Gdy opada wojenny kurz, a nad gdańskimi ulicami przestaje unosić się pył, nie nastaje upragniona cisza. Zamiast niej pojawia się szum odbudowywanego miasta, stukot młotów oraz cichy, bolesny uścisk w sercach tych, którzy ocaleli.
Po niezwykle poruszającej historii opisanej w „Chłopcu z ruin” z niecierpliwością czekałam na kontynuację, by po raz kolejny dać się całkowicie porwać emocjom! I tak się stało. „Chłopiec z odrodzonego miasta” skradł moje serce. Beata Zdziarska skupiła się tym razem na pięknym przesłaniu o sile rodziny i przyjaźni.
Ta część to przede wszystkim poruszający głos dorastającego Fryderyka. Mały Friedrich, aby przeżyć, musiał przyjąć nową tożsamość, polskie imię i dokumenty. Choć wojna się skończyła, w jego małej głowie wciąż toczy się prywatna walka.
Pierwsze, niepewne dźwięki pianina, do którego pcha go troskliwa Helena, mieszają się z bolesnym echem przeszłości.
Jak to jest tęsknić za rodzoną matką w języku, którego dopiero musisz się nauczyć?
Jak uciszyć niemieckie wspomnienia, gdy wszyscy wokół żądają nowej, polskiej rzeczywistości?
Niezwykle mocno poruszyło mnie, jak autorka utkała więzi rodzinne. Helena, Tadeusz, Fryderyk i jego młodsza siostrzyczka Róża tworzą rodzinę pełną miłości, empatii i czułości. Relacje Fryderyka z bliskimi oraz jego piękna przyjaźń z Brunonem pokazują, że człowieczeństwo można ocalić nawet wtedy, gdy świat wokół znowu zaczyna brunatnieć. Autorka ukazała losy tej rodziny z ogromną wrażliwością. Ich wspólne chwile, naznaczone przeszłością, tworzą mozaikę dobrych i gorszych momentów. Pełne realizmu opisy i dialogi sprawiają, że oczami wyobraźni widziałam sceny rozgrywające się na kartach powieści.
A tło historyczne? Beata Zdziarska po mistrzowsku maluje powojenny Gdańsk. Miasto, które niczym feniks podnosi się z gruzów, staje się jednocześnie areną nowych, brutalnych porządków.
Komunistyczna propaganda, stalinowski aparat ucisku, strach, strajki dokerów i wieczna niepewność jutra – to wszystko niemal fizycznie oblepia bohaterów.
Autorka nie unika trudnych i niezwykle drastycznych tematów. Na kartach powieści stajemy się świadkami okrutnych scen, jak choćby publiczna egzekucja zwolenników Hitlera czy wyjątkowo bolesny i trudny dla Heleny proces Alberta Forstera. Te momenty dosłownie mrożą krew w żyłach i pokazują, jak głębokie rany nosili w sobie ludzie tamtej epoki.
Gdy na to wszystko nakłada się ciężka choroba Heleny, serce pęka na pół. Fryderyk, który sam potrzebuje oparcia, staje się opiekunem swojej przybranej matki. I choć ból wręcz wylewa się z tych stron, autorka nie zostawia nas w ciemności. Ponad tym całym cierpieniem unosi się piękna, czysta nuta nadziei.
„Chłopiec z odrodzonego miasta” to genialna, intymna i niesamowicie dojrzała opowieść o tym, że dom to nie mury, ale ludzie, którzy trzymają nas za rękę w najczarniejszą noc. Ta książka boli, ale jest to ból oczyszczający. Polecam z całego serca!
Pamiętajcie jednak, by zachować kolejność czytania – tylko zaczynając tę podróż od „Chłopca z ruin”, w pełni poczujecie i zrozumiecie głębię oraz ogrom emocji, które niesie ze sobą ta dylogia.
Wydawnictwo: Replika
Data wydania: 2026-07-07
Kategoria: Obyczajowe
ISBN:
Liczba stron: 304
Dodał/a opinię:
anetaiksiazki
Sześć mieszkań, jedna kamienica i najbardziej wyjątkowy wieczór w roku. Bohaterowie bardzo wiekowej kamienicy z dużą pieczołowitością przygotowują się...
Co skrywa sielska dolina? Kiedy pewnego dnia Hania dowiaduje się, że ojciec zniknął z domu, przeżywa wstrząs. Niedługo potem przychodzi list, w którym...