Alina po śmierci ukochanego męża postanowiła diametralnie zmienić swoje życie. Sprzedała dom w stolicy, i przeprowadziła się na Podlaską wieś. Nie wszyscy potrafili to zaakceptować, ale ona nie miała zamiaru z niczego rezygnować. Czuła w swojej podświadomości, że była to słusznie podjęta decyzja.
Ból po stracie i tęsknota niszczy ją od środka, może w nowym miejscu, w końcu odzyska utraconą radość z życia. Uczyni to powoli, krok po kroku.
O mamuniu, ależ to była cudowna historia. Ja już po przeczytaniu krótkiego opisu wiedziałam, że trafi prosto w moje czytelnicze serce. Jak przystało na fankę małomiasteczkowych, wiejskich klimatów nie mogłam postąpić inaczej, jak tylko szybko rozpocząć lekturę. No i przepadłam moi drodzy.
Jak ja bym chciała wziąć przykład z głównej bohaterki i zamieszkać gdzieś z dala od miejskiego zgiełku w przytulnym domku z ogrodem. Zresztą kto by nie chciał? Oczywiście coś takiego ma swoje za i przeciw. Wady szczególnie są widoczne zimą, gdy śnieg i mróz potrafi mocno dokuczyć. Jak wiemy w małych społecznościach, każdy się z każdym zna. Czasami możemy zostać obgadani, stanowimy nowy temat do plotek, jednak w tym przypadku jest zupełnie inaczej. Alina w nowym miejscu czuła się bardzo dobrze. W każdej sytuacji mogła liczyć na pomoc i wsparcie nie tylko w postaci świeżych jajek od wolnych kurek i warzyw prosto z ogrodu.
W tej kwestii wiódł prym pewien tajemniczy, bardzo przystojny Łukasz, który nieoczekiwanie pojawił się na jej drodze. Alina po śmierci męża unikała bliższego kontaktu z innymi mężczyznami. Nie miała takiej potrzeby, a przede wszystkim nie była na to gotowa. W głębi serca czuła, że to jeszcze nie ten czas, nie ten moment. Po prostu według niej na nowy związek było za wcześnie. Ciągle przed oczami widziała twarz Krzysztofa, byli małżeństwem przez dwadzieścia lat zanim zdarzył się ten przeklęty wypadek, który przekreślił, zniszczył to, co do tej pory zdołali wspólnie zbudować. I teraz, tak jakby nigdy nic ma pokochać kogoś innego?
Żałoba niesie ze sobą olbrzymi ból, tęsknotę, smutek. Żeby ją przezwyciężyć potrzebny jest czas. Inni potrzebują go mniej, drudzy więcej. Sami musimy poczuć, że ta chwila właśnie nadeszła, i wrócić do normalnego życia.
Antonina, miejscowa szeptucha, którą Alina miała okazję poznać chciała dobrze. Może robiła to w zbyt nachalny sposób, i nie brała pod uwagę, że dla kogoś może to być krępujące, lub zwyczajnie nie chce tego robić. Z drugiej strony czasami potrzebny jest taki ktoś, żeby w końcu otworzył nam oczy, bo zbyt długie tkwienie w marazmie też nie jest dobre dla naszej psychiki.
Agnieszka Kulig stworzyła coś naprawdę wyjątkowego. Jestem ciekawa czy autorka ma tego świadomość? Ta opowieść jest niczym kompres na duchowe bolączki, otula jak miękki kocyk, pokrzepia i daje nadzieję. Sielskie klimaty zostały tutaj genialnie przedstawione. Czytając rozpływałam się w tych wszystkich opisach. Z każdej strony wydobywał się zapach traw, ziół, leśnych aromatów ściółki i igliwia. Z przyjemnością wsłuchiwałam się w ptasie trele, koncerty koników polnych. W wyobraźni mogłam skosztować jagód prosto z krzaka i malin otulonych promieniami słońca. Przytulałam się do drzew, moczyłam stopy w rzece. Razem z innymi kobietami wzięłam udział w spotkaniu z okazji Nocy Kupały, odwiedziłam wiejski festyn. Dzięki zwierzakom to książka ma jeszcze większy urok. Po prostu rewelacja. Wszystko to zostało napisane lekkim, pięknym językiem.
Uważam, że tego typu książki powinny być przepisywane na receptę. Takie historie są nam w dzisiejszych czasach bardzo potrzebne, żeby móc odpocząć, zapomnieć o kłopotach, przemieść się w miejsce, w którym poczujemy się dobrze. Gdzie ciszę zakłócają jedynie krople deszczu uderzając o parapet.
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 2024-06-12
Kategoria: Obyczajowe
ISBN:
Liczba stron: 304
Dodał/a opinię:
Karolajna85
Czy w małych mazurskich Wikliszkach Anna i Radek postanowią na nowo zawalczyć o swoje szczęście i znajdą do siebie drogę? Anna jest pisarką z Warszawy...
ILE RAZY MOŻNA ZOSTAĆ ODRZUCONYM I ZRANIONYM? ILE RAZY MOŻNA DAWAĆ OSTATNIĄ SZANSĘ? Marzenia nie spełniają się ot tak, jak za skinieniem czarodziejskiej...