Jakub Żulczyk w „Kandydacie” przedstawia czytelnikom świat zakłamany, cuchnący, bez ideałów, bez przyjaciół, tu nikt nie bierze jeńców. Świat, o którego istnieniu, tak naprawdę nie chcemy wiedzieć. Będąc na festiwalu książki w Opolu w czerwcu tego roku słuchałem autora myśląc sobie, Jakub tego nikt nie kupi. Miałem na uwadze wymiar intelektualny powieści. Nie tylko ja jestem zmęczony tym ciągłym wybieraniem pomiędzy „nie moje ale zobaczymy” a „nie moje zło”. A, że Żulczyka bardzo lubię jako pisarza, ale też jako i człowieka oraz znając jego przekorę po książkę sięgnąłem. Nie mam odniesienia do innych pozycji traktujących o polityce a znając te, które zgłębiłem doszedłem do wniosku, że taką powieść mógł stworzyć tylko Jakub. Powieścią po raz kolejny potwierdził, że jeżeli chodzi o rynsztoki ludzkich charakterów to nie ma sobie równych. Za pomocą słów zbudował atmosferę przesiąkniętą brudem, rzygowinami, alkoholem, i tym nie przetrawionym jaki i tym oddanym w moczu. Atmosferę pogardy dla urzędu i zwykłych ludzi. A Car głaszcze kota … rozstawiając figury na szachownicy przydzielając im role w grze niekoniecznie zgodnie z wymogami czy zasadami a w chwilach trwogi machając pamięcią o Mistrzu niczym tarczą. A wiecie jak Car nazwał kota? Też się zdziwiłem. Ale to już sami musicie wyczytać do czego zapraszam.
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: 2025-05-16
Kategoria: Literatura piękna
ISBN:
Liczba stron: 464
Dodał/a opinię:
Andrzej Trojanowski
Zagadkowa, dynamiczna miejska odyseja, pełna zaskakujących zwrotów akcji i splotów wydarzeń, skłaniająca do zastanowienia, co znaczą w dzisiejszych...
Nazywam się Marcin Kania. Jestem alkoholikiem i zaraz zabiję człowieka. Syn Marcina Kani, żyjącego z tantiemów byłego muzyka, twórcy jednego z największych...