Bolesław Prus. Życie na krawędzi

Autor: Adrianna Michalewska

Jego nazwisko zna każdy. Nie dostał Nagrody Nobla, nie był tak uwielbiany jak Henryk Sienkiewicz, nie napisał tylu powieści co Józef Ignacy Kraszewski. Stawiano mu zarzuty, że nie potrafi pisać, że nie zna się na konstrukcji powieści, że jego postaci są nieudane, a poruszane problemy miałkie. A jednak zapisał się w polskiej literaturze jako twórca najbardziej romantycznej opowieści o niespełnionym uczuciu w czasach, gdy miłość wieku pary i elektryczności jeździ prędko i bierze pasażerów, ilu się da. Surowy wobec siebie, wymagający wobec innych, prowokator, samotnik, geniusz, którego największym nieszczęściem było urodzić się w czasach Henryka Sienkiewicza. Kim był Jan w Oleju, Bolesław Prus i Aleksander Głowacki? Spróbujmy to ustalić.

Niekochane dziecko

Wczesne lata życia pisarza przypominają pasmo udręk, trosk i nieszczęść, które mogły zadecydować o całym jego życiu. Już sama historia z przyjściem na świat Aleksandra Głowackiego może przyprawić o ból głowy. Nie urodził się ani w Puławach, ani w Lublinie, ale w Hrubieszowie. Na jednej z tamtejszych plebanii matka Aleksandra, Apolonia z Trembińskich Głowacka 20 sierpnia 1847 roku urodziła syna – swoje ostatnie dziecko. Przypuszczalnie parafia krewnego była bezpieczniejszym miejscem do wydania na świat dziecka niż wiejski dworek.

Ojciec dziecka, Antoni Głowacki, nie towarzyszył żonie. Co więcej, nie było go w ogóle w mieście. Rezydując w odległych o trzydzieści dwa kilometry Żabczach, nie spieszył się do żony. Wietrzono skandal, a przynajmniej małą sensację. Czyżby subtelna, wykształcona i grająca na fortepianie pani Głowacka uciekła od męża? Czyżby on nie zamierzał jej tej ucieczki wybaczyć?

Oboje rodzice Aleksandra pochodzili ze zubożałych rodzin, dodatkowo ojcu pani Apolonii zarzucano, że przehulał majątek, jakim dysponował. Nie musiało to być jednak prawdą. W owych czasach nieumiejętność zarządzania dobrami była tak wielką wadą, że mężczyzna, który był nią obarczony, wolał już zostać posądzony o pijaństwo niż zgodzić się na przypięcie łatki nieudacznika. Tak też mogło się stać z Wincentym Trembińskim, rzecz do końca pozostała niewyjaśniona. Faktem jest to, że folwarki Trembińskich zostały utracone, a pani Apolonia nie mogła oczekiwać na znaczny posag.

W pamięci Aleksandra matka pozostała jako piękna, wykształcona kobieta. Ojciec natomiast nie mógł liczyć na sympatię przyszłego pisarza. Czy to jego wczesne doświadczenia wpłynęły na późniejsze opisy bohaterów? Nie wiemy. Ale pamiętamy, że ojciec Stanisława Wokulskiego, bohatera Lalki, był postacią tak antypatyczną, że sam Stanisław pragnął o nim jak najrychlej zapomnieć.

Wróćmy jednak do Hrubieszowa 1847 roku. Obyczaj nakazywał, aby ojciec nowo narodzonego dziecka jak najszybciej przyjechał do niego i uznał je. Tymczasem mijały dni, a pan Antoni nie spieszył się do małżonki. Dla samego proboszcza, udzielającego gościny młodej kobiecie z noworodkiem, sytuacja też nie była wygodna. Apolonia nie mogła ochrzcić syna, co dawało podłoże plotkom, że być może Aleksander nie jest z prawego łoża.

O wszystkim mogły decydować względy finansowe. Antoni nie był przedsiębiorczym, a nawet utracił zdobyte dogodnym zrządzeniem losu gospodarstwo. Porzucił też kultywowane w rodzinie marzenia o herbie rodowym Prus. Skromne życie rodziny mogło być powodem niejednego nieporozumienia między małżonkami.

