„Czas przeszły” to moim zdaniem najlepsza część serii o Jacku Reacherze. Lubię całą tę serię bez wyjątku i zawsze wciąga mnie opowiadana przez Lee Childa historia (chociaż czasami mam wrażenie, że już tę opowieść znam), ale tym razem przeszedł samego siebie. Nie mogłam się oderwać – i co dziwne: bardziej interesował mnie prowadzony równolegle wątek, który z Reacherem – na pozór - nie ma nic wspólnego.
Lee Child zastosował tutaj interesujący zabieg: jak wspomniałam, w powieści toczą się równolegle dwa wątki, które początkowo wydają się zupełnie od siebie oderwane. Pierwszy – to Jack Reacher i jego zwyczajowa włóczęga, podczas której trafia do miasteczka, w którym, jak wie z rodzinnych opowieści, mieszkali jego dziadkowie i ojciec, zanim wstąpił do armii. Jack chce wykorzystać fakt znalezienia się w tym miejscu i dowiedzieć się czegoś o swojej przeszłości. I jak to zwykle bywa w jego przypadku – podpada ludziom, którym lepiej jest schodzić z drogi. A wiadomo, że Jack nie należy do osób, które schodzą z drogi, nawet jeśli zdrowy rozsądek każe to zrobić… Ten wątek przypominał mi western w starym dobrym stylu: małe miasteczko, samotny bohater i nieokreśleni „oni”, którzy do miasteczka mają zjechać, aby się rozprawić z samotnym bohaterem. Jak zawsze – świetnie się to czyta. Ale drugi watek przebił – moim zdaniem – historię Reachera. To historia dwojga młodych ludzi, Patty i Shorty’ego – którzy dość pechowo, z powodu awarii samochodu – trafiają do motelu na odludziu. Wita ich tam czworo właścicieli, którzy przyjmują ich bardzo miło, ale… No właśnie: coś jest nie tak, i to widać na każdym kroku. Atmosfera się zagęszcza, narasta zagrożenie, czytelnik ma pewność, że Patty i Shorty nie są tutaj bezpieczni i powinni uciekać – ale są uziemieni, samochód nie działa, telefony – jak twierdzi właściciel – również, a do najbliższego miasta jest ponad trzynaście kilometrów. W coraz większym napięciu czytamy kolejne strony – i czekamy, kiedy nastąpi nieuchronny cios – bo mamy pewność, że jest nieuchronny. A kiedy już wydarzy się to, na co czekamy… napięcie zamiast opaść, jeszcze bardziej wzrasta!
Książka bardzo mi się podobała – a nawet bardzo bardzo. Z jednej strony mamy to niespieszne, leniwe i na pozór błahe śledztwo Reachera, dotyczące jego rodziny, a z drugiej – coraz bardziej dramatyczną sytuację pary młodych ludzi, którzy stopniowo uświadamiają sobie, że wpakowali się w poważne tarapaty, choć nie mają pojęcia, czego mogą od nich chcieć właściciele motelu. Zabieg przeplatania tych dwóch wątków sprawił, że napięcie coraz bardziej narasta – tym bardziej że także wątek Reachera szybko przestaje być spokojny – pojawia się zagrożenie, które Jack, jak to Jack – przyjmuje ze spokojem… Ale czytelnik taki spokojny nie jest – przerzuca kolejne strony z wypiekami na twarzy i zastanawia się, czy tym razem bohaterowi uda się wyjść cało z bagna, w jakie wpadł…
Akcja zaczyna w pewnym momencie gnać jak szalona, i praktycznie do ostatniej karteczki trzyma czytelnika w napięciu. Świetnie się bawiłam podczas lektury i już nie mogę się doczekać na kolejną część serii!
Komu może spodobać się ta książka? Miłośnikom przygodowych powieści, sensacji, westernów, a także thrillerów i każdemu, kto lubi pełne napięcia historie. I wszystkim, którym podobają się powieści, w których bardzo dużo się dzieje, jest żywa akcja i niebanalni bohaterowie.
Podsumowując: świetnie napisana i trzymająca w napięciu książka, od której bardzo trudno się oderwać.
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 2019-01-16
Kategoria: Kryminał, sensacja, thriller
ISBN:
Czyta:
Tytuł oryginału: Past tense
Język oryginału: angielski
Tłumaczenie: Jan Kraśko
Dodał/a opinię:
Joanna Tekieli
Nieznany sprawca strzela z dużej odległości do prezydenta Francji. Zamach jednak cudem się nie udaje. Snajper jest doskonałym zawodowcem, ma wielkie umiejętności...
Edgar Allan Poe, który powieść traktował podejrzliwie, zdecydowanie wolał coś, co można przeczytać bez odkładania książki, czyli opowiadania...