„Śnieg przykryje” Michała Śmielaka to intrygujący, mroczny i aż gęsty od ciągłego napięcia "świąteczny" thriller. Już nawet okładka sugeruje, że nie będzie to łatwa i lekka lektura, autor wprowadza czytelnika w świat, który niemal wszyscy znają, w świat winy i kary, ciągłych tajemnic i ich konsekwencji, życia w strachu, uzależnienia od alkoholu, lecz także o zbrodniach, których nie da się tak łatwo ukryć pod śniegiem.
"Jak mawia klasyk, jak jest zima, to musi być zimno."
Od kilku lat zimy w naszym kraju są zazwyczaj łagodne, zbyt mało było opadów śniegu, który mógłby cokolwiek przykryć. W tym roku jednak aura nieco się zmieniła, zima przypomina nam, jak bywało w latach dziewięćdziesiątych. Właśnie w tamtym czasie tuż przed świętami, zgodnie z rodzinną tradycją, Rysiek wybrał się po choinkę do lasu, który nazywają Ponurym. Nie zamierzał jej oczywiście kupić, sam planował ją wyciąć i przywieźć do domu, jak to bywało w tamtych latach. Rysiek tak naprawdę bardzo rzadko był trzeźwy, uważał, że tak trzeba. Po choinkę wybrał się z synem Piotrem, któremu kazał prowadzić samochód. Jednak tym razem pojechała z nimi pewna kobieta...
Z tej wyprawy do domu wraca tylko nastoletni Piotr. Po Ryśku i jego znajomej nie ma śladu... Co się stało w tym lesie? Poszukiwania nie dały żadnych rezultatów, tym bardziej, że ciągle padał śnieg, więc wszelkie ślady zostały zasypane...
"- Ojciec miał w zwyczaju dzień przed Wigilią jeździć do lasu po choinkę - wtrącił Piotr. - Wieczorem wsiadł w samochód, wyjechał z domu i nigdy więcej go nie zobaczyliśmy. Ślad po nim zaginął."
Piotr postanowił zostać policjantem, tłumaczył wszystkim, że chce rozwiązać zagadkę tajemniczego zniknięcia ojca.
Po dwudziestu pięciu latach do domu wraca... Ryszard. Wydaje mu się, że ciągle jest w latach dziewięćdziesiątych, że wyszedł z domu tylko kilka godzin wcześniej, i że jest Wigilia i za chwilę musi jechać po choinkę do lasu...
"Święta, psia ich mać. Nienawidził Bożego Narodzenia z tą całą radosną otoczką, tych wszystkich choinek, prezentów, gotowania bigosu i śpiewania kolęd."
Nie pamięta tych minionych lat (a może tylko udaje?), lecz jego żona jest przerażona widokiem męża. Przez te wszystkie lata jego nieobecności wreszcie odzyskała spokój. Czy teraz ponownie stanie się obiektem maltretowania? Na szczęście Piotr powiadomił odpowiednie służby i Rysiek trafia do szpitala psychiatrycznego na obserwację. Lekarze twierdzą, że wiadomość o tym, iż minęło już dwadzieścia pięć lat od jego wyjścia z domu mogłoby być szokiem dla mężczyzny.
Co działo się z nim przez te wszystkie lata? Gdzie przebywał?
Pojawia się coraz więcej pytań, poznajemy też nowe fakty z tamtego okresu, które powoli pozwalają rozwikłać tę zagadkę. Okazuje się, że w Lesie Ponurym nie tylko Ryszard zaginął...
Gdy czytałam tę książkę, to tak jakbym obserwowała swoich dawnych sąsiadów. Tam również dochodziło do podobnych sytuacji, a takich przykładowych "Ryśków" z pewnością jest więcej..., w dodatku za cichym przyzwoleniem społeczeństwa.
"Silny mężczyzna, który szedł przez życie w micie głowy rodziny utrzymującej cały dom, za co należy mu się przecież nieco odpoczynku, a relaksować potrafił się tylko w jeden sposób, czyli wódką. W swoim zakładzie miły, uśmiechnięty, towarzyski. Pomógł, jak ktoś był w potrzebie, zrozumiał, pierwszy wznosił toasty na imieninach, sypał dowcipami jak z rękawa. Magiczna przemiana następowała w trakcie powrotu do domu..."
Zakończenie mnie bardzo zaskoczyło, a ja właśnie to lubię w kryminałach. Polecam.
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
Data wydania: 2025-11-12
Kategoria: Kryminał, sensacja, thriller
ISBN:
Liczba stron: 336
Dodał/a opinię:
Myszka77
Zimą 1978 roku świat był bliski końca. Śnieg przykrył ziemię grubą warstwą, a niektórzy twierdzili, że nawet piekło zamarzło. Tymczasem ono właśnie wtedy...
Z burzą przychodzi mrok... Niebo nad Sandomierzem zaciąga się czarnymi chmurami. Gdy mieszkańcy chronią się przed skutkami nawałnic, policjanci mają...