Po czterech miesiącach ponagleń ojciec Aleksandra pojawił się w Hrubieszowie i udało się ochrzcić przyszłego pisarza. Jednak wydaje się, że więzy rodzinne na zawsze pozostały nadwątlone, bowiem przez kolejne dwa lata Apolonia za namową przedsiębiorczej matki pozostawała wraz z synkiem w domu brata jako darmowa gospodyni. Chora na gruźlicę kobieta, pozbawiona kontaktu ze starszym synem, Leonem, odeszła z tego świata, nie ukończywszy czterdziestego roku życia. Dla małego Aleksandra był to prawdziwy wstrząs. Odtąd jego światem miały być kolejne domy miłosiernych wujów i ciotek, z których nikt nigdy nie zastąpił mu rodziców.

Podczas pogrzebu przyprowadzono małego Aleksandra do trumny matki. Przerażony chłopiec nie rozumiał tego, co się wokół niego dzieje. Ogrom tragedii, jaka na niego spadła, olbrzymi wstrząs i rozpacz z powodu utraty matki sprawiły, że dziecko zemdlało, a trauma, jakiej doznało, naznaczyła jego losy i wpłynęła na zdrowie psychiczne.

Największą jednak tragedią dla Aleksandra był brak stabilizacji, brak uczuć i nędza, od której nie udało mu się uciec. Bicie i upokarzanie, częste kary w postaci pozbawienia jedzenia stały się codziennością dziecka. Surowa i bezduszna babka szybko pozbyła się wnuka, przekazując go swej bezdzietnej córce, Domiceli, i jej mężowi. Aleksander wyjechał do Lublina.

Ustała nędza, ale rodzina matki nie okazywała chłopcu czułości, której tak potrzebował. Nie głodował, a nawet przeciwnie, jadał wreszcie do syta, ale zamknięty na poddaszu i oddany pod opiekę niani i korepetytora, tęsknił za wujostwem, pragnąc zdobyć ich zainteresowanie i miłość. Nadaremnie. Potem, już jako uznany literat, odmalował portret ciotki i wuja jako ludzi płytkich, obojętnych i oschłych.

Najgorszą samotnością nie jest ta, która otacza człowieka, ale to pustka w nim samym, kiedy z kraju nie wyniósł ani cieplejszego spojrzenia, ani serdecznego słówka, ani nawet iskry nadziei...

Lalka

 W domu wujostwa dowiedział się o śmierci ojca. Pozostawiony po nim niewielki spadek przypadł Aleksandrowi i jego bratu, Leonowi. Ale oto nadeszła pora, gdy młody Głowacki dorósł już do szkół i wujostwo posłało go do powiatowej szkoły, taniej i marnej, w której nie tylko niczego się nie nauczył, ale także poczuł, że życie ucznia to raczej łobuzerka i szkolne awantury niż rzetelna praca. Z upodobaniem wikłał się w bójki, kłótnie i wszelakie kłopoty. Dobry z matematyki, słaby z języków obcych, starał się jednak o dobre stopnie, marząc o studiach, które stałyby się dla niego przepustką do lepszego świata.

Nieszczęśliwy młodzieniec

Tymczasem w 1861 roku doszło do incydentu, który mógł zaważyć na osobowości pisarza. Gdy Głowacki spędzał wakacje w Puławach, przypuszczalnie po raz pierwszy przeżył pewnego rodzaju emocjonalne wzruszenie, wywołane osobą Oktawii Trembińskiej, młodszej o dwa lata przyjaciółki krewnej Aleksandra, Emilki. Zrównoważona i urocza panna przypadła młodzieńcowi do gustu i zapewne z przyjemnością spędzał czas w jej towarzystwie. Pewnego dnia, podczas spaceru, pod sukienkę Oktawii dostał się owad, co wywołało u dziewczyny przerażenie. Bolesław szybko uwolnił pannę od natrętnego insekta, usuwając go spod jej sukienki. Ta pozornie błaha sytuacja stała się przyczyną oburzenia rodziców Oktawii. Niewinny Aleksander nagle został oskarżony o niestosowne zachowanie i złe zamiary, a jego postępek został wyraźnie napiętnowany.

