Muszę przyznać, że „Ślina i dotyk, najlepszy erotyk” Marka Arturro to pozycja, obok której nie da się przejść obojętnie. Autor serwuje nam niezwykle skondensowaną, bo niespełna osiemdziesięciostronicową podróż przez zakamarki ludzkiej żądzy, fantazji i... bezkompromisowego humoru. To literacki koktajl, który redefiniuje tradycyjne podejście do gatunku, odzierając erotykę z nadmiernego patosu i oferując w zamian coś absolutnie nieszablonowego.
Największym zaskoczeniem i jednocześnie najjaśniejszym punktem tej miniatury literackiej jest jej eklektyczna forma. Połączenie pikantnych opowiadań z liryką to zabieg rzadko spotykany i niezwykle ryzykowny, który tutaj okazał się strzałem w dziesiątkę. O ile opowiadania kreślą zróżnicowane scenariusze - od klasycznych uniesień, przez egzotyczne podróże, aż po motywy ocierające się o czysty absurd i groteskę - o tyle wiersze stanowią prawdziwe serce tej publikacji. Choć poezja erotyczna często kojarzy się z podniosłym tonem, Autor odwraca tę konwencję o sto osiemdziesiąt stopni. Jego rymowane historyjki są lekkie, rytmiczne, a przede wszystkim genialnie przesiąknięte komizmem. Sprawiają, że nawet czytelnik stroniący na co dzień od liryki odnajdzie tu czystą rozrywkę, balansującą między śmiechem a lekkim zawstydzeniem.
Stylistyka dzieła to istny rollercoaster emocjonalny i językowy. Pisarz z pełną świadomością bawi się słowem, żonglując rejestrami mowy. Z jednej strony potrafi subtelnie flirtować z czytelnikiem, budując zmysłowy klimat, by za chwilę uderzyć bezceremonialną bezpośredniością, dosadnością i ordynarną wulgarnością. Ta literacka bezwstydność wyraźnie nawiązuje do tradycji polskiej literatury sowizdrzalskiej i frywolnych klasyków pokroju Aleksandra Fredry. Język jest żywy, niesamowicie sprawny i dynamiczny, choć ta skrajna bezpośredniość sprawia, że książka staje się pozycją wyłącznie dla dorosłych i bardzo otwartych odbiorców.
Gdybym miała wskazać słabsze strony, byłaby to pewna nierówność niektórych tekstów oraz niedosyt, jaki pozostawiają po sobie wybrane opowiadania. Czytelnicy przyzwyczajeni do głębokich, długich i intensywnych romansów mogą poczuć się momentami rozczarowani zbyt ogólnym potraktowaniem niektórych wątków czy nazbyt szybkim tempem akcji. Wizualna strona wydania, zwłaszcza frontowa grafika, również może nie trafić w każde gusta i wydawać się nieco zbyt dosłowna w porównaniu do przewrotnej treści ukrytej w środku.
To książka, która potrafi autentycznie zszokować, wywołać rumieńce w miejscu publicznym, a sekundę później zmusić do głośnego śmiechu. Nie jest to uniwersalne arcydzieło dla każdego, ale jako eksperymentalna, odprężająca i piekielnie odważna odskocznia od codzienności sprawdza się znakomicie. Autor udowadnia, że cielesność można pokazać bez moralizatorstwa, za to z ogromnym dystansem i przymrużeniem oka.
Solidna, niezwykle oryginalna pozycja z ogromnym potencjałem rozrywkowym, która bawi się konwencją i łamie tabu, nawet jeśli momentami pozostawia czytelnika z apetytem na coś odrobinę głębszego.
Wydawnictwo: Alternatywne
Data wydania: 2025-12-04
Kategoria: Inne
ISBN:
Liczba stron: 79
Język oryginału: polski
Dodał/a opinię:
auraliteracka
Do pewnej wsi nieopodal Spały, Inowłodza i Tomaszowa Mazowieckiego przyjeżdża Marek, jasnowidz i tarocista, wzbudzając zainteresowanie – a może raczej...
Suterena jakich wiele, choć porządny człowiek raczej omija wzrokiem takie miejsca. A szkoda. Może tu i niezbyt czysto, a i zapach nie każdemu przypasuje...