„Jeffrey Dahmer bez cenzury. Narodziny mordercy i kanibala” autorstwa Renaty Kuryłowicz to książka, która zostawiła we mnie ślad znacznie głębszy, niż się spodziewałam. Sięgając po nią, miałam świadomość, że wchodzę w świat brutalnych faktów i jednej z najbardziej przerażających historii kryminalnych XX wieku, ale nie przewidziałam, jak bardzo ta lektura mnie emocjonalnie rozbije i zmusi do osobistych refleksji.
Już od pierwszych stron poczułam charakterystyczne napięcie — nie wynikające z literackiej sensacji, lecz z autentyczności. Styl Kuryłowicz jest bezpośredni, momentami surowy, ale dzięki temu wiarygodny. Nie ma tu miejsca na zbędne ozdobniki czy próbę złagodzenia przekazu. Jako czytelniczka miałam wrażenie, że autorka prowadzi mnie przez tę historię bez filtrów, zmuszając mnie do patrzenia tam, gdzie instynktownie chciałabym odwrócić wzrok.
Najbardziej poruszyło mnie to, jak autorka balansuje między faktografią a próbą psychologicznego zrozumienia postaci Jeffrey Dahmer. Nie jest to jednak próba usprawiedliwienia — raczej chłodna, momentami wręcz bezlitosna analiza. Czułam, że Kuryłowicz nie pozwala czytelnikowi zapomnieć, kim był Dahmer i co zrobił. Jednocześnie pokazuje kontekst jego życia, co rodzi we mnie pewien dyskomfort: bo im więcej rozumiem, tym trudniej mi jednoznacznie oddzielić potworność czynów od człowieczeństwa sprawcy.
Jako kobieta szczególnie intensywnie przeżywałam fragmenty dotyczące ofiar. Ich bezbronność, anonimowość, a czasem wręcz zapomnienie przez system sprawiały, że odczuwałam nie tylko smutek, ale też gniew. Autorka nie pozwala im zniknąć w cieniu sprawcy — i to uważam za jeden z największych atutów tej książki. W świecie, w którym często to mordercy stają się „ikonami”, tutaj ciężar opowieści pozostaje tam, gdzie powinien.
Podczas lektury wielokrotnie musiałam robić przerwy. Nie dlatego, że książka była źle skonstruowana — przeciwnie, jej rytm i sposób narracji wciągają. Problemem była intensywność emocjonalna. To jedna z tych książek, które nie kończą się wraz z zamknięciem okładki. Zostają w głowie, wracają w myślach, zmuszają do zadawania niewygodnych pytań.
Zaczęłam zastanawiać się nad własną rolą jako odbiorcy. Dlaczego sięgam po takie historie? Gdzie przebiega granica między chęcią zrozumienia a niezdrową fascynacją złem? Kuryłowicz nie daje gotowych odpowiedzi, ale właśnie to uważam za jej siłę — pozostawia mnie z refleksją, która dojrzewa długo po zakończeniu lektury.
Nie jest to książka dla każdego. Wymaga odporności psychicznej i gotowości na konfrontację z tym, co niewygodne i przerażające. Ale jednocześnie jest to książka ważna — bo przypomina, że za każdą sensacyjną historią kryją się realni ludzie i realne tragedie.
Po jej przeczytaniu wiem jedno: nie była to łatwa lektura i nie jestem pewna, czy chciałabym do niej wrócić. Ale jestem też pewna, że była potrzebna.
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 2026-02-25
Kategoria: Biografie, wspomnienia, listy
ISBN:
Liczba stron: 272
Dodał/a opinię:
Ewelina Białogołąbek
Są takie historie, których nie da się wyjaśnić. Szkielet kobiety, który pojawia się i znika w pokrytej rdzą klatce zawieszonej na przydrożnym drzewie...