Urażony chłopak, gdy tylko było to możliwe, opuścił Puławy i zaszył się u brata w Siedlcach. Do urazu z dzieciństwa, wychowania bez ojca i matki, doszło jeszcze pierwsze niepowodzenie w sferze uczuciowej. Z pewnością nie podniosło to samooceny pisarza, a mocno osłabiło jego psychikę, przyczyniając się do coraz wyraźniejszych problemów emocjonalnych.

Piętnastoletni Aleksander był przeciwieństwem dostojnego, zarabiającego już na życie Leona. Gadatliwy, silny, ciemnowłosy, nie przypominał spokojnego, skupionego blondyna, jakim był jego starszy brat. Bracia stanowili dla siebie całkowite przeciwieństwo. Nie znali się za dobrze, bowiem przez większość życia mieszkali w innych miastach i byli pod opieką różnych krewnych. Teraz, gdy ich losy wreszcie się splotły, mogli spędzić ze sobą nieco czasu.

To też, mój przyjacielu, gdy masz zmartwienie, ciesz się: znak to bowiem nieomylny, że wkrótce będzie dobrze. Smuć się raczej wówczas, gdy jesteś zupełnie szczęśliwy, bo na świecie nie ma nic trwałego! Jest to znowu pogląd mojej babki, świątobliwej kobiety, która wiele w życiu zaznała, ba! widziała Napoleona...

Sieroca dola

Leon był nauczycielem łaciny, uczył także Aleksandra. Ambitny chłopak zabiegał o pozycję najlepszego ucznia w klasie i byłby ją zdobył, gdyby nie decyzja Leona, który nie wystawił bratu najwyższej noty z wykładanego przez siebie przedmiotu. Rozżalony Aleksander dowiedział się o wszystkim publicznie, co przyprawiło go o atak epilepsji, przypuszczalnie na tle nerwowym. Do wielu problemów emocjonalnych przyszłego pisarza dołączył kolejny. Niepewny siebie chłopak był coraz bardziej zamknięty w sobie.

Obaj bracia szybko opuścili Siedlce, trafiając do Kielc, gdzie Leon podjął kolejną pracę. Choć relacje między braćmi nie były najlepsze, to przypuszczalnie on wprowadził przyszłego pisarza do konspiracji. Otwarty na nowości Aleksander zainteresował się polityką. Rok później obaj bracia zaangażowali się w powstanie styczniowe. Leon wyruszył z misją do Wilna, gdzie działał hrabia Michaił Murawjow. Przypuszczalnie olbrzymie obciążenie psychiczne, trudy podróży i olbrzymi stres przyprawiły młodego człowieka o rozstrój nerwowy. Wrócił do Warszawy wycieńczony, majaczący, z wyraźnymi objawami obłędu. Ukrywany przez przyjaciół, zwalczał w sobie chorobę. Bezskutecznie.

Także Aleksander ucierpiał w wyniku działań powstańczych. Ranny i przerażony, przedarł się do Warszawy tylko po to, aby odnaleźć chorego na umyśle brata. Sytuacja wyglądała na tyle poważnie, że gdyby nie ciotka Domicela, która postanowiła zabrać obu braci do siebie, nie wiadomo, co by się z nimi stało. Przeżycia powstańcze odcisnęły się na psychice Aleksandra. Jego kłopoty się pogłębiły, powróciły stany lękowe, nie leczone od dzieciństwa. W przyszłości miało to zaowocować kolejnymi chorobami. Z niepokojem i wstrętem wspominał mało romantyczny obraz powstańczego zrywu. Zamiast walki ramię w ramię o wolność kraju widział zbrodnie, napaści na Żydów i pijaństwo żołnierzy. Z drugiej strony doznał niechęci od chłopstwa, przeżył donosicielstwo tych, którzy za kilka kopiejek informowali Rosjan o ruchach powstańczych oddziałów. Samosądy na zdrajcach stały się chlebem powszednim powstańców. Nie tak wyobrażał sobie szlachetny bój o wolność. Przypłacił go trzymiesięcznym więzieniem, godzinami przesłuchań, utratą szlachectwa, upokorzeniem, strachem i grozą. Nigdy nie wracał do tych wspomnień, unikał ich zarówno w życiu, jak i w dużej mierze – w literaturze.

