostra, dosz³am do jedynego mo¿liwego wniosku, ¿e uda³o ci siê dokoñczyæ to, co zacz±³e¶ z Kresimirem.

 Taniel prychn±³ tylko, podszed³ do ostatniego rzêdu ³awek i usiad³ ciê¿ko.

 – Same plotki – stwierdzi³ ze zmêczeniem. – Wybacz, ¿e nie powiedzieli¶my ci wszystkiego, Michelu. Razem z Pole uznali¶my, ¿e najlepiej bêdzie, je¶li sam dojdziesz do tego, kim i czym jest Mar... Ichtracia. My znali¶my tylko to imiê: Mara. I mówisz, ¿e to przezwisko?

 – Tak nazywa³ nas obie dziadek, gdy by³y¶my dzieæmi – powiedzia³a Ichtracia. – Znaczy³o to, ¿e jeste¶my jego ma³ymi ofiarami.

 Taniel nadal u¶miecha³ siê przepraszaj±co, lecz teraz spogl±da³ na Ichtraciê.

 – Rozumiem. Dziêkujê, ¿e do³±czy³a¶ do Michela. Mogê sobie tylko wyobra¿aæ, ile tak naprawdê mamy do nadrobienia. No i ¿e chcesz spotkaæ siê z siostr±.

 – Gdzie ona jest? – W g³osie Ichtracii zabrzmia³a nuta gotowo¶ci.

 Taniel siê zawaha³.

 – Na zachód st±d. W³a¶nie zamierzam j± odnale¼æ.

 Michel przygl±da³ siê Ichtracii. Chcia³ jej powiedzieæ, ¿e znalaz³a siê w obecno¶ci wielkiego cz³owieka. ¯e powinna okazaæ mu nieco szacunku. Jednak czu³ jedynie z³o¶æ na Taniela za te wszystkie przemilczenia. Zreszt± Ichtracia te¿ nie by³a byle kim.

 – A skoro mowa o znajdowaniu – odezwa³ siê. – Jak nas znalaz³e¶?

 – Najpierw pojecha³em do Landfall – wyja¶ni³ Taniel. – Tam siê spotka³em ze Szmaragdem, on mi powiedzia³, ¿e wykona³e¶ zadanie, i skierowa³ tutaj. Zajê³o mi to parê tygodni.

 Michel zmarszczy³ brwi.

 – Próbowali¶my znale¼æ sposób na ominiêcie dynizyjskich blokad od dnia, w którym opu¶cili¶my Landfall. Jakim cudem ty tak po prostu tam pojecha³e¶?

 – Jeden z ludzi Szmaragda czeka³ na mnie na pó³noc od miasta z fa³szywymi dokumentami. – Taniel poklepa³ kieszeñ na piersi. – Nikt nie szuka samotnego kresjañskiego je¼d¼ca, a wedle dokumentów jestem szpiegiem Dynizyjczyków. Pad³o kilka niewygodnych pytañ, ale sobie poradzi³em.

 Michel chrz±kn±³ z frustracj±. Gdyby dla niego i Ichtracii by³o to takie ³atwe, ju¿ znale¼liby siê po drugiej stronie kontynentu, a nie tkwili w tej rybackiej osadzie, czekaj±c na okazjê.

 – Zatem zjawi³e¶ siê tu, by zabraæ Ichtraciê do Pole, tak?

 Taniel obrzuci³ Uprzywilejowan± d³ugim spojrzeniem.

 – Owszem.

 – Czekaj. – Ichtracia patrzy³a na Michela zmieszana. – Ty z nami nie jedziesz?

 – Serdecznie ciê zapraszam – doda³ Taniel.

 Michel u¶miechn±³ siê do nich blado.

 – Powinienem, ale muszê wróciæ do miasta.

 – Zwariowa³e¶! – wykrzyknê³a Ichtracia. Wymieni³a z Tanielem pospieszne spojrzenia. – Wiesz, ¿e Sedial przewraca miasto do góry nogami, by ciê znale¼æ, prawda? W chwili, gdy kto¶ ciê rozpozna, zostaniesz pojmany, a potem torturowany i zabity.

 Michel wpatrywa³ siê w swoje d³onie, rozwa¿aj±c te s³owa.

