Okładka książki jest prześliczna. Widzimy na niej dwójkę ludzi, którzy siedzą do nas tyłem. Mamy piękne nocne niebo (jak przypuszczam), a sama kolorystyka granatu i niebieskiego (jednego z moich ulubionych kolorów) sprawia, że można się w nią wpatrywać przez dłuższy czas. Ma skrzydełka, które stanowią dodatkową ochronę przed uszkodzeniami mechanicznymi. Na jednym z nich przeczytacie kilka zdań o autorce. Strony są kremowe, czcionka wystarczająca dla oka. Książka podzielona na rozdziały i mamy również opisanych narratorów. Ja tam jestem zachwycona tą okładką, nie wiem jak wy. :)
Jest to debiut autorki, a jak wiecie, z debiutami bywa różnie. Czasami są to słabe książki, inne całkiem niezłe, a jeszcze inne okazują się istną petardą. Tym razem było naprawdę dobrze! Autorka ukrywa się pod pseudonimem, ale warto zaznaczyć, że wydała tę książkę, kiedy nie miała jeszcze osiemnastu lat. To duże osiągnięcie, patrząc pod kątem innych nastolatków. Podziwiam i gratuluję. Czytało mi się szybko i lekko, przyjemnie. Nie miałam jakichkolwiek blokad podczas czytania. Na samym początku mamy playlistę utworów, którą warto sobie odsłuchać. Chciałabym przyznać, że jestem zaskoczona, bo naprawdę ta historia przypadła mi do gustu. Może miejscami powycinałabym kilka zbędnych fragmentów, które tylko zapychały tekst, ale ogólnie naprawdę uważam, że jest dobrze.
Bohaterowie... Ileż miałam z nimi zabawy! Szczególnie pokochałam Nicka. Głodomor ze specyficznymi skarpetkami podbił moje serce. Droga autorko, proszę o książkę z nim w roli głównej. Na pewno będzie to udana komedia! Główną postacią jest Rose. Dziewczyna, która wylatuje do Korei po części za pracą, ale i dlatego, by najzwyczajniej w świecie uciec od problemów i najbliższych. Szuka sposobu na to, by zarobić szybko i mieć na okres leczenia. Polubiłam ją, ale czasami miałam dość z powodu zachowania. Nie zawsze posłuchała do końca, dołożyła swoje trzy grosze i proszę, nieszczęście gotowe. Na lotnisku poznaje Luke'a, który początkowo zyskał tę samą opinię ode mnie co od Rose. Dopiero później jakoś tak... Przypadkowo? Polubiłam go. Może dlatego, że kupllował się z Nickiem? Być może... Reasumując chciałabym podkreślić, że bohaterowie tej książki są dobrze wykreowani, niczego im nie brakuje i różnią się od siebie niemalże wszystkim.
Akcja ma odpowiednie tempo. Raz płynie powoli, by za chwilę tak przyspieszyć, że z trudem nadąża się za bohaterami. Pomysł na fabułę jest ciekawy, trafnie dobrany i dosyć szczegółowo rozwinięty. Okej, idzie przewidzieć niektóre wydarzenia, ale liczy się to, że jest dobrze napisana i można się w niej zatracić.
Carlesii stworzyła niby zwykłą, nieco przewidywalną historię, która zahacza o trudne tematy. Bardzo ciężka choroba, śmiertelna; żałoba; miłość; przyjaźń i tak dalej. Jednak co ważne: pierwsza połowa tej opowieści to taka bardziej spokojna, bez większych wrażeń. Za to druga... Tam chwilami nie nadążałam za tym, co się dzieje. Wiele zwrotów akcji. Nawet moment, w którym mnie zatkało, a łzy pojawiły się w oczach. DWUKROTNIE. Nie wiem, czy jest to związane z książką i jej historią czy moją obecną sytuacją, ale naprawdę... W pewnym momencie zmiotła mnie z planszy. Zdecydowanie potrzebne są nam właśnie takie debiuty! Pisane z EMOCJAMI! Tak wiele odczuwają bohaterowie, a my razem z nimi. O to w tym wszystkim chodzi.
Uważam, że jest to na prawdę dobry debiut, który liczy sobie niewiele ponad czterysta stron. Osobiście wycięłabym kilka fragmentów, które są zbędne, ale cała reszta, jak na debiut, dobra robota. Myślę, że zasługuje na dużo większy rozgłos niż ma. Polecam serdecznie wszystkim, którzy lubią powieści obyczajowe, ale i trudne tematy. Doświadczycie tutaj straty, która boleśnie niszczy człowieka. Zdecydowanie polecam! Jeden z lepszych debiutów, które miałam okazję przeczytać.
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 2025-03-04
Kategoria: Obyczajowe
ISBN:
Liczba stron: 422
Język oryginału: polski
Dodał/a opinię:
Angelika Ślusarczyk