Stres pourazowy towarzyszył pisarzowi do końca życia i objawiał się potem w wielu formach. Tymczasem powrócił do szkoły, zbliżył się też do Oktawii Trembińskiej, która utraciła w powstaniu ojca. Chyba wtedy Aleksander zaczął na poważnie myśleć o przyszłości. Zaplanował studia. Problem w tym, że nie miał kto za te studia zapłacić. Dysponując majątkiem po ojcu i planując udzielanie korepetycji, przyszły pisarz ruszył do Warszawy w 1866 roku i zapisał się na wydział matematyczno-fizyczny Szkoły Głównej. Jednak realia życia w stolicy okazały się tak dramatycznie ciężkie, że młody student omal nie przypłacił swojej decyzji życiem.

Głodował, marzł tak okrutnie, że spał ubrany we wszystko co posiadał, ale zaczął też pisać i „bywać” wśród ludzi mieniących się literatami. Przypuszczalnie wtedy stanął przed problemem, który mógł zadecydować o jego kolejnych krokach. Zapiski Aleksandra wskazują na to, że bliska mu kobieta zaszła w ciążę i on sam podjął decyzję o aborcji. Kolejne wydarzenia, obciążenie psychiczne z tym związane, kazały mu opuścić Warszawę, ruszyć do Puław i poszukać szczęścia w Instytucie Gospodarstwa Wiejskiego i Leśnictwa. Postanowił także, że poprosi Oktawię o rękę. Niestety, Oktawia nie przyjęła oświadczyn, a po trzech miesiącach nauki w atmosferze skandalu Prus został relegowany ze studiów. Sytuacja wyglądała fatalnie. Marzył jeszcze o odkryciu na miarę epoki, niczym jego bohater z Lalki chciał stworzyć coś wielkiego, ale powieściowy Geist miał więcej szczęścia od swego twórcy. Głowacki nie ukończył studiów i nie odkrył niczego, co zapewniłoby mu sławę i pieniądze. Postanowił zatem powrócić do Warszawy.

Ach, ci kochani bliźni i to społeczeństwo, które nigdy nie troszczyło się o mnie i stawiało mi wszelkie przeszkody, a zawsze upomina się o ofiary z mojej strony... Lecz właśnie to, co oni dziś nazywają szaleństwem, popycha mnie do pełnienia jakichś fikcyjnych obowiązków.

Lalka

Miał dwadzieścia cztery lata i postanowił spróbować szczęścia w publicystyce. Świadomość, że jego koledzy ze studiów kończyli już edukację, na pewno sprawiała mu przykrość, dodatkowo jeszcze był świadkiem rosnącej sławy Henryka Sienkiewicza, który powoli stawał się bożyszczem narodu. Aleksander przyglądał się temu wszystkiemu i planował swoją karierę. Jednak plany dalekie były od realizacji, a życie miało swoje prawa. Niczym Wokulski po powrocie z wojny, był w Warszawie niezauważany, nieznany i chyba niepotrzebny. Bardzo go to dręczyło. Naturalną konsekwencją tej sytuacji był niedostatek, a przecież Aleksander chciał założyć rodzinę, potrzebował pieniędzy i stabilizacji.