 – Michelu? – ponagli³ go Taniel.

 – Mam niedokoñczone sprawy.

 – Jakie niedokoñczone sprawy? – chcia³ wiedzieæ Dwa Strza³y.

 Michel starannie unika³ wzroku Ichtracii.

 – W Landfall pomog³em Dynizyjczykom wytropiæ ostatnie Czarne Kapelusze w mie¶cie – powiedzia³, uwa¿nie dobieraj±c s³owa.

 – Szmaragd mi o tym mówi³ – odpar³ Taniel.

 – Znalaz³em i zabi³em Vala je Turê.

 – Z³ot± Ró¿ê z pa³aszem?

 – Tego samego. Zanim umar³, co¶ mi wyjawi³. – Michel zawaha³ siê ponownie, zerkaj±c na Ichtraciê k±tem oka. – Wyjawi³ mi, ¿e Dynizyjczycy gromadz± Palo i wykorzystuj± ich w krwawym rytuale, który ma aktywowaæ kamieñ bogów. – Gdy tylko wypowiedzia³ ostatnie s³owa, zrozumia³, ¿e myli³ siê co do Ichtracii, ¿e powinien powiedzieæ jej ju¿ dawno. Ichtracia otworzy³a szeroko oczy, a krew ca³kiem odp³ynê³a jej z twarzy. Michel spodziewa³ siê okrzyków zdumienia albo zaprzeczenia, albo... jakich¶. Tymczasem Uprzywilejowana zamknê³a usta bez s³owa.

 – Na otch³añ – mrukn±? Taniel.

???Musz? wr?ci? do miasta i?dowiedzie? si?, czy to prawda, i?je³ Taniel.

 – Muszê wróciæ do miasta i dowiedzieæ siê, czy to prawda, i je¶li tak, co¶ z tym zrobiæ.

 – Je¶li to zrobisz, zginiesz – wymamrota³a niewyra¼nie Ichtracia.

 Michel u¶miechn±³ siê, zaciskaj±c wargi.

 – Tanielu, na co pracowa³em przez ca³y ten czas?

 – Na wolno¶æ Palo – odpowiedzia³ Dwa Strza³y bez zastanowienia.

 Ichtracia wygl±da³a na zaskoczon±.

 – My¶la³am, ¿e zamierzasz sprzeciwiæ siê mojemu dziadkowi... Zapobiec u¿yciu kamieni.

 – To... to walka, któr± tocz± Taniel i Ka-poel – stwierdzi³ Michel. – Ja mam tak naprawdê jeden cel: uwolniæ Palo spod jarzma tego, kto ich próbuje podbiæ, zniewoliæ, gnêbiæ. Nie ma znaczenia, czy to Kresjanie, Fatrastanie, czy Dynizyjczycy. Muszê zmierzyæ siê z wrogami mego ludu. Nie bêdzie ze mnie po¿ytku, gdy ruszê z tob± i Tanielem. Muszê wróciæ do Landfall.

 – Ale mówi³e¶, ¿e Palo s± lepiej traktowani pod dynizyjskimi rz±dami. – W g³osie Ichtracii pojawi³y siê nuty, których Michel nie potrafi³ do koñca rozszyfrowaæ, brzmia³y jak desperacja.

 – Nie wiem. – Wzruszy³ ramionami. – Mo¿e? A mo¿e to tylko propaganda. Tak czy inaczej, muszê wróciæ do Landfall i odkryæ prawdê.

 Cisza, jaka zapad³a, by³a og³uszaj±ca. Ichtracia wpatrywa³a siê w ¶cianê. Taniel wpatrywa³ siê w Michela. A Michel badawczym wzrokiem wodzi³ po twarzach ich obojga, staraj±c siê co¶ z nich wyczytaæ. Wreszcie Taniel odchrz±kn±³.

 – Ka-poel jest w drodze do Dynizu.

 – Co?! – S³owo wyrwa³o siê z ust Ichtracii, która gwa³townie odwróci³a siê do szwagra.

 – Zamierza znale¼æ trzeci z kamieni, a ja planujê do niej do³±czyæ.

 – Zginie! Dlaczego wy wszyscy chcecie pope³niæ samobójstwo? – Co¶ w minie Taniela musia³o j± zastanowiæ, bo zamilk³a i odetchnê³a gwa³townie. – Nie wiesz?

