Biografia Heleny Mniszkówny. Trędowata literackiej Warszawy

Autor: Adrianna Michalewska
Okładka publicystyki dla Biografia Heleny Mniszkówny. Trędowata literackiej Warszawy z kategorii Brak kategorii

Urodziła się w majątku ziemskim na Wołyniu. Nie była zubożałą szlachcianką jak jej bohaterka Stefania Rudecka, ale daleko jej było do Melanii Barskiej, innej postaci z Trędowatej. Urocza, wykształcona, jak przystało na pannę z dobrego domu, prowadziła konwersacje w czterech językach i rozczytywała się w literaturze. Nadmiernie emocjonalna, serdeczna, pełna uroku młoda Mniszkówna kochała powieści Henryka Sienkiewicza. Czuła się Heleną Kurcewiczówną, piękną, czarnobrewą, kochającą mocno i wytrwale. Miłość i literatura stworzyły postać, która oparła się wszystkiemu. Pokonała zabory, dwie wojny światowe, czasy stalinowskie i miażdżącą krytykę literacką, a także modelową wręcz nieprzychylność koleżanek po piórze. Do dziś hasło Trędowata wywołuje bądź to westchnienie, bądź to ironiczne uśmieszki. 

Miała zaledwie dwadzieścia pięć lat, gdy została wdową. Pobyt na Litwie pozostawił w jej pamięci świat historie z wyższych sfer, bogatych ludzi, próżnujących, zabawiających się w miłość i miłostki. Była wciąż młoda, zapatrzona w otaczający ją świat, żyjąca postaciami wyjętymi z Trylogii. Jej świat nadal kręcił się wokół miłości, a raczej miłosnych podchodów, romansów, uczuć zawartych we flirtach, dwuznacznych spojrzeniach i przeciwnościach losu, uniemożliwiających sfinalizowanie szczęścia. Te nieustanne gry buzowały w jej głowie, domagały się ujścia, zatem chwyciła za pióro i rozpoczęła swoją wielką literacką przygodę.

 


Gdy słońce wypływa całą tarczą na błękit nieba, wszystko milknie, inne głosy panoszą się, tłumiąc świergoty i rozpraszając ptasie wiece. Nie można już śpiewać nad ściętymi snopkami, bo ostry zgrzyt sierpów kładzie koniec marzeniom. Jeszcze większe przerażenie wzbudzają groźne machiny, sunące na nieszczęsne łany. Z daleka je słychać. Okropne skrzydła, spiętrzone na grzbietach, hurkot i trzask oznajmiają zbliżanie się tych potworów, ciągnionych przez konie. Machiny wchodzą na łany i rozpoczynają dzieło śmierci. 


 
mniszkownaHelena Mniszkówna nie miała doświadczenia, nie była literatem, sama szukała inspiracji. Czuła, że potrafi stworzyć opowieść, a raczej szereg historii o miłości, które zachwycą świat. Nie minęło sześć lat, a wydała swoją pierwszą i najważniejszą powieść. Zanim do tego doszło, książka została przedstawiona Bolesławowi Prusowi, który dostrzegł w tej historii potencjał, szanse na bestseller. Choć krytyka literacka w osobie Wiktora Gomulickiego (pracował dla „Muchy”, „Kuriera Codziennego”, „Kuriera Warszawskiego”, popularyzował twórczość Cypriana Kamila Norwida, Adama Mickiewicza, przekładał Baudelaire'a) przyjęła Trędowatą raczej chłodno, jeśli nie lodowato, czytelnicy byli innego zdania.

 

Literatura popularna z prawdziwego zdarzenia

W czasach, gdy kino dopiero raczkowało, literatura popularna doskonale funkcjonowała jako miernik społecznych potrzeb w zakresie rozrywki masowej. To, co zaliczamy do kultury masowej, można definiować różnorako. W przypadku literatury często stosowane jest kryterium oparte na rozmiarach dystrybucji. W obszarze kultury masowej mamy kulturę popularną, a zatem także literaturę popularną. Jeżeli przyjąć, że duże nakłady i poczytność stanowią jeden z elementów dystynktywnych zjawiska, wówczas pozostaje zastanowić się, czy w obrębie literatury popularnej mamy do czynienia z jakimiś cechami świadczącymi o wybitności i czy to pojęcie dotyczy nowatorstwa, czy raczej szczególnie umiejętnego zastosowania wyznaczników poetyki gatunkowej.