W 1873 roku miał już za sobą trudne początki. Współpracował z dwutygodnikiem „Niwa”, z „Muchą”, z „Gazetą Polską” i przede wszystkim, od 1874 z „Kolcami” i z „Kurierem Warszawskim”, który zamówił u niego cykl reportaży o życiu w mieście. Aby wypełnić rubryki tekstem, Głowacki bywał na wystawach, w teatrach, szukał informacji na przedmieściach i gorszych dzielnicach. Zachowane teksty świadczą o ostrym języku pisarza i braku wątpliwości co do omawianych tematów. Krytykował wszystko i wszystkich, szczególnie upodobał sobie kobiety, które dostarczały mu mnóstwo materiału do analizy. Krytykował dobroczynność, ludzi wynajmujących mieszkania i modę. Był nieustępliwy i często po prostu złośliwy. Robił wszystko, aby wyrobić sobie markę i zyskać sławę i pieniądze. Szczególnie, że Oktawia zmieniła zdanie i zaczęła się interesować robiącym w Warszawie karierę Aleksandrem, który od 1872 roku znany był czytelnikom jako Bolesław Prus.

W tym czasie mocno się nasiliły jego fobie i pogorszyło i tak już nadwątlone zdrowie. Aleksander zaczął się skarżyć na hałas, nie lubił otwartych przestrzeni, unikał wchodzenia na wyższe piętra kamienic. Nie lubił miasta z jego zabudową, żywiołowością i gwarem. Ale to w tym nielubianym mieście musiały się toczyć jego losy. Szczególnie że w połowie stycznia 1875 zaplanował ślub z Oktawią, która ostatecznie przekonała się do pisarza. Dwa miesiące później w „Kurierze Warszawskim” otrzymał stałą rubrykę, znaną nam dzisiaj jako „Kronika tygodniowa”. Nareszcie los Aleksandra się odmienił. „Kurier” był znaną gazetą, a praca w nim dodawała prestiżu i czyniła z dziennikarza prawdziwą gwiazdę.

Gdyby nas nawet setkami tysięcy topiono, wbijano na pale, obdzierano ze skóry, pieczono na wolnym ogniu – w całej sympatycznej Europie nikt palcem nie ruszy, nikt nie otrząśnie popiołu z cygara.

Kroniki tygodniowe

Aleksander lubił pojawiać się w pracy codziennie o tej samej porze. Zaprzyjaźnił się z zespołem redakcyjnym i przesiadywał w redakcji, paląc dziesiątki najtańszych papierosów. Ale także w czasie wolnym miał stałe, niezmienne obyczaje. Lubił zagadki matematyczne, odpoczynek na kanapie i tłustą kuchnię Oktawii. Wspólnych znajomych odwiedzali z żoną osobno bądź przychodzili oddzielnie i opuszczali towarzystwo także jedno po drugim. Aleksander podobno nie lubił, gdy ktoś mu przeszkadzał w myśleniu i zbieraniu materiału, gdy spacerował po mieście.

Problemy nerwowe coraz bardziej dawały się pisarzowi we znaki. Potwornie bał się burzy. Podczas wyładowań atmosferycznych krył się, gdzie tylko się dało. Wzmogły się też ataki agorafobii, ale i klaustrofobii. Podczas wycieczki do Krakowa i Wieliczki omal nie utracił przytomności, gdy najpierw musiał wejść na kopiec Kościuszki, a potem zanurzyć się w podziemiach kopalni soli. Te dramatyczne sytuacje starał się rozładować humorem, żartując z siebie i innych. Była to jednak reakcja obronna, która w żaden sposób nie mogła uchronić pisarza przed dramatem potwornych lęków, z którymi nie mógł sobie poradzić. Kiedy jeszcze okazało się, że ktoś planuje zamach na jego życie, neurozy Aleksandra sięgnęły kresu. Zaopatrzony w broń, spodziewał się najgorszego.

Spełniony mężczyzna

Był już uznanym publicystą, ale marzył o czymś więcej. Chciał wydać powieść, która zachwyci świat, która da mu sławę i postawi obok podziwianego przez Polaków Henryka Sienkiewicza. W 1879 roku „Przegląd Tygodniowy” drukuje artykuł podważający reputację pisarską Prusa. Zniechęcony autor czuje się coraz bardziej osaczony i niedoceniony. Rok później rozpoczyna pracę nad Placówką. W tym samym roku wychodzi w „Kurierze Warszawskim” Katarynka. Kilka lat wcześniej opublikowano Sierocą dolę, Kłopoty babuni, Lokatora poddasza i inne opowiadania. Ale wciąż brakuje tej jednej, wielkiej powieści, która poprawi sytuację pisarza. 

