Anita i Adam prowadzą idealne życie. Możemy określić ich piękni-majętni. Stać ich na to czego pragną i żeby żyć tak, jak chcą. Jedna rzecz jest skazą na tym perfekcyjnym obrazku. Anita nie może zajść w ciążę. Kobieta jest pod opieką ginekologa, badania wychodzą w normie, a jednak na teście ciążowym widnieje jedna smutna kreska. Anita ciężko to znosi . Przytłacza ją fakt, że sprawy nie idą tak, jak je zaplanowała. Przytłacza ją niemożność zastania matką. Czuje się wybrakowana. Staje się niewolnikiem kalendarza i termometru. Oddalają się od siebie z mężem. Kobieta coraz rzadziej wychodzi z domu pogrążając się w myślach o swojej – jak sama to widzi – niedoskonałości. Pewnego dnia zaczyna znajdować rzeczy, które nie należą do niej. Nowa pomadka w torebce, sukienka, której nigdy by nie kupiła, w szafie – Anita nie umie wytłumaczyć pochodzenia tych rzeczy. Czy izolacja i problemy, aż tak bardzo podkopały jej zdrowie psychiczne?
Thriller „Idealna” Magdy Stachuli to jedna z tych książek, w których dość długo nie wiadomo, o co chodzi. Autorka bardzo dokładnie pracuje nad bohaterami uwypuklając ich mroczne oblicze, manie, słabości. Centralną postacią jest Anita z pragnieniem posiadania dziecka. Czytamy o tym, co robi ono z tą kobietą i zastanawiamy się do czego pisarka zmierza. Zastanawiamy się, jak planuje połączyć to z pozostałymi postaciami. A jest ich dokładnie cztery. Każda ma okazję być narratorem. Bywa, że te same wydarzenia oglądamy różnymi oczami. Zabieg, który nie wszyscy czytelnicy lubią – ja za nim przepadam, bo różna perspektywa wpływa na naszą ocenę bohaterów. Dobrym przykładem z „Idealnej” będzie scena, kiedy Anita z Adamem uprawiają spontaniczny seks. On jest zachwycony, widzi nadzieję na odbudowę ich związku. Ona czuje się zgwałcona i pragnie unikać męża za wszelką cenę.
Akcja w „Idealnej” zawiązuje się bardzo powoli, aczkolwiek Magdzie Stachuli udało się zbudować ten niepokój, który trzyma czytelnika przy książce. Takie: „nie mam pojęcia, o co chodzi, ale jest super”. Nawet pokuszę się o stwierdzenie, że tak wciągnęła mnie psychologia postaci, iż drugorzędna sprawą było „o co chodzi”. Niemniej z przyjemnością kartkowałam ku finałowi, w którym autorka jasno i wyraźnie przedstawiła źródło wydarzeń i motywację ich sprawców.
Ogólne wrażenia po przeczytaniu tej powieści mam bardzo dobre, jednak jest w niej pewna sztuczność. Nie wiem, czy wynika ona z głównej postaci, która z zamierzenia ma być perfekcyjna, ale z moim pojęciem perfekcji bardzo się kłóci. Być może też wpływ ma na to perspektywa, gdzie każdy z bohaterów trochę egoistycznie przedstawia swoją interpretację wydarzeń. A może pewne szczegóły wplecione na siłę i kilka niedoróbek. 4 przykłady, które najbardziej utkwiły mi w głowie. Uważajcie na ostatni, bo zdradza część fabuły.
Przykład 1: Anita panicznie boi się szczurów. Magda Stachula przedstawia źródło tego strachu itd. Nie do końca czuję, że jest potrzeba aż tak się na nim skupiać. Okej, w pewnym momencie szczury pojawiają się w mieszkaniu bohaterki. Jednak myślę, że dla każdego – niezależnie od fobii – byłoby to szokujące doznanie. Wyobraźcie sobie, że wracacie do domu a na środku salonu szczury coś zajadają. Brrr.
Przykład 2: Anita odwiedza galerię handlową i widzi porzucony wózek. Za chwilę pojawia się właścicielka i przeprasza, bo musiała wyjść do sklepu po laktator i nie miała z kim zostawić dziecka. Dlaczego zostawiła wózek z noworodkiem przed sklepem, bez opieki? Przecież do sklepów można wchodzić z wózkami. Przez głowę przelatuje mi milion rzeczy, które mógłby się przytrafić maleństwu bez opieki.
Przykład 3: Dalej galeria handlowa. Anita wchodzi do sklepu z ubrankami dla dzieci. Prosi o pomoc przy wyborze ubranek dla trzymiesięcznych bliźniaków. Ekspedientka zaczyna zachwycać się, że ma taką świetną figurę tak krótko po porodzie, co zawstydza niemogącą zajść w ciąże kobietę. Ej, to każdy kto kupuje ciuszki dla dzieci musi być zaraz matką? Mogłaby kupować je na prezent.
Przykład 4: Akcja przenosi się do Czech. A tam ludzie proszą, żeby rozmawiać po angielsku. Pewnie część z was nie rozumie, dlaczego się czepiam. Wszak zagranica. Kilkukrotnie odwiedzałam Czechy i próbowałam rozmawiać z Czechami po angielsku. Kiedy orientowali się, że mają do czynienia z Polką, od razu padła prośba o przejście na polski. Nieważne czy była to osoba pracująca w turystyce bądź gastronomii czy osoba prywatna. Nie chciało się im męczyć mówiąc w obcym języku skoro polski rozumieli i twierdzili, że ja powinnam rozumieć ich.
„Taka jaka jesteś jesteś fajna, nie musisz być idealna”[1] śpiewał zespół Arka Noego. „Idealna” Magdy Stachuli jest właśnie taka fajną, nieidealna książką. Bardzo szybko zjednała moja sympatię i chętnie spożytkowałam czas wolny na jej czytanie. Jednak podskórnie wyczuwałam, że fabuła wymaga „naoliwienia” czy też „wyszlifowania”. Gdzieś coś zgrzyta, gdzieś coś dłobi. Nie na tyle, żeby wpaść w szał, ale zawsze.
[1] „Nieidealna”, słowa i muzyka Robert Friedrich.
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 2017 (data przybliżona)
Kategoria: Kryminał, sensacja, thriller
ISBN:
Liczba stron: 336
Język oryginału: polski
Ilustracje:Izabela Marcinowska/Lyn Randle/Szara Reneta
Dodał/a opinię:
Joanna Manikowska
Ukradłaś mi moją historię. Przez ciebie moje życie straciło na jakości. Jesteś tam, gdzie oczami wyobraźni widzę siebie. To nie ty powinnaś być szczęśliwa...
Pierwsza część serii Zwodnicze zmysły z komisarz Julią Koselą, w której precyzja kryminału splata się z duszną atmosferą thrillera psychologicznego. ...