 – Czego?

 – My ju¿ mamy trzeci kamieñ. Jest strze¿ony na wszelkie sposoby.

 Taniel mrukn±³ co¶ pod nosem.

 – Dobrze, ¿e jest kto¶, kto j± chroni. Je¶li to prawda, nie mam chwili do stracenia. Muszê przeprawiæ siê na drug± stronê kontynentu, z³apaæ statek i przemkn±æ siê do Dynizu. Min± miesi±ce, zanim dogoniê Ka-poel.

 Michel prychn±³. Taniel powiedzia³ to wszystko tak optymistycznym tonem, jakby wybiera³ siê na przyjemn± wycieczkê. Tymczasem w ci±gu tych miesiêcy wszystko mog³o siê zdarzyæ, szczególnie je¶li Ka-poel ruszy³a do Dynizu na o¶lep. Niemal poprosi³ Taniela, by ten uda³ siê z nim do Landfall, ale wiedzia³, ¿e nie ma po co. Taniel poszed³by za Ka-poel na koniec ¶wiata.

 – Idziesz? – spyta³ Dwa Strza³y Ichtraciê i Michel ju¿ widzia³ w jego oczach, ¿e Taniel zakoñczy³ rozmowê i jest gotów poderwaæ siê i ruszyæ w drogê, niczym wy¶cigowy koñ czekaj±cy na wystrza³ pistoletu.

 – Nie.

 Michel odwróci³ siê do niej.

 – Co przez to rozumiesz?

 – Idê z tob±. – Ichtracia odzyska³a ju¿ nieco kolorów na policzkach. Podbródek wysunê³a wojowniczo.

 – Nie mo¿esz wróciæ do Landfall – zaprotestowa³ Michel. – Bêdziesz w niebezpieczeñstwie.

 – Nie bardziej ni¿ tu – odparowa³a. Zadrga³a jej lewa powieka, na twarzy odmalowa³a siê burza emocji.

 – Twoja siostra...

 – Spotkam siê z ni± – oznajmi³a kategorycznie. Ciszej i jakby od siebie doda³a jeszcze: – Kiedy bêdzie po wszystkim. Mamy jaki¶ sposób, by dostaæ siê do miasta? – spyta³a Taniela.

 – Szmaragd przys³a³ dla was dynizyjskie ­paszporty. Mia³y umo¿liwiæ wam przejazd przez kontynent wraz ze mn±, ale bez problemu pozwol± wam wróciæ do ­miasta.

 Michel z wysi³kiem prze³kn±³ ¶linê. By³ z Ichtraci± na tyle d³ugo, by wiedzieæ, ¿e dziewczyna nie przyjmie odpowiedzi odmownej. Wspomnienie o krwawych ofiarach co¶ w niej uruchomi³o. Mia³ wra¿enie, ¿e powinien wiedzieæ co, ale za bardzo poch³oniêty by³ w³asnymi planami, by szukaæ ¼ród³a jej niepokojów. Natychmiast zmieni³ tok my¶lenia, odrzucaj±c wszelkie pomys³y dzia³ania w pojedynkê, na plan, który zak³ada³ dwoje uczestników.

 – We¼miemy paszporty – oznajmi³a Ichtracia.

 – My¶lê... – zacz±³ Michel.

Ksi±¿kê Krew Imperium mo¿ecie kupiæ w ksiêgarni swiatksiazki.pl Powie¶æ dostêpna jest tak¿e w innych popularnych ksiêgarniach internetowych:

 

Zobacz tak¿e

Musisz byæ zalogowany, aby komentowaæ. Zaloguj siê lub za³ó¿ konto, je¿eli jeszcze go nie posiadasz.

Ksi±¿ka
Krew Imperium
Brian McClellan0
Ok³adka ksi±¿ki - Krew Imperium

Gdy nadchodzi czas ostatecznej bitwy najemnik, szpieg i genera³ musz± zawi±zaæ niebezpieczne i nieprawdopodobne sojusze by przechyliæ szalê zwyciêstwa...

Wydawnictwo
Recenzje miesi±ca
Opad
Opad

Franti¹ek Kotleta

Poka¿ wszystkie recenzje