W czasie bitwy los co chwila wyciąga do nas rękę i każe jak najspieszniej odgadywać zamknięte w niej niespodzianki. Mylimy się lub zgadujemy, ale biada temu, kto częściej omylił się aniżeli odgadł!… A stokroć biada tym, przeciw komu los odwraca się i zmusza do omyłek!…

Faraon

W 1882 magnat prasowy Stanisław Kronenberg kupuje „Nowiny” i oferuje Prusowi pozycję redaktora naczelnego. Niestety, nie jest to dobra decyzja. Plan analizowania zjawisk społecznych, który przyjął Prus, spotkał się z wyjątkową agresją środowiska. Kpiono z redaktora, uderzono w żydowskie pochodzenie Kronenberga, plotkowano, że Prus za swoje stanowisko otrzymał sześć tysięcy rubli rocznie. Ta sytuacja bardzo nadwątliła zdrowie Aleksandra. Ataki lęku, ogólne osłabienie i poczucie nieustannego zagrożenia towarzyszyły mu już niemal codziennie. Starał się podreperować zdrowie w Nałęczowie, do którego będzie jeździł aż do śmierci. Bez skutku.

Pismo upadło. Prus wrócił, jako felietonista, do „Kuriera Warszawskiego”. Znowu zaczęło mu brakować pieniędzy. Tymczasem od maja 1883 dziennik „Słowo” rozpoczął druk Ogniem i mieczem Henryka Sienkiewicza. Nieustający zachwyt nad powieścią, uznaną za arcydzieło, przygnębiał Prusa. Czuł się coraz gorzej, pragnienie sukcesu było coraz bardziej dojmujące. Sukces i najlepsze lata pracy twórczej Aleksandra Głowackiego jednak właśnie nadchodziły.

W 1887 roku zaczyna publikować w „Kurierze Codziennym” Lalkę. Wydanie książkowe w wersji trzytomowej ukazuje się na rynku w 1890 roku. Wydaje je Gebethner i Wolff, przedsiębiorstwo wydawnicze i drukarskie, odpowiednik dzisiejszego Amazona, specjalizujące się w literaturze, którą dzisiaj uznajemy za klasykę. W tym samym domu wydawniczym publikowała Eliza Orzeszkowa, Władysław Reymont i Henryk Sienkiewicz. Także w 1890 rozpoczęła się publikacja Emancypantek w „Kurierze Codziennym”. Pięć lat później „Tygodnik Ilustrowany” pokazał światu pierwszy fragment Faraona. W ciągu ośmiu lat świat ujrzał trzy największe i najważniejsze powieści Bolesława Prusa. Upragniona sława w końcu nadeszła.

W rządzie i wojnie na nikogo nie liczy się: o jeden niedopatrzony kamyk można się przewrócić.

Faraon

Aleksander i Oktawia nie mieli dzieci. Zrządzeniem losu wzięli na wychowanie syna zmarłego brata Oktawii, Emila. Historia zatacza koło. Aleksander, sam niegdyś przekazywany z rąk do rąk, ma okazję stworzyć dom innemu dziecku, będącemu w podobnej sytuacji. Różnie się z tego zadania wywiązuje. Dość powiedzieć, że nie zdecydował się na usynowienie chłopca, z którym na pewno był związany. Po latach rodzinę dotknie tragedia: nieszczęśliwy w uczuciach Emil odbierze sobie życie.