 


Każdy prządzie złote nici marzeń na kołowrotku własnej imaginacji, umyślnie cierpiąc na daltonizm by nie ujrzeć szarzej przędzy rzeczywistości.  


 

Zdarza się, że czynniki te występują równocześnie, a duże nakłady nie są efektem miałkości dzieła i z tego powodu znacznej jego poczytności, ponieważ nie wymagają od odbiorcy szczególnych umiejętności odczytywania tekstu. „Chimera” Przesmyckiego na początku XX w. potępiała nadawanie literaturze funkcji społecznej, mającej na celu upowszechnianie czytelnictwa, a więc zachęcanie do literatury o niewielkiej wartości estetycznej. Przy tak dużym poziomie analfabetyzmu w Polsce przedwojennej zainteresowanie ludności wydawnictwami nie opiniotwórczymi, lecz raczej nastawionymi na rozrywkę było zrozumiałe. Aby móc kształtować gust literacki, należało najpierw nauczyć ludzi czytać. Rozsmakowani w dobrej literaturze, mieli szansę na jakiekolwiek wybory.

 

Elitarność kontra egalitarność

I tak największe nakłady notowano w wydawnictwach tzw. zeszytowych, które obejmowały opowiadania kryminalne i romanse oraz niezwykle popularne w tamtych czasach senniki. W 1924 r. wydano 3 mln egz. w wydawnictwach dzisiaj określanych jako brukowe. Warto dodać, że czasopismo nie będące opiniotwórczym pismem literackim, czyli „Tygodnik Ilustrowany”, dostarczało odbiorcom obecną klasykę literatury pięknej, czyli najlepsze powieści Prusa, Żeromskiego i Reymonta, a „Słowo” zasłużyło się jako promotor Trylogii Sienkiewicza.

Znamienne jest to, że dwudziestolecie międzywojenne przy dość znacznym upośledzeniu kulturowym większości Polaków, charakteryzowało się ekskluzywizmem elit intelektualnych. Rozwarstwienie było olbrzymie i należało je zahamować, a stopniowo także niwelować. Pomimo niezadowolenia środowiska „Chimery” olbrzymia liczba czasopism i powieści tzw. kuchennych schodów oraz dorożek stała się przepustką do popularyzacji czytelnictwa w kraju.

 


A tęsknota to jakby wielka chmura rozmaitych odcieni uczuć... to wielka czara pierwiastków rozmaitych wrażeń... to gołąb pocztowy miłości... W tęsknocie są uczucia ciche, słodkie, są nieme, lecz tkliwe rozrzewnienia, jak zawsze jakiś pyłek żalu, odrobina goryczy i skarga. Gdy się tęskni, różnorodność wrażeń jest tak wielka, że się samemu nie wie, co nam jest, bo można być jednocześnie i wesołym, i smutnym, i tkliwym, i szorstkim, a wszystko się zamyka w jednym słowie - tęsknota! 



mniszkownaPodobną sytuację zastano po II wojnie światowej. Kultura masowa została sprowadzona do funkcji rozrywkowych i ideologicznych. Poza tym, w latach 50. nowi potencjalni odbiorcy poszukiwali w utworach nie tylko rozrywki, ale swego rodzaju przewodnictwa po kulturze i świecie. Warto przypomnieć, że zmiany społeczne: wielka migracja ludności wiejskiej do miast, rozwój techniczny i postęp w wielu dziedzinach, postawiły znaczną grupę Polaków przed „nowym", którego dotychczas nie mieli szans doświadczyć. Świat pokazywany w literaturze mógł stać się lustrem, w którym postrzegali swoje problemy, a co więcej, znajdowali ich rozwiązanie.

