„Chirurg na wojnie. Zapiski z piekła frontu wschodniego” to jedna z tych książek, warto poznać, chociaż gdy się głębiej wczytamy w biografię autora, to odczucia do jego osoby mogą wydać się dosyć rożne. Hans Killian starał się przedstawić siebie przede wszystkim jako człowieka i lekarza a dopiero później jako niemieckiego żołnierza i aktywnego członka NSDAP. Czytając jego biografię nie można oprzeć się wrażeniu, że faktycznie medycyna może jemu wiele zawdzięczać, lecz jakimi metodami do tego doszedł, to już inna bajka...
Chociaż nie jest to łatwa lektura, to książkę czyta się lekko i bardzo szybko. Profesor Killian był konsultantem medycznym mającym pod opieką kilka polowych szpitali na wschodnim froncie. Jego relacja z całego pobytu jest szczera i poruszająca, wywołująca wiele emocji. Autor nie może się pogodzić z tym, że decyzje zapadające gdzieś na górze, z dala od wojennych bitew nie zawsze mają dobro walczących żołnierzy. Generałowie kontrolujący placówki medyczne nie przejmują się zbytnio losem rannych żołnierzy.
"W chwili, kiedy Hitler kazał przekroczyć swoim wojskom granicę Rosji, wiedzieliśmy jasno, że "największy wódz wszystkich czasów" i jego pomagierzy popełnili błąd nie do naprawienia."
"Kiedy idziemy przez sale szpitalne, od jednego łózka do drugiego, od pacjenta do pacjenta, niewiedza pana generała wychodzi na jaw w całej okazałości. Pacjenci niewiele go obchodzą."
Decyzyjni oficerowie zza swoich biurek myślą o czołgach, samolotach czy pociskach, lecz o służbie sanitarnej zupełnie zapominają. Lekarze muszą często stosować metody niemalże rodem ze średniowiecza. Armia niemiecka mająca podbić niemal cały świat nie potrafiła zadbać o porządne zaplecze medyczne.
Najbardziej dotkliwe były zimy, bo chociaż wielu żołnierzom nie były obce mrozy czy śnieg, lecz tak niskich temperatur nikt się nie spodziewał. Doszło do tego, że największa bolączką lekarzy były odmrożenia u żołnierzy. I to nie tylko palców. Do tej pory nie spotkali się z takimi przypadkami. Nikt z dowództwa nie przewidział tak długiego oblężenia, myśląc pewnie, że wojna z Rosją to będzie mały spacerek, który skończy się najpóźniej jesienią. Panowie generałowie nie wzięli w swoich rachubach pod uwagę kampanii zimowej i nie wyposażyli naszych armii na wypadek rosyjskiej zimy. Tam na górze albo nie wiedzą albo ignorują to, że organizm ludzki ma granice wytrzymałości. A temperatura spada nawet do minus 53 stopni a silny wiatr jeszcze potęguje zimno. A żołnierze spełniając swój obowiązek siedzą w milczeniu i zaciśniętymi zębami w swoich cienkich ubraniach w jamach wykopanych w śniegi i marzną... Nawet dostarczane im jedzenie jest zimne a chleb nawet zmrożony...
Na dodatek zaczyna się szerzyć tyfus, więc lekarze na froncie zmuszeni są walczyć jeszcze i z ta straszną chorobą...
"Swoją drogą ciekawe, że w Rosji tyfus plamisty przechodzi się w wieku dziecięcym. Jest to tutaj choroba dzieci, tak jak u nas odra. Ma lekki przebieg, nie dochodzi nawet do wystąpienia poważniejszych objawów. Kiedy jednak Rosjanin zapadnie na tyfus plamisty w starszym wieku, jest to dla niego równie niebezpieczne jak dla nas. Kto raz przebył tyfus, jest już uodporniony. Ponowne zachorowania są bardzo rzadkie."
Profesor często nie zgadzał się z praktykami stosowanymi przez niektórych lekarzy, chociaż często nie udawało mu się zapobiec zakażeniom oraz złym diagnozom.
I chociaż czytając tę książkę, można wysnuć wniosek, że to był niemal cudowny lekarz i "złoty" człowiek, lecz sam Killian był również jednym z trybów, które napędzały tę wojnę...
I chociaż nigdy nie odpowiadał za swoje czyny, lecz zeznawał jako świadek, broniąc jednego z oskarżonych lekarzy SS, też może o czymś świadczyć.
Lektura dość trudna, lecz mimo to potrzebna, nie powinno się zapominać o tamtym okresie. Dla osób ciekawych tematyki II wojny światowej to lektura obowiązkowa.
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości BONITO i serwisowi Dobre Chwile.
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 2026-01-14
Kategoria: Historyczne
ISBN:
Liczba stron: 432
Dodał/a opinię:
Myszka77
Autor książki, wybitny chirurg, w latach 1941-1943 przebywał na froncie wschodnim jako chirurg konsultant niemieckiej 16 Armii walczącej na północy Rosji...
W zapadającym zmierzchu idę nad Dźwinę i po raz pierwszy widzę jej niesamowite rdzawobrunatne wody, które najwyraźniej zawierają jakiś barwnik lub sole żelaza. Żołnierze szukający ochłody chlapią się w rzece, krzycząc i śmiejąc się jak dzieci. Pokój w czasie wojny!
Więcej