Uczucia Aleksander mógł także kierować ku pani Oktawii Radziwiłłowicz-Rodkiewicz, która po śmierci pierwszego męża, społecznika, wyszła w końcu za Stefana Żeromskiego. Wspierała pisarza bardzo dzielnie, dbając nie tylko o jego bardzo wątłe zdrowie, ale także wyrabiając mu markę w społeczeństwie, między innymi zabiegając o poparcie u Bolesława Prusa. Zauroczony panią Oktawią Prus był przeciwny jej małżeństwu z Żeromskim. Jak się okazało, miał rację. Siedemnaście lat po ślubie ustabilizowany finansowo i zawodowo Żeromski porzucił chorą już wówczas żonę dla młodszej o prawie dwie dekady malarki.

W 1898 roku Prus zaprzyjaźnia się z żoną nałęczowskiego lekarza, Aliną Sacewiczową. Ta przyjaźń, a może i miłość, będzie trwała do ostatnich dni życia pisarza. Czternaście lat później, w 1912 roku, Bolesław Prus zachoruje na grypę, w wyniku której umrze. Pochowany zostanie na Powązkach, 22 maja. Cała Warszawa będzie go odprowadzała w tej ostatniej drodze. Kondukt żałobny rozciągał się na kilka kilometrów, latarnie zasłonięto a w pochodzie za karawanem stanęli uczeni z Uniwersytetu Jagiellońskiego, prawnicy, dziennikarze i mieszczanie. Zabrakło Henryka Sienkiewicza. Był za to mały chłopiec, Janusz Bogusz, którego pisarz ujął w swoim testamencie. Po latach pani Sacewiczowa przyznała, że dziecko było synem pisarza.

Spuścizną po Bolesławie Prusie zajęła się Oktawia, wierna małżonka, która nie tylko zebrała dziewięćdziesiąt dziewięć szarf z żałobnych wieńców, ale zadbała o uporządkowanie rękopisów po mężu. Nie wiemy, co z nich usunęła, pozostałe dokumenty przekazała bibliotece. Wielki pisarz odszedł, zostawiając po sobie to, co postanowiła dać światu Oktawia Trembińska. 

M. Piątkowska, Prus. Śledztwo biograficzne

K. Tokarzówna, Młodość Bolesława Prusa

K. Tokarzówna, S. Fita, Bolesław Prus 1847-1912. Kalendarz z życia i twórczości

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Avatar użytkownika - igielka
igielka
Dodany: 2019-02-16 15:44:49
0 +-

Życiorys na całkiem dobrą książkę. 

Avatar użytkownika - Poczytajka
Poczytajka
Dodany: 2019-02-12 16:23:19
0 +-

Z przyjemnością przeczytałam ten artykuł. Jak niewiele wiemy o wielkich postaciach...

Avatar użytkownika - gosiaczek
gosiaczek
Dodany: 2018-10-30 11:37:47
0 +-

Bardzo interesująca postać.

Avatar użytkownika - Anytsuj
Anytsuj
Dodany: 2018-09-19 20:26:23
0 +-

Przykre miał życie, ale gdyby na lekcjach polskiego w taki sposób omawiano sylwetki pisarzy, to z pewnością więcej osób zainteresowało się literaturą. Po lekturze tego artykułu Prus nie jest już dla mnie papierowym pisarzem, jest człowiekiem z krwi i kości, który wzbudza emocje sam w sobie- nie tylko przez swoje dzieła i aż zachciało mi się przeczytać którąś z jego powieści.

Avatar użytkownika - jahunter3012
jahunter3012
Dodany: 2018-09-12 18:09:16
0 +-

Ciekawy artykuł.

Avatar użytkownika - Dagus93
Dagus93
Dodany: 2018-09-06 07:47:54
0 +-

Świetny artykuł ! 

Avatar użytkownika - agnieszka_rowka
agnieszka_rowka
Dodany: 2018-09-06 07:03:17
0 +-

genialna postać wszechczasów

Avatar użytkownika - martucha180
martucha180
Dodany: 2018-09-04 17:48:55
0 +-

O fobiach Prusa słyszałam. Szkoda, że nie miał dzieci.

Avatar użytkownika - MonikaP
MonikaP
Dodany: 2018-09-04 14:32:57
0 +-

Życiorys imponujący!