Rolę oprowadzającego po świecie przyjęły na siebie powieści. Jak pisze Kłoskowska, zapewne nie jeden raz literatura stała się zbiorem porad stosowanych w sytuacjach osobistych. Stąd zrozumiała jest popularność powieści pozytywistycznych i stosunkowo wysokie nakłady. Pisze Antonina Kłoskowska: W okresie do 1956 r. wydano u nas 8 800 000 egzemplarzy dzieł Sienkiewicza, 8 500 000 Prusa, 7 100 000 – Kraszewskiego, 4 200 000 – Orzeszkowej. Ta literatura, traktowana niegdyś przez Brzozowskiego z wyniosłą pobłażliwością, jako lektura lokajów i ekonomów, okazała wielką żywotność wśród kategorii nowych odbiorców wchodzących na rynek kulturalny z kapitałem nie zaspokojonych dotąd potrzeb i zainteresowań. Niewiele zmieniała się rola literatury popularnej w kręgu kultury masowej przez kolejne dziesięciolecia XX wieku, aż do lat 90. A nawet i dzisiaj wiele powieści określanych pogardliwym słowem „czytadło” wydaje się w setkach tysięcy egzemplarzy. I są wśród nich teksty ewidentnie grafomańskie, jak i te, które wydają się spełniać wymogi gatunkowe tekstów artystycznych. 

 

Historia stara jak świat

Fenomen powieści Heleny Mniszkówny polegał na tym, że stworzyła historię, która w zbiorowej świadomości funkcjonowała od zawsze. Wykorzystała bajkę o Kopciuszku, dla którego piękny książę porzucił cały świat. Stefania Rudecka to nie chłopka, ale piękna szlachcianka, w dodatku wykształcona, która urodą i manierami nie ustępuje ludziom, dla których zmuszona jest pracować. Co więcej: jest od nich znacząco lepsza. Podczas gdy ci lepiej urodzeni gonią za tytułami, majątkiem, są zdeprawowani, uzależnieni od hazardu i narkotyków, nie posiadają żadnych umiejętności, które pozwoliłyby im zarabiać na życie, ona jest nie tylko subtelna i zjawiskowo piękna, ale wrażliwa, zaradna i ujmująco skromna. Idealna na żonę dla ordynata Michorowskiego, który za nic ma sobie opinię publiczną, bo i ta opinia nie jest mu do niczego potrzebna. To krążące wokół niego hrabiny, książęta i inni bardziej lub mniej zacni arystokraci zabiegają o jego względy, są jego znajomymi, wspólnikami, kochankami i towarzyszami zabaw. Znudzony próżniactwem Waldemar dostrzega w Stefanii coś wyjątkowego, co pozwala mu na ekstrawagancję postawienia wszystkiego na jedną kartę i ożenku z dziewczyną.

 


Edmund przedstawił się jak ów kwiat krwiożerczy, który urodą i silnym zapachem zwabia ku sobie łatwowierne owady, a gdy złudzone poddadzą się magnetycznej sile, wówczas zamyka nad nimi kielich i bezwstydnie odkrywa prawdziwą wartość wewnętrzną. Zabija owady trucizną swych namiętności, wchłania je, aby żywić się ich kosztem.


 

Powieści dla młodych kobiet

Teksty Mniszkówny poruszają ważny aspekt z życia młodych kobiet. Mówią o miłości, ale przede wszystkim o zalotach. To szczegółowa analiza wszelakich działań, które zmierzają do połączenia dwojga zakochanych ludzi. Im więcej przeszkód po drodze do celu, tym lepiej, tym większa wartość ich miłości, tym cenniejsze spełnienie.

Cały pierwszy nakład Trędowatej rozszedł się na pniu. Do wybuchu drugiej wojny światowej wznowiono go szesnaście razy. Wydany rok po Trędowatej Ordynat Michorowski miał do czasów wojennych dziewięć wydań. Przy takich nakładach nie może być mowy o pomyłce. Książki Mniszkówny były dla wydawców skarbem, a ona sama przysłowiową kurą znoszącą złote jajka. Niewiele wiemy o jej udzielaniu się towarzyskim, czy spotykała się z czytelnikami, czy „bywała” na salonach. Można przypuszczać, że zawiść i brak życzliwości ze strony środowiska literackiego spychał pisarkę na margines. Uznano, że skoro żyje w wyimaginowanym świecie bajkowej miłości, to nie powinna wkraczać w realny, zimny świat pisarzy warszawskiej socjety.

 


Nie wedle oprawy sądzi się drogi kamień, lecz wedle prawdziwej wartości. I w złocie znajdują się falsyfikaty.



Lata pięćdziesiąte przyniosły zakaz publikacji powieści Heleny Mniszkówny. Nie pasowała do socrealistycznego modelu miłości. Cofnięto go dopiero w 1956 roku. W 1972  i 1988 roku Wydawnictwo Literackie wznowiło powieść w stutysięcznych nakładach. Ale to nie wszystko. Historia była wydawana jako fragment w „Kurierze Polskim” i w „Ekspresie Wieczornym”. Każdy odcinek wychodził w łącznie milionowym nakładzie. Kopiowany, przepisywany, zszywany, wciąż dowodził niezwykłej popularności historii Stefanii Rudeckiej. Choć historia o Kopciuszku nie kończy się happy endem, zachwycała zarówno w biurach, jak i na wsi.
 


Na świecie dużo jest kobiet, ale trzeba umieć wybierać takie, co obok dobrego smaku posiadają jeszcze dobrą przyprawę.


 

corkiTytuły i pieniądze

To, co fascynowało w przedwojennej Polsce i w czasach powojennej siermiężnej rzeczywistości, mogło być na dalekich kresach Rzeczpospolitej normą. Przypuszczalnie sama Helena padła ofiarą romansu z zamożnym, arystokratycznym kuzynem. Egzaltowana i piękna młoda kobieta była łakomym kąskiem dla znudzonego panicza, w niczym nie przypominającego honorowego Waldemara. Początki XX wieku obfitowały w związki „z rozsądku”, gdzie panna z milionami zostawała żoną arystokraty. Amatorzy serialu „Downton Abbey” zapamiętali Corę, dziedziczkę amerykańskich milionów, która wyszła za mąż za hrabiego Crawley. W Europie Zachodniej okresu przed pierwszą i drugą wojną światową zrobiono z tego prawdziwy biznes. Historie łączenia tytułu z pieniędzmi musiały pobudzać wyobraźnię młodych kobiet, szczególnie, że wiele z tych aranżowanych małżeństw kończyło się skandalem. Tym mocniej ceniono sobie opowieść o miłości, która nie zna granic i gdzie jedynie śmierć może rozdzielić wiecznych kochanków.

Warto dostrzec rolę, jaką swojej bohaterce przypisała Mniszkówna. Zakochany w niej Michorowski jest znudzonym życiem mężczyzną, który zwiedził pół świata, poznał wiele damskich tajemnic, znudził się łatwym życiem bez wyzwań i nagle oto stanął przed kobietą, której zasady są tak niezłomne, jak wielka jest jej uroda. Piękna Polka, skromna, dobrze wykształcona szlachcianka nakłada bonvivantowi kajdany miłości, których on pragnie tym mocniej, im bardziej świat przeciwstawia się jego decyzji. Zanim jednak nakłoni (już) męża do pracy u podstaw, zostaje w perfidny sposób skrzywdzona przez resztę arystokratycznych przyjaciół ordynata i umiera, odnosząc jednak moralne zwycięstwo. Waldemar już nigdy się po jej śmierci nie podniesie.

 


Martwe oczy portretów patrzyły na cudną postać dziewczyny i na brzeg płótna, blisko szerokiej ramy rzeźbionej z mahoniu z brązowym okuciem. Tam widniał napis: „Śp. Stefania Rudecka, narzeczona Waldemara Michorowskiego 12. ordynata Głębowicz”. Zgasła przedwcześnie, zatruta fanatyzmem pewnych członków jego sfery. Żyć będzie wśród niej wiecznie.” Zgroza wiała z tych słów pełnych tragizmu.


 

Uwielbiana grafomanka 

Helena Mniszkówna została okrzyknięta grafomanką. Pisała dużo, z wewnętrznej potrzeby. Zapisywała każdą myśl, która przyszła jej do głowy, składała z nich historie, tworzyła powieści. W ciągu trzydziestu lat aktywności twórczej wydała przeszło dwadzieścia książek. Żadna nie powtórzyła sukcesu Trędowatej, ale każda umacniała jej pozycję pisarki twórczej, rozumiejącej potrzeby kobiet, pisarki niezwykle popularnej. Wydawcy Gebethner i Wolff oraz M. Arct poddawali jej tekst niewielkiej obróbce redaktorskiej, co wywoływało u krytyków niezadowolenie. Patrząc na to z dzisiejszej perspektywy, należy schylić czoło przed intuicją biznesową wspomnianych wydawców. Nie szlifowali stylu Mniszkówny, dzięki czemu nie pozbawili tekstów kiczu, który stał się jej znakiem rozpoznawczym. Dzięki specyficznej frazie, rozbudowanym, może nawet pretensjonalnym, opisom trafiała w potrzeby kobiet, dla których literatura końca doby romantyzmu i czasów Młodej Polski była zbyt hermetyczna, zbyt wymagająca. 

Mniszkówna wykorzystała to, co porusza wszystkie młode kobiety. Historia o wielkiej i nieszczęśliwej miłości to temat zawsze atrakcyjny, będący podstawą zarówno Szekspirowskich dramatów, jak i historii płaszcza i szpady. Intuicyjnie potrafiła zebrać i tak połączyć elementy romansowej układanki, że nie zaszkodziła jej ani krytyka literatów, ani złośliwości Magdaleny Samozwaniec, chętnie parodiującej styl Mniszkówny. O ile książka Samozwaniec (Na ustach grzechu: powieść z życia wyższych sfer towarzyskich) znana jest dzisiaj chyba jedynie filologom, a sama córka Kossaka powoli staje się legendą Polski międzywojennej, tak Trędowata - choć to symbol ckliwości i romantycznych uniesień - żyje nadal.

Mniszkówna triumfowała i pozostawała odporna na wszelkie próby zniszczenia jej. Podobnie jak inna, okrzyknięta grafomanką, twórczyni pierwszej połowy XX wieku, Irena Zarzycka, autorka między innymi Dzikuski z 1927 roku , która do czasów II wojny światowej została wydana aż siedem razy! „Kurier Poranny” w 1929 roku donosił, że łączy nakład powieści Zarzyckiej w ciągu ostatnich piętnastu miesięcy wyniósł 225 tysięcy egzemplarzy. Nie szkodziły jej cierpkie uwagi recenzentów. To ona, podobnie jak Mniszkówna, trafiała do kobiet, choć nie była ani prekursorką nowego nurtu, ani muzą wielkiego twórcy. I jak Mniszkówna, za czasów socrealizmu trafiła na indeks ksiąg zakazanych.


Stefcia chodziła po zaczarowanych salach trochę upojona. Oczy jej się mrużyły od widoku bogactw i gustu w rozmieszczeniu ich. Dziewczyna czuła się podniecona, jej zmysły rozdrażniły się, urok wiał na nią zewsząd i potężniał.

Inne wrażenia kołysały hrabiankę Melanię i jej papę. Ona obiecywała sobie użyć wszelkich sposobów, aby zostać panią tego zamku. Na ordynata hrabianka spoglądała z uwielbieniem, niemal z pokorą, co go drażniło i tym bardziej odsuwało od niej. Hrabia chodził po zamku napuszony; rozmyślał o efekcie, jaki zrobią jego miliony włączone w ten przepych. Może szukał, czego tu jeszcze brak. Wszystko imponowało mu, ale dobry gust panujący w rezydencji wydawał mu się zbyt skromnym.


 

tredowataFenomen Trędowatej dostrzegli twórcy kina. Jeśli książka sprzedawała się tak fenomenalnie i tak mocno trafiała w gusta czytelników, było prawie pewne, że film nakręcony na jej podstawie stanie się przebojem. I tak się rzeczywiście stało. Powieść doczekała się aż czterech ekranizacji. Dwóch przed wojną i dwóch już po śmierci socrealizmu, gdy twórczość Mniszkówny znowu wróciła do księgarń.

Pierwsza adaptacja powieści z 1926 roku zaowocowała filmem niemym. Główną rolę zagrała w nim Jadwiga Smosarska. Kolejna – z 1936 roku – była bardzo udana. W rolę Stefanii Rudeckiej wcieliła się Elżbieta Barszczewska. Najbardziej znana wersja, z 1976 roku w reżyserii Jerzego Hoffmana z Elżbietą Starostecką i Leszkiem Teleszyńskim, chyba najmocniej ugruntowała sukces powieści. Bo cóż można rzec, skoro do tej, jak oceniali krytycy, grafomańskiej historii, zatrudniono takie gwiazdy jak Jadwigę Barańską, Irenę Malkiewicz, Gabrielę Kownacką, Piotra Fronczewskiego, Annę Dymną, Mariusza Dmochowskiego? Scenariusz napisał Stanisław Dygat, a za sterami stanął nikt inny, jak reżyser między innymi „Pana Wołodyjowskiego”, „Potopu”, „Ogniem i mieczem”, a także „Znachora”? Salony odwróciły się od Mniszkówny i salony ją doceniły. Złotodajna historia zatoczyła koło.

 


Nic się świat nie zmienia, nic. Zawsze jest młody i pełen życia... Tylko ludzie na nim więdną, rozpadają się w popiół, a na ich miejscu wyrastają nowi, ci najmłodsi, by z czasem także spopieleć. I dziwna rzecz, moje dziecko, że my, starzy, już zmęczeni życiem, pragnący spoczynku, nie narzekamy jednak na świat. To życie sterało nas, a pozostało miłym. Narzekają młodzi. Zły objaw!...



Helena Mniszkówna nie była jedynie egzaltowaną autorką powieści o miłości. Okazała się twardo stąpającą po ziemi kobietą. Pomimo sukcesu, jaki odniosła jej pierwsza książka - i kolejne powieści - pisała nadal, publikując książki co dwa lata. Prowadziła dom i zajmowała się działalnością charytatywną. Zakładała szkoły dla dziewcząt i ochronki dla dzieci. Na pracę pisarki nie pozostawało jej wiele czasu. Tworzyła nocami. Nie prowadziła bujnego życia towarzyskiego, jak szydząca z niej Kossakówna, nie była na utrzymaniu rodziców. Należała do Zjednoczonego Koła Ziemianek - organizacji aktywizującej kobiety ze wsi, kształcącej je i wpierającej w rozwoju. Wśród honorowych obywatelek tego ugrupowania znalazły się także między innymi Maria Skłodowska-Curie, Maria Rodziewiczówna i Eliza Orzeszkowa. 

Druga wojna światowa pozbawiła pisarkę majątku. Mniszkówna po raz drugi owdowiała. Jej świat wielkich miłości i arystokratów dobiegał końca. Helena Mniszkówna zmarła 18 marca 1943 roku w Sabniach w okolicach Sokołowa Podlaskiego. Pozostawiła nieśmiertelną opowieść dla tych, którzy szukali w literaturze emocji i piękna, a często także ucieczki od nieznośnej rzeczywistości. 

 


 

Warto przeczytać: 

https://www.wprost.pl/tygodnik/870/Zmartwychwstanie-Tredowatej.html

http://kobieta.wp.pl/helena-mniszkowna-slawna-wielka-dama-5982329820799617a

http://helena-mniszek.blogspot.com/p/helena-mniszek.html

http://wiersze.wikia.com/index.php?title=Tr%C4%99dowata&useskin=monobook


 

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Avatar użytkownika - lucter
lucter
Dodany: 2017-04-03 18:01:21
0 +-
A ileż już od tego czasu było wersji bajki o Kopciuszku! Trylogia o Greyu z potężnymi nakładami na świecie i w Polsce też jest, hm, specyficzną wersją tej bajki. A powieść Mniszkówny rzeczywiście dalej żyje. Spotkałam panią, która rozdała wszystkie książki i tylko "Trędowatą" sobie zostawiła. Sama kupiłam jedno z najnowszych wydań tej książki pod wpływem lektury "Przyślę Panu list i klucz", gdzie w dwudziestoleciu międzywojennym urocza rodzinka maniaków czytania najpierw się wzbrania czytać "Trędowatej" a potem się nią zaczytuje i się zaśmiewa traktując książkę jako parodię samą w sobie. Z lekturą Mniszkówny jeszcze się nie zmierzyłam, czytałam natomiast parodię pióra Magdaleny Samozwaniec. "Dzikuskę" natomiast czytałam przed laty i nie wiedziałam, że to również był międzywojenny bestseller. Wspomnianej pod koniec artykułu Rodziewiczówny "Dewajtis" po prostu uwielbiam.
Avatar użytkownika - martucha180
martucha180
Dodany: 2017-04-01 08:59:29
0 +-
"Trędowatą" oglądałam dawno temu, nie czytałam książki. Ale ne wiedziałam, że Mniszkówna tak prężnie działała charytatywnie.
Avatar użytkownika - emilly26
emilly26
Dodany: 2017-04-01 02:05:50
0 +-
Bardzo mi się spodobał ten tekst. Tak mało się rozmawia na ten temat .

Warto przeczytać

Reklamy