"Sprawa lorda Rosewortha" to wciągająca i nieodkładalna powieść kryminalna, detektywistyczna. Jej akcja toczy się w Anglii roku 1959. To właśnie w sierpniu 1959 roku prywatny detektyw Jonathan Harper, przeżywający od dłuższego czasu osobistą tragedię, zostaje poproszony o pomoc w rozwikłaniu zagadki śmierci lorda Thadeusa Rosewortha. Zleceniodawcą jest jedna z córek lorda i jednocześnie przyjaciółka zmarłej żony detektywa. Jonathan, nieświadomy w co się pakuje, przyjmuje sprawę, trafia do posiadłości Roseworthów i poznaje członków tej dość osobliwej (delikatnie mówiąc) rodziny oraz jej przyjaciół. Rodziną Roseworthów jak szybko się przekonujemy, rządzi majątek. Ten posiadany, ale i ten którego członkowie rodziny spodziewają się odziedziczyć. Odczyt testamentu, dla wielu pozornie zaskakujący, powoli odkrywa ich prawdziwe oblicza. Sprawa staje się dla Jonathana osobista gdy w trakcie jej rozwiązywania pada imię jego ukochanej żony. Pozornie wszyscy Roseworthowie są chętni do współpracy, ale ich zeznania szybko okazują się być jedynie próbą manipulacji i przekierowania naszej i Jonathana uwagi. Intryga goni intrygę, a każdy z bohaterów ma wiele masek. Nieprzewidywalne zwroty akcji sprawiają, że ostateczne rozwiązanie zagadki jest bardzo zaskakujące.
Niby sprawa kryminalna, otrucie, strzał w głowę, ale lekki styl pisania autorki, który od samego poznania Jej twórczości przypadł mi do gustu, sprawia że cała lektura jest przyjemnością. Dla mnie ogromnym plusem jest brak makabrycznych opisów, rozlewu krwi. Nasza uwaga może spokojnie skupić się na bohaterach i ich ewentuanych motywach. Gorąco polecam lekturę
Wydawnictwo: Labreto
Data wydania: 2024-04-10
Kategoria: Kryminał, sensacja, thriller
ISBN:
Liczba stron: 204
Dodał/a opinię:
Ilona Mikulska
Szetlandzka wysepka odcięta od reszty świata, szalejący wokół sztorm, sześcioro nieznajomych, których gości tajemniczy miliarder. Ten wigilijny wieczór...
Ach, jakże byłoby pięknie, gdyby trafić szóstkę w totolotka! Mogłyby siedzieć na werandzie, łowić ryby we własnym jeziorze, a dla zabicia nudy prowadzić...