„Gdy nadejdzie nasz czas” to debiut, który udowadnia, że w literaturze obyczajowej siła drzemie nie w krzyku, a w szeptach. Agnieszka Dyniakowska zaprosiła nas do świata, który jest namacalnie bliski - to historia o czasie, który rzadko kiedy chce z nami współpracować, i o ludziach, którzy muszą dojrzeć do własnych uczuć.
Autorka posługuje się piórem z niezwykłą, jak na debiutantkę, rozwagą. Jej styl jest klarowny, pozbawiony zbędnej egzaltacji czy tanich efektów literackich. Narracja płynie spokojnym rytmem, co sprawia, że lektura staje się kojącym doświadczeniem, idealnym na wyciszenie po intensywnym dniu. To rzetelnie skonstruowana opowieść, w której każda myśl wydaje się na swoim miejscu, a autentyczność bije z niemal każdej strony.
Największą wartością tej książki są bez wątpienia relacje międzyludzkie. Zoja i Maks to bohaterowie z krwi i kości, naznaczeni przeszłością i własnymi lękami. Ich relacja to subtelna gra niedopowiedzeń, spojrzeń i powolnego przełamywania barier. Autorka świetnie oddała dynamikę między siostrami oraz skomplikowane więzi rodzinne, które stają się tłem dla przygotowań do ślubu Kai. Jednak to postać babci Heli kradnie całe show. Jest ona literackim majstersztykiem - pełna ciepła, humoru i życiowej mądrości, stanowi emocjonalny kręgosłup tej powieści. Jej cięte riposty i trafne rady dodają historii pikanterii i sprawiają, że uśmiech sam pojawia się na twarzy.
Książka ma jednak swoje słabsze punkty, o których warto wspomnieć. Dynamika między głównymi bohaterami, choć pełna napięcia, chwilami może wystawiać cierpliwość czytelnika na próbę. Ta „zabawa w chowanego” i unikanie szczerych rozmów bywają frustrujące, a pewne niedomówienia ciągną się nieco zbyt długo. Również zakończenie pewnych wątków, zwłaszcza tych dotyczących fizycznej bliskości, pozostawia pewien niedosyt - autorka zdecydowała się na bardzo dużą powściągliwość, co dla jednych będzie atutem, dla innych zaś zmarnowanym potencjałem na domknięcie emocjonalnego budowania napięcia. Dodatkowo, w tekście zdarzają się drobne potknięcia redakcyjne, co momentami wybija z rytmu lektury.
Moim zdaniem jest to pozycja niezwykle wartościowa dla osób szukających w literaturze spokoju i refleksji. To nie jest „emocjonalny rollercoaster”, który zostawi nas z zadyszką, ale raczej spacer po słonecznych Włoszech, który pozwala odetchnąć. Choć postać Sabiny skutecznie podnosi ciśnienie, a niezdecydowanie Zoi i Maksa bywa męczące, to ostateczny wydźwięk książki jest niezwykle pozytywny. To opowieść o tym, że na prawdziwą miłość warto poczekać, nawet jeśli los każe nam iść okrężną drogą. Subiektywnie oceniam tę książkę jako bardzo obiecujący początek drogi twórczej.
Wydawnictwo: inne
Data wydania: 2025-08-04
Kategoria: Romans
ISBN:
Liczba stron: 320
Język oryginału: polski
Dodał/a opinię:
auraliteracka
Czy pierwsza miłość może dostać od losu drugą szansę? Zuza samodzielnie wychowuje córkę, jest nauczycielką i choć nie wszystko układa się po jej myśli...
Czy pierwsza miłość może dostać od losu drugą szansę? Zuza samodzielnie wychowuje córkę, jest nauczycielką i choć nie wszystko układa się po jej myśli...