„Wiedźma z Sudetów” to powieść, która wciąga nie krzykiem sensacji, lecz ciężarem prawdy. Monika Raspen prowadzi czytelnika w głąb XVII-wiecznych Moraw z niezwykłą dbałością o detale, atmosferę i emocje — tak sugestywnie, że niemal czuje się chłód kamiennych murów, zapach dymu i wszechobecny lęk.
Punktem zapalnym historii jest drobny, rozpaczliwy czyn ubogiej kobiety — kradzież hostii dla krowy, by ta dawała więcej mleka. W świecie, w którym zabobon splata się z polityką, a religijna gorliwość z ludzką małością, ten incydent uruchamia lawinę oskarżeń, która pochłonie kolejne niewinne osoby. Autorka znakomicie pokazuje mechanizm zbiorowej histerii: wystarczy plotka, uprzedzenie, czyjaś ambicja — i spirala przemocy zaczyna się toczyć sama.
Na kartach tej powieści autorka umieściła pokaźną galerię postaci — od możnych rodów po ubogich mieszczan i zielarki. Jest niezwykle rozbudowana, ale czytelna i wiarygodna. Każdy ma swoje motywacje, lęki, słabości. Szczególnie poruszają kobiety: stare, samotne, niezależne, „inne” — czyli idealne ofiary. Anna, matka Walpurgis czy oskarżone o czary wieśniaczki są pełnokrwistymi postaciami, którym łatwo kibicować i których los boli.
Raspen z wielką wnikliwością pokazuje, jak stygmatyzowano kobiety: za wiedzę, odmienność, ubóstwo, samotność, a czasem po prostu za to, że komuś zawadzały. Oskarżenia o czary nie wynikają tu z nadprzyrodzonych zdarzeń, lecz z ludzkiej zazdrości, chciwości, strachu i żądzy władzy. Szczególnie mocno wybrzmiewa bezradność wobec systemu, w którym raz rzucone podejrzenie staje się wyrokiem. I tu nasuwa się refleksja, którą w rozdziale „Sprawiedliwi” w swojej wypowiedzi zawarł stary ksiądz Startioře: „(...) choć minęło wiele lat, ludzkość niczego się nie nauczyła. Cały czas z lubością pali się czarownice, choć nie zawsze rozpalając stos. [...]”.
Na co warto zwrócić uwagę? Na rzetelność. Widać, że autorka doskonale przygotowała się do tematu — realia procesów inkwizycyjnych, struktura społeczna, obyczaje, a nawet szczegóły życia codziennego tworzą spójny i wiarygodny obraz. Czytając, wkracza się w żywy świat, w którym każda decyzja ma konsekwencje.
Na uwagę zasługuje piękny, plastyczny, momentami niemal poetycki, a jednocześnie klarowny i nienachalny język. Raspen potrafi budować napięcie ciszą, niedopowiedzeniem, jednym zdaniem, które zapada w pamięć. Opisy przyrody Sudetów i morawskich krajobrazów działają jak kontrapunkt dla ludzkiego okrucieństwa — piękno natury pozostaje niewzruszone wobec tragedii ludzi.
Tempo akcji jest wyważone. To nie thriller historyczny pędzący na oślep, lecz opowieść, która rozwija się jak nadciągająca burza — powoli, nieuchronnie, coraz cięższym powietrzem. Dzięki temu finał uderza z podwójną siłą.
„Wiedźma z Sudetów” porusza tematy boleśnie aktualne: mechanizm kozła ofiarnego, niszczącą moc plotki, łatwość, z jaką społeczność potrafi zwrócić się przeciw najsłabszym. To opowieść o tym, jak zabobon i strach mogą zastąpić rozum, a sprawiedliwość — pragnienie odwetu.
To książka piękna literacko, ale trudna emocjonalnie. Zostawia w czytelniku niepokój, smutek i refleksję nad tym, jak niewiele trzeba, by cywilizowana społeczność zamieniła się w tłum domagający się stosu.
Komu zaproponowałabym tę książkę?
Miłośnikom powieści historycznych z duszą, realistycznych i psychologicznie wiarygodnych — takich, które bardziej przeżywa się, niż zwyczajnie czyta.
Wydawnictwo: Replika
Data wydania: 2026-03-17
Kategoria: Literatura piękna
ISBN:
Liczba stron: 416
Dodał/a opinię:
Agnieszka MB
Wielkie miłości i wielkie rozczarowania Upalny sierpień 1902 roku. Do Petersburga przybywa młoda ukraińska szlachcianka Irina Dumina. Uwiedziona przez...
Carskie tajemnice, niewytłumaczalne wydarzenia, zaskakujące życiorysy. Zima 1905 roku. Śmierć Zygfryda zu Kleinitza była mistyfikacją, a jego